Polecamy
Nowy numer magazynu Głos Przebudzenia! (3 listopada, 2020 6:09 pm)
POLECAMY „Zabić smoka” Daniel Kolenda (2 listopada, 2020 4:43 pm)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

SDEROT – życie pod obstrzałem

9 grudnia 2021
Comments off
339 Odsłon

tekst: Magdalena Wołochowicz

Rakiety, wybuchy, ludzie biegnący do schronów. To nie plan filmowy, a smutna codzienność mieszkańców Sderot. Wielu z nich wyjechało, wielu też wróciło. Zgodnie z powiedzeniem „Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Nawet za cenę życia.

***

Pierwszy raz do Sderot pojechałam w klapkach. Było gorąco, więc wydawało mi się to naturalne. Kiedy moi rodzice zobaczyli potem zdjęcia, nie mogli uwierzyć, że nie przemyślałam tego lepiej. Tam tego dnia nic niebezpiecznego się nie zadziało. Ale mogło. Sderot to izraelskie miasto położone blisko Strefy Gazy. Miasto, do którego nie docierają pielgrzymki ani turyści. Regularnie, czasem kilka razy dziennie, w jego kierunku wystrzeliwane są za to rakiety terrorystycznej organizacji Hamas. Nic zaawansowanego – metalowe rury naszpikowane ostrymi elementami, takimi jak śruby i inne metalowe części. Taka rakieta wcale nie jest skierowana w obiekty wojskowe, ale ma trafić w osiedle mieszkalne oraz ma za zadanie nie tyle zabić, ile jak najbardziej okaleczyć ludzi. Dosłownie.

Każdy przystanek autobusowy to solidny betonowy schron

Sderot

Rakieta trafiła w zbrojną ścianę domowego schronu

Sderot

Szczątki rakiety wystrzelonej w wigilię Bożego Narodzenia

Sderot

Budynek szkoły ma ogromne betonowe zadaszenie

Sderot

Na ulicach Sderot można zobaczyć ślady po pociskach

Sderot

We wnętrzu schronów Irek umieszcza budujące napisy

Sderot
Sderot-napis na schronie

***

Gdy w 2005 r. Izrael wycofał się ze Strefy Gazy, towarzyszyło temu hasło „Ziemia za pokój”. Ludzie mieli wtedy nadzieję, że ostrzeliwanie się skończy. Izrael dotrzymał obietnicy, Arabowie niestety nie. W razie alarmu mieszkańcy miasta mają od 10 do 15 sekund, by skryć się w schronie – w domu lub, gdy ktoś jest na zewnątrz, w jednym z ogólnodostępnych miejsc, np. na przystanku autobusowym. Tak, każdy przystanek w mieście jest jednocześnie schronem. Gdybym tamtego dnia musiała się chronić, klapki na nogach mogłyby mnie spowolnić. Co ciekawe, ze względu na straumatyzowanie społeczności Sderot, alarm nie jest sygnałem dźwiękowym, ale o zagrożeniu informuje spokojny głos, mówiący: „Cewe Adom”, czyli: „Alarm czerwony”.

***

Czemu więc w ogóle pojechałam do tak niebezpieczne go miejsca? Mój tata, zapalony szachista, grając któregoś razu on line, natrafił na Pawła, młodego mesjańskiego Żyda (wierzącego, że Jezus jest Mesjaszem), mieszkańca Sderot. Wtedy po raz pierwszy dowiedział się, jak wygląda życie w tym mieście. Ogromnie poruszyło to całą naszą rodzinę i wspólnotę. Gdy po studiach pojechałam jako wolontariuszka do Ziemi Świętej, postanowiłam odwiedzić Sderot, aby dodać Pawłowi i jego rodzinie nadziei, że ktoś przejmuje się ich losem i modli się za nich.

Kiedy wraz z koleżanką dojechałyśmy do Sderot, od razu zauważyłyśmy liczne schrony, a także widoczne co jakiś czas ślady po pociskach, np. na jezdni. Zaskoczyło nas to, że wiele obiektów użyteczności publicznej, jak szkoła, banki czy uniwersytet, mają ogromne betonowe zadaszenia – stanowiące ochronę przed atakami rakietowymi. Paweł i jego mama ugościli nas u siebie, w domu, w który kilka tygodni wcześniej, w czasie święta Paschy, uderzyła rakieta. Pokazali nam miejsce na ścianie, gdzie dokładnie było widać ślad po trafieniu. Paweł z całego serca dziękował Bogu, że w domu była wtedy tylko mama, której nic się nie stało, bo rakieta trafiła akurat w zbrojoną ścianę domowego schronu – mama Pawła nie zdążyła jeszcze tam dojść. Wypadły tylko okna. „Tylko?!” – pomyślałam natychmiast. Co ciekawe, spokojna reakcja mamy Pawła na to zdarzenie, pełna ufności pokładanej w Bogu, wywołała zdziwienie sąsiadów i stała się okazją do złożenia świadectwa, skąd bierze się taki pokój w sercu. Pytam Pawła: „Jak wyglądają alarmy rakietowe? Czy za każdym razem, gdy słyszysz alarm, biegniesz ile sił do schronu?”. „Nie! Idę spokojnie. Moje życie jest w rękach Boga. Gdy jestem w pracy i słyszę alarm, idę do schronu. Rakieta gdzieś uderza, zagrożenie mija i wracam do pracy”. „Jak często się to zdarza?” „Czasami raz, czasami kilka razy dziennie”. „I nie boisz się?” „Nie” – odpowiada Paweł z uśmiechem i pewnością w głosie.

Usłyszałyśmy też, że wielu ludzi nie jest w stanie znieść życia w ciągłym stresie i opuszcza miasto. Paweł i jego rodzina czują jednak, że to jest ich dom. Tu Bóg ich postawił i nie zamierzają stąd uciekać. Wyjechałam stamtąd poruszona do głębi.

***

Rok później wróciłam do Sderot z bratem i przyjaciółmi. Kierowca w autobusie spytał, o co chodzi. Przecież turyści nigdy nie jadą w te strony. Irek, mój brat, świadomy sytuacji, chciał zrobić coś praktycznego, by przynieść nadzieję mieszkańcom. Zna się na graffiti i miał pomysł, by we wnętrzach publicznych schronów wykonać budujące napisy. Gdy lecieliśmy, modlił się, aby na lotnisku przepuścili jego spraye. Udało się! W sieci można zobaczyć filmik z jego projektu.  Napisy, które Irek wykonał, przetłumaczone na polski, to m.in.: „Znam Twój ból. Też go czuję. Płaczę z Tobą. Jestem z Tobą. Bóg”; „Byłem tu. Wiem, co czujesz. Nie mogę nic zrobić, ale modlę się za Ciebie. Każdego dnia. Przyjaciel z Polski”.

W trakcie tej wizyty zwiedziliśmy małe „muzeum” mieszczące się na posterunku policji: półki, na których zbierane są resztki wystrzelonych rakiet, opatrzone datami. Jedna data szczególnie przyciągnęła moją uwagę: 24 grudnia. To, co dla mnie oznacza wigilijną kolację i jest dniem otrzymywania prezentów, dla mieszkańców Sderot było doświadczeniem wrogiego ataku.

Słuchanie opowieści o tych rakietach to jedno, ale zobaczenie ich na żywo to coś zupełnie innego, co naprawdę mną wstrząsnęło. Choć sytuacja w Sderot jest tak trudna, wielu ludzi pokłada ufność w Bogu i oferuje mieszkańcom tego miasta całe swoje serce. Przykładem są Michael i Dina Beenerowie, założyciele i pastorzy mesjańskiej wspólnoty City of Life. Kiedy słyszę tę nazwę, tłumaczoną na polski jako Miasto Życia, myślę sobie, jak bardzo jest zachęcająca i jak zupełnie nie przystaje do panujących w mieście warunków. Ale tam, gdzie jest Pan Jezus, tam jest też prawdziwe życie, nawet gdy jest bardzo trudno.  Michael i Dina są Żydami pochodzącymi z jednej z byłych republik Związku Radzieckiego. Oboje niezależnie od siebie w pewnym momencie zrozumieli, że Jezus jest Mesjaszem i zaczęli żyć z Nim w przyjaźni. Mają dwóch synów: ośmio- i dziewięciolatka. Wspólnota City of Life została założona przez studentów, mesjańskich Żydów, w 2000 r. Zaczęli się spotykać na lokalnym uniwersytecie (kampus będący filią Uniwersytetu w Beer Szewie liczy ok. 8 tysięcy studentów), aby razem się modlić. Częścią tego ruchu i zarazem główną liderką stała się Dina. Przez wiele lat grupa prosiła Pana o mężczyznę pastora, gdyż w środowisku izraelskim bycie liderką jest dużym wyzwaniem dla kobiety. Michael wyemigrował do Izraela w 2006 r. Poznał Dinę i gdy w 2009 r. się pobrali, został pastorem City of Life. Modlitwy wspólnoty zostały wysłuchane. Od tego czasu zaczęła ona działać bardziej aktywnie, także dla dobra miasta. „Czemu akurat Sderot?” – pytam Michaela, a on odpowiada: „Dla każdego jest to kwestia osobistej relacji z Bogiem i pytania o to, gdzie On nas stawia. Modliłem się i miałem pokój w sercu, że to ma być Sderot. Z perspektywy czasu widzę, jak Bóg mnie prowadził i jak wiele dobrego uczynił w moim życiu”. Rok po założeniu wspólnoty, czyli w 2001 r., zaczęło się ostrzeliwanie miasta ze Strefy Gazy. Codziennie. Ludzie zaczęli się wyprowadzać, z 20 tysięcy mieszkańców zostało jedynie 13 tysięcy. Nie wszyscy jednak uciekli na stałe. Natalia, którą też mam możliwość zapytać o życie w Sderot, mówi, że choć na siedem lat wyjechała z rodziną z miasta, wróciła. „Tu czujemy się najlepiej. Tu jest nasz dom. Pomimo wyzwań”.

Sderot

 

DINA I MICHAEL BEENEROWIE

Żydowscy imigranci z byłego Związku Radzieckiego. Od 2009 r. pastorzy mesjańskiej wspólnoty City of Life w Sderot, w Izraelu. Mają dwóch synów (8 i 9 lat). Od wielu lat zaangażowani w głoszenie Ewangelii oraz pomoc socjalną mieszkańcom Sderot.

W ciągu ośmiu lat, od 2001 do 2008 r., na Sderot spadło łącznie ok. 13 tysięcy pocisków rakietowych. Tyle samo, ile pozostało ludności… Arabowie ze Strefy Gazy szczycili się, że to miasto stanie się Miastem Śmierci – City of Death. Dlatego mesjańscy studenci nazwali swoją wspólnotę City of Life – jako przeciwieństwo przekleństwa, jakim są działania terrorystów z Hamasu. Wspólnota zaczęła się modlić i pytać Boga, czy ma pozostać w Sderot. Jako potwierdzenie jej członkowie otrzymali konkretny fragment z Pisma Świętego – o tym, jak Bóg zdecydował się zniszczyć Sodomę i Gomorę, a Abraham targował się z Panem, aby oszczędził miasta, jeżeli znajdzie się w nich odpowiednia liczba sprawiedliwych (1 Mojż. 18). Członkowie wspólnoty zrozumieli, że mają zostać jako ci sprawiedliwi. „Do życia pod ostrzałem ciężko się przyzwyczaić. Sam dźwięk alarmu jest bardzo stresujący. Ale dzięki temu utrzymujemy serca w zależności od Boga. Modlimy się i będziemy modlić się dalej za tych, którzy do nas strzelają. Wierzymy, że wkrótce otworzą im się oczy i zrozumieją” – mówi Natalia.  

SZCZĄTKI RAKIET KASSAM I POCISKÓW MOŹDZIERZOWYCH, zebrane na posterunku policji

Sderot

Członkowie City of Life doświadczają wielu cudów. Szczególnie ochrony przed rakietami. Jeden z pocisków wylądował dokładnie pomiędzy domami i właściwie nie było zniszczeń. Inna rakieta wpadła do budynku, ale akurat w tym czasie nie było w nim ludzi, bo wyszli na zakupy. Jeszcze inna trafiła w synagogę parę minut po tym, jak ludzie opuścili budynek po świętowaniu tradycyjnej barmicwy (uroczystego wejścia chłopca do wspólnoty dorosłych wiernych). Impreza mogłaby trwać, ale osoba sprzątająca powiedziała, że trzeba już kończyć, bo inaczej nie zdąży posprzątać. Jeszcze inna rakieta uderzyła w dom, który wynajmowała wspólnota, ale był to dzień powszedni, gdy prawie nikogo nie było w środku, a ci, którzy akurat tam przebywali, znajdowali się w innej części budynku. Jeszcze inna bomba trafiła w fabrykę, na szczęście akurat nie było w niej pracowników. „Takich cudownych historii jest mnóstwo” – opowiada pastor Michael.

Z jednej strony City of Life działa jak klasyczna mesjańska wspólnota – odprawia nabożeństwa szabatowe, w trakcie których uwielbia Boga, modli się, głosi Słowo Boże. Członkowie czytają także Torę (Pięcioksiąg – pierwsze pięć Ksiąg Mojżeszowych), w tym Parszę – fragment Tory wyznaczony przez rabinów na dany dzień. „To szczególnie dla nas istotne, bo jesteśmy mesjańskimi Żydami. Identyfikujemy się jako Żydzi, to nasza tożsamość” – podkreśla Michael. „To też ważne ze względu na nasze dzieci. W szkole mają między innymi lekcje Tory. Jednak wiele z tego, czego są uczone, często nie pochodzi bezpośrednio z Biblii, ale jest interpretacją rabinów. I niekoniecznie wszystko jest zgodne z naszym rozumieniem Bożego Słowa. Przykładowo opowiada się im historię Izaaka, syna Abrahama, że był dobrym i grzecznym chłopcem, bo każdego dnia uczył się Tory. A przecież Bóg dał Torę Mojżeszowi dopiero czterysta lat później! A więc czemu nauczyciel uczy dzieci, że Izaak znał Torę?! Musimy prostować takie informacje” – tłumaczy. Bardzo ważne dla nich jest to, że są Żydami. Nauczają w kościele przede wszystkim po hebrajsku. Wielu członków wspólnoty to rosyjskojęzyczni imigranci, dla nich nauczanie tłumaczone jest na język rosyjski. Jeśli potrzeba, pojawia się też tłumaczenie na język angielski. Częścią ich społeczności są też Żydzi Sabra, czyli ci, którzy urodzili się już w Izraelu. „Nauczamy po hebrajsku, bo szczególnie dla dzieci ważne jest, by słyszały Boże Słowo po hebrajsku. Muszą zrozumieć, że jako wierzący w Mesjasza wciąż są Izraelczykami, że wciąż są Żydami, że to jest dobre” – dodaje Michael. „Czy mógłbyś wyjaśnić, co to są mesjańscy Żydzi i czym różnią się od wierzących w Jezusa z innych narodów?” – pytam. „Część chrześcijan wierzy w teologię zastępstwa [chodzi o powstałą ok. IV w. teorię, że po odrzuceniu Jezusa Izrael przestał być narodem wybranym, a jego miejsce zajął Kościół – przyp. M.W.]. Myślą tak szczególnie ci, którzy nie zagłębiają się w Pismo Święte, tylko słuchają tego typu nauk. Jeśli ktoś czyta Biblię, nie znajdzie w niej nic o zastępstwie, za to dużo o jedności Żydów i chrześcijan w Jezusie. To jest jak mąż i żona – dwie osoby, ale jedno ciało. To dla nas kluczowe. Mamy swoją tożsamość, nie przestajemy być Żydami, ale jako Żydzi możemy wierzyć w żydowskiego Mesjasza. To nie jest w pierwszej kolejności Mesjasz chrześcijan, którzy pochodzą z innych narodów. Przykro mi, ale taka jest prawda. Jeremiasz pisze: »Oto idą dni – mówi Pan – że zawrę z domem izraelskim i z domem judzkim nowe przymierze« (Jer. 31:31).  To wielkie objawienie dla Żydów, gdy czytają, że Bóg nie przygotował Nowego Testamentu – Nowego Przymierza – w pierwszej kolejności dla nawróconych pogan. To ci chrześcijanie idą w ślad za żydowskim Bogiem. Po pierwsze więc, kluczem do zrozumienia, kim są mesjańscy Żydzi i czym się różnią od chrześcijan z innych narodów, jest ich tożsamość. Po drugie, bardzo ważna jest mentalność żydowska. Chrześcijanie obchodzą inne święta, nieżydowskie, nie te stricte opisane w Biblii, choć oczywiście odnoszące się do jej wydarzeń. A my mamy święta biblijne, począwszy od szabatu (tak, to cotygodniowe święto!), poprzez Paschę, Roszha-Szana (Nowy Rok) itd. Tu chodzi o biblijną mentalność, niekoniecznie o to, żeby dokładnie zachowywać się jak religijni Żydzi w synagogach (są i takie wspólnoty mesjańskie). Myślę, że to jest bardzo ważne i odróżnia nas od chrześcijan niebędących Żydami” – wyjaśnia Michael.

Wspólnota City of Life służy lokalnej społeczności. Szczególnie troszczy się o tych, którzy przeżyli Holokaust. Są to ludzie już bardzo podeszli wiekiem i jest ich coraz mniej. Co tydzień członkowie wspólnoty zapewniają każdej z tych osób potrzebne jej artykuły higieniczne, na które sama nie mogłaby sobie pozwolić ze względu na wysoką cenę, a także jedzenie, pomoce inwalidzkie itd. W razie potrzeby pomagają w renowacji mieszkania. Łącznie zajmują się ok. 300 starszymi osobami w wieku 70–80 lat, z czego część to właśnie ocaleni z Holokaustu. Pomagają też innym potrzebującym: samotnym matkom, chorym, cierpiącym na PTSD (zespół stresu pourazowego). „Mamy psychologa, który udziela profesjonalnych porad. Prowadzimy też doradztwo rodzinne dotyczące relacji rodzice–dzieci czy też pomiędzy małżonkami. Jest ono skierowane do wszystkich, także niewierzących, mieszkańców Sderot” – opowiada Michael. Zimą członkowie wspólnoty pomagają zakupić grzejniki do domów, bo w większości nie ma w nich ogrzewania ze względu na generalnie ciepły klimat. Organizują także wycieczki. Szczególnie gdy trwa wzmożone ostrzeliwanie miasta ze Strefy Gazy, wyjazdy do parku wodnego, nad Morze Martwe czy do centrum rozrywki dla dzieci dają chwilę wytchnienia – pozwalają odetchnąć od atmosfery presji.

Jakie wyzwania stoją przed wspólnotą? Przede wszystkim pojawiło się duże prześladowanie ze strony ortodoksyjnych Żydów, których jest obecnie o wiele więcej niż jeszcze przed kilku laty. „Mamy nowego burmistrza, który zmienił oblicze Sderot. Miasto zaczęło się poszerzać, tętnić życiem. Ale także osiedliło się tutaj kilka tysięcy nowych mieszkańców będących religijnymi Żydami. Zasiadają w Radzie Miasta i zaczęli wywierać duży wpływ. A przecież nasze miasto nie jest przeznaczone tylko dla nich, jak niektóre miejscowości w Izraelu, np. Bnei Brak. Od pół roku mocno uprzykrzają nam życie. Dzwonią i nas przeklinają. Zablokowaliśmy te numery” – opowiada Michael. Jakiś czas temu do miejsca, gdzie spotyka się wspólnota City of Life, przyszedł reprezentant organizacji Yad L’Achim (hebr. Ręka ku Braciom), „ratującej” Żydów od wszystkiego, co mogłoby zniszczyć ich żydowskość, m.in. zwalczającej małżeństwa z Arabami oraz walczącej z misjonarzami (a więc także z mesjańskimi Żydami). Michael dzieli się z nami trudną historią: „Brama była zamknięta, więc ten człowiek przeszedł nad ogrodzeniem. Byłem w budynku sam, przygotowywałem nauczanie na szabat. Intruz zaczął nagrywać nasze wnętrza telefonem. Usłyszałem coś i zauważyłem go na kamerach, których podgląd mam w biurze. Poszedłem do niego. Zaczął mnie nagrywać, mówiąc: »Proszę, tu możecie wszyscy zobaczyć misjonarza, który chce zamienić Żydów w chrześcijan. A to jest budynek, w którym działa. Musimy tu przyjść i zareagować«. Zadzwoniłem na policję, która bardzo szybko się pojawiła. Intruz nie dostał mandatu, a tylko trzytygodniowy zakaz zbliżania się do naszego budynku. Na koniec zapowiedział, że zorganizuje przeciw nam dużą demonstrację, by ocalić tożsamość miejscowych. Po trzech tygodniach żona przypomniała mi rano, że nadszedł czas zapowiedzianej demonstracji. Wiedzieliśmy z ogłoszeń w mediach społecznościowych, że napewno się odbędzie. Około stu osób pojawiło się pod naszym budynkiem, w tym rabini z różnych społeczności żydowskich w Sderot (Żydów aszkenazyjskich, kaukaskich i innych). Zorganizowali nawet transport autobusowy dla chętnych oraz eskortę policyjną pięciu samochodów. Ustawili sprzęt nagłaśniający. Odwiedzili także miejskie kluby seniora dla ocalałych z Holokaustu, namawiając ich, by dołączyli. My służymy tym ludziom od wielu lat, a oni próbowali nastawić ich przeciw nam. Ci starsi ludzie jednak, słysząc, że chodzi o nas, nie dali się przekonać. Organizatorom udało się mimo to zebrać różnych innych ludzi, także świeckich. Grupa modliła się przeciwko nam, przeklinała nas, wygadywała na nas, zapowiadając, że wyrzuci nas ze Sderot. Na demonstracji się nie skończyło. Przeciwnicy zaczęli pisać do gazet, włącznie z artykułem na całą stronę, szkalującym nas w lokalnym weekendowym dodatku do jednej z największych izraelskich gazet »Jedi’oth Acharonot«. Ktoś ze znajomych wierzących, zobaczywszy to, zadzwonił i powiedział: »Michael, teraz jesteś gwiazdą« Zaczęli publikować także teksty o nas w internecie pod tytułami typu Pułapka Michaela Beenera. To było trudne, musieliśmy coś zrobić, bo to był bardzo zły PR. Zatrudniliśmy firmę, żeby nam pomogła. Zorganizowaliśmy kampanię – newsy w internecie, artykuły w gazetach, także po rosyjsku, program w telewizji CBN News po angielsku. Ale organizacja Yad L’Achim cały czas prowadziła swoją kampanię przeciw nam, również na Facebooku. A więc wojna toczyła się w mediach”. Po demonstracji inspektor z Departamentu Inżynierii Miasta powiedział Michaelowi, że zamierza wyrzucić wspólnotę z jej siedziby: „Wynajmujecie budynek w strefie przemysłowej miasta, a nie zajmujecie się przemysłem. Jesteście domem modlitwy, rozdajecie coś”. Dwa lata wcześniej Michael był w biurze tego urzędnika i rozmawiał z nim, bo potrzebował zaświadczenia o zmianie adresu – bez problemu je dostał. Jasno powiedział, że są wspólnotą mesjańską, że nie udało im się znaleźć miejsca w centrum miasta, więc wyszukali coś w strefie przemysłowej, i że oprócz działań religijnych prowadzą też pomoc socjalną. Urzędnik zapytał o jego wiarę, więc Michael miał możliwość dać krótkie świadectwo, cytując też fragment z Zachariasza. „Zakończył wtedy spotkanie, mówiąc, że to jest nasza wiara i to miejsce jest dobre dla nas, żebyśmy tam działali. Dziś kompletnie zmienił podejście. Chce nas stamtąd usunąć. A wszystko w wyniku presji wywieranej na lokalne władze przez Yad L’Achim” – opowiada Michael. Prawda jest taka, że w strefie przemysłowej działa wiele punktów, które wcale nie zajmują się przemysłem. Są to przedszkola, sale zabaw dla dzieci, duże restauracje. Razem z prawnikiem Michael sprawdził prawo dotyczące tej strefy i stwierdził, że dozwolone są fabryki, firmy przemysłowe, instytucje publiczne, ale też organizacje miejskie. Więc City of Life spełnia te kryteria. „A teraz nam mówią, że nie mamy specjalnego pozwolenia, które powinniśmy mieć. Wcześniej nam o nim w ogóle nie powiedziano, więc nie byliśmy świadomi, że jest wymagane. Tak więc potrzebujemy modlitwy, bo cały czas na nas napierają i nie wiemy, co będzie” – mówi mój rozmówca. W zeszłym tygodniu ktoś napisał na płocie ich siedziby po hebrajsku: „Śmierć misjonarzom. Niech żyje Naród Izraela”. Ten człowiek miał maskę na twarzy z powodu epidemii COVID-19, więc gdy członkowie wspólnoty poszli z nagraniem z kamery na policję, nic to nie dało. Policjanci, nawet gdyby chcieli, nie mogliby im pomóc, bo nie można było rozpoznać twarzy. Kilka tygodni temu Michael udał się na policję i pokazał komentarze do artykułów, które ich szkalują. Były pełne nienawiści i agresywne, w stylu: „Zabijmy go”, „Spalmy to miejsce”. Policjanci zaczęli badać sprawę, ale ostatecznie do niczego nie doszli. Mówili: „Tak, bardzo chcemy wam pomóc”, ale realnie nic się nie zadziało. Niestety tak dziś wygląda rzeczywistość. „Więc proszę, módlcie się za nas. Powiedzcie o tym swoim wierzącym znajomym i poproście ich o modlitwę” – apeluje mesjański pastor. Pytam Michaela o codzienne radości, dobre rzeczy. „Po pierwsze mamy nadzieję. Nadzieję z nieba, od Boga. Tak, doświadczamy ostrzeliwania rakietami czy prześladowań i to nie jest przyjemne, ale Bóg nas chroni i zachowuje. Ortodoksyjni Żydzi nie tykają naszego ciała, ich groźby nie są fizyczne, ale słowne. W ostatni piątek urządziliśmy kolejną wycieczkę. Od 2010 r., czyli przez ostatnie dziesięć lat, co dwa miesiące organizujemy rekreacyjny wyjazd autobusowy dla mieszkańców Sderot do miejsc historycznych. To świetna okazja, by przy okazji opowiedzieć o żydowskim Mesjaszu w tych miejscach, cytując Tanach, czyli Stary Testament po hebrajsku. Tym razem nie brałem sam udziału, bo wcześniej widziałem się z kimś, kto miał kontakt z osobą chorą na koronawirusa. Ostatecznie test wyszedł negatywnie, ale wtedy nie mogłem pojechać. Moja żona poszła na miejsce zbiórki, by przekazać materiały osobie, która miała mnie zastąpić. Pojawili się religijni Żydzi. Przyszedł m.in. rabin społeczności Żydów kaukaskich. Nasi przeciwnicy zaczęli mówić uczestnikom wycieczki: »Przyszliście do autobusu szalonych misjonarzy. Musicie wiedzieć, że oni chcą zamienić was w chrześcijan, a każdy przechrzczony Żyd idzie do piekła«. Moja żona powiedziała, że ten rabin albo musi wysiąść z autobusu, albo może kupić bilet i pojechać na wycieczkę. Ludzie zaczęli na niego krzyczeć, co on w ogóle tu robi. I nikt nie zrezygnował z uczestnictwa w wyjeździe. A więc jest nadzieja! Grupa pojechała do Hebronu, miasta Abrahama i Racheli, a także do innych miejsc. A potem zaczęliśmy dostawać wiadomości: »Michael i Dina, to był niesamowity dzień!«, »To była jedna z najlepszych wycieczek, jakie zorganizowaliście!«, »Działajcie tak dalej, nie dajcie się tym zachowującym się w szalony sposób ortodoksom«. I to były opinie osób niewierzących. To właśnie przynosi nam radość i daje siłę do działania każdego dnia” Michael opowiada też inną historię: „W 2015 r. wróciłem ze Stanów. To był piątkowy wieczór, godzina 23.00, i nagle rozległ się alarm rakietowy. Nasze dzieci miały wtedy 4 i 3 lata. Zazwyczaj w nocy nie chowamy się do schronów, ale zaczynamy modlić się za naszych synów. Nie chcemy wyrywać dzieci z łóżek, żeby ich nie szokować. Tym razem moja żona miała mocne przekonanie i mówi: »Weź jedno z dzieci, ja drugie i chodźmy«. A przecież mamy tylko 15 sekund, żeby się schronić. Jej udało się schować ze starszym synem, ja wziąłem młodszego, ale nie zdążyłem się ukryć, kiedy rakieta uderzyła. Wielki huk! Byliśmy przekonani,  że eksplodowała w naszym salonie. Sprawdziliśmy  pokój, który był pełen cementu i pyłu. Rozejrzeliśmy się wokół i okazało się, że wcale nie ma tam rakiety, musiała spaść gdzieś indziej, a pył posypał się u nas, bo mieliśmy otwarte okna. Blisko naszego domu jest przedszkole. Może 20–30 metrów dalej. Rakieta eksplodowała przy przedszkolu. Chwała Bogu, że to była noc, bo w dzień byłoby tam pełno dzieci. To był cud. Nasz młodszy syn był w szoku, nie mógł się otrząsnąć przez dwie godziny. Starszy zaś podsumował to tak: »Zła rakieta leciała z Gazy, ale Bóg postawił anioła, by nas ochronić«. Bo my go uczymy, że Bóg może nas chronić, np. posyłając anioły. Okna sąsiadów z naszego budynku po obu stronach i na górze zostały zniszczone, a nasze się zachowały w dobrym stanie. To jest świadectwo Bożego działania i to nam daje radość, że Pan Bóg nas chroni”. 

Pytam o potrzeby City of Life. Michael prosi przede wszystkim o modlitwę o bezpieczeństwo. Ale także o Boże zaopatrzenie finansowe, bo nie zawsze sytuacja jest stabilna. Do zeszłego roku nie był zatrudniony w City of Life, pracował dla innej organizacji. Teraz ze względu na ogrom zadań we wspólnocie musiał zrezygnować z tamtego etatu i pracuje tutaj. „Więc módlcie się, aby Pan Bóg zaspokoił wszystko, co potrzeba” – mówi Michael. Pytam go, co chrześcijanie w Polsce mogą zrobić dla Sderot. Odpowiada: „Myślę, że kluczowa jest modlitwa. Warto zapisać się na nasz newsletter i dowiadywać się o naszych aktualnych prośbach modlitewnych (zapisy na stronie: https://clm-israel.org/). Tak jak wspomniałem, teraz najbardziej potrzebujemy modlitwy w sprawie wydania pozwolenia przez miasto. To kwestia numer jeden. Jeśli ktoś chciałby stać się częścią jednego z naszych projektów, wszystkie informacje wysyłamy w newsletterze. 

WSPÓLNOTA CITY OF LIFE służy lokalnej społeczności

Sderot

Mieliśmy jedną osobę, która pracowała dla nas jako wolontariusz przez ostatnie pięć lat, ale teraz musimy ją zatrudnić, bo tyle jest pracy. Więc potrzebne są finanse. Jeśli ktoś zatem czuje, że mógłby wesprzeć finansowo to dzieło, istnieje taka możliwość”. Jeśli ktoś chciałby odwiedzić Sderot i przyjechać tego dnia, kiedy członkowie wspólnoty szykują paczki z rzeczami dla potrzebujących (cztery razy w roku organizują takie akcje przed świętami: Rosz ha-Szana, Chanuka, Purim i Pascha), to znajdzie okazję, by praktycznie pomóc. Wszyscy pakują prezenty dla ok. 300 osób i przygotowują święta, np. animacje dla dzieci, zawsze jest też poczęstunek. Nie ma niestety oficjalnego programu wolontariatu, jaki oferuje wiele innych organizacji w Izraelu. Ale zawsze można pomóc doraźnie. 

Pytam, jak teraz wygląda sytuacja z ostrzałem rakietowym z Gazy. Michael mówi, że dzięki Bogu teraz jest zupełnie spokojnie, bo wszyscy, także w Strefie Gazy, boją się koronawirusa. Od początku epidemii, czyli od marca 2020 r., do dziś (grudzień 2020 r.) spadły może dwie lub trzy rakiety. Raz czy dwa nadleciały balony z małymi bombami (gdy upadają na ziemię, zaczynają płonąć). 

„Jak pandemia wpłynęła na Sderot?” – pytam. „Trochę ludzi straciło pracę, ale nie z naszej wspólnoty. Pomagamy im przetrwać ten czas. Jedna dziewczyna z naszej wspólnoty miała podejrzenie, że jest zakażona, jednak okazało się, że to tylko grypa. Bóg jest dobry!” – mówi Michael.

Na sam koniec pytam Michaela, czy jest jakiś werset biblijny, który ostatnio szczególnie daje mu nadzieję. Odpowiada, że jest to fragment Księgi Zachariasza: „Na dom Dawida i na mieszkańców Jeruzalemu wyleję ducha łaski i błagania. Wtedy spojrzą na mnie, na tego, którego przebodli, i będą go opłakiwać, jak opłakuje się jedynaka, i będą gorzko biadać nad nim, jak gorzko biadają nad pierworodnym” (Zach. 12:10). „Dzięki temu mam nadzieję, że przyjdzie taki czas, w którym moi bracia z ciała staną się także braćmi w duchu. To mi daje miłość do nich i zabiera strach. Także miłość do tych, którzy mnie prześladują”.

Artykuł jest częścią Głosu Przebudzenia, numer 1 (4) 2021 r. Przejdź do sklepu

O AUTORZE

MAGDALENA  WOŁOCHOWICZ – Autorka książek, vlogerka, założycielka fundacji Żyj Pełnią Życia

Przyłącz się do programu Misja Izrael Wesprzyj Miasto Życia!

CEL PROGRAMU

Celem programu Misja Izrael jest budowanie szeroko rozumianej współpracy z Izraelem, wspieranie wybranych projektów na terenie Izraela oraz w tzw. diasporze. Tym razem – od kwietnia do września 2021 r. – prowadzimy zbiórkę na rzecz wspólnoty ze Sderot.

Zakres działań wspólnoty City of Life jest szeroki:

  • pomoc mieszkańcom Sderot, w tym ofiarom Holocaustu,
  • odbudowa i remont domów osób, które straciły dach nad głową z powodu wybuchów,
  • dystrybucja żywności dla osób starszych i rodzin,
  • wsparcie dla imigrantów.

JAK MOŻESZ POMÓC?

Program Misja Izrael jest prowadzony przez Kościół Chwały oraz Fundację Nadzieja dla Przyszłości. Wystarczy, że wejdziesz na stronę programu https://www.kosciolchwaly.pl/misje-izrael/, na której możesz zadeklarować comiesięczne wsparcie bądź jednorazową wpłatę dowolnej kwoty. Twoja darowizna będzie przeznaczona na potrzeby społeczności w Sderot.

Nazwa odbiorcy: Kościół Chwały

Numer rachunku: 16 1240 1024 1111 0010 0108 2329 Bank Pekao S.A. 

Tytuł przelewu: Izrael-Sderot


Agata Wiktoria Śmierzyńska, Prezes Fundacji ANIOŁY KULTURY i inicjatorka programu ADOPCJA SERCA, o PTSD:

Aby dobrze zrozumieć dramatyzm sytuacji mieszkańców Sderot i syndrom PTSD (zespół stresu pourazowego) w wymiarze zbiorowym, należałoby się cofnąć do czasów II wojny światowej. W Polsce po wojnie całe pokolenie było dotknięte zespołem stresu pourazowego – zarówno Żydzi, jak i Polacy. W mniejszym stopniu dotyczyło to innych narodów. Największym problemem tego zaburzenia jest aspekt dziedziczności. Profesor Maja Lis-Turlejska przeprowadziła badania na grupie 211 osób, które mieszkały w Polsce i jako dzieci przeżyły II wojnę światową. Wśród Polaków symptomy zaburzeń po stresie traumatycznym miało 30,9% badanych, a wśród Żydów aż 55,6%. Doktor Małgorzata Dragan zaś wykonała badania na polskich studentach w 2008 r., u których poziom PTSD wyniósł 11,4%. Naukowcy uważają, że powolne niwelowanie pokoleniowej traumy w narodzie związane jest z brakiem rehabilitacji, czyli okresu względnego bezpieczeństwa, który powinien nastąpić po okresie traumy. A co z Izraelczykami otoczonymi 22 państwami o łącznej powierzchni 13 492 000 km2  + 6220 km2 (Autonomia Palestyńska), co daje razem 13 498 220 km2 ? Powierzchnia Izraela obecnie wynosi 22 072 km2 , co sprawia, że obszar wrogo nastawionych państw jest 611 razy większy niż Izraela! To oznacza niebywałą wręcz presję na ten mały naród. Osiemnastolatkowie są zobowiązani do odbycia dwuletniej (w przypadku kobiet) lub trzyletniej (dla mężczyzn) służby wojskowej. Wszyscy rodzice, z którymi dotąd miałam sposobność rozmawiać, obserwują negatywne skutki psychiczne odbywania tej służby przez ich dzieci. 

Sderot jest miastem szczególnym pod względem poczucia zagrożenia. W 2008 zorganizowaliśmy odpoczynek w Polsce dla dzieci, młodzieży i matek z tego miasta. Mogliśmy wtedy przyjrzeć się z bliska, jak funkcjonują osoby z PTSD. Cechuje je przede wszystkim rozbicie emocjonalne, nieustanna chwiejność nastrojów, skrajne emocje, problemy ze snem, moczenie nocne i koszmary, problemy w komunikacji oraz w relacjach interpersonalnych. Dużym problemem mieszkańców Sderot są również wszelakiego rodzaju używki, gdyż życie w chronicznym stresie prowadzi ludzi do prób jego niwelowania, co zazwyczaj kończy się uzależnieniem. Wysoki poziom stresu u ciężarnych kobiet jest przyczyną odchyleń od normy u noworodków, co zaobserwowali naukowcy z Uniwersytetu Ben Guriona, Szpitala Barzilai oraz Gertner Institute for Epidemiology and Health Policy Research. Celem badania była ocena związku między narażeniem na stres ciężarnej pod wpływem antyrakietowych alarmów ostrzegawczych a ryzykiem poronień samoistnych. Więcej na ten temat można znaleźć na stronie Fundacji Anioły Kultury. Dzięki programowi Adopcja Serca, który  prowadzimy od 2014 r., możemy budować międzynarodowe relacje pomiędzy rodzinami polskimi a żydowskimi w Sderot, próbując ulżyć ich cierpieniom w prostych gestach miłości. Bowiem miłość jest jak balsam na te otwarte, wciąż krwawiące rany. www.aniolykultury.pl,    e-mail: adopcja.serca@aniolykultury.pl

Tags
,

Comments are closed.