Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)

Rozum na manowcach

20130831_Manowce_1000

Tekst: Marek Lipski

Samodzielne myślenie to wbrew pozorom sztuka. Wielka sztuka.

Pewnego dnia (a nie było to w średniowieczu) do mojego miasta sprowadzono szczątki doczesne (palce) dzieci, które to doznały w pewnym bardzo religijnym kraju szczególnego objawienia. Pikanterii w moim prywatnym odczuciu dodawał temu wydarzeniu fakt, że uczyniono z niego religijny show. Samemu złożeniu palców tych nieszczęsnych dzieci w miejscu, gdzie zostały wyeksponowane jak jakaś pamiątka czy dzieło sztuki, towarzyszyła procesja z udziałem przedstawicieli władz miasta, wysokich hierarchów kościelnych i wielu mieszkańców miasta. W tym wykształconych i świadomych obywateli, piastujących odpowiedzialne i wpływowe stanowiska. Oczywiście prasa zrobiła z tego prestiżowe wydarzenie na miarę odwiedzin prezydenta Stanów Zjednoczonych. Żywego.

Dlaczego zdrowi na umyśle ludzie zaakceptowali bez problemu fakt, że ktoś gdzieś poćwiartował – bo inaczej tego nazwać nie można – jakieś biedne dzieci, a z ich szczątków zrobił – co tu dużo gadać, narzędzie do prowadzenia dochodowego interesu? (Oczywiście procesja była pretekstem do zbierania ofiary). Prawdopodobnie dlatego, że odzwyczaili się myśleć samodzielnie, ponieważ ktoś im wmawiał od małego, że jeżeli za jakimś działaniem stoi wpływowa i potężna instytucja, to ona wie lepiej! Nikt im nie powiedział, że za swoją bezmyślność, a może raczej wygodnictwo, odpowiedzą osobiście. Konsekwencje natomiast dotkną ich lub innych szybciej, niż się spodziewają. Niestety większość z nas codziennie podejmuje irracjonalne decyzje i dokonuje nieobiektywnych sądów. Pobawmy się więc w zabawę „Jak to działa?” i przyjrzyjmy się czynnikom powodującym w nas irracjonalne zachowania, bo nasze błędne przekonania i powzięte według nich decyzje mogą mieć katastrofalne skutki. Pewnie jesteś rozsądny – ale może chcesz być jeszcze bardziej? Wszak sam Salomon powiedział, że to mądrość jest cenniejsza niż złoto. Dowiedz się więc o PRAWACH SUBIEKTYWIZMU, a dostaniesz radę, jak zachować zdrowy rozsądek pomimo ich oczywistego działania. No to start!

Fałszywe wrażenie
Jakiś czas temu zaproszono mnie do wzięcia udziału w nabożeństwie, na którym usługiwać mieli goście z zagranicy. Miał być wśród nich cieszący się szczególną estymą prorok. Spotkanie nie oszałamiało. Usługa na poziomie rzekłbym… średnim. Za to otwartość uczestników spotkania ponadprzeciętna! Dziwiło zwłaszcza entuzjastyczne zachowanie pewnych pastorów, którzy zaprosili owych usługujących, a o których wiedziałem, że są niezwykle sceptyczni do zagranicznych usługujących. Skąd ta nagła zmiana? Otóż prorocy owi pochodzili ze Wschodu! Gdyby byli krajowi albo na przykład z USA w odczuciu naszych pastorów byliby już mniej duchowi i wiarygodni. Czy coś dobrego może pochodzić ze Stanów – kolebki prosperity? Co innego z Białorusi. Tam to jest „prawdziwa” moc! Niestety podobne nastawienie (bywa, że odwrotne – tzn. – USA jest fantastyczne, a Białoruś – nie) niezbyt rozsądne z obiektywnej perspektywy spotykamy u wielu wierzących. Wystarczy, żeby ktoś był z zagranicy, najlepiej ze znanego kościoła, no i oczywiście innego koloru skóry – w zależności od koloru przeważającego w kościele „zasadniczym”, czyli w kościele „białym” preferowani są czarni. I oczywiście odwrotnie. Biali robią zaskakującą karierę w Afryce.

I PRAWO SUBIEKTYWIZMU brzmi: „Nasza wiara rośnie wprost proporcjonalnie do odmienności koloru skóry od naszego i odległości zamieszkiwania usługującego od naszego kościoła”.
Wynika z tego, że mamy tendencję nie tyle do przypisywania nadmiernej wartości innym tylko ze względu na pochodzenie – choć i to też – ile do bagatelizowania usługi „swoich”.
RADA: Nie sugeruj się pochodzeniem usługującego. Pozbądź się uprzedzeń! Bądź zawsze otwarty na głos Ducha Świętego i nie sądź z pozoru. Bóg może użyć nawet „osła” – i to z twojego kościoła!

Grupy swoje i obce
Choć, tak jak wspomniałem, darzymy nadmierną estymą „egzotycznych” usługujących, to w pewnym przypadku nie do końca jest to prawdą. Otóż istnieje w nas pewne uwarunkowanie, które skłania nas do myślenia z gruntu źle o pewnych osobach bądź denominacjach – generalnie zaś poczynaniach „obcych”. I nie chodzi mi tu o kosmitów, choć wydawać by się mogło, że jednak. Uwarunkowanie to sprawia, że z założenia przypisujemy złe intencje, złą naukę, zwiedzenie czy herezję osobom lub grupom, co do których jesteśmy uprzedzeni lub są nam mało znane. Najbardziej wybujała, a jednocześnie niesprawiedliwa forma tego rodzaju postępowania sprowadza się do tego, że ostrzegamy innych przed kimś, kto rzekomo jest niebezpieczny, np. przez zwodniczą naukę czy inne tam sprawki, opierając się w swych sądach wyłącznie na opiniach innych – bez osobistej weryfikacji. Po prostu nie lubimy kogoś, bo jest „obcy” bądź z „nieprawidłowej” lub „jedynie słusznej” denominacji i wszystkie złe informacje przyjmujemy jako prawdziwe, a wręcz pożądane. Po co weryfikować coś co NA PEWNO jest prawdą? Wiąże się to z akceptowaniem oczywistej nietolerancji.

Jeżeli ktoś popełnił błąd, a jest „obcy”, to oczywiście dlatego, że ma podły charakter. Jeśli identyczny błąd popełniłby „swój”, przypiszemy to najpewniej okolicznościom. Jeżeli więc nadużycia – to u „nich”. Ileż to razy słyszałem, że w takim to a takim kościele jest głoszona zła nauka, po czym po osobistym zapoznaniu się z nią odkrywałem, że nie ma w niej nic zdrożnego. Paradoksalnie, powołując się na miłość bliźniego i rzekomo honorując przykazanie o nieskładaniu fałszywego świadectwa, propagujemy bezmyślnie historie porównywalne z szerzonymi o protestantach przez kontrreformację. Czy wiesz, dla przykładu, skąd wzięła się osławiona nazwa „kociarze”? Z rzekomo praktykowanego przez protestantów obrządku polegającego na całowaniu kota pod ogonem. Z tego rodzaju pomówień i postaw biorą się potem uprzedzenia typu: „Czy może być coś dobrego z Galilei…”.

Postawa ta sprowadza się również do ignorowania oczywistych i widocznych dla nas faktów dotyczących „swoich”. Im bliższy jest denominacji, kościołowi, a najlepiej rodzinie – niech robi, co chce. Nie ma tu problemu, że nie mówi nic nowego, że się jąka, że nie ma obycia ani kultury, ani wiedzy. Ale jest „swój”. Sam spotkałem się z historiami, gdzie naprawdę zdolne i namaszczone osoby były z gruntu odrzucane od posługi, gdzie zarzucano im manipulację i socjotechnikę, bo były z innego kościoła, a promowano swoich, choć nie wnosili zupełnie niczego do duchowego życia kościoła – bo… byli swoi.

II PRAWO SUBIEKTYWIZMU brzmi: „Nasza tolerancja dla innych jest wprost proporcjonalna do ścisłości naszych powiązań z tymi osobami i grupami”.
RADA: Nie przypisuj nikomu intencji. Zapoznaj się z faktami, a nie z opiniami. Przyjmuj, co wartościowe, a plewy odrzucaj. I to niezależnie z czyjej ręki.

Konformizm
Pewna moja znajoma twierdzi, że ma „inteligencję schodkową”. Oznacza to, że dopiero na schodkach – czyli po wyjściu, wpada na jakąś błyskotliwa ripostę, czy też uświadamia sobie, że postąpiła bezmyślnie. Czy i tobie zdarzyło się kiedyś zrobić coś bez zastanowienia – tylko dlatego, że inni tak zrobili? Choćby uczestniczyć w jakimś działaniu, nie zastanawiając się, po co to wszystko. Najlepszym przykładem są tu przedświąteczne zakupy i kupowane na siłę prezenty. Choć i w chrześcijańskim życiu nie brak konformistycznych zachowań. Upadamy podczas modlitwy, bo ktoś inny upadł. Krytykujemy, bo inni krytykują. Chwalimy, bo inni chwalą. Głosujemy tak, jak inni głosują. Dajemy też ofiarę – bo inni dają i głupio byłoby nie dać. A potem żałujemy, że za dużo. Przypomina mi się przeżycie pewnej osoby, która w trakcie zbierania ofiary zajrzała do portfela i przeraziła się, bo – jak powiedziała – zobaczyła, że nie ma drobnych, a głupio było nie dać. I co zrobiłaś? – pytam. „Musiałam dać pięć złotych!” – odparła. Nakłaniamy nawet innych do konformistycznych nawróceń! Czy zdarzyło ci się nagabywać ustawicznie kogoś o oddanie życia Bogu i modlitwy grzesznika, lub na jakichś ewangelizacji wyjść do przodu w odpowiedzi na wezwanie, aby „zachęcić” kogoś innego do wyjścia? Miałeś pewnie najlepsze chęci, ale tak naprawdę być może pomogłeś tylko w konformistycznym zachowaniu jakiejś osobie, która pod wpływem twego zachowania zrobi coś, czego nie zrozumie. To właśnie tłumaczy, dlaczego ludzie tłumnie deklarują pójście za Jezusem na ewangelizacjach, a potem znikają. Bo nie podjęli decyzji na skutek własnego przekonania, ale naśladownictwa. Wypowiadamy też opinie, które nie są naszymi własnymi, tylko bezmyślnie powtarzamy je po kimś, bo nie wypada mieć innej. Już uczciwiej byłoby postępować, jak pewna dowcipna siostra z mojego kościoła. Gdy głosi ktoś inny, odwraca się do mnie i pyta – „Pastorze, podoba mi się?”.
III PRAWO SUBIEKTYWIZMU brzmi więc: „Robimy wiele rzeczy tylko przez wzgląd na innych i bezmyślne naśladownictwo, bo sami boimy się mieć własne opinie i postawy lub jesteśmy na to zbyt leniwi”.
RADA: Zanim coś zrobisz lub wypowiesz opinię, zbadaj swoje rzeczywiste motywacje. Jeżeli czynisz coś tylko ze względu na ludzką opinię, to nie ma to nic wspólnego z pobożnością. Pamiętaj – bój się tylko Boga i polegaj wyłącznie na Jego opiniach. Nawet jeżeli się pomylisz, On doceni twoją postawę, a nie zachowanie. I nie zmuszaj ludzi do nawrócenia. To musi być ich decyzja.

Posłuszeństwo
Podobno stare przebudzenie zawsze prześladuje młodsze. Jeżeli przyjrzeć się historii Kościoła – w istocie tak jest. Z czego jednak biorą się te prześladowania? Czy to z naszego wrodzonego lęku przed zmianą? Bynajmniej. Są one inspirowane i podsycane przez tak zwane autorytety, które to usiłują własnymi siłami bronić swoich zagrożonych nowym trendem pozycji. Na nieszczęście ulegamy tym wpływom nad wyraz łatwo, ponieważ mamy w sobie w większości głęboko zakorzeniony szacunek do opinii autorytetów, a posłuszeństwo często wydaje się być łatwą wymówką do zrzucenia z siebie odpowiedzialności za nasze postępowanie. Problem zaczyna się jednak, kiedy wierzymy, że posłuszeństwo musi być ślepe. Zaczynamy wtedy odrzucać wątpliwości i przestajemy dostrzegać fakty. Posłuszeństwo może być wymówką do największych podłości, bo niejako nie reprezentujemy siebie, a więc nie można nam zarzucić działania w swoim interesie. Wykonujemy więc tylko rozkazy. Brzmi znajomo? Gorzej, jeżeli przez to krzywdzimy bezmyślnie innych. Bo czy zasługuje na odrzucenie przez mieszkańców jakiegoś miasta mniejszościowy kościół o niepopularnej nazwie, choć pracuje prężnie na rzecz społeczności tego miasta więcej niż reszta dużych tamtejszych kościołów razem wzięta? Zamiast wdzięczności spotka się z oskarżeniem, że na pewno ma w tym jakiś ukryty cel. Czy zasługuje na ostracyzm ktoś, kto ma po prostu swoje poglądy i ma odwagę ich bronić? Raczej jest on godny szacunku, jeżeli jest szczery w swoim fundamentalizmie.

Staramy się jednak tego nie dostrzegać, bo opowiedzenie się po stronie „tamtych” byłoby nielojalnością wobec wiary ojców. Najjaskrawszym przykładem bezmyślnego posłuszeństwa jest odrzucanie innych w imię źle pojętej lojalności w myśl zasady – „Jeżeli kogoś nie lubi mój lider i ja nie będę go lubił”. Niestety tej zasady nie znajdujemy w Biblii.

IV PRAWO SUBIEKTYWIZMU brzmi: „Nasze myślenie ma tendencje do upodabniania się i bezwiednego naśladowania myślenia osób, które są dla nas autorytetem”. Możemy przez to krzywdzić ludzi, do których nie powinniśmy mieć osobistego stosunku.
RADA: Autorytety to dobra rzecz! Ale nasze posłuszeństwo nie może krzywdzić innych! Jeżeli ktoś zmusza cię do krzywdzącego zachowania lub krzywdzącego osądu, pamiętaj, że twoją odpowiedzialnością jest podobać się Bogu. A to oznacza nie krzywdzić! I tyle.

Bezmyślna konsekwencja
Zdarzyło mi się któregoś razu, że poleciłem pewnemu znajomemu doskonałą książkę, dość poczytnego autora chrześcijańskiego. Obecny przy tym inny znajomy był bardzo zbulwersowany, ponieważ dowiedział się (z którejś tam ręki oczywiście) o, rzekomej lub nie, nieczystości moralnej w życiu jej autora. Ja też muszę przyznać na marginesie, że gdzieś słyszałem o jego upadku, ale książka zawierała doskonałe przesłanie i w mojej opinii nie miał żadnego znaczenia dla jej treści jakiś późniejszy epizod w życiu pisarza. Oczywiście racją byłoby bojkotowanie jego książek, gdyby na przykład dochód z ich sprzedaży przeznaczał oficjalnie na niegodne cele. Ale nie w innym przypadku. Czy mamy kwestionować wartość całej czyjejś posługi dlatego, że na jej końcu upadł? Idąc tą logiką powinniśmy nie uznawać również nawróconych przez posługę takich ludzi. Albo może na wszelki wypadek nie uznawajmy niczyjej posługi, aż do jego śmierci, bo a nuż upadnie? Podobnie w drugą stronę. Spotykam się czasami z osobami, które odrzucają z gruntu jakąś osobę lub jej posługę, ponieważ na początkach swej drogi z Bogiem lub na którymś tam etapie zdarzyło im się popełnić jakiś błąd. Ja jednak wierzę w duchowy wzrost. Jeżeli minęły lata od jakiegoś incydentu, to może sprawiedliwej byłoby poznać obecny stan ducha wątpliwej dla nas osoby, założywszy, że ponieważ każdy z biegiem czasu się zmienia, może i „podejrzana” przez nas osoba też – zanim wydamy o niej sąd na dziś.

V PRAWO SUBIEKTYWIZMU brzmi: „Mamy skłonność do osądzania ludzi DZIŚ na podstawie ich WCZORAJSZYCH dokonań”.
RADA: Nie osądzaj wcale. Jeżeli już musisz odnieść się do czegoś lub kogoś, rób to na dzisiaj, a najlepiej na jutro. Oznacza to, że masz nadzieję (szczerą) na podniesienie tej osoby. Bóg na pewno ją ma!

Fałszywe wnioski
Nasz narodowy wieszcz napisał kiedyś: „Na cóż się tu durny gmin zgromadził? Aby mu doradzić, co już sam uradził”. Podobnie my – też poszukujemy podświadomie na doradców osoby, które, jak się spodziewamy, zgodzą się z nami lub podzielą nasze pomysły. Szukamy osób podobnych do nas, aby rzucały nowe światło na nasze życie. Niestety, z gruntu – ktoś do nas podobny patrzy na sprawy, jak sama nazwa wskazuje – podobnie. Wobec tego przypomina to wchodzenie między wrony. Podświadomie zaczniesz krakać jak one. Ponadto, przyjmujemy na ogół podświadomie, że im więcej zwolenników jakiejś tezy, tym większe jest prawdopodobieństwo, że jest prawdziwa. Pamiętacie przykład o miliardzie much, który nie może się mylić co do swoich upodobań kulinarnych? Dlatego poszukując nowych rozwiązań, warto czasami wyrwać się ze schematów i poprosić o wniosek kogoś z zupełnie obcego grona, niezwiązanego z tobą. Nawet jeżeli powie coś „do bani”, warto zastanowić się nad odmienną opinią. Inaczej rozmowa może przybrać formę kółka wzajemnej adoracji, gdzie będziecie się nawzajem przekonywać – „Ty jesteś fajny!” – „Nie, to ty jesteś fajny!”.

VI PRAWO SUBIEKTYWIZMU brzmi: „Sensowność naszych wniosków jest odwrotnie proporcjonalna do podobieństwa do nas naszych doradców”.
Rada: Jeżeli masz do podjęcia ważną decyzję, postaraj się wyrwać ze swego kręgu znajomych i zasięgnąć opinii kogoś niezwiązanego z tobą i niepodobnego do ciebie.

Ignorowanie i naginanie faktów
Czy zdarzyło ci się kiedyś spóźnić na spotkanie? Jak się wtedy tłumaczyłeś? Prawdopodobnie zrzucałeś winę na okoliczności, żonę, dzieci, teściową. Na wszystkich, tylko nie na siebie. Za to kiedy ktoś inny się spóźnia, mamy tendencję do naklejania mu łatki. Spóźnia się, ponieważ jest spóźnialski! To oczywiste. Ktoś ukradł, bo jest złodziejem, ktoś kłamie – bo jest kłamcą. Otóż niezupełnie… Oczywiście zaszufladkowanie kogoś zaoszczędza nam mnóstwo czasu, lecz ma niewiele wspólnego z obiektywizmem. Naukowcy wielokrotnie dowodzili, studiując zachowania ludzi, że tak naprawdę nigdy nie możemy być pewni niczyich zachowań – zwłaszcza w sytuacji presji. Nawet swoich. Osądzanie innych przychodzi nam tak łatwo z dwóch powodów. Po pierwsze zakładamy, że wiemy, jak my zachowalibyśmy się w jakiejś sytuacji, po drugie, że zachowania innych wynikają z ich charakteru – nasze natomiast z okoliczności – co jest w naszym przekonaniu dla nas usprawiedliwieniem. Jednak tego rodzaju myślenie doprowadza nas na pewno do powierzchownych osądów i zrywania relacji. Dlaczego? Ponieważ gdy zaszufladkowujemy kogoś negatywnie (odnosząc się do jego charakteru), o co oczywiście łatwiej, przestajemy się wgłębiać w jego motywacje, co powoduje, że zaczynamy widzieć tę osobę przez swoiste sito: ignorujemy fakty mogące działać na korzyść osoby, czy idei, której nie lubimy, natomiast naginamy fakty w drugą stronę na korzyść ludzi, których darzymy sympatią.

VII PRAWO SUBIEKTYWIZMU brzmi: „Powierzchowność naszych decyzji i nieobiektywność naszych ocen rośnie wprost proporcjonalnie do naszej tendencji do zaszufladkowywania innych”.
RADA: Uświadom sobie, że są różni ludzie. Są ludzie pod presją, są nienauczeni, są uwarunkowani przez doświadczenia, są wreszcie skrzywdzeni. Ale to nie jest powód do zaszufladkowywania kogokolwiek. Pomyśl o tym następnym razem, gdy pod presją uczynisz coś złego. Czy oznacza to, że jesteś zły, czy że coś poszło nie tak? Sądź więc tak, jak sam chciałbyś być sądzony.

Podsumowując nasze rozważania: Ciężko jest lekko żyć! Bądź więc ostrożny, a najbardziej uważaj na swoją głupotę. Powodzenia!

Tags

Comments are closed.