Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Rozprawa z przeszłością

Tekst: Gabriela

„Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy” (J. 16.13)

Są to prawdy Boże, które w ostatnim czasie zrealizowały się w moim życiu, uwalniając mnie od niechlubnej duchowej przeszłości i umożliwiając świadome przyjęcie Zbawienia. Czuję się trochę jak biedak, który nagle dowiedział się, że jest dzieckiem króla, ma do dyspozycji pałac i inne bogactwa, do tego jest dzieckiem bardzo przez króla poszukiwanym i ważnym

Moja historia z Bogiem zaczęła się w 1996 roku, podczas kongresu katolickiej odnowy charyzmatycznej w Częstochowie. Zaczęłam wtedy szukać Boga w swoim życiu, gdyż rozpadała się moja relacja z chłopakiem, na którym mi zależało. Byłam wtedy w pierwszej klasie liceum. Miałam wówczas problemy z samooceną i depresję, w przeszłości słuchałam muzyki satanistycznej, doszło nawet do tego, że podpisałam cyrograf.  W takiej kondycji dowiedziałam się o kongresie i na niego pojechałam, w ślad za kolejnym znajomym, który mi się podobał… Zobaczyłam tam jak ludzie modlili się w językach, padali w Duchu, było mnóstwo uzdrowień. Nigdy wcześniej się z tym nie zetknęłam. Zupełnie się nie spodziewając tego,  że ja również mogę coś otrzymać od Boga, doświadczyłam tak ogromnej mocy i miłości Bożej, że w jednej  chwili padłam na kolana, łzy zalały moją twarz a w sercu powtarzałam „Boże ja chcę tylko Ciebie, tylko Ty, na zawsze”.

Bóg przemienił moje serce w jednym momencie. Przez trzy dni uśmiech nie schodził z mojej twarzy i od tej pory nie było dnia, żebym nie szukała Boga. Przez pierwszy okres czekałam z niecierpliwością, aż skończą się lekcje, abym mogła biec do domu, modlić się i napełniać Słowem Bożym. Niestety, mimo iż poznałam Boga, nie wiedziałam co robić dalej.

Chodziłam na mszę do kościoła katolickiego, jedynego jaki znałam. W domu nie było dobrej atmosfery. Dziś wiem, że duch strachu i fałszywej religii – duchy zwodnicze miały tam swoje królestwo. Niedługo i ja wpadłam w szpony duchów mistycyzmu. Pewnego razu dostałam od siostry zakonnej dzienniczek siostry Faustyny. Myślałam, że jest to dobra rzecz, szukałam Boga i chciałam Go poznawać. Wraz z tą lekturą, zaczęłam zanurzać się w poczuciu winy i strachu. Potem czytałam kolejne książki mistyczne, zerwałam kontakty z ówczesnymi znajomymi, przestałam – na wzór tych zakonnic – dbać o swój wygląd i niestety, zdziwaczałam.

Byłam gotowa dla Boga zrobić wszystko i myślałam, że On oczekuje ode mnie, że przestanę się malować, ładnie ubierać, będę tylko się modlić. Byłam pewna, że nie można mieć męża i żyć dla Boga; że On chce, abym była sama itp.

Poszłam też do zakonu, gdzie byłam półtora roku, aż do dnia, kiedy wstałam rano i wiedziałam, że muszę stamtąd odejść. Miałam tak silne przekonanie od Boga, że to miejsce nie jest dla mnie,  że choć nigdy wcześniej nie myślałam o rezygnacji, poszłam do przełożonej i powiedziałam, że wyjeżdżam. I tak się stało. Na drugi dzień byłam już w domu w Warszawie i nigdy nie miałam cienia wątpliwości co do słuszności mojej decyzji.

Tego samego dnia poznałam wspólnotę charyzmatyczną, w której spędziłam kilka następnych lat życia. Powoli wracałam do normalności, choć wiele fałszywych przekonań tkwiło we mnie nadal.  Szukając Boga, trzymając się Go kurczowo, wciąż walczyłam z depresją, chorobą dwubiegunową, z niską samooceną, nieudanymi związkami itp. Tak naprawdę, moje życie było walką o przetrwanie kolejnego dnia, walką żeby nie stracić nadziei. Życie zwycięskie, poukładane było całkowicie poza moim zasięgiem. Mogli je mieć inni, ale nie ja.

W mojej głowie wciąż panował lęk, myśli o przegranym życiu. W takim stanie, pod koniec listopada 2015 r. trafiłam do Kościoła Chwały w Warszawie.

O tym kościele opowiadał mój tata, który zaczął tu przychodzić rok wcześniej i od tego czasu bardzo się zmienił. Słowa, które mówił, zaczęły do mnie trafiać i ożywiać we mnie wiarę w moc Bożą. W końcu przyszedł moment, w którym popełniłam ciężki grzech, czułam, że dotknęłam dna i wtedy podjęłam desperacką decyzję – koniec z tym, idę tam.

Pamiętam, że gdy miałam jechać pierwszy raz w życiu na spotkanie do Kościoła Chwały, przez cały dzień czułam, że to jest święto w moim życiu, wręcz muszę ładnie się ubrać! Kiedy tam przyszłam, zobaczyłam dzieci modlące się z rękami w górze. Ten obraz zdjął łuski z moich oczu i zrozumiałam, że takiego kościoła chcę! Pragnę, aby moje dzieci nie chodziły na mszę i nudziły się tam, nie rozumiejąc o co chodzi, ale wielbiły żywego Boga. Nie wiedziałam wcześniej, że taki kościół istnieje. Słyszałam o kościele protestanckim, ale miałam wpojone, że jedynie kościół katolicki zna prawdę i choć masa rzeczy mi się tam nie podobała, nie miałam pojęcia, że można inaczej. Nawet we wspólnocie charyzmatycznej doświadczałam takiego marazmu, że nie chciałam tam chodzić. Tak więc w jednej chwili zostawiłam za sobą poprzedni kościół i więcej tam nie poszłam, gdyż odkryłam, że tu jest Boga milion razy więcej.

Tydzień czy dwa później, na spotkaniu grupy domowej, pierwszy raz w życiu zobaczyłam w Biblii dziesięć przykazań. Chociaż czytałam wcześniej Biblię, to tego fragmentu nawet nie szukałam, bo przecież zna je na pamięć każde katolickie dziecko. Okazało się, że uczono mnie wybrakowanej wersji przykazań. Nie wiedziałam że Bóg zabronił sporządzania obrazów i figur tego, co w niebie. Byłam oburzona tym, że zatajono przede mną ten fakt, co otworzyło w moim życiu drzwi dla diabła.

Od razu zaczęłam rozprawę ze wszystkimi figurkami i obrazkami, jakie miałam w domu, począwszy od medalika Archanioła Michała, który miałam na szyi. Chociaż poznałam Kościół Chwały, namaszczenie i chciałam mieć w tym udział, jednak złe myśli i przeciwnik wciąż mnie atakował, do tego stopnia, że nadal uznawałam moje życie za przegrane i nie widziałam nadziei na przyszłość.

Od redakcji:

O odzyskanej wolności od dręczących myśli oraz kolejnych odważnych krokach w życiu Gabrysi, w tym decyzji o rozpoczęciu Szkoły Bożych Liderów, przeczytacie w kolejnym świadectwie – Głodna prawdziwego życia

Oto fragment:

Nigdy się nie spodziewałam takiej zmiany w moim życiu, tak wielkiej niespodzianki od Boga. Wciąż trochę trudno mi uwierzyć, że ten kościół naprawdę istnieje, że jest miejsce, gdzie Bóg naprawdę przebywa, działa i że ja mogłam tam trafić. Jestem wdzięczna Bogu za to!

Comments are closed.