Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)

Rozłamowa lista przebojów

18_Rozlamy_1000

Tekst: Marek Lipski

W kręgach rezerwistów znane jest powiedzenie, że nie zna życia ten, kto nie służył w marynarce. Ponieważ marynarki są niejako przypisane do służby pastorskiej, można by wysnuć wniosek, że pastorzy znają życie. Jednak wśród nich znane jest inne powiedzenie: „Nie zna życia, kto nie przeżył rozłamu”.

Podziały nieustannie towarzyszą chrześcijaństwu. Paradoksalnie. Bo jest to wyznanie, w którym jedność jest stawiana jako warunek Bożego błogosławieństwa. Słowo Boże mówi wyraźnie, że jeżeli ludzie będą działać w jedności, nic nie będzie dla nich niemożliwe! Jest to Boże Prawo – narzędzie z największym potencjałem wpływu na świat, zarówno w rzeczywistości duchowej, jak i materialnej. Dlaczego więc nie potrafimy korzystać z błogosławieństwa jedności, a w zamian wybieramy przekleństwo rozłamu? I czy to naprawdę MY je wybieramy, czy to raczej ONO wybiera nas? Jeżeli zdarzyło ci się znaleźć w samym sercu rozłamu, choć z całego serca pragnąłeś, żeby sprawy potoczyły się inaczej, zastanawiałeś się zapewne, dlaczego musisz ponosić tego konsekwencje…
Niestety rozłamy są nieuniknione. Słowo Boże mówi, że muszą przyjść, aby się ujawniło, kto jest prawdziwie wierzący. Problem tkwi w tym, że w momencie rozłamu nikt otwarcie nie przyznaje: „Wywołuję rozłam, bo jestem nieprawdziwie wierzący”. Każdy zamieszany w rozłam używa innego argumentu: „To nie ja – to oni!”. Tak więc winni są wszyscy i nikt. Dramatem rozłamów nie jest jedynie podział kościołów, lecz także zerwanie relacji pomiędzy braćmi. Można nie zgadzać się ze sobą, można się nie lubić, ale jednocześnie powinno się kochać miłością braterską.

Rozłam a podział
Należy odróżnić rozłam od podziału. Rozłam dokonuje się w wyniku świadomego dążenia do odebrania władzy przywódcy danego kościoła i odebrania mu przynajmniej części wiernych. Oczywiście przy założeniu, że robi się to dla jakichś własnych korzyści albo niezaspokojonych ambicji. Podział natomiast może nastąpić z różnych powodów. Zazwyczaj jest on konsekwencją rozejścia się dróg w służbie przywódców chrześcijańskich (np. taka sytuacja miała miejsce w wypadku sporu Pawła i Barnaby, Dz.Ap.15:36-40), a nie wynikiem kaprysu pojedynczego zborownika. Gdy ludzie służący Bogu zaczynają zdecydowanie nie zgadzać się ze sobą, jeśli chodzi o kierunek, w którym ma być prowadzona praca, zasadniczych prawd wiary (zaczynają głosić przeciwne sobie tezy), lub też nie widzą możliwości pełnego rozwoju swoich powołań w tym samym miejscu, to ich rozejście pozostaje tylko kwestią czasu. Oczywiście to, czy rozejdą się w sposób zgodny ze standardami Pisma, podejmując szczere próby zachowania jedności we wzajemnym poszanowaniu, czy też zaczną ze sobą walczyć, obmawiać jeden drugiego itp., będzie zależało tylko od nich samych.
Zwykły wierny również może mieć powody do opuszczenia kościoła. Jeżeli tylko nie jest duchowym włóczęgą i naprawdę pragnie służyć w kościele, szanując Boże autorytety, to ma pełne prawo odnaleźć dla siebie to najlepsze miejsce. Jeśli jednak powodem podziału czy odejścia jest postawa buntu, nieumiejętności podporządkowania się komukolwiek, podważania wszelkich zdrowych zasad rządzących społecznością Ciała Chrystusowego, to lepiej, żeby taka osoba nie była częścią żadnej kongregacji. I to dla dobra tej ostatniej.
Czym zatem jest rozłam? Czy rozłamowcem powinno się nazywać kogoś, kto nie był w stanie znieść stylu prowadzenia kościoła, spróbował zrobić przewrót i sam przejąć stery? A może kogoś, kto nie do końca zgadzał się z doktryną i dlatego opuścił lokalny zbór? Czy też kogoś będącego w konflikcie z którymś z braci, kto nie potrafi przebaczyć i – nie chcąc się zmienić – opuszcza swoją społeczność? Istnieje tyle powodów, ile kościołów. Albo i jeszcze więcej. Spróbujmy przyjrzeć się najpopularniejszym powodom rozłamów i pokuśmy się o stworzenie listy TOP10 najczęstszych powodów rozstań z kościołem.

TOP10 ROZŁAMÓW

Miejsce 10. zajmuje
„POWÓD ZAWSZE SIĘ ZNAJDZIE”
Duch rozłamu, buntu istniał już przed pojawieniem się na ziemi człowieka. Tak jak jedność stworzenia i jego harmonia jest doskonałą Bożą wolą dla świata, tak bunt jest diabelskim wynalazkiem. Argumenty do dokonania rozłamu zawsze się znajdą – szatan znalazł je nawet przeciwko Bogu. Musiały być mocne, bo skłonił do odejścia ze sobą jedną trzecią aniołów! I to mimo że wiedzieli, iż marnie skończą. Podobnie robimy my – ludzie. Choć wiemy, że rozłam nie przyniesie nic dobrego, nie możemy się oprzeć pokusie. Nawet jeśli miałbyś nie wiem jak mocne argumenty, odchodząc w buncie – osłabiasz. Zanim więc ostatecznie zdecydujesz się na ten krok, może lepiej uczciwie przemyśl swoje motywacje?

Na MIEJSCE 9. awansowało
„BO MAMY INNE POGLĄDY”
Nie na darmo przysłowie powiada, że gdzie trzech Polaków, tam cztery opinie. Kiedyś zapytałem pewnego człowieka, co stoi na przeszkodzie, abyśmy mogli się spotykać. Odpowiedział, że to, iż mówimy o tym samym, ale myślimy o czymś innym. Może i tak było, ale czy różnorodność to problem? Problemem jest fakt, że nie umiemy akceptować różnorodności wokół nas. Nasza tolerancja oznacza postawę: „Jeżeli już muszę cię znosić, to trudno”, a nie raczej: „Każdy człowiek, którego spotykam, jest w czymś lepszy ode mnie – nauczę się więc czegoś z tej odmienności”. Różnorodność jest czymś cennym, a próba wpasowania wszystkiego w jeden schemat jest diabelskim wymysłem. Bycie w jedności z kimś, kto różni się od nas, wymaga odwagi i determinacji. Z drugiej zaś strony przeciwieństwa się przyciągają, a różnice mogą się uzupełniać. Naucz się być tolerancyjnym, a nie będziesz miał problemu. Jeżeli natomiast nie umiesz kogoś tolerować, to ty masz problem, a nie on.

Na MIEJSCU 8. obroniło się przed spadkiem
„BO ONI NIE CHCĄ KOMPROMISU”
Pewien uczeń powiedział kiedyś, że wymiana poglądów następuje wtedy, kiedy do tablicy idziemy z własnymi poglądami – a wracamy z poglądami nauczyciela. Wielu z nas usiłuje budować kompromis właśnie w ten sposób. Kompromis w chrześcijaństwie jest pojęciem raczej negatywnym, ale nie w relacjach międzyludzkich. Zły jest kompromis z grzechem, ale nie z bratem! Ważne też, jakiej kategorii wartości dotyczyć ma kompromis – czy fundamentalnych prawd wiary, czy… zasadności korzystania z perkusji podczas uwielbienia. W przypadku tych pierwszych kompromis nie powinien polegać na przyjęciu argumentów przez jedną ze stron, jak to miało miejsce w szkolnej anegdocie, czy też na tworzeniu poglądu trzeciego, będącego wypadkową poprzednich sobie przeciwstawnych (np. pogląd: Bóg uzdrawia – Bóg nie uzdrawia, wygenerowałby pogląd np. następujący: Bóg uzdrawia od czasu do czasu, kogo chce), ale na uszanowaniu odrębności swoich poglądów.

Na MIEJSCU 7. umocniło się
„BO BÓG MI POWIEDZIAŁ”
To mój „ulubiony” powód. Znajdowałby się w tym rankingu znacznie wyżej, ale niewielu ma odwagę używać tego argumentu wprost. Za to na porządku dziennym jest powoływanie się w tym miejscu na wyrwane z kontekstu fragmenty Biblii, jak np. „Wyjdź spośród niego ludu mój”. Głosiciele tego hasła na poparcie swego „objawienia” pokazują widoczne grzechy innych członków społeczności. Zdają się zapominać jednak, że również mają grzeszki na sumieniu – jak każdy człowiek. Może tylko mniej widoczne. Już Pan Jezus wspominał o belce w oku zasłaniającej obłudnikom prawdziwy obraz samych siebie. W Biblii nie ma jednak ani jednej wskazówki zachęcającej do opuszczania społeczności ze względu na cudzy grzech. Jest tam mowa o opuszczaniu Babilonu – „świata”, jako systemu bałwochwalczego i samolubnego.

MIEJSCE 6. najdłużej na naszej liście
„BO NIE ZGADZAMY SIĘ ZE SOBĄ”
Czy spotkałeś kiedyś człowieka, z którym zgadzałeś się we wszystkim? Dzięki Bogu wszyscy jesteśmy różni. Oczywiście im większa liczba ludzi w jednej grupie, tym większe prawdopodobieństwo, że z kimś się w czymś nie zgodzisz. Ale to nie powód do rozłamu.

MIEJSCE 5. skok o trzy miejsca
„BO W KOŚCIELE NIE MA DUCHA”
Ten refren słyszałem już tyle razy, że sam chwilami zaczynałem w niego wierzyć. Duch zawsze jest! Problem polega na tym, że nie działa zgodnie z naszymi wyobrażeniami. Zdarza się również, że jedni go widzą, czują, słyszą, a inni – nie. Wtedy obarczają winą tych, którzy są rzekomo powodem braku Bożej obecności. Mówią: Bóg nie przychodzi do nieczystych! Zgadzam się. Bądź więc czysty, a nie będziesz miał problemu z rozpoznaniem Boga. Poza tym nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś był tym, który sprowadzi na ziemię więcej atmosfery nieba…

MIEJSCE 4. jak w poprzednim zestawieniu
„BO TRZEBA POMÓC PASTOROWI”
To najbardziej podstępny argument. Często jest używany świadomie lub nie przez osoby, które próbują w nieczysty sposób wejść w autorytet usługującego, aby manipulować kościołem. To są czary, czyli wchodzenie wszelkimi sposobami w autorytet i wpływ nienadany przez Boga. Osoby te pod przykrywką pomocy pastorowi, ratowania wspólnoty czy duchowej posługi manipulują innymi – również usługującymi, aby w istocie przejąć kontrolę nad kościołem i wprowadzić tam nie Bożą, ale własną wizję. Atak ten jest przede wszystkim na poziomie duchowym i znany jest jako przejawianie się ducha Jezebel. Polega na pozbawieniu autorytetu osób postawionych w kościele przez Boga, a co za tym idzie – rozpadzie kościoła i podziale pod przykrywką większego duchowego poznania. Jeżeli więc masz dziś przeświadczenie, że jesteś bardziej duchowy niż twój pastor, może to być oznaka, że diabeł używa cię lub użyje do niszczenia kościoła. Odsyłam cię do twoich liderów i stosownych szerszych publikacji.

MIEJSCE 3. nowość!
„BO MÓJ PASTOR SIĘ NIE NADAJE”
Dwa z trzech czołowych miejsc w naszym zestawieniu zajmować będą argumenty „pastorskie”. To nie przypadek. Pluralizm, równość i wolność to ostatnio zagadnienia szczególnie modne. Dlatego coraz więcej osób uzurpuje sobie prawo do oceniania służby przywódców i obarczania ich za wszelkie niepowodzenia. Słyszymy: „Przecież sami wepchnęli się na to miejsce, więc sami są sobie winni”. Rzecz w tym, że większość z nich została postawiona na tym miejscu przez Boga, pomimo ich wad, popełnionych błędów i grzechów. Są Bożymi pomazańcami i to Bóg ma moc, by ich odwołać. Naprawdę nie musisz Mu w tym pomagać! Bóg powołał Dawida na króla, mimo że wiedział, że ten zgrzeszy z Batszebą. Dlaczego właśnie jego? Bo wiedział o Dawidzie coś, czego nikt inny nie wiedział. Co? Nie wiem. Podobnie jak i ty. Nie w twojej gestii leży ocena służby pastora. Owce nie są od napominania pasterza. Od napominania pasterzy są inni pasterze. Oni mają pasterską perspektywę.

MIEJSCE 2. spadek z pierwszego
„BO PASTOR NIE MA WIZJI (ALBO: MA WIZJĘ INNĄ NIŻ MOJA)”
Jest to najczęstszy argument tych, którym brakuje odwagi, by rozpocząć nową pracę i wziąć za nią odpowiedzialność. Łatwiej jest kwestionować coś, co zostało już zrobione, niż samodzielnie zrobić coś nowego. Nie myli się ten, kto nic nie robi, więc zawsze zachowuje czyste konto. Jeżeli do niezdrowej ambicji dodamy lenistwo, mamy gotowy rozłam kościoła lub co najmniej próbę wejścia w kompetencje pastora. Tylko ludzie o prawdziwej wizji od Pana podążą za Bogiem i stworzą coś nowego, nie ujmując innym, zamiast walczyć o nieswoje namaszczenie. Masz inną wizję prowadzenia kościoła, powołanie pastorskie, wiesz, jak poprowadzić kościół lepiej? Załóż nowy kościół! Najlepiej w innym mieście, żeby twoi bracia nie mieli pokusy osłabiać swojego zboru. I poproś pastora o błogosławieństwo na drogę. Świat jest duży.

A na MIEJSCU 1. króluje
„BO NIE MA MIŁOŚCI W KOŚCIELE”
Stare powiedzenie mówi, że jeśli chcesz uderzyć psa, to kij zawsze się znajdzie. W kościele takim dyżurnym kijem jest oskarżanie o brak miłości. Pastora oskarża się, że nie głosi o miłości, braci – że nie okazują miłości, a siostry – że okazują miłość w nieodpowiedni sposób. Używający tego argumentu przyjmuje, że przede wszystkim to jemu wszyscy są winni miłość! Jeśli zaś spytać taką osobę, czy sama okazuje miłość, pada pytanie: za co? „Powinniście mnie kochać, BO JESTEM, a ja was wtedy, gdy mnie pokochacie właściwie”.

***

Pamiętaj, że kościoły są różne, podobnie jak ludzie. Jeżeli nie czujesz się dobrze w twoim kościele, pytaj Boga, co jest tego przyczyną. Może to być twój grzech, ale może też Boże powołanie do innego miejsca. Jeżeli je rozpoznasz wyraźnie – ruszaj w drogę! Jednak pamiętaj, że Bóg wyprowadza zawsze dokądś, a nie z powodu czegoś. Dlatego zanim wyjdziesz, musisz wiedzieć, dokąd Bóg cię prowadzi.
Po drugie: Ponieważ kościoły są różne i pastorzy są różni, przyciągają różne grupy ludzi, którym z jakichś powodów łatwiej identyfikować się z nimi. Zamiast więc zmieniać na siłę swój kościół lub swojego pastora, może lepiej poszukaj kościoła, z którego wizją i pastorem będziesz się identyfikował. Oznacza to, że zamiast tkwić na siłę w społeczności, z której celami lub liderami nie potrafisz z jakichś względów się zgodzić, lepiej porozmawiaj z tymi liderami z szacunkiem dla ich odmienności i prosząc o błogosławieństwo – odejdź. Nie męcz siebie i innych! Lepiej odejść z godnością i w pokoju, niż być zgniłym jajkiem. Przestrzegam cię jednak przed obgadywaniem poprzedniego kościoła i jego przywódców. Ujawnisz tym tylko swoją niedojrzałość. Pamiętaj – masz prawo mieć inne zdanie – ale inni też mają prawo je mieć i wcale nie musi to oznaczać, że są mniej duchowi niż ty. Mają po prostu inną wizję, a więc i inną perspektywę lub są na innym etapie duchowego wzrostu. I wcale nie oznacza to, że niższym niż ty. Z moich osobistych spostrzeżeń wynika wręcz, że z duchową dojrzałością wiąże się na ogół większa tolerancja dla cudzej odmienności i większa cierpliwość. Powtarzam jednak – jeżeli w swoim dotychczasowym miejscu nie wzrastasz mimo wysiłków, poszukaj z Bożą pomocą innego miejsca do wzrostu. Jeżeli jednak żadne miejsce nie wydaje ci się dostatecznie dobre dla ciebie – niestety raczej to ty masz problem. Jaki? A o to zapytaj swojego poprzedniego pastora…
Po trzecie: To Bóg przydaje właściwych ludzi do właściwych miejsc we właściwym czasie. Jeżeli próbujemy Mu w tym pomagać – na przykład poprzez „wyciąganie” ludzi z innych społeczności, ściągniemy na siebie kłopoty, bo będą to osoby postawione w danym miejscu nie przez Boga, ale przez nas! Na dodatek będą to najczęściej osoby problemowe i nielojalne wobec twojego kościoła, podobnie jak były nielojalne wobec dotychczasowego. Ci, którzy zmieniają kościoły, robią to nagminnie i wielorazowo, ponieważ problem nie tkwi w kościołach, ale w nich samych. To duchowi włóczędzy, z którymi trudno cokolwiek zbudować.
I po czwarte: Konkurencja jest dobra! Nie patrzmy na inne kościoły w mieście jako na rywali w walce o kolejne głowy. Niech będą one dla nas raczej zachętą i motywują nas do doprowadzenia do zbawienia większej liczby ludzi. Prawdziwe rozłamy powstają, kiedy przestajemy się traktować jak współpracownicy we wspólnym, Bożym dziele, w którym to Bóg jest szefem, a nie ludzie. Powinniśmy podporządkować się Jego planom, nie zaś próbować za wszelką cenę realizować swoje pomysły, przypisując je Bogu. Ale jak odróżnić, czyje spojrzenie jest bliższe Bożej wizji? Zasada jest jedna: Boże prawo się nie zmienia, a wykładnią dla tego prawa jest miłość. Jeżeli to, co robisz, nie wypływa z miłości do ludzi, którzy odważyli się z tobą nie zgadzać, jesteś daleko od Bożej woli.
Dzielić się więc, czy nie dzielić? Jak najbardziej dzielić – ale tylko przez pomnożenie!

Tags

Comments are closed.