Blogi
Bądź mężny (Sierpień 22, 2017 2:16 pm)
Boże prawa (Sierpień 12, 2017 8:09 pm)
On widzi tajemnice (Sierpień 2, 2017 7:54 pm)
Odwet Boży (Lipiec 26, 2017 12:31 pm)
Chodzenie w wymiarze nadnaturalnym (Lipiec 20, 2017 2:48 pm)
Samochód bez kierowcy (Lipiec 11, 2017 3:57 pm)

Przyjaźń od serca

DR_1000

Publikujemy wywiad z Dorotą Augsburg, która w ramach Programu Domy Radości organizowanego przez Fundację Nadzieja dla Przyszłości od kilku miesięcy opiekuje się 11 letnią dziewczynką z domu dziecka.

Magazyn CEL: Dorotko, jak poznałaś Wiktorię?

Dorota Augsburg: Zobaczyłam ją po raz pierwszy na zajęciach dla dzieci, które prowadzę w każdy piątek w Kościele Chwały. Cicha, nieśmiała, wycofana – od razu to zobaczyłam, nie trzeba było wnikliwej obserwacji. Nie wiedziałam, że jest z domu dziecka i kto ją do nas przyprowadził. Dopiero po chwili, jedna z asystujących nauczycielek Ania, szepnęła mi na ucho: „To jest dziewczynka z domu dziecka”. Ta informacja wyjaśniła zachowanie dziewczynki. Po zakończeniu zajęć, po dziewczynkę zgłosiła się Małgosia Gołacka, współpracująca jako wolontariusz w domu dziecka, w którym przebywała Wiktoria. Małgosia zapytała mnie, czy chciałabym od czasu do czasu zaprosić Wiktorię do domu na rodzinny obiad. Spojrzałam wtedy na dziewczynkę. Nie patrzyła mi w oczy, głowę miała spuszczoną i przytulała się do Małgosi. Gdy spytałam ją jeszcze raz o imię, dopiero wtedy popatrzyła mi w oczy. Zamarłam … To, co zobaczyłam, było straszne i wstrząsające dla mnie. Ujrzałam w jej oczach powolne umieranie duszy, która jest opanowana przez śmierć. Czułam, jakby moje oczy były taką „sondą”, która przedostała się do wnętrza tego dziecka i zobaczyła spustoszenia wewnątrz niej. Oczywiście to działo się w ułamkach sekund, choć wydawało mi się, że to trwało kilka godzin. Pomimo tego, iż od lat jestem nauczycielem, pracowałam z dziećmi z różnych środowisk, nigdy nic takiego mi się nie przytrafiło To było szczególne i niespodziewane doznanie.

W jednej chwili wiedziałam, że muszę się zgodzić na propozycję Małgosi. Moja odpowiedz była tak spontaniczna, że aż sama się zdziwiłam, odparłam po prostu: „Oczywiście, jak najbardziej!”. Nie wiedziałam jeszcze jaka będzie na to reakcja mojego męża i syna. Przed kilku laty myślałam o tym, by włączyć się w pomaganie dzieciom z domu dziecka, ale pozostało to wtedy tylko myślą. A teraz jakby Bóg rzucił do mnie tą samą piłeczkę, ale ja tym razem ją złapałam.

W taki właśnie sposób rozpoczęłam moją nową służbę, która dość niespodziewanie pojawiła się w moim życiu – opiekuję się Wiktorią i zarazem działam w programie Domy Radości. To niezwykłe, jak działanie Boga jest doskonałe i w pozytywny sposób zaskakujące. Wiedziałam, że moim powołaniem jest praca z dziećmi, ale nie miałam pojęcia, że z dziećmi z domu dziecka. Pan Bóg jest niezwykły, wspaniały i wie do czego może nas użyć, jeśli jesteśmy na to gotowi. A jemu często chodzi o zrobienie małych i prostych rzeczy, do których daje nam też odwagę.

Jakie zmiany widzisz w swojej podopiecznej?

Dziewczynka nawróciła się i chce iść za Jezusem. Widzę w niej niesamowite zmiany, które dzień po dniu dokonuje w niej Bóg. Przede wszystkim stał się dla niej kochającym niebiańskim Bogiem – tatusiem. Jej serce otworzyło się na poznawanie, kim On jest. Chętnie słucha, gdy jej czytam, co zrobił dla nas Pan Jezus. Niesamowite było w niej pragnienie chrztu w Duchu Świętym i to się stało! Zaczęłam regularnie zabierać ją na zajęcia dla dzieci w Kościele Chwały. Wiktoria bardzo przeżywa uwielbienie Boga, zna na pamięć prawie wszystkie teksty piosenek, które śpiewamy w trakcie uwielbienia. Nauczyła inne dzieci w domu dziecka jak się modlić i uwielbiać Boga. Widać w niej pokój i radość, którymi obdarzył ją Bóg, ma pragnienie poznawania Słowa Bożego i bycia blisko Boga.

Jak dziewczynka odnalazła się w Waszej rodzinie?

Zabieranie Wiktorii do naszego rodzinnego domu związane było z pewnymi formalnościami, które musiałam dopełnić, aby stać się tzw. rodziną zaprzyjaźnioną. Nie były one długie czy skomplikowane. Nie są również zobowiązaniem „na całe życie”. Status rodziny zaprzyjaźnionej pozwala na stały kontakt z dzieckiem, zabieranie go do domu, na weekendy, wakacje.

Razem z mężem staramy się jej okazywać miłość i troskę, dać jej ciepło rodzinne, którego potrzebuje. Dużo rozmawiamy, chodzimy na spacer, lody, na rower. Nie robimy nic ponad to, co robi się w rodzinie.

Dzięki tym niewielkim, lecz bardzo ważnym krokom, które zrobiliśmy, Wiktoria odzyskała uśmiech na twarzy, w relacjach z innymi jest pewniejsza, nie reaguje natychmiastowym wycofaniem się, jest śmielsza w kontaktach z innymi. Chcemy wyremontować nasze mieszkanie, by wygospodarować pokój dla dziewczynki, aby miała swój wymarzony kącik, gdy nas będzie odwiedzała.

Modlimy się, by Bóg sam utorował nam dalszą drogę w tej relacji. Staramy się, by dziewczynka miała z nami stały kontakt, by mogła też pogłębiać swoje relacje z dziećmi z kościoła i dorosłymi, którzy pracują w służbie dziecięcej, z naszymi przyjaciółmi. Spędzamy również czas razem z Małgosią Gołacką i jej podopieczną, Oliwią. Dziewczynki mieszkają w tym samym domu dziecka, przyjaźnią się na co dzień. W weekendy zabieramy je do kościoła, na pizzę, wycieczki. Staramy się, aby były częścią Kościoła, wiedziały, że ktoś się o nie troszczy, modli, interesuje się nimi. Niedawno były na obozie organizowanym przez Kościół Chwały. Zaczynają nawiązywać przyjaźnie z dziećmi z Kościoła. Są częścią większej rodziny. Poczucie przynależności jest bardzo ważne w procesie uzdrawiania wnętrza tych dzieci.

Co możesz doradzić osobom, które zastanawiają się, czy bycie rodziną zaprzyjaźnioną jest dla nich?

Warto, aby każda z takich osób zadała sobie pytanie:  „Dlaczego chcę pomagać dzieciom z domu dziecka?” Dlaczego akurat dzieciom z domu dziecka, a nie np. z biednych rodzin, dzieciom chorym itp. Jaka jest nasza motywacja? A może kogoś poruszają słowa Pana Jezusa, że On przyszedł do sierot, do tych, co się źle mają, nie mają bliskiej osoby, zostały odrzucone przez własnych rodziców, nie mają swojego domu?

Każda sytuacja jest wyjątkowa. Wolontariuszem czy rodziną zaprzyjaźnioną może zostać każda pełnoletnia osoba, która nie miała w przeszłości konfliktu z prawem (nie była karana). Mogą to być zarówno rodziny z dziećmi, jak i single, czy niepełne rodziny, które wiedzą, że mają coś do zaoferowania drugiemu człowiekowi i po prostu chcą pomóc. Trzeba pamiętać o tym, że nawiązanie takiej relacji wymaga od nas odpowiedzialności, gdyż takie dzieci już doznały wielu krzywd i porzuceń. W praktyce sprowadza się to do minimum jednego spotkania w tygodniu. Rzadsze kontakty nie pozwolą dzieciom na zbudowanie trwałej i bliskiej relacji z dorosłym.

Jeżeli nasza sytuacja rodzinna, finansowa, lokalowa pozwala nam na adopcję dziecka, z którym się zaprzyjaźniliśmy czy bycie rodziną zastępczą – i co najważniejsze – mamy pewność, że to dziecko chce być z nami, z całą naszą rodziną oraz nasi najbliżsi domownicy akceptują to rozwiązanie, to nie ma się nad czym zastanawiać. W takiej sytuacji zachęcam do podjęcia takiego kroku.

Jeżeli z jakichś powodów okaże się, że nie możemy być rodziną zastępczą lub adopcyjną, to jakakolwiek pomoc dziecku, choćby bycie przy nim, interesowanie się nim jest wskazane. To daje mu poczucie, że jest ktoś, kto potrafi okazać miłość, chce z nim porozmawiać, pójdzie na lody, do kina, na rower, będzie jego przyjacielem. Myślę, że taką namiastką prawdziwego domu może stać się rodzina zaprzyjaźniona.

Wolontariat to też dobra droga, szczególnie dla młodych osób, które nie mają własnej rodziny. Dzieci potrzebują pomocy w odrabianiu lekcji, w dowożeniu na zajęcia, można dzielić się z nimi swoją pasją. Stała relacja ma wielkie znaczenie w życiu takiego dziecka. Ono będzie czekać na ciebie, by spędzić z tobą czas. Będzie wiedziało, że ma kogoś, z kim może porozmawiać. Oczywiście w tych wszystkich działaniach należy pamiętać, by nie robić złudnych nadziei dziecku. Nie obiecywać rzeczy, których nie jesteśmy pewni. Od początku jasno ustalić zasady naszej relacji, niż coś obiecać i nie dotrzymać słowa – lepsze są dobre niespodzianki, niż przykre rozczarowania.

Jakie masz marzenia na przyszłość?

Moim marzeniem jest otworzenie przedszkola i szkoły chrześcijańskiej, do której też  uczęszczać mogłyby  dzieci z domu dziecka i  z rodzin zastępczych.  To byłaby dla nich szansa na codzienne wzrastanie w wartościach chrześcijańskich.

Marzenie by powstała taka placówka jest już w moim sercu od dłuższego czasu.  Wierzę w to,  że Bóg wzbudzi ludzi o podobnej wizji i  razem będziemy mogli stworzyć taką placówkę oraz ufam, że Bóg otworzy drzwi do pozyskania finansów na ten cel.

Dziękujemy za rozmowę. 

Od redakcji: Za tydzień opublikujemy artykuł „Nie bój się, bo masz władzę”, w którym piszemy, jak radzić sobie z problemami natury duchowej w życiu dzieci, które wychowują się w domach dziecka. 


Program „Domy Radości” organizowany przez Fundację Nadzieja dla Przyszłości obejmuje kompleksową pomocą – emocjonalną, materialną, edukacyjną i duchową dzieci przebywające w domach dziecka, które znalazły się tam w związku z wyjątkowo trudną sytuacją rodzinną. Celem jest pomoc dzieciom w odbudowaniu własnej tożsamości i wartości.

Działania oparte są o organizację wolontariatu i rodzin zaprzyjaźnionych dla podopiecznych domów dziecka oraz koordynację zajęć rozwijających zainteresowania i pozwalających na zbudowanie trwałych relacji wolontariuszy z dziećmi.

Program możesz wspierać finansowo lub rzeczowo.

Profil Domów Radości na FB

Comments are closed.