Polecamy
Integralność (30 kwietnia, 2022 10:36 am)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Przeciwieństwa w Bożym planie

9 czerwca 2022
Comments off
543 Odsłon

Enigmatyczny tytuł? Możliwe, ale tak mogę podsumować historię o tym, jak dwoje ludzi o skrajnych charakterach, wychowanych w dwóch różnych środowiskach, dzięki bezbłędnej Bożej nawigacji, mogło trafić na siebie.

„Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga” (Łuk. 18:27).

Opowieść zwykle zaczyna się od wstępu, swoistego preludium. Bóg zawsze odpowiada na potrzeby serca. Zaspokaja je w swoim czasie, który jest zależny również od nas i od tego, czy się Jemu poddamy, czy też nie?

Moją pierwszą modlitwą po nawróceniu były proste słowa: „Boże, daj mi żonę!”. Choć w tamtym czasie nie znałem jeszcze głosu Bożego, to odczułem pokój. Po raz pierwszy w życiu przestałem się bać, że będę sam. To było uwalniające.

Po przyjeździe do Warszawy miałem sporo spraw i tematów do naprawy w swoim życiu. Bóg dawał mi łaskę, aby je przerabiać szybciej. Kwestią było to, czy skorzystam, czy też nie. Odnośnie małżeństwa Bóg wskazał mi na kilka aspektów. Po pierwsze ustawienie priorytetów w moim życiu. Musiałem zdać sobie sprawę z tego, że moje szczęście nie może być nigdy ulokowane w drugim człowieku. Z czasem lokowałbym w nim również inne uczucia.

„Tak mówi Pan: Przeklęty mąż, który na człowieku polega i z ciała czyni swoje oparcie, a od Pana odwraca się jego serce!”.

Ten werset najlepiej obrazuje zagrożenie, jakie wiąże się ze złym ustawieniem priorytetów. Musiałem wiedzieć i mieć poczucie, że będę szczęśliwy z Bogiem, nawet jeśli nigdy nie miałbym żyć w związku małżeńskim. Nie zdecydowałem się na to tylko i wyłącznie ze względu na chęć ożenku. Bóg był, jest i będzie dla mnie najważniejszy. Właśnie z tego względu chciałem zasadzić w sobie tę pewność. Udało się to bardzo szybko.

Kolejną rzeczą było „wyrzucenie z mojego serca” dawnych dziewczyn, wspomnień i powiązań duszy, jakie nie zostały jeszcze usunięte. Musiałem to zrobić w modlitwie. Potrzebowałem również zwalczyć myśli, które próbowały wracać. Było to momentami gwałtowne i bolesne, gdyż skutki jednej z relacji były we mnie dość głęboko zakorzenione. Dziś często nawet nie pamiętam wydarzeń z nią związanych. Bóg uleczył moje serce, odpowiedział wyraźniej, niż się spodziewałem. Dopiero gdy ktoś przypadkiem zaczyna o tej relacji mówić, to przypominam sobie, jednak nie ma we mnie negatywnych emocji z nią związanych.

Trzecią kwestią była rzecz trudna do określenia jednym słowem. Choć można by to nazwać kobieciarstwem. Przed nawróceniem bardzo często flirtowałem z kobietami, zwodziłem je, zakochiwałem się. Nie byłem człowiekiem, który miał kochanki na pęczki i zmieniał je jak rękawiczki, jednak byłem kochliwy. Po nawróceniu przestałem flirtować, ale podobała mi się niemal każda napotkana chrześcijanka. Wiedziałem, że to nie jest dobre. Modliłem się, żeby nie zrobić niczego głupiego, więc po prostu albo nie rozmawiałem z kobietami, albo sprowadzałem relację od razu do pozycji koleżeńskiej, braterstwa w Chrystusie. Najwidoczniej potrzebny był jakiś czas, gdyż uwolnienie od tej skłonności nie przyszło od razu. Oprócz modlitwy musiałem wykazać się dyscypliną myśli oraz zachowania.

Udało się! Latem 2019 roku doznałem uwolnienia. Byłem z tego powodu tak szczęśliwy, że gdy poznałem moją obecną żonę, to myślałem, że jest to nawrót mojej przypadłości. Jeszcze jedna ważna rzecz: zacząłem wtedy myśleć, że to nie czas na małżeństwo, że nie jestem na nie gotowy i muszę jeszcze trochę poczekać. Dobrze, że się w tym nie „zamurowałem”, bo ciężko byłoby mnie wyciągnąć.

Moją cudowną żonę, Gabrielę, poznałem jesienią 2019 roku. Widywaliśmy się już wcześniej. Ja mieszkałem w akademiku WSTS, ona tam studiowała. Przez ponad rok nie zamieniliśmy ani słowa, choć były ku temu okazje. Przeszkodą nie było to, że ona była nieśmiała, tylko to, że ja nie byłem gotowy i nie chciałem przypadkowo jej urazić. Bóg nigdy nie powierzy skarbu, jakim jest żona, po to, aby ją skrzywdzić.

Wracając do naszej historii… Pewnego dnia nasza wspólna koleżanka poprosiła mnie, abym odprowadził Gabrysię na autobus. Zaczęliśmy rozmawiać. Udawało mi się przebić przez jej nieśmiałość, a ona była w stanie wyjść mi na tyle naprzeciw, aby móc rozmawiać. To też jest niesamowite świadectwo, ale to innym razem. Możecie o tym przeczytać w innym świadectwie pod tytułem „Wyjść z cienia”.

Gabrysia była wychowana w rodzinie chrześcijańskiej. Przez całe życie była grzeczna i posłuszna. Ja wręcz odwrotnie. To tak odnośnie wspomnianych wcześniej różnic. W trakcie rozmowy, która dotyczyła w głównej mierze Boga i kościoła, Duch Święty od razu położył mi na sercu to, że Gabrysia powinna być częścią Kościoła Chwały. Zacząłem jej wysyłać wykłady i fragmenty uwielbienia z kościoła. Po pierwszej wizycie od razu chciała zostać i być jego częścią.

Gabrysia dalej mnie intrygowała, ale myślałem, że znowu robię maślane oczy do pierwszej lepszej napotkanej kobiety. W tamtym okresie była ona totalnym przeciwieństwem moich upodobań odnośnie urody. Teraz jest dla mnie najpiękniejszą kobietą na świecie. Pod kątem charakteru również jest moim przeciwieństwem. Różnica polega na tym, że to, co dawniej było wyobrażeniem, teraz pokochałem. Kluczowe jest to, w jaki sposób to się zmieniło.

W tamtym okresie Bóg zaczął mi pokazywać cechy, których tak naprawdę szukałem u swojej żony. Odwaga i nieustępliwość. Przez lata nieustępliwie trwała w Bogu mimo okoliczności i odważnie, małymi krokami wygrywała z własnymi słabościami. Wrażliwość, umiejętność prowadzenia domu. Nie, nie chodzi o to, że była kobietą do garów. Chodzi o praktykę i poukładanie. Te i inne jej cechy pokazywał mi Bóg.

A wspomniane przeciwieństwa? Gabrysia jest cicha, spokojna, staranna, bardzo cierpliwa. Ja natomiast jestem głośny, ekstrawertyczny, towarzyski. Kiedyś byłem mało cierpliwy, teraz już to się zmieniło. Bóg nas uzupełnia. Najprościej i lekko metaforycznie rzecz ujmując, Gabrysia uczy mnie ciszy, a ja uczę ją krzyczeć. Nasza relacja była i jest idealnym połączeniem. Czy wciąż będzie? Oczywiście, że tak! Od razu zdecydowaliśmy się na ślub, gdyż było bardzo istotne dla nas, aby nie trwać w zawieszeniu. Nie wszystko wtedy było w nas idealne. Nie da się perfekcyjnie przygotować do małżeństwa. Trzeba mieć tylko ustawione priorytety i być czystym w wielu kwestiach życia. Życzę każdemu takich relacji z nieba, nawet jeśli połączą was przeciwieństwa.

„Wielkie wody nie ugaszą miłości, a strumienie nie zaleją jej. Jeśliby kto chciał oddać za miłość całe swoje mienie, to czy zasługuje na pogardę?” (Pnp 8:7) Ten werset mamy wygrawerowany na naszych obrączkach.

„ Dzielna kobieta – trudno o taką – jej wartość przewyższa perły. Serce małżonka ufa, nie brak mu niczego” ( Przyp. Sal. 31: 10-11).

Comments are closed.