Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)

Prawo Kalego

20130305_Kali_1000

Tekst: Janusz Szarzec

Świat rządzi się prawami, dodajmy, najróżniejszymi. Ludzkość od niepamiętnych czasów niestrudzenie jedne prawa odkrywała, podczas gdy inne swobodnie wynajdywała, nazywając je według własnego uznania (najczęściej, by upamiętnić ich autorów). I tak, obok prawa Archimedesa, Gaussa, Faradaya, Joula, Pascala istnieją wszelakie regulacje natury religijnej, społecznej czy ekonomicznej, włącznie z szeregiem irracjonalnych praw, które należy traktować bardziej z przymrużeniem oka, jak choćby tyle słynne, co humorystyczne prawa Murphy’ego.

Do tej ostatniej kategorii można by śmiało zaliczyć tytułowe „prawo Kalego”, z tym wszakże wyjątkiem, że w skupiskach ludzkich panuje ono niepodzielnie od tysiącleci, a śmieszne jest tylko w teorii. Gwoli wyjaśnienia ów Kali, który je sformułował, nie był hinduskim radżą ani arabskim średniowiecznym uczonym, a czarnoskórym niewolnikiem-postacią rodem z sienkiewiczowskiej „W pustyni i w puszczy”. Wśród wielu maksym, którymi kierował się w życiu nasz bohater, znalazła się następująca „złota” zasada: „Jak ktoś Kalemu zabrać krowy, to zły uczynek. Dobry, to, jak Kali zabrać komu krowy”! Tak wprost wyrażona definicja egoizmu w czystej postaci idealnie charakteryzuje większość stosunków międzyludzkich na świecie.
Co to ma jednak wspólnego z kościołem, wspólnotą ludzi odrodzonych przez Ducha Świętego, wypełnionych wzajemną, bezwarunkową miłością? Przy uwydatnianiu znaczenia duchowych aspektów życia wierzącego łatwo zapomnieć o przyziemnej prawdzie, że, póki co, pozostajemy ludźmi, ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami, bardziej i mniej pozytywnymi. Powołując się na Chrystusa, czasem zapominamy, że tu, na ziemi, mamy częściej okazję oglądać inne członki ciała Chrystusowego niż jego Głowę. Na nieszczęście całkiem sporo jest wśród nich tych „wstydliwych” (cytując za biblijnym klasykiem), których nie należałoby raczej zbyt eksponować przed światem, dla których dosłownie: „nic, co ludzkie, nie jest obce”.
Przy czym egoizm i cielesność chrześcijańska ma tę unikalną cechę, że kocha przebierać się w szaty duchowości. Jednym z jej przejawów jest skrajnie subiektywna interpretacja otaczającej nas rzeczywistości, zawsze dziwnie zbieżna z naszymi prywatnymi poglądami.

Gdy nas spotyka nieszczęście, to musi być podstępny atak szatana, który chce powstrzymać Boże dzieło. Co innego, gdy to samo przydarzy się „duchowej konkurencji”. Wówczas, oczywiście w odruchu braterskiej miłości (a jakże), z wnikliwością duchowego eksperta, mimowolnie ciśnie się na usta pytanie z gatunku: „Kto zgrzeszył? On czy rodzice jego?”.

Kiedy członkowie innych kościołów przechodzą do naszego, to znaczy, że wyzwalają się z sideł religii. Gdy dzieje się inaczej, to jawna kradzież zasobów ludzkich i pogwałcenie etyki pastorskiej. Bynajmniej nie chodzi o to, by zakazywać ludziom osobistych wyborów, również związanych z przynależnością kościelną. Boli co innego – dalece skrajna interesowność w prezentowanych sądach moralnych.

Podobne kontrowersje dotyczą także życia społeczno politycznego kraju.
Dla jednych na przykład katastrofa smoleńska będzie swoistą selekcją pokoleniową dozwoloną przez Boga, dla drugich nieszczęściem, któremu słaby Kościół nie był w stanie zapobiec (chociażby przez realnie działające dary Ducha Świętego).
Powódź zalewająca kraj dla jednych jest znakiem sądu Bożego, dla drugich symbolicznym, proroczym oczyszczeniem – -znakiem Jonasza (cokolwiek to znaczy).
Osobnym kuriozum jest rywalizacja w „kategorii” proroctw. Czyje są naprawdę natchnione wypowiedzi? Kto zyska sobie miano proroka prawdziwego, a komu można przypiąć łatkę „fałszywego”? Kto wypowiada jedynie projekcje swojej duszy, a kto dysponuje rzetelnym duchowym rozróżnieniem? Kłopot w tym, że większość z tych tzw. przepowiedni nie da się w ogóle zweryfikować ze względu na ich wysoki poziom ogólności oraz dopuszczalność całkowicie odmiennych interpretacji.

To wszystko mogłoby być nawet nieco śmieszne, gdyby nie było w sumie tragiczne.
Bowiem samolubne „prawo Kalego” stoi w jawnej sprzeczności z Chrystusową zasadą „nie szukania swego”. Cała nadzieja w Bogu, że wzbudzi w kościele swoje sługi z prawdziwego zdarzenia, działających w realnym namaszczeniu Ducha Świętego i prowadzących chrześcijan ku Jego przeznaczeniu.

Tags

Comments are closed.