Polecamy
Nowy numer magazynu Głos Przebudzenia! (3 listopada, 2020 6:09 pm)
POLECAMY „Zabić smoka” Daniel Kolenda (2 listopada, 2020 4:43 pm)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Powierzony

17 października 2013
Comments off
2 606 Odsłon

Tekst: Urszula Jankowska-Matan

W każdym kościele spotyka się ludzi zaangażowanych w rozwój społeczności. Dla jednych są oni cieszącym oko motorem napędowym, dla innych drażniącymi aktywistami. Czy widzisz ich na któryś z tych sposobów? Jeśli tak, to oznacza, że twój dystans pozbawił cię możliwości realizowania powierzonych ci przez Boga planów i powołania.

„Oto ja stoję u źródła wody, a córki mieszkańców tego miasta wychodzą, aby czerpać wodę. Niechże więc ta dziewczyna, do której powiem: Nachyl dzban twój, proszę, abym się napił, a ona powie: Pij, i wielbłądy twoje też napoję – będzie tą, którą przeznaczyłeś dla sługi swego, dla Izaaka, a ja po tym poznam, że okazałeś łaskę panu mojemu” (Rdz.24:13-14).

Oto sługa Abrahama, Eliezer z Damaszku, postawił sobie wysoko poprzeczkę, aby znaleźć właściwą żonę dla Izaaka, syna swego pana. Nie dość, że musiała być „z rodziny”, to powinna była spełniać inne warunki. Miała chcieć z własnej woli pójść za Izaakiem, wcześniej go nawet nie ujrzawszy. Musiała być także uczynna, pracowita i chętna do wielkich poświęceń. – To cechy osoby, której Bóg może użyć do wykonania swojej woli na ziemi, a konkretnie osoby Mu powierzonej.

Kim oni są?
Przez kilkadziesiąt lat życia chrześcijańskiego spotkałam się z mnóstwem ludzi i postaw. Jestem Bogu wdzięczna za każdego, bo każde spotkanie i każda sytuacja czegoś mogły mnie nauczyć. Najpierw jednak chcę podziękować za tych wszystkich, bez których Kościół by pewnie dziś nie istniał. To właśnie ci „powierzeni”.

Przypomnijmy sobie ludzi, którzy w każdej chwili są chętni coś przywieźć, zawieźć, ustawić i dźwignąć – bez względu na wiek, wykształcenie, stan emocji, zdrowia, liczbę dzieci w domu, odległość, jaką mają do kościoła. Albo takich, którzy wytrwale się modlą o sprawy innych, nawet gdy ich własne są jeszcze nierozwiązane, są na każdym spotkaniu czy ewangelizacji; lub też tych, którzy zawsze mają otwarty dom, są chętni przenocować, ugościć i obdarować „na drogę”. Wyobraźmy sobie ludzi, którzy nigdy się nie obrażają, nawet gdy są bardzo źle traktowani, lecz patrzą na rzeczy z Bożej perspektywy, widzą dalej niż ich uczucia, dźwigają ciężary innych, bo rzeczy muszą być zrobione. Czy wszyscy ci ludzie nie mają swoich potrzeb, uczuć, zranień, żalów, bólu, niespełnionych marzeń? Mają! Ale nauczyli się, a raczej pozwolili Bogu wypracować w nich umiejętność widzenia dalej, rozprawiania się z użalaniem nad sobą, nieprzebaczeniem i egoizmem. To dojrzali wierzący, którzy patrzą na życie z perspektywy Królestwa żywego Boga, Jego planów, a nie tylko doczesnego życia.
Bóg umie odpłacić dobrem tym, którzy Mu wiernie służą. W 65. rozdziale Księgi Izajasza, w 13. i 14. wersecie jest napisane: „Dlatego tak mówi Wszechmocny Pan: Oto moi słudzy będą jeść, lecz wy będziecie głodni, oto moi słudzy będą pić, lecz wy będziecie spragnieni, oto moi słudzy będą się weselić, lecz wy będziecie się wstydzić. Oto moi słudzy będą wykrzykiwać z głębi swojego szczęśliwego serca, lecz wy będziecie krzyczeć z głębi serca zbolałego i będziecie jęczeć z rozpaczy”.

Bóg jest wierny i nie zapomina o tych, którzy są Mu wierni.

Wytrwałość
Aby jednak dojść do dojrzałości tych „powierzonych”, trzeba rozprawić się w swoim życiu z różnymi rzeczami, a inne pozwolić wypracować Bogu. Jedną z takich cech jest wierność w powierzeniu. Łatwo jest bowiem podjąć się czegoś, kiedy czujemy się zachęceni, trudniej trwać w tym, gdy robi się nudno, żmudnie i niewygodnie. Biblia przypomina jednak, że każda mozolna praca przynosi zysk, i wbrew temu, co sobie czasem wyobrażamy o życiu z Bogiem, czas niebywałego poruszenia i przebudzeń często poprzedzają okresy modlitwy, jakby się uderzało głową w mur; ewangelizacji, po której nieliczni przychodzą do kościoła i zostają; żmudnej pracy. Kiedy od razu nie widać efektów działań, większość ludzi się zniechęca, tylko nieliczni zostają i pracują dalej. Ale to właśnie oni odbierają nagrodę.

Serce sługi
Drugą niezwykle ważną rzeczą jest trudna sztuka wspierania powołania innych, zostawiając z boku własne ambicje. Wszyscy, którzy coś osiągnęli z Bogiem, zaczynali od służenia. Jozue służył Mojżeszowi, nie odstępował go na krok, a kiedy Mojżesz wychodził z przybytku, Jozue tam zostawał i to był jego prywatny czas oraz budowanie relacji na przyszłość.

Dawid wiernie służył Saulowi, nie zająknął się nawet słowem narzekania na niego, a przecież musiał przed nim ratować życie! Nie mówiąc o Józefie czy Danielu, którzy najpierw służyli królom (do tego pogańskim). Elizeusz służył Eliaszowi, a Jezus całkowicie poświęcił się ukształtowaniu uczniów, którzy później mieli nieść Ewangelię. Słowo mówi o Nim, że „przyjął postać sługi”, choć był Bogiem. Brzmi to ładnie i „niegroźnie”, ale w praktyce oznacza, że możesz umieć więcej – być np. lepiej wykształconym, bądź mieć większe objawienie niż twoi współbracia, ale decydujesz się stanąć gdzieś na uboczu i wspierać z całego serca innych, by się rozwijali i wzrastali. Nadejdzie jednak moment, że Bóg wywyższy również ciebie. Tymczasem zdarzają się ludzie mający o sobie wysokie mniemanie jako o usługujących, ale kiedy poprosi się ich o uczestnictwo w jakiejś służbie, zrobienie czegoś potrzebnego, ale prostszego, nie zgadzają się, ponieważ taka nieeksponowana służba jest poniżej ich oczekiwań. Kto wtedy znów rusza, aby wypełnić lukę? Oczywiście ci powierzeni, którzy czasem już ledwie zipią z nadmiaru pracy!

Zrozumienie misji
Ogromnie ważną rzeczą jest również zrozumienie wizji danego miejsca, Bożych planów na konkretny czas i sposobów Jego działania. Biblia mówi, że można być z dala od życia Bożego przez nieświadomość. Kiedy w jakimś miejscu nie ma wizji albo liderzy odeszli od niej na rzecz jakiejś fałszywej, „lud się rozprzęga”. Ale nie o tym tutaj mówię. Cały czas mam na myśli kościół, który ma konkretną wizję od Boga, jest świadomy tego, dokąd idzie, tzn. jego liderzy rozumieją, czego chce Bóg, i uczą na ten temat. I tu jest miejsce na osobiste zaangażowanie w kościele każdego, zajęcie swojego miejsca oraz zrozumienie misji i celu. To wymaga modlitwy i bycia blisko spraw kościoła, emocjonalnego zaangażowania w życie innych, zakorzenienia się w tym jednym miejscu.

Znajdź swoje miejsce
Zakorzenienie – to kolejny problem dla wielu ludzi. Tak zwane wędrówki pokościelne, „zwiedzactwo” czy modne obecnie „chrześcijaństwo internetowe”. Owe „wędrówki” polegają na przyglądaniu się różnym kościołom, zwiedzaniu konferencji, chodzeniu na różne grupy domowe w różnych kościołach, aby „mieć relacje z różnymi wierzącymi, a nie zamykać się w jednym kościele”. Tylko że pod pozorami tych pobożnych argumentów kryje się nadduchowość połączona z niepoddaniem pod autorytet i często zwykłe lenistwo, niechęć do jakiejkolwiek pracy.

Co do internetowego chrześcijaństwa – ma ono uzasadnienie, jeśli w miejscowości, w której ktoś mieszka i pracuje, nie ma żadnego żywego kościoła czy choćby grupy domowej, ale jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe, kiedy ludzie nie angażują się w swój lokalny kościół, natomiast siedzą nocami w internecie i oglądają spotkania z całego świata, by później wybrzydzać, twierdząc, że w ich kościele nie ma odpowiedniego uwielbienia, kazań, służb, telewizji itp. Być może nie ma właśnie dlatego, że nie ma komu tego zrobić. A może jest, tylko oni o tym nie wiedzą, bo zamiast na spotkaniach kościoła, siedzą przed komputerem! Dla porównania, znam też ludzi, którzy bardzo angażują się w pracę Bożą w kościele i z tego powodu śledzą w sieci, co dzieje się na świecie. Są wielką zachętą dla innych, poszerzając swoje horyzonty i czasem rzeczywiście wnosząc coś ciekawego i świeżego. Nie sam internet jest więc tu problemem, a ludzkie serce.

Prawda jest bowiem taka, że jeśli gdzieś powstało coś dobrego, to tylko dlatego, że znalazł się ktoś, kto był gotów zapłacić cenę, przyłożyć ręce i serce do pracy w tym miejscu i wytrwać wtedy, kiedy jeszcze nic nie było widać.

Wiatr Ducha
Żeby zakończyć optymistycznie, chcę powiedzieć, że wierzę, iż przyszedł czas zmiany do kościoła, zmiany postaw i serc ludzi, którą wprowadza sam Pan Jezus. Podnosi się ogień oczyszczenia i rozpalenia serc – ci, którzy stali z boku i przyglądali się, będą pochłonięci wizją, a ci, którzy szemrali, nabiorą rozumu i również zostaną porwani przez rzekę Ducha Świętego i zachęceni do pracy dla Pana. To już zaczyna się dziać, tu i tam ludzie powstają i zmienia się ich życie. Nawet jeśli gdzieś coś się zawaliło, to może po to, żeby zostało zbudowane według Bożych standardów i planów. Boży wiatr już wieje, a on zawsze ostatecznie przynosi życie i odnowienie. Wierzę głęboko, że ten wiatr będzie stawał się coraz mocniejszy i narastał aż do chwalebnego końca!

Comments are closed.