Blogi
Bądź mężny (Sierpień 22, 2017 2:16 pm)
Boże prawa (Sierpień 12, 2017 8:09 pm)
On widzi tajemnice (Sierpień 2, 2017 7:54 pm)
Odwet Boży (Lipiec 26, 2017 12:31 pm)
Chodzenie w wymiarze nadnaturalnym (Lipiec 20, 2017 2:48 pm)
Samochód bez kierowcy (Lipiec 11, 2017 3:57 pm)

Ponad podziałami – wywiad z Mary Seidler

marykids1000

Mary Seidler jest pełną pasji liderką uwielbienia oraz służby dziecięcej. Pochodzi z Kalifornii. Jako dziewiętnastolatka zdecydowała się na wyjazd do Kasnas City, żeby stać się częścią przebudzenia w World Revival Church. Kilka tygodni temu dostała możliwość przyjazdu do Polski. Pomagała tworzyć służbę dziecięcą w jednym z kościołów oraz usługiwała na nabożeństwach. Z Celem dzieliła się refleksjami na temat swojego pobytu.

 

Cel: Spędziłaś sześć tygodni w Polsce. Czy zauważyłaś coś, czego nie spodziewałaś się zobaczyć?

Mary Seidler: Byłam zaskoczona tym, jak zachodnie jest wszystko. Pierwszy raz jestem w Polsce, więc nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Znałam historię i bardzo ucieszyłam się, widząc że wszystko jest bardzo nowoczesne. Wiele rzeczy przypomina mi Stany, do tego stopnia że czasem nie czułam w ogóle że jestem poza krajem, ale na przykład w innym stanie. Nie odczułam, że jest to smutny, ciemny, wschodnioeuropejski kraj, który stara się poskładać w całość. Dostrzegłam, jak duże postępy robi i jak nowoczesny jest, zarówno w okolicach Warszawy, jak i na południu. Oczywiście zauważyłam też różnice w budownictwie, które z mojej perspektywy jest po prostu europejskie, w szczególności budynki, które nie zostały zniszczone w czasie wojny czy komunizmu. To była dla mnie ogromna radość, zobaczyć zarówno Warszawę, która praktycznie podniosła się z ruin, jak i regiony na południu Polski. Zobaczyłam tam szczęśliwych ludzi.

Cel: Jeśli chodzi o ludzi, co jeszcze zauważyłaś?

M.S.: Opierając się na tym, co wiem z historii, zauważyłam zdecydowaną różnicę między młodymi a starszymi Polakami oraz to, że młodsze pokolenie jest bardo „zamerykanizowane”. Oglądają te same programy w telewizji, używają facebook’a. Patrząc na dorosłych, widzę że są zamknięci, nie dlatego że są złymi ludźmi, ale ze względu na to co przeżyli – zarówno najstarsze pokolenie, jak i ludzie w moim wieku. Myślę, że mogło to być przekazane kulturowo. Jednak każde kolejne pokolenie wydaje się mieć więcej wolności.

Cel: Myślisz zatem, że wolność to kwestia kultury i historii?

M.S.: Niekoniecznie. Z pewnością jest to stan umysłu. W Stanach po prostu wiemy o wolności, uczy się nas tego, świętujemy to co roku, cieszymy się z życia. Jesteśmy bardzo pewni tej wolności. I we Francji i w Polsce widziałam, że ludzie mają to myślenie: „jesteśmy wolni”, w szczególności najmłodsze pokolenie. Oni mają świadomość tego co się stało, bo mówi się o tym na historii. Jednak chodzi o sposób myślenia, którzy ludzie muszą przysposobić. O taką wolność muszą być gotowi walczyć, mieć ją, cieszyć się nią.

Cel: Modląc się o ludzi, ogłaszasz nad nimi wolność. Ta wolność z pewnością jest ponad kulturą, bo pochodzi od Boga. Wiele rzeczy zmieniłaś w swoim życiu, chcąc za Nim iść. Jaką cenę musiałaś zapłacić?

M.S.: Cena którą musiałam zapłacić jest związana z bardzo osobistym przeżyciem i z czasem, kiedy mogłam się poddać i wrócić do Kalifornii, skąd pochodzę. Czułam, że nie nadaję się do tego, żeby być częścią przebudzenia. Miałam problemy finansowe, których się nie spodziewałam. Ceną było to, że zostałam. Mimo tego że czułam, że wszystko jest przeciwko mnie – nawet rzeczy o których ludzie nie wiedzieli, bo to były duchowe problemy – dalej usługiwałam w Fire House (nawa kościoła dziecięcego). I kiedy zostałam wezwana na dywanik ze względu na mój zły charakter, bo były rzeczy które musiałam w sobie zmienić – zamiast poddać się, zapłaciłam cenę. Chciałam być oczyszczona w ogniu, zmieniona. Większość ludzi powiedziałaby: to jest zbyt trudne, nie poświęcę tak wiele, nie mogę iść za Jezusem, za dużo ode mnie wymagasz, nie jestem w stanie poświęcić tyle wolnego czasu, żeby stać się osobą, jakiej chce Bóg. To jest cena, której wielu ludzi nie jest w stanie zapłacić. Chcą przyjść na parę nabożeństw, być dotkniętym przez Boga, ale jeśli chodzi o prawdziwe pójście za Jezusem do tego stopnia, że pochłania On twoje życie – ludzie tego nie chcą. Chcą, żeby Bóg był blisko, ale nie żeby przejął kontrolę. A to jest cena, którą musisz zapłacić i musisz się na to zdecydować zanim przyjdą problemy.

Cel: Jedną z twoich służb jest nauczanie w Fire House, kościele dziecięcym. Czy możesz opisać jak wygląda spotkanie dla dzieci, które prowadzisz?

M.S.: W pierwszej kolejności, jeszcze przed nabożeństwem, dzieci prowadzą modlitwę, przez 15 minut. Jeden lub dwóch dorosłych pomagają dzieciom, żeby trzymały się ustalonego wcześniej tematu, a dzieci prowadzą swoich rówieśników w modlitwie o spotkanie. Wierzymy, że jest to ich spotkanie przebudzeniowe i to one ustanawiają atmosferę, która będzie na nim panować. Później dorosły lider wita dzieci i powtarza z nimi oczekiwania, dotyczące spotkania. Następnie ustalamy flashpoint – hasło spotkania, którego dzieci się uczą i są gotowe wstać i wypowiedzieć je za każdym razem, kiedy nauczyciel mówi: „flashpoint”. Zawsze też przedstawiamy dzieci, które są na spotkaniu po raz pierwszy i w zabawny i ciekawy sposób rozpoczynamy. Później dorosły lider wygłasza kazanie, po którym wszyscy modlimy się razem z dziećmi. Robimy krótką przerwę na skorzystanie z łazienki i przekąskę. Po przerwie dzieci wygłaszają swoje własne kazania. Kończymy uwielbieniem. Wszyscy uczestniczą, a niektóre dzieci śpiewają do mikrofonów. W tym czasie Bóg potężnie porusza się między nimi i słyszymy wiele świadectw o tym, co zrobił w ich życiu. Uwielbienie trwa, podczas gdy rodzice odbierają swoje dzieci. Te które zostają, siadają w kółku na podłodze. W ten sposób możemy z łatwością je obserwować i mieć pewność, że są odebrane przez właściwą osobę.

Cel: Jaka jest rola rodziców w tworzeniu kościoła dziecięcego?

M.S.: Według mnie rolą rodzica jest prowadzenie dziecka w przebudzeniu. W ciągu tygodnia rodzice powinni dbać o to, żeby dzieci były nakarmione Słowem Bożym. Powinni upewnić się, że się modlą, uczyć, jak kochać Boga i ludzi. Powinni uczyć dzieci, że kościół jest jednym z najważniejszych aspektów ich życia i że powinny traktować dom Boży z szacunkiem. Podczas spotkań rodzice powinni obserwować dzieci, nie pozwalać, żeby robiły co tylko im się podoba. Powinny uwielbiać z pasją, razem z dorosłymi, wychodzić do modlitwy, wstawiać się za innymi, słuchać kazania. Rodzice powinni także upewnić się, że dzieci stosują to, czego nauczyły się na spotkaniu, w codziennym życiu.

Cel: Dlaczego dzieci powinny mieć swoje spotkanie, nie oparte jedynie na zabawie?

M.S.: Dzieci to duch, dusza i ciało. Dorośli świetnie sprawdzają się w karmieniu i dbaniu o ciało dzieci, ale często zaniedbują ich duchy. Ich duchy muszą być nowonarodzone i wypełnione Bożym Duchem. Muszą być regularnie wypełniane Słowem Bożym, tak aby dzieci stawały się tym, kim naprawdę są. Jeśli nie weźmiemy odpowiedzialności za to, żeby wychowywać dzieci, według Bożej instrukcji, inny duch będzie miał na nie wpływ. Będą karmić się czymś innym, a to wyda owoc, jakiego nie chcemy. Jeśli nie wyszkolimy swoich dzieci tak, jak chcemy, prędzej czy później je to skrzywdzi. Były stworzone, żeby wielbić Boga, żeby Go znać. Jeśli my, Boży ludzie, nie weźmiemy odpowiedzialności za to, żeby karmić je duchowo, oddamy je na pastwę tego świata. Co najważniejsze, nie ma większej ujmy dla Boga niż to, że nie uczymy naszych dzieci według Jego dróg. Stracimy to pokolenie, bo będzie ono zbyt słabe, żeby znieść to, co nadchodzi. Nie oznacza, że mamy być surowi i religijni. Oznacza to, że szkolimy dzieci w rzeczach, które naprawdę mają znaczenie, pozwalamy im spędzać czas w Bożej obecności. Jeśli jako dzieci nauczą się kochać Boga, ich życie z całą pewnością wyda potężny owoc.

Cel: Czy da się to zrobić w Polsce?

M.S.: Oczywiście! Biblia, Królestwo Boże i Duch Boży działają ponad podziałami. Jezus jest Panem w każdym narodzie i każda grupa ludzi, jeśli tylko chce, może stworzyć coś, co my stworzyliśmy w Kansas City. Wszystko tkwi we wprowadzeniu zmian, które będą dostosowane do Królestwa. To oznacza, że wszystko co jest religijne, nie przynosi dobrego owocu, jest kwestią kultury/nie pochodzi z ducha musi być odcięte. Stworzenie kościoła dziecięcego, w którym Bóg czuje się wygodnie i szkolenie ich w oddawaniu chwały Bogu, jest możliwe wszędzie, szczególnie w Polsce. Klucz tkwi w tym żeby mieć serce i wizję służby dzieci, która przygotowuje je, żeby mieć pełnię Bożą. Odpowiednia struktura, moc jedności, cześć dla Boga i pozwalanie Bogu, aby poruszał się między dziećmi jest międzynarodowe!

Cel: Pomogłaś w stworzeniu kościoła dziecięcego w jednym z polskich kościołów. To wydaje się być bardzo trudne, wiedząc że zaczynaliście od zera. Możesz opisać proces tworzenia tej służby?

M.S.: W rzeczywistości nie było to takie trudne, bo dostaliśmy pozwolenie od pastorów. Zaczęliśmy od przeszkolenia pracowników. Przeszliśmy razem przez podstawowe zasady kościoła dziecięcego w World Revival Church. Mówiłam im o tym, co zadziałało a co nie w naszej służbie – Firehouse oraz o zbudowanie służby, w której Bóg czuje się dobrze. Firehouse przynosi wspaniały owoc w życiu dzieci, odkąd powstało – w 2000 r. Sprawdzona wiedza oraz szkolenie pozwoliło na zbudowanie fundamentów nowej służby w Polsce. Następnym krokiem było zadbanie o miejsce. Jako że dzieci, z którymi pracowaliśmy były w wieku od 2 do 10 lat, musieliśmy strategicznie rozpracować plan zagospodarowania pomieszczenia. Dostaliśmy pokój na piętrze i pozwolenie na udekorowanie go. Kupiliśmy stoły i krzesła. Z tego co wiem, dzieci wcześniej nie miały zajęć plastycznych. Musieliśmy także dostosować zajęcia zarówno dla najmłodszych dzieci jak i dla tych z podstawówki. Wszystkie dzieci musiały mieć przerwę i zajęcia, które utrzymywałyby ich zainteresowanie. Starsze dzieci nie potrzebują przerwy, ale mogą być zaangażowane w usługiwanie (śpiewanie, prorokowanie, ogłaszanie).

Dzieci musiały być przeszkolone w podstawowych prawdach chrześcijańskich i przebudzeniu. Nie były przyzwyczajone do tego, że ktoś mówi im co robić. Upewniliśmy się, że mamy plan i że dzieci wiedzą, jak on wygląda. Zaczęliśmy od witania każdego z dzieci w drzwiach. Dzięki temu wiedziałyśmy, kto jest rodzicem każdego z dzieci i z kim mamy się kontaktować. Później każde z dzieci siadało na swoim dywaniku. To uczy ich, jak siedzieć prawidłowo wśród innych. Kiedy będą na spotkaniu dla dorosłych, będą wiedzieć, jak siedzieć spokojnie, słuchając kazania. Nauczą się, że trzeba uważać i okazywać Bogu cześć i szacunek. Przetłumaczyliśmy piosenki z Fire House na polski i zaczęliśmy uczyć dzieci, jak uwielbiać. Ważne jest, żeby prowadził je ktoś, kto już jest w uwielbieniu. Dzieci słuchały też kazania, dostosowanego do ich poziomu.

Ich duchy były nakarmione i to zaczęło wpływać na ich życie. Jeden z rodziców opowiadał, jak jego córka przeprosiła za to, że pokłóciła się z rodzicami. Ponoć to nie zdarzyło się wcześniej, zanim zaczęła brać udział w zajęciach. Dzieci uczyły się o owocach Ducha Świętego. Rodzice dostrzegli wiele zmian w swoich dzieciach. Uczyliśmy je też ogólnych zasad zachowania w klasie, okazywania szacunku. Kiedy wiedzą, jakie są oczekiwania, starają się je spełnić. Jeśli źle się zachowują, ponoszą konsekwencje – jak w prawdziwym życiu. Jeśli nie słuchają nauczyciela, ten zwraca im uwagę lub przesadza na tył klasy. Bardzo wcześnie nauczyli się, że Boży dom jest bardzo ważny i że chcemy mieć serca, które Jemu się podobają. Kiedy wybieramy właściwe zachowanie, jesteśmy błogosławieni. Jeśli jesteśmy nieposłuszni, konsekwencje są złe. Rozpoczęcie takiej służby jest zdecydowanie możliwe. Wymaga czasu i opracowania odpowiedniej strategii, ale warto ponieść wysiłek. Jeśli nie poddasz się, zobaczysz niesamowite zmiany w dzieciach.

Cel: Co z nastolatkami? Co zauważyłaś w polskich kościołach?

 M.S.: Byłam tylko w dwóch kościołach w Polsce i nie miałam dużo styczności z nastolatkami. Co dostrzegłam to to, że owoce ich ducha są bardzo zaniedbane. Niektórzy z nich są trzymani przez swoją kulturę, mimo że chodzą do kościoła. To jest typowe dla każdego narodu. Dwóch nastolatków z Polski odwiedziło World Revival Church i brało udział w spotkaniach przez prawie dwa miesiące. Byli w środku przebudzenia. Jednak to nie oznacza, że od razu stajesz się przebudzony. Musisz pozwolić przebudzeniu, żeby na ciebie wpłynęło. To właśnie zobaczyłam u tych chłopaków. Obaj pozwolili Bogu, żeby przyszedł do nich. Zobaczyłam, jak Bóg ich zmienia, bo pozwolili, żeby zburzył mury w ich życiu. Musieli zdecydować, że chcą, żeby ich serca stały się miękkie oraz pozwolić wojownikom modlitwy, żeby wpłynęli na ich życie. W efekcie, wrócili do Polski jako inne osoby. Nie byli tylko w środku przebudzenia, byli przebudzeni. Jednak nie da się żyć wczorajszym namaszczeniem. Musisz nieustannie pragnąć więcej od Boga. Jeśli tego nie robisz, wrócisz do starych rzeczy, a ogień zgaśnie. Musisz pozwolić Bogu, żeby Cię pochłonął. Jestem pewna, że nastolatkowie powinni mieć własne spotkania, nie takie na których jedynie dobrze się bawią. To jednak moja opinia. Myślę, że jest wiele innych okazji do integracji czy budowania relacji. Polscy nastolatkowie i nastolatki powinni mieć własne spotkania. Oni powinni prowadzić uwielbienie, zbierać ofiarę, mieć okazję do głoszenia. To zmusi ich do tego, żeby żyli na wyższym poziomie. Wiem, że w Polsce chrześcijańskie dzieci znoszą prześladowanie. Jednak jeśli ci ludzie będą mieli miejsce, gdzie Duch Boży porusza się potężnie, to oni będą mogli pociągnąć za sobą innych. Jeśli nasze nastoletnie dziecko jest w służbie uwielbienia, ale nie jest nią zainteresowane – stwarza to poważny problem. Musi spotkać się z Bogiem i być uratowanym. W przeciwnym razie, nie będzie pokolenia, któremu moglibyśmy przekazać pałeczkę. Zazwyczaj oni już wiedzą, kim chcą być w przyszłości. Mimo tego że mają wspaniały kościół, wspaniałych liderów i miejsce, gdzie Bóg może się poruszać. Nie chodzi o wywieranie presji, ale zaoferowanie im życia, którego potrzebują. Chodzi o to, żeby ich oczy się otworzyły i żeby zrozumieli, że Bóg ma plan dla każdego z nich. I nie tylko na weekend albo konferencję. Chodzi o to, kim mają być w prawdziwym życiu. Mój pastor mówi: „Jeśli nie podoba ci się to, co hodujesz, zacznij siać coś innego”. Jeśli macie nastolatków, którzy są znudzeni, związani, bez pasji – co trzeba zmienić? Co musi być w nich zasiane? Jeśli chcesz ognia, jak możesz go rozpalić?

 Cel: Jest bardzo dużo rzeczy, których możemy się od ciebie nauczyć jako od usługującej. Czy jest coś, czego ty mogłaś nauczyć się od chrześcijan w Polsce?

M.S.: Zdecydowanie ujęło mnie wasze pragnienie Boga, desperacja, to że dajecie z siebie wszystko, żeby za Nim iść. Nie mogę pominąć waszej pokory do tego, żeby przyjąć korektę, która doprowadzi was do miejsca, do którego chcecie dotrzeć. To dotknęło mojego serca. Byli ludzie, którzy nigdy nie doświadczyli Boga na tym poziomie, ale otworzyli się i pozwolili Mu zerwać warstwę, która narosła w nich przez lata. To naprawdę mówi wiele o ludziach. Wielu Amerykanów, którzy nie doświadczyli tego co wy, nie byłoby w stanie tego zrobić.

msslider
Tags

Comments are closed.