Blogi
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)
Unicestwienie spisku (Wrzesień 29, 2017 12:10 pm)

Pogrzebałam Maćka

20140814_Komplex_1000

Tekst: Noemi

Różne słowa w naszym życiu słyszymy, jedne budujące, inne rujnujące. Jednak czy każde z nich musi mieć wpływ na nasze życie? Chciałabym podzielić się z wami świadectwem tego, jak Boże słowa kierowane do mojego życia zaczęły budować, dawać mi siłę i przyniosły zmianę.

Odkąd pamiętam, słyszałam w domu takie słowa: „wolałbym, żebyś była chłopcem”, „wolałabym gdybyś się urodziła jako chłopiec”. Te słowa niosły przekaz. Ale czy bycie dziewczyną, kobietą jest czymś gorszym, złym? Jako mała dziewczynka nie zastawiałam się nad tym, nie umiałam obronić się przed tymi słowami, mając 5-6 lat. Kiedy zaczęłam chodzić do szkoły, wolałam biegać z chłopakami za piłką, ubierać się w piłkarskie koszulki i nosić spodnie dresowe. Próbowałam być kimś, kogo moi rodzice chcą mieć. W moim życiu było wiele odrzucenia z tego powodu. Nie rozumiałam tego. Przyszedł czas, kiedy i ja sama zapragnęłam być chłopcem. Powtarzałam wciąż: „kiedy dorosnę, stanę się mężczyzną”. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić, ale lubiłam wybiegać  z domu z brodą pomalowaną czarnym mazakiem, tak aby choć trochę przypominać dziadka, który był mężczyzną. Jednocześnie przestało mi się podobać moje własne imię. I dzieciaki na podwórku wołały na mnie Maciek. Niezrozumienie narastało. Czułam się źle we własnym ciele, wiedziałam, że jestem inna, że coś jest nie tak, jak powinno być, tylko nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Kiedy miałam 13 lat, zaczęłam przegrzebywać internet w poszukiwaniu odpowiedzi, czy tylko jak tak mam, czy nie tylko? No i znalazłam! Nie jestem sama, ludzie na pewnym forum wypisywali, że to my jesteśmy normalni, a cała reszta nas nie rozumie. Nikt w domu nie pytał mnie, co się dzieje, a we mnie z każdymi urodzinami wzrastała radość – jeszcze 4 lata i będę mogła zmienić płeć. Obcinałam bardzo krótko włosy, ubierałam się jak chłopak, trenowałam rugby i piłkę nożną, biłam się z kolegami na boisku i w szkole. Miałam tylko kumpli, a dziewczyny uważałam za gorsze.

Po jakimś czasie i wielu zdarzeniach, nieszczęśliwa i poobijana przez życie, trafiłam do ośrodka dla dziewcząt, prowadzonego przez kobiety. Myślałam, że zwariuję. Mówiły do mnie w kółko: Noemi to, Noemi tamto. Kupowały mi ubrania jakie chciały, co chwilę krytykowały to, jak wyglądam, jak chodzę i próbowały mi wytłumaczyć, że jestem dziewczyną, a nie chłopakiem. Włosy ścinałam na krótko, w szkole miałam kolegę, który przynosił mi maszynkę, no i było po sprawie. Panie nic nie mówiły, bo po co miały powtarzać mi co miesiąc to samo. Najgorsze było dla mnie to, że nie mogłam się odnaleźć w tym miejscu. Nie malowałam paznokci, nie robiłam makijażu. Ja nie rozumiałam tych kobiet, ani one mnie.

Po wyjściu z ośrodka zostało mi pół roku do pełnoletności. Cieszyłam się niezmiernie. Wiedziałam, co jest potrzebne, aby zmienić płeć więc zaczęłam chodzić do psychologa. Po jakimś roku, pani psycholog uznała, że jestem transseksualna i oznajmiła, że bez problemów powinnam otrzymać zgodę sądu na zmianę płci. Nie zauważyła we mnie problemów. Dała mi, co chciałam. Lekarze, sprawa sądowa – wszystko szło bez problemu. Miałam mieć zmienione imię, adnotację do aktu urodzenia, możliwość przyjmowania hormonów męskich. Byłam szczęśliwa, że wreszcie będę miała prawdziwy zarost.

Nawróciłam się tydzień przed sprawą sądową. Kiedy wołałam do Boga: Jeśli istniejesz, to daj mi jakiś znak! To zrób coś! Bóg odpowiedział: Córko, jestem! Czekałem na Ciebie! Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. – Jak to „córko”? Przecież jestem mężczyzną. Nie widzisz, mam na imię Maciek! Jestem mężczyzną – krzyczałam w pokoju, nie wiedząc, co się dzieje. Przyszłam do kościoła ubrana w męską koszulę i dżinsowe spodenki do kolan. Miałam totalny chaos w głowie. Potrzebowałam czasu, żeby się odnaleźć. Ludzie z kościoła niezbyt wiedzieli, jak mi pomóc.

Przyjechałam do Warszawy na SBL (Szkołę Bożych Liderów) jakieś 8 miesięcy temu. Wówczas byłam jeszcze w stanie totalnego zamieszania. Jednak Bóg zaczął się potężnie dotykać tej sfery mojego życia. Zaczął mi pokazywać, kim jestem dla Niego. Nie synem, ale córką, nie mężczyzną, ale kobietą. Proces uzdrowienia trwa nadal. W międzyczasie, każda z kobiet – Pastorów w moim Kościele wyznawała nade mnę słowa Bożej prawdy o mnie. Każda z Nich zaczęła być wsparciem, motywatorem. Doceniły każdą, nawet najmniejszą zmianę czy przełom, a ja zaczęłam powstawać.

Osobowość Maćka została pogrzebana wraz z oddaniem ostatniej męskiej koszuli, a otrzymaniem pierwszej sukienki. Było potrzebne wiele modlitw, wiele ogłaszania Bożego Słowa nade mną. Jednak przyszedł pokój. Wiem, kim jestem, czuję się dobrze we własnej skórze, przyszła akceptacja i poczucie własnej wartości.

Niesamowitym czasem i przełomem w moim życiu była konferencja dla kobiet – Moc do zmiany życia, organizowana przez Kościół Chwały. Wzięłam z nieba moc, aby iść do przodu, kierować się do przeznaczenia, jakie Bóg ma dla mnie, jako kobiety i Córki Bożej. W trakcie konferencji Bóg dotknął wszelkich myśli, które dręczyły mnie i kwestionowały to, kim jestem. I te myśli zniknęły. Obecność Boża była tak namacalna, że nie chciało się wychodzić na przerwy, ale trwać bez ustanku.

Czuje się w końcu we własnych butach. Czymś wspaniałym jest być sobą w Bogu, ale i na zewnątrz, dla ludzi. Móc być jednym w sobie.

W nauczaniu głoszonym przez Pastor Martę Wróbel był fragment z księgi Ezechiela 16, 9: I obmyłem cię wodą, spłukałem z ciebie twoją krew i pomazałem cię olejkiemPrzyszedł nowy czas, kiedy Bóg przyszedł i omył mnie ze wszystkiego, uwolnił od tego, co stało na drodze, aby być sobą i pomazał, namaścił mnie olejkiem i powiedział do mnie: „Jesteś moją Córką, taką cię stworzyłem i taką cię chciałem, ja w pełni cię akceptuję i chce widzieć, jak pięknie się rozwijasz”.

Następny był fragment z Pieśni nad Pieśniami 6. 10: Kimże jest ta, która jaśnieje jak zorza poranna, piękna jak księżyc, promienna jak słońceWtedy zrozumiałam, że mam być światłem dla wszystkich tych, którzy walczą ze sobą, którzy nie czują się dobrze w swoim ciele, którzy nie akceptują tego, kim są i czują się inni na tym świecie.

Na zakończenie dodam dwie ważne myśli: Transseksualizm nie jest naszym własnym wyborem, jest skrzywieniem, które w jakiś sposób pojawia się życiu, powodując, że nie akceptujemy siebie takimi, jakimi stworzył nas Bóg. Nie jest chorobą, nie trzeba tego leczyć psychiatrycznie czy jakkolwiek inaczej. Potrzeba zidentyfikować problem i powiedzieć: koniec, ja będę się dobrze czuł/czuła w swoim ciele, bo Bóg takiego/taką mnie zaplanował. Do tego potrzeba modlitwy uwolnienia i uzdrowienia oraz wsparcia ludzi, którzy mają mądrość Bożą i wiedzą, skąd ten problem się wziął. Ja otrzymałam wielkie błogosławieństwo. Mam sześć niesamowitych kobiet wokół mnie, które są wsparciem, wzorem i autorytetem. One dały mi Słowo prawdy uwolnione z nieba, które niesie moc do zmiany, a ja złapałam kierunek i pasję do życia.

Od redakcji: imię bohaterki zostało zmienione

Tags

Comments are closed.