Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Pluszowy miś

miś1000

Tekst: Wojciech Wieja
Ileż to razy widziałem głoszących umiejętnie prowadzących do „pokuty”, doprowadzających słuchaczy do płaczu i – a jakże – do katharsis po „wyjściu do przodu”.

 

Barka

Podczas niedawnej ewangelizacji na rynku w Skoczowie doszło do niecodziennej sytuacji. Pod koniec naszej usługi podszedł do nas podchmielony jegomość z prośbą o zagranie Barki (ponoć była to ulubiona pieśń oazowa Jana Pawła II). Prowadzący ją znał, więc nie było problemu z zagraniem i zaśpiewaniem. Słowa i melodia rozrzewniły pana, który prosił o ten utwór. Wraz z kilkoma kumplami rozpłakali się jak bobry, uklękli na środku rynku i, trzymając się za wzniesione w górę ręce, śpiewali pieśń cały czas zanosząc się płaczem. Przejeżdżający obok zatrzymywali się i robili zdjęcia.

 

To był juz końcowy moment ewangelizacji, więc nie było mowy o zakłóceniach w mocnym zwiastowaniu Ewangelii. Patrząc jednak z boku na to wydarzenie w jednym momencie stanął mi przed oczami obraz pluszowego misia, do którego przytulają się dzieci.

W chwilach smutku, zagrożenia lub po prostu ze zwykłej chęci przytulenia się do kogoś/czegoś, aby lepiej się zasypiało, dzieci korzystają ze swoich ulubionych przytulanek. Znam także przypadek, że taką rolę spełniał zwykły jasiek – musiał być ten konkretny i jedyny, z tą samą poszewką, więc nie mógł być prany…

Dla nie do końca trzeźwych panów na rynku funkcję misia do przytulania spełniła ulubiona pieśń. Rozrzewniająca melodia, wspomnienie młodości, niespełnione marzenia… Wszystko to szarpie duszę uderzając w odpowiednie struny. Obfity płacz może być katharsis dla umęczonej duszy…

Do tej pory w moim tekście było sielsko anielsko. Ale na tym koniec.

 

Karmisz duszę, czy ducha?

Jedno jest pewne: katharsis nie przyniosło uwolnienia! Stan życia się nie zmienił. Alkoholizm pozostał alkoholizmem. Kilka razy w życiu miałem rękaw mokry od wypłakujących się w niego nieszczęśników, po czym ich postępowanie nie zmieniało się ani na jotę.

Nie zagłębiam się w osąd tych ludzi – nie mam kompetencji. Poza tym wierzę w cuda i one się wydarzą w ich życiu w imieniu Jezusa. Amen, Amen, Amen!

Dostrzegam tu jednak analogię do chrześcijańskiego życia. O, teraz to dopiero będzie sielsko anielsko!

Ileż to razy widziałem głoszących umiejętnie prowadzących do „pokuty”, doprowadzających słuchaczy do płaczu i – a jakże – do katharsis po „wyjściu do przodu”.

Wspominanie dawnych wydarzeń, śpiewanie pieśni kojarzących się z przebudzeniem sprzed trzydziestu lat lub straszenie, które można podsumować zdaniem: upamiętajcie się, albowiem księżyc zrobił się czerwony, jest niczym innym, tylko pluszowym misiem. Tak, pluszowym misiem, przytulanką, bezpieczną przystanią, ukojeniem duszy, katharsis, whatever… Najczęściej wolimy zaspokoić potrzeby duszy (jakkolwiek nie można ich zaniedbać), niż Żywym Słowem nakarmić ducha i tym samym zmienić się. Właśnie: zmienić się. Ponieważ nie o samo karmienie chodzi, ale o dojście do dojrzałości, do miejsca usługiwania innym w mocy Bożej.

 

 

Judea, Samaria, krańce ziemi

Opisywane na początku perypetie ewangelizacyjne zbiegły się w czasie z przesłaniem, jakie Duch Święty mi dał. Nie jest to słowo napomnienia kogokolwiek, ale przeszyło mnie samego, zmieniło perspektywę patrzenia na rzeczy duchowe i potwierdziło podjęte radykalne decyzje.

 

Kluczowe wersety znajdują się w Psalmach.

 

Wysławiajcie Pana, wzywajcie imienia jego, głoście narodom czyny jego! Śpiewajcie mu, grajcie mu, opowiadajcie o wszystkich cudach jego! (Psalm 105, 1-2)

Wysławiać cię będę, Panie, wśród ludów, będę grał tobie wśród narodów (Psalm 108, 4).

 

Na ogół z graniem i śpiewaniem nie mamy problemów. Wiele kościołów ma mocne grupy muzyczne. Coniedzielne głoszenie też się trzyma nieźle.

Ale hola, hola! Czy życie chrześcijańskie opiera się na niedzielnych rytuałach pobożności wyrażonej w muzyce i zwiastowaniu? Nie! Po trzykroć nie! Po stokroć nie!

 

O, jakże polubiliśmy te nasze nabożeństwa!

O, jakże nam jest miło!

Ach, jaka świetna muzyka!

Super, ten to głosi jak zawodowiec!

Prawie się popłakałem…

Och, a jakie te ławki wygodne, wyściełane pluszem…

 

Chrześcijaństwo zatracone w wygodzie goni własny ogon. Nie ma właściwej perspektywy. Dodajmy: niebiańskiej perspektywy.

Granie, śpiewanie, głoszenie to czynności ze wszech miar pochwały godne. Mają one jednak sens, kiedy przyjmiemy wizję grania, śpiewania i opowiadania NARODOM. Narodom, a nie sobie nawzajem w kościółku.

Judea, Samaria, krańce ziemi. Judea, Samaria, krańce ziemi. Judea, Samaria, krańce ziemi… Niech polecenie Jezusa o byciu świadkiem brzmi w twoich uszach bezustannie.

Powtarzaj to sobie w kółko, aż Duch Święty „usiądzie” na tym prostym sformułowaniu. To On, Duch Święty, wprowadzi cię we wszelką prawdę i pokaże ci, czym dla ciebie jest Judea, Samaria i krańce ziemi.

Twoja Judea czy Samaria może ograniczać się do działania na szczeblu lokalnym – dla Boga to nie problem, ponieważ on sam powiedział przez apostoła Pawła, że w ciele wiele jest członków i każdy spełnia odpowiednią rolę.

Jednakże wizja musi być globalna. Bez niej każde działanie zakończy się przytulaniem do pluszowego misia, wspominaniem rozrzewniających historii, przekleństwem bezproduktywności.

Poznawaj wolę Boga od ogółu do szczegółu. Ogólną wolę zna każdy wierzący: idźcie i czyńcie uczniami wszystkie narody. Jeden jest dobry w mediach i tym sposobem głosi Słowo. Inny jest dobrym muzykiem i w ten sposób może świadczyć. Słyszałem nawet o wierzącym amerykańskim milionerze, który przyjechał do Polski opowiedzieć wszelkiej maści biznesmenom, jaki jest klucz do sukcesu. Wyszedł na podium z żoną i powiedział, że najważniejszą rzeczą jest przeżyć całe życie z jedną kobietą. Zszokował tym publikę nastawioną na podniesienie ego. Biznesmeni chcieli doświadczyć misiaczka głaszczącego ich dusze.

 

Dla Boga nie ma ograniczeń co do formy, miejsca, ceny…

Nie ma znaczenia, czy jesteś bezdomnym alkoholikiem, czy poukładanym członkiem lokalnego kościoła.

Pluszowy miś zawsze działa tak samo. To jest przekleństwo.

Nie ograniczaj się zaklętym kręgiem przytulaczy pluszowych misiów. Wyrwij się z religijnych czarów, które nie przynoszą owoców.

O, sorry – przynoszą owoce, ale raczej masz już ich powyżej uszu.

 

 

Comments are closed.