Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Panie, kopnij mnie!

zdjęcie Maria Brzezinska1000

Tekst: Marysia Brzezińska

Ostatnio podczas modlitwy w kościele jeden z pastorów modlił się o długi rząd ludzi. Wszyscy wołali do Boga: – Panie, poślij mnie! To piękna modlitwa i całym sercem byłam w duchu z nimi. Ale tym razem sama modliłam się innymi słowami.

Możecie się ze mnie śmiać, ale i tak wam powiem. Z głębi serca wołałam do Boga: – Panie, kopnij mnie! Naprawdę z całego serca prosiłam go o to. Dlaczego? Bo wiem dobrze, że posłana jestem od dawna. Zresztą jak każdy z nas. Gorzej jest z wprowadzeniem tego w życie.

Żeby ułatwić sobie i Bogu sprawę, często modliłam się też w trochę inny sposób. Mówiłam: – Użyj mnie, Jezu. Tak jak chcesz. Użyj mojego ciała, moich ust, mojego głosu, skieruj moje nogi tam, gdzie Ty chcesz. Trochę poszłam na łatwiznę, ale kochany Bóg – choć bardzo pragnie naszej inicjatywy i samodzielności (to chyba normalne u Ojca) – wciąż ma relatywnie mało dyspozycyjnych osób, więc zstępował i na taką modlitwę. Opowiem wam jeden przykład.

Ostatnio byłam służbowo na Cyprze. Pracy mieliśmy wyjątkowo dużo, bo tym razem, oprócz zebrania materiałów do tekstu i zrobienia zdjęć, nagrywaliśmy też krótki film. Na wyspę przylecieliśmy bardzo późno, położyłam się spać chyba o 5 nad ranem. Ale zamiast snu przyszło przekonanie, by się modlić. Wstałam i zaczęłam uwielbiać Boga – po chwili w duchu zobaczyłam kobietę, która wyglądała na kelnerkę. Trwało to może ułamek sekundy – dodam dla tych, którzy myślą, że takim to łatwo: Bóg zsyła piękną, klarowną wizję i od tego momentu wiedzą już, co mają robić. Ty tak nie masz? No to witaj w klubie, ja też nie :).

Na szczęście nie zignorowałam tego „przebłysku” informacji i zapytałam Boga, co chciałby powiedzieć tej kobiecie. Usłyszałam trzy zdania (po angielsku, też nie były jakoś super wyraźne), pomyślałam, że jeśli to Bóg, to jutro wciąż będę je pamiętać, po czym poszłam spać (wiem, wiem, powinnam była je zapisać, ale wybaczcie mi, było już bardzo późno). Następnego dnia pracowaliśmy od rana do nocy, trzy zdania wciąż pamiętałam, ale nie wydarzyło się nic. Kolejny dzień był równie intensywny, zdążyłam już zapomnieć o tamtej nocnej modlitwie.

Wieczorem siedzimy przy późnej kolacji, dochodzi godzina 23. Kelnerka sprzątająca nasz stolik nie wygląda na Cypryjkę. Pytam ją, skąd pochodzi. – Z Mołdawii – odpowiada. Kontynuuję rozmowę, dopytując, kiedy ostatni raz była w kraju. W jej oczach pojawiają się łzy i mówi, że dwa tygodnie temu, na pogrzebie mamy. Zbiera talerze i idzie do kuchni. Po kilku minutach wraca – proszę, żeby usiadła koło mnie. Planowałam mówić po prostu o Bożej miłości, ale kiedy otwieram usta, przypomina mi się sytuacja z pierwszej nocy i nagle rozumiem, że to o tę kelnerkę chodziło. Opowiadam więc o mojej modlitwie i przekonaniu, że chodzi właśnie o nią. Słucha bardzo uważnie, aż dochodzę do owych trzech zdań i… nie mogę sobie ich przypomnieć. Zonk. Uszami wyobraźni już słyszę to westchnienie Ducha Świętego w środku: – A można było zapisać… Na szczęście kobieta jest cierpliwa, a On niezawodny i po chwili przychodzi pierwsze zdanie. – Znasz Mnie i znasz mój głos. Na to kelnerka przerywa, wzruszona, i mówi: – Tak, przez osiem lat chodziłam do zboru! Zraziła się, bo – jak to często bywa – pojawiły się jakieś konflikty, które spowodowały, że odeszła. Mówi, że chciałaby odbudować tę pierwszą miłość. Wtedy dopowiadam pozostałe dwa zdania: – I made you to shine. I called you to be mine [Stworzyłem cię, abyś lśniła. Powołałem cię, byś była moja.] Na koniec modlimy się o nią, błogosławimy i tłumaczymy, jak ważne jest znalezienie kościoła, że nie możemy jako chrześcijanie błąkać się sami.

Jeśli chcemy, żeby Bóg nas użył – użyje nas. Ale jest szczebel wyżej. Nasz tata chce, żebyśmy dojrzewali. Sami podejmowali inicjatywę. Jak dorośli wierzący. Świadomi, z jakiej rodziny pochodzą, kto jest ich ojcem i jaki jest ich „majątek rodzinny”, którym mogą dysponować.

Sama dobrze wiem, że za rzadko podejmuję inicjatywę, że często przerzucam odpowiedzialność na Niego. „Ty mnie użyj, a ja się zgadzam” jest dobrą modlitwą, ale to nie jest pełnia, do jakiej powołał nas Bóg. Dlatego mówię mu coraz częściej: – Kopnij mnie. Kopnij mnie do samodzielnego działania!

Autor zdjęcia: Marysia Brzezińska

Comments are closed.