Blogi
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)
Unicestwienie spisku (Wrzesień 29, 2017 12:10 pm)

Opowieści cioci Eli: Ja i Król

ilustracja_1_Ja_i_Krol_v2

Rysunek: Aleksandra Leśnik

Tekst: Ela Panek

Kochane dzieci! W swoich opowieściach postanowiłam przedstawić wam historię pewnego chłopca, Mateusza, w którego przeżyciach umieściłam część siebie z dawnych lat. Mati mieszka w rodzinie, która kiedyś wierzyła w Pana Jezusa. Jednak życiowe trudności oddzieliły ją od relacji z Bogiem. Sam chłopiec nie przeżył spotkania z prawdziwym Przyjacielem, którym jest Jezus. Doświadcza zatem wielu problemów, a ponieważ jest bardzo wrażliwy, często zastanawia się nad sobą i nad swoją przyszłością. Przyjdzie jednak moment, kiedy w jego życiu wszystko zmieni na lepsze! Zapraszam Was do lektury oraz do odpowiedzenia na pytania. A na koniec mam „słówko do rodziców”.

ROZDZIAŁ 1. „BUDOWLA”

– Mamo, dziś będę budował pałac z klocków Lego – powiedział Mateusz.

– Dobrze synku – mama zerknęła na chłopca, choć wcale go nie słuchała.

Jej synek już od godziny kręcił się po kuchni bez celu, zagadując ją co chwilę. Teraz rozsypał w kącie pudło z klockami i grzebał w nim, szukając jakichś pasujących części. Myśli mamy skupione były na przygotowywaniach obiadu i wcale nie miała zamiaru włączyć się do zabawy syna.

Dzieci zawsze czegoś chcą, nie zdając sobie sprawy, ile rzeczy dorośli mają do załatwienia w ciągu dnia! Mateusz ma już dziesięć lat, powinien być bardziej samodzielny niż jego siostra Ania. Ciągle potrzebuje mojej uwagi. Jak mam sama ogarnąć pracę, dom, lekcje? Żeby choć ich ojciec był z nami w domu. Wychowanie dzieci wcale nie jest takie proste – myślała rozgoryczona i zmęczona mama krojąc mięso na kotlety. Za chwilę rozległ się głośny łomot tłuczka. Łup, łup – żadnych więcej pytań. Łup, łup – jestem zajęta. Łup, łup – baw się sam. Tłuczek nie dawał Mateuszowi żadnego przystępu do mamy.

Chłopie skulił się i zrezygnowany zaczął budować. Nie dlatego, żeby specjalnie lubił Lego. Budował trochę z przyzwyczajenia, trochę z braku lepszego zajęcia. Tak naprawdę nie chciało mu się specjalnie starać. Mama nigdy nie brała na poważnie tego, co robił. A tata? Gdyby był z nimi, na pewno razem tworzyliby wspaniałe projekty. Tata jest architektem. Ale teraz jest za granicą – chyba w Norwegii, czy w Danii … Sam już nie wiedział, gdzie jest dokładnie. To już rok, odkąd tata wyjechał. Kiedy wróci? I czy w ogóle? Nie wiadomo. Mama jakoś dziwnie omija ten temat, myśląc, że nie wie, o co chodzi. Ale cóż, widocznie dorośli tak już mają, że nie wszystko potrafią wyjaśnić.

Mateusz próbował przypomnieć sobie, w co bawił się ostatnio z tatą. Pogrążony w czarnych myślach budował. Tymczasem na dywanie powstawał okazały pałac. Chłopiec przerwał budowę i uważnie przyjrzał się swojemu dziełu.

– Pięękny! – Na twarzy Matiego pojawił się uśmiech. – Tata byłby ze mnie dumny. Chyba jednak mam do tego talent. I czas jakoś szybko zleciał.

Mati z miną wielkiego budowniczego zerwał się z ziemi i podszedł do lodówki po sok. Nagle zakotłowało się pod jego nogami, ni stąd ni zowąd te dwie znajdy, które mieszkały z nimi, kot Major i pies Kwitek, urządziły sobie gonitwę wokół jego nóg. Kudłate tornado jak oszalałe natarło na budowlę Mateusza. Po chwili zamiast okazałych wieżyczek, na ziemi leżała sterta klocków. Kot zadowolony z siebie wskoczył na kredens i zwycięsko się po nim przechadzał, a pies warcząc biegał wokoło .

– Mamo! Co ty zrobiłaś – wrzasnął Mati. – Po co je tu wpuściłaś!

Ale mamy nie było. Wychodząc do przedszkola po Anię, nie zdołała zapanować nad czworonogami i zwierzaki przedostały się przez szparę w uchylonych drzwiach.

– Wy głupie zwierzaki! Mam was dosyć! Precz stąd! – Mati był wściekły. Nie sądził, że tak przeżyje przypadkowy atak domowych przyjaciół.

Z jego ust sypały się słowa, których mama nie tolerowała. Dlaczego? Przecież zwykle się hamował. Chłopak drżał na całym ciele.

– To tylko klocki!- próbował się uspokoić, powtarzając sobie w myślach.

– To AŻ klocki, moje dzieło – gdzieś w tyle głowy usłyszał inny głos.

Z oczu trysnęły mu łzy. Nie wiedział co się z nim dzieje. Tak bardzo potrzebował przyjaciela, taty, brata, kogoś kto go zrozumie. Zdenerwowany rzucił się na kanapę. Czuł się wykończony. Ze zmęczenia, płaczu i goryczy zasnął.

Śniło mu się, że ktoś buduje z jego klocków. Obserwował go z daleka. Ten Ktoś bardzo delikatnie i spokojnie łączył elementy w całość. Po chwili chłopiec podszedł bliżej. Zobaczył koronę, a w niej napis. Zaczął czytać. – „J”… Tak bardzo chciał odszyfrować tekst, ale wtem jak zza ściany usłyszał głos Ani.

– Mati, wstawaj, obiad!

Chłopiec próbował zapamiętać końcówkę swojego snu, jednak ten prysnął jak bańka mydlana.

Co tam było napisane, co znaczyła korona? Pewnie jakieś królestwo. A litera „J”? Tylko ją zapamiętał. Może chodziło o króla Jagiełłę? Ostatnio pan Zięba w szkole opowiadał o bitwie, którą ten król wygrał. Tak, na pewno to był Władysław Jagiełło. Nie ma nad czym się zastanawiać. To tylko sen.

– Już idę! – zdecydował Mateusz. Dosyć myślenia. Ale i tak Anka popamięta, że mnie obudziła!

Ciąg dalszy nastąpi!


Drogi czytelniku! Czy wiesz, co było powodem zdenerwowania Matiego? Jak myślisz, jaki napis pojawił się we śnie chłopca? Czy możesz dokończyć tę historię i odgadnąć, w jaki sposób chłopiec odszyfrował tajemniczy napis na koronie we śnie?


SŁÓWKO DO RODZICÓW

Nasz bohater Mateusz był zaniepokojony, często wybuchał gniewem. Nie potrafił poradzić sobie z własnymi myślami. Przytłaczały go problemy rodzinne. Czuł się samotny. W jego sercu nie było prawdziwej Bożej miłości, może tylko mała iskierka chęci poprawy. Tak się dzieje, dopóki nie poznamy Pana Jezusa osobiście, poprzez zaproszenie Go do swojego serca. Jak można dotrzeć z Ewangelią do serca dziesięciolatka?

1. Własny przykład.
Samo mówienie o Jezusie, a nie wykonywanie Słowa nie pomoże dziecku. Jeśli twoje dziecko byłoby głodne, a Ty cały czas proponowałbyś mu wirtualny obiad, po pewnym czasie umarłoby z głodu. Ono musi zobaczyć, doświadczyć, spróbować, że Jezus jest realny w życiu dorosłych. Zatem zapraszaj dziecko do wspólnej modlitwy, zabieraj je na spotkania, głoś przy nim ewangelię, a przede wszystkim pokazuj owoce Ducha Świętego. Ono chce zobaczyć Jezusa w Tobie!

2. Rozmowa
Rozmowa powinna polegać na otwartości, szczerości i prostocie. Nie używaj górnolotnych słów. Nie rozmawiaj o problemach dziecka gotując obiad, czy naprawiając auto. Pokaż, że darzysz je szacunkiem. Usiądź naprzeciwko dziecka, miej kontakt wzrokowy, weź je za rękę. Naucz się słuchać. Mów mało. Dziecko ma ograniczoną percepcję. Mówiąc pamiętaj, że masz Boży autorytet i potrafisz usłyszeć, wychwycić problem nawet między słowami.

3. Zaufanie Bogu.
Codziennie ogłaszaj, że dziecko „jest głową, a nie ogonem, że jest na górze, a nie na dole…”. Nigdy nie wątp w przyszłość dziecka, nawet jeśli nie spełnia Twoich oczekiwań i nie ma aspiracji, żeby zostać lekarzem czy dyrektorem. Bóg ma dla niego to, co da mu spełnienie. Zawsze pokazuj, jak bardzo wierzysz w swoje dziecko. Dawaj dziecku to, co sam chciałbyś otrzymać. Miłość, zrozumienie i cierpliwość wsparte żarliwą modlitwą otworzy jego serce na Boga.

Jesteś bardzo mądrym Rodzicem, prowadzonym przez Ducha Świętego!!!

„Nie bój się, tylko wierz!”
Mk. 5/36-b


KIM JEST CIOCIA ELA?

Gdy byłam małą dziewczynką i czytałam jakąś książkę, zawsze zastanawiałam się kim była osoba, która ją pisała, jak wyglądała, gdzie mieszkała, co robiła oprócz pisania. Myślę, że wy również zadajecie sobie podobne pytania. Pozwolicie, że przeniosę się w czasie do lat dziecięcych i napiszę o sobie kilka słów.

Kiedy byłam dziesięcioletnią Elą zawsze pragnęłam innego życia niż moje, czystego, piękniejszego świata. Mieszkałam z sześciorgiem rodzeństwa i rodzicami w małej wiosce, w małym domku, który chwiał się podczas silnego wiatru. Moja mama ciągle pracowała, żeby nakarmić swoje dzieci. Wracała późnym wieczorem bardzo zmęczona, a wychodziła wcześnie rano. Gdy była niedziela lub jakieś święto, mamusia zawsze znalazła czas na opowieści, które sprawiały, że choć na moment czuliśmy się bardziej wartościowi, lepsi i niezwykli. Nie wiedziałam wtedy, że mogę stać się osobą, która w Bożych oczach jest czysta, piękna i wystarczająco dobra.

Kiedy te chwile kończyły się i przychodziła codzienność – problemy w domu, paraliżujący strach, odrzucenie, pojawiało się wtedy napięcie w sercu, z którym jako dziecko nie mogłam sobie poradzić. A poza tym te wstrętne choroby i pobyty w szpitalach, ograniczały mnie we wszystkim.

Często stawiałam sobie w myślach pytania: Jak będzie dalej? Co ze mnie wyrośnie? Przecież nie mogę za dużo pragnąć, zbyt dużo wyobrażać sobie na swój temat, trzeba być pokornym, uniżonym przed ludźmi? Takie słowa często słyszałam od mamy. I tak na siebie patrzyłam, jak na biedną, pokonaną Elę, która nie ma prawa do szczęścia.

Taka sytuacja trwała przez wiele lat. Nie była dla mnie ani podnosząca, ani rozwijająca. Teraz, kiedy znam Pana Jezusa, wiem, że życie dziecka – twoje życie, nawet jeśli nie jest doskonałe – może wyglądać zupełnie inaczej. Jeśli otworzysz swoje serce dla Jezusa Chrystusa, On stanie się tym, który cię podniesie, wywyższy, wzmocni i bardzo, bardzo pokocha.

Kochane dzieci! Jestem pewna, że historia Mateusza pomoże Wam inaczej spojrzeć na swoje wyjątkowe i niepowtarzalne życie! Zapraszam do lektury kolejnych części opowieści! Zachęcam Was, przesyłajcie do mnie swoje historie, jak Bóg Was zmienia, co się Wam udaje, czego Was uczy, jakie macie kłopoty! Odpowiedź na to, jak radzić sobie z różnymi sytuacjami znajdziecie w kolejnych opowieściach! Pamiętajcie, Bóg nie jest zbyt mały, żeby znaleźć wyjście z każdej, największej trudności!

Ciocia Ela, e-mail: Ela@kosciolchwaly.pl

Comments are closed.