Blogi
Nie samym chlebem żyje człowiek (Listopad 25, 2017 10:38 pm)
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)

On odpowie

pht1000

9 lipca 2014

 

Michał:

Umawiamy się w Parku Saskim, przy fontannie. Przychodzę trochę wcześniej – jesteśmy umówieni na krótką próbę. Śpiewamy, gramy, modlimy się. I nagle – słychać szum, grzmot, trzask! Widać zbliżającą się burzę. Zaczyna padać. Chowamy się pod drzewem – genialny parasol. Zaczynamy się modlić i ogłaszać dobrą pogodę!

Przychodzi nam nowa pieśń: – Ześlij słońce, ześlij słońce, otwórz niebiosa nad nami. Kilka minut później – na horyzoncie nie widać żadnej chmurki! Pierwszy cud za nami – wiemy, że będzie się dziać!

 

Jest nas ósemka – przyszła Kinga i Karolina, Halinka i Ewa. Chwilę się modlimy i idziemy na Krakowskie Przedmieście. Jest lekkie zmaganie. Ludzie nie chcą nas słuchać, nie chcą rozmawiać. Chowamy się na bok i zaczynamy się modlić. Po chwili zostało coś przełamane. Idziemy dalej. Śpiewamy pieśń dla rodziców z dwójką nastoletnich córek. Mówię im dobrą nowinę o Bogu żywym, który posłał swojego Syna na ziemię, byśmy my mieli tu na ziemi życie. Opowiadam świadectwa uzdrowień i wielkiej mocy Bożej. Potrzebują modlitwy – chcą iść za Jezusem, ale kobieta ma raka – chce, żebym się o nią modlił. Cała rodzina zaprasza Jezusa do swojego życia jako Pana i Zbawiciela! Modlę się o każdego z nich – o uzdrowienie z raka, o zdrowie duszy dla głowy domu i o obie córki. Zostawiam kontakt do siebie, a oni dziękują mi za wszystko.

 

Na Placu Zamkowym zatrzymuje się cała wycieczka. Śpiewamy im pieśń – a oni klaszczą. Marysia mówi, że Bóg chce realizować ich marzenia, pragnienia, błogosławić ich przyszłość. Mówię im, że Bóg chce błogosławić ich rodziny. Pytam przez mikrofon, czy chcą zaprosić Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Odpowiadają: – tak! Około 30 młodych ludzi zaprasza Jezusa do swojego życia! Błogosławimy ich. Do dwóch osób mówię słowo od Boga.

Widząc to, podjeżdża człowiek na rowerze – prosi o modlitwę. Opowiadam mu o chrzcie w Duchu Świętym i modlimy się o chrzest. Daję mu fragmenty z Biblii, by poczytał więcej o tym i mógł się sam modlić.

 

W międzyczasie okrąża nas chłopak na rolkach, mówiąc, że jesteśmy zwariowani, że Boga na ulicy nie można przyjąć. Szybko odjeżdża, nie dając okazji na odpowiedź.

Kawałek dalej siedzi grupka punków – proponuję im, że zaśpiewamy im pieśń. Wtedy rozpoczyna się wojna. Wyskakuje chłopak – z bardzo dobrym sercem, ale mega zagubiony. Krzyczy, wygwizduje. Ludzie dookoła zatrzymują się. Jak na igrzyskach: kto wygra? Zaczyna się rozmowa – Marysia uderza do niego, Ela do dziewczyn, ja do kilku innych chłopaków, którzy przystanęli i się przysłuchują.

 

Marysia:

Chłopak strasznie bluźni przeciwko Bogu, dawno nie słyszałam tak okropnych słów. Widać w nim bunt, który musi wynikać z traumatycznych przeżyć z przeszłości. Chcę ukrócić to przekrzykiwanie się, podchodzę, biorę mikrofon i zaczynam łagodnie mówić o miłości Bożej – co tylko go dodatkowo zacietrzewia. Przyskakuje do mnie i gestykuluje tak gwałtownie, jakby miał zaraz wydłubać mi oczy. Co to, to nie. Śmiejąc się w duchu dosyć mocno, odwracam sytuację i podchodzę do niego tak blisko, że prawie stykamy się nosami. Patrzę mu prosto w oczy – ucieka wzrokiem i odwraca się. Ja za nim. I znowu to samo, przy czym cały czas przez mikrofon, kilka centymetrów przed jego twarzą, opowiadam, jakie dobre myśli ma o nim Bóg. Swoją drogą, niezłe widowisko dla gapiów. Chłopak wreszcie się uspokaja. Pytam, jak mu na imię – ale odburkuje, że nie moja sprawa. Wyciągam rękę i mówię: – Marysia. Nieufny jeszcze, ale w końcu podaje mi rękę i mamrocze cicho: – Paweł.

Rozmawiamy. Wreszcie. Wciąż jest pełen buntu, ale przestaje obrażać Boga, coraz mniej przeklina, łagodnieje. Dwa razy modlę się o niego. Za pierwszym razem nie chce, bym położyła na nim rękę. Modlę się o pokój do jego serca. Dalej rozmawiamy. Mówi, że nie wierzy w Boga. Wiem, że to nieprawda, że jest po prostu bardzo zraniony. Pytam, czy jeśli Bóg dotknie go, objawi mu się – czy pójdzie za Nim na całego, czy wyrzeknie się szatana, którego wytatuował sobie na piersi? Odpowiada, że tak. Modlę się więc znowu. Na moją prośbę zamyka oczy (chcę, by nie patrzył na znajomych stojących dookoła, tuż obok niego), zgadza się też, bym położyła na nim rękę. Modlę się kilka minut, błogosławię, ogłaszam pokój Boży, proszę, by Bóg dotknął jego serca. Pozostali patrzą ze sporym zdziwieniem na to, co się dzieje. Nie przerywają. Kiedy kończę, Paweł otwiera oczy i mówi, że nic nie poczuł. Znowu wiem, że to nieprawda – zamiast agresywnego, bluźniącego buntownika przez kilka minut stał przede mną spokojny chłopak, skupiony na modlitwie. Bóg jest kochany, wiem że dotknął jego serca. Wierzę, że upomniał się o niego – tak jak upomina się o każde swoje dziecko. Że właśnie zaczęła się praca nad tym złamanym sercem, i że będzie ono całkowicie odbudowane…

 

Michał:

Chłopcy, którzy stanęli, żeby się nam przyglądać, mają jakieś 14-16 lat. Od razu wyskakuję do nich ze świadectwami uzdrowienia. Momentalnie się uspokajają i zaczynają słuchać, a na koniec mówią, że chcą poznać tego Boga. Zapraszają Go do swojego serca! Modlę się o każdego z nich, do paru mam słowo wiedzy. Biorą mój telefon, by się spotkać i pogadać.

Później podchodzę do Pawła. W czasie rozmowy otwiera się trochę i mówi, dlaczego nienawidzi Boga. Co za kłamstwo – diabeł zabrał mu kochane osoby i wmówił, że to Bóg to zrobił! Chwilę rozmawiamy – na koniec podaje mi rękę, a ja mówię: – Paweł, pamiętaj, jak zawołasz do niego – On ci odpowie.

_mg_3399apsh
_mg_3412apsh
_mg_3415apsh
_mg_3419apsh
Tags

Comments are closed.