Blogi
Nadszedł czas, by oczekiwać (Czerwiec 26, 2017 12:22 pm)
Nieporuszeni (Czerwiec 16, 2017 6:10 pm)
Cykl odrodzenia (1 Krl 17) (Czerwiec 7, 2017 2:35 pm)
Prawdziwa miłość (Maj 30, 2017 2:14 pm)
Pozwól Bogu być Zbawicielem (Maj 23, 2017 1:11 pm)
Wyjść na wolność (Maj 17, 2017 1:03 pm)

Odczarować rzeczywistość

wawa1000

Tekst: Anna Kulig

Jest coś takiego jak mentalność zbiorowości. Każdy naród zdaje się funkcjonować według tzw. narodowej mentalności. Określa się, że jest ona wynikiem, wypadkową kultury, wierzeń, doświadczeń historycznych, ekonomii. Mentalność narodu często bywa określana jako dusza narodu. To dotyczy także nas Polaków.

Ukształtowane na przestrzeni pokoleń mechanizmy myślenia, metody działania, za nimi postępujące, stereotypy postaw i reakcji w wielu przestrzeniach życia społecznego, politycznego, militarnego i ekonomicznego narodu. Nawet gwałtowne ruchy i rewolucje społeczne potrafią zmienić tylko powierzchownie te głęboko sięgające swoimi  korzeniami sposoby rozumowania, postrzegania, oceniania sytuacji, patrzenia w przyszłość, dokonywania wyborów.

Ta tzw. mentalność narodowa może być jak zamknięty krąg, wyznaczający granice działań społeczeństwa. Granice, które nie pozwalają sięgnąć dalej, a tym samym wyznaczają pułap wszelkich przedsięwzięć. Te sztywne, wytarte koleiny myślenia, postrzegania, działania tworzą niewidzialny, zaklęty krąg, poza który się nie wykracza, i nie usiłuje wyjść, nie wierzy, że można więcej, dalej, inaczej niż dotychczas, w zupełnie nowy i nieznany dotychczas sposób. Na zbyt długo przylgnęła do Polaków zachowawcza mentalność „oblężonej twierdzy”. Obca im jest mentalność przełomu, progresu – „zdobywania twierdzy”.

Ale to musi się zmienić, bo taka jest wola i pragnienie Boga dla każdego narodu, także naszego.

Kiedyś miałam wizję, sen.

Byłam wysoko i patrzyłam w dół na ziemię gdzie stał ponury budynek więzienny. Panował w nim mrok i nawet powietrze było zatęchłe i śmierdzące. W pewnym momencie bez udziału człowieka otwarły się drzwi i ze środka zaczęli wybiegać ludzie.

Wszyscy byli naznaczeni piętnem spędzonego tam czasu – słabi, poszarzali, półżywi. Gdy tylko znaleźli się na zewnątrz, łapali oddech i wdychali świeże, czyste powietrze, rozkoszując się każdym jego haustem. Niebo nad ich głowami było bezchmurne i świetliste. Wielu to światło raziło, nie mogli się do niego przyzwyczaić ze względu na czas spędzony w mroku. Przymykali więc oczy albo zasłaniali częściowo rękami. Ale cieszyli się i spoglądali w górę na światło i czysty błękit nieba. Siadali na soczystej, zielonej trawie i odpoczywali, znużeni. Niektórzy kładli się na niej, robiąc z radości „orzełki” jakie robi się zwykle na śniegu. Wyglądało to bardzo ładnie i radośnie.     Widać było, że życie, siła i radość przychodzą do nich z każdą chwilą. Zaczęli tam biwakować.

Wtedy Bóg powiedział: „Podnieść oczy”.

Byłam wysoko więc mój wzrok podnosząc się obejmował coraz szerszy i dalszy horyzont. Tamci ludzie przypominali malutkie punkciki, ucichł ich gwar w moich uszach. W znacznej już odległości od nich mój wzrok natrafił na oświetlone światłem z nieba, białe jak skała wapienna, wysokie na kilkaset metrów mury, otaczające miejsce, w którym byli ci ludzie. Chodzili po nich strażnicy, ze spokojem i obojętnością spoglądający od czasu do czasu na wyswobodzonych.

Patrząc ponad mury dostrzegłam, że dopiero za nimi rozciągała się niczym już nieograniczona przestrzeń.

Ludzie w dole zadowoleni z odzyskanej ”wolności” nawet nie próbowali sprawdzić, doświadczyć  jak daleko ona sięga , nie poruszali się ze swego miejsca.  I to było już bardzo smutne.

Zeszłam na ziemię, przeszłam obok nich i pobiegłam pod mury. Nie zwracali na to uwagi, nawet nie odprowadził mnie ich wzrok. Stanęłam pod nimi i dotknęłam ich. Odczułam jak są masywne. Nie zmagałam się z nimi, ale podniosłam ręce do góry, a następnie w modlitwie i namaszczeniu położyłam na nich, mówiąc: upadniecie w Imieniu Pana Jezusa i nie pozostanie z was kamień na kamieniu.

Byłam w pełni świadoma mocy tych słów, pamiętając, co stało się gdy Jezus – chociaż w innym kontekście – wypowiedział je nad Jerozolimą.

Bóg dał obietnice swego nawiedzania każdego narodu. To dotyczy w równej mierze i Polski. Z Bogiem przychodzi też prawdziwy wymiar wolności, w tym także od samych siebie, od swojej narodowej, ale często bezbożnej mentalności i związanych z nią ograniczeń.

Bóg burzy warownie, które tylko On sam wie, jak długo i przez ile pokoleń trzymały ten naród w swych objęciach. On umieścił w tym narodzie swój potencjał: dary, zdolności w ludziach, bogactwa ziemi i zasoby pod ziemią. Bóg nie zaplanował, by to, co wzbudził swoją mocą i Słowem pozostało w tym narodzie bez owocu chwały dla Jego Osoby i Imienia.

Dlatego dary Boże w tym narodzie będą służyć Jego Chwale. Będą nieść to, z czym zostały posłane przez Niego: życie, budować siłę, zasobność, obfitość, radość, aż w końcu szczerą i głęboką wdzięczność dla Niego. Bogactwa tej ziemi są cennym Bożym darem dla ludzi tu mieszkających i takim pozostaną. Nie będą zawłaszczone przez chciwego ducha globalnych korporacji.

Ten naród wbrew swoim dotychczasowym doświadczeniom historycznym nie będzie więcej dawcą siły, zasobów, życia, mądrości dla swych wrogów, jak miało to miejsce przez długi okres zaborów, wojny i komunizmu, ale będzie dawcą tego, co najlepsze dla Boga Żywego.

Nie będzie ofiarą najeźdźców, jak przez wieki, ale ofiarą żywą, świętą miłą Bogu, jak nigdy jeszcze.

Nie będzie orężem nieprawości: nienawiści, wrogości, chciwości, zazdrości, kłótliwości, kłamstwa, obłudy, korupcji, zdrady, podziałów, itd., ale orężem sprawiedliwości, prawości.

Odnajdzie i nie wzgardzi Bożym rodzajem mądrości, wdzięczności, szacunku, honoru, siły, odwagi, by czynić właściwe rzeczy, przywrócić porządek, usunąć bezprawie, krzywdę i zamieszanie w stopniu, jakiego jeszcze nie doświadczył.

Nie będziemy narodem porażki i pośmiewiska, ale sukcesu, rzetelności i respektu.

To nie są marzenia naiwnych. To nie jest też utopia.

Tylko niewiara, brak poznania Boga i Jego obietnic dyskredytują te rzeczy do poziomu mrzonek i  utopijnych idei. Według Boga to się nazywa – odnowienie – tj. przywrócenie tym wartościom rangi i realnego funkcjonowania, które mają od początku w Bożych planach, i przeznaczeniu dla ludzi.

Bóg mówi wielokrotnie przez karty Biblii: zapragnijcie tego, czego Ja pragnę dla was, nie tylko dla jednostek ale i dla całego narodu. To nie przyjdzie przez polityczno – religijne koalicje i także przez polityczno – religijne sojusze nie będzie zatrzymane.

Jest czas by odczarować rzeczywistość tego narodu, jest czas zmiany jego przeznaczenia, jest czas, by przez krew Jezusa i łaskę Boga zaczął żyć i w tym życiu powstał.

Jest tylko jedna koalicja, przez którą to się stanie. To przymierze krwi między Bogiem,  a Jego ludźmi w tym narodzie, na których spoczywa przywilej i odpowiedzialność za to!

I ukorzy się mój lud, który jest nazwany moim imieniem, i będą się modlić, i szukać mojego oblicza, i odwrócą się od swoich złych dróg, to Ja wysłucham z niebios, i odpuszczę ich grzechy i ich ziemię uzdrowię. (2 Krn. 7.14)

To nie są marzenia. Bieg rzeczy dla tego kraju i ich kierunek musi się zmienić, bo cena za to została zapłacona na krzyżu. Przekleństwo musi odejść, a błogosławieństwo powstać. Wiara przyprowadza te rzeczy do manifestacji.

W Liście do Hebrajczyków, w 10 rozdziale, czytamy: „Przez wiarę runęły mury Jerycha, okrążane przez siedem dni ( w.10), (…) przez wiarę podbili królestwa, zaprowadzili sprawiedliwość, otrzymali obietnice, zamknęli paszcze lwom” (w. 33).

Ci, co ufają Bogu nie będą zawstydzeni, bo Bóg nie powie nam kiedyś w niebie – nie powinniście brać tak na serio wszystkiego, co wam powiedziałem.

Tags

Comments are closed.