Blogi
Boże prawa (Sierpień 12, 2017 8:09 pm)
On widzi tajemnice (Sierpień 2, 2017 7:54 pm)
Odwet Boży (Lipiec 26, 2017 12:31 pm)
Chodzenie w wymiarze nadnaturalnym (Lipiec 20, 2017 2:48 pm)
Samochód bez kierowcy (Lipiec 11, 2017 3:57 pm)
Nadszedł czas, by oczekiwać (Czerwiec 26, 2017 12:22 pm)

Oblicza wojny – ciąg dalszy

20150223_War_1000

Tekst: Adam Nawrocki

Jeśli ktokolwiek żywi przekonanie, że przepowiedziane w Księdze Objawienia czasy prześladowań chrześcijan są zbyt odległe, by się ich obawiać, powinien zrewidować swoje poglądy na ten temat. Nasilenie terroru wobec ludzi, choćby wywodzących się ze społeczności chrześcijańskiej, nabiera charakteru totalnej wojny islamu z całym światem.

Fala rewolucyjnych przewrotów w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie wraz z obaleniem panujących tam dyktatur utorowała drogę do władzy skrajnie ekstremistycznym ugrupowaniom islamskim. Wzorem rewolucji Chomeiniego w Iranie sprzed ponad 35 lat, państwa te opanowała epidemia religijnego terroru. Wielu komentatorów wyrażało wówczas uzasadnione obawy, czy wzorowana na europejskim modelu demokracja ma szanse trafić na podatny grunt w tym regionie. Obawy te nie były wówczas poprawne politycznie i jeśli je wyrażano to w nader ostrożny sposób, by nie mącić powszechnej euforii towarzyszącej Arabskiej Wiośnie. Szybko jednak okazało się, że demokratycznie wybierani przywódcy w Trypolisie, Tunisie czy Kairze wywodzą się w prostej linii z fundamentalnych ugrupowań islamskich. Nie tracąc czasu na dyplomatyczne zabiegi czy polityczny PR przedstawiciele nowych władz ustanawiają powszechne prawo szariatu i bezwzględny despotyzm religijny. Z dzisiejszej perspektywy nie sposób powiedzieć czy istnieje dla tych krajów inna droga niż wybór między znanymi wcześniej modelami dyktatury a anarchią. Przykład Egiptu wydaje się tu być najbardziej przekonujący. Rządy Mubaraka dawały bowiem względną stabilizację w regionie i umożliwiały pokojową koegzystencję z sąsiadami, zwłaszcza z Izraelem. Nie jest to próba gloryfikacji tej formy sprawowania władzy, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to wybór mniejszego zła. Podobieństwo można odnieść do pozostałych krajów w tym obszarze.

Na arenę wojny wkroczyła tym razem Libia, w której od obalenia reżimu Muammara Kadafiego nie udało się doprowadzić nawet do względnej stabilizacji. Kraj ten podzielony przez dwuwładzę w Trypolisie i Tobruku stoi na progu ogłoszenia kolejnego kalifatu państwa islamskiego. Środkiem do tego celu są barbarzyńskie masakry chrześcijan. 12 Lutego libijscy dżihadyści dokonali egzekucji 21 egipskich robotników wyznania koptyjskiego, a nagrany film opublikowali w sieci.

Na uwagę zasługuje natomiast bezkompromisowa reakcja prezydenta Egiptu Abd el-Fatah es-Sisi, który w odwecie za zbrodnie IS wydał rozkaz zbombardowania pozycji dżihadystów libijskich. Akcję lotnictwa egipskiego poparły oficjalne władze libijskie w Tobruku oraz część podległych im sił powietrznych. W odwecie, tuż po nalotach, dżihadyści z IS porwali kolejną grupę egipskich chrześcijan – tym razem 35 osób. Ich los w chwili pisania tych słów jest nieznany…

Zbrodnie ISIS w Syrii i Iraku, ostatnio również w Libii, zbierają krwawe żniwo. Masakry dokonywane na nigeryjskich chrześcijanach przez Boko Haram to dziś tragiczna codzienność. Realne zagrożenie ze strony dżihadystów w Europie powoduje narastającą psychozę wśród mieszkańców Starego Kontynentu. Obawy te są w pełni uzasadnione, bo zgodnie z czarnymi scenariuszami, bojownicy ISIS umacniają swoje przyczółki w basenie Morza Śródziemnego. Bezsilność polityków, zwłaszcza europejskich, jedynie potęguje ten stan. Wobec spektakularnych aktów przemocy i zamachów przeciwstawiają oni niewiele znaczące gesty sprzeciwu i oburzenia. Jednocześnie wysyłają w stronę islamistów dowody swojej bezsilności i niekonsekwencji. Jak inaczej można bowiem postrzegać niedawną decyzję Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, nakazującemu polskim władzom wypłatę odszkodowań dla uwięzionych w tajnym więzieniu CIA w Starych Kiejkutach islamskich terrorystów.

Kolejny raz w historii europejscy politycy starają się w nieskończoność odwlekać moment ogłoszenia stanu zagrożenia wojną. Wojną niekonwencjonalną, w której należy podejmować zdecydowane i odważne decyzje, również militarne. Wydarzenia na Ukrainie i groteskowa farsa rozgrywana przez polityków UE z Kremlem jedynie dowodzą słabości brukselskich elit. Wyznaczają również granice, do jakich mogą się niemal bezkarnie posuwać islamscy terroryści na terytorium Europy. Wbrew złudnym nadziejom, laicyzacja i odżegnywanie się od fundamentów judeochrześcijańskich nie uchroni Europy od agresji dżihadu. Wręcz przeciwnie, brak tych fundamentów drastycznie osłabia Europejczyków, czego doskonałą świadomość mają islamiści.

Globalizacja pokazuje swoje mroczne oblicze – żadne wydarzenie na świecie nie jest na tyle odległe, by nie stanowiło realnego zagrożenia dla państw europejskich. Pojęcie bezpieczeństwa, jeśli nie ulegnie całkowitemu przewartościowaniu, pozostanie jedynie tragiczną w skutkach iluzją. W pełni realnie zdają się brzmieć słowa jednego z libijskich oprawców, wypowiedziane tuż przed egzekucją 21 Koptów: „O bezpieczeństwie, Wy krzyżowcy, możecie tylko pomarzyć”. Paradoksalnie, użyte przez tego barbarzyńcę określenie – Krzyżowcy, powinno jednoczyć wszystkich chrześcijan niezależnie od denominacji, pochodzenia i różnic teologicznych.

Comments are closed.