Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)

O wyższości pląsania nad tańcem

12_PlasanieTaniec_1000

Tekst: Marek Lipski

Uwielbienie to wielbienie. Gdy przepełnia nas radość, potrafimy przenosić góry, lecz gdy czujemy się ogólnie zniechęceni, nie potrafimy nic z siebie wykrzesać. Czy nie jest jednak tak, że niezależnie od nastroju powinniśmy skupić się na najważniejszym – oddaniu chwały Bogu?

Czuję, że muszę robić fikołki – powiedziała na ucho zaskoczonej przyjaciółce jedna z wiekowych parafianek w trakcie uwielbienia na niedzielnym spotkaniu. Przyjaciółka wzruszyła tylko ramionami, bo nie wydawało jej się to najlepszym pomysłem. Zwłaszcza w wykonaniu dobiegającej osiemdziesiątki wiernej, i to na oficjalnym zgromadzeniu! Jakież było jej zdziwienie, gdy starsza pani postanowiła przejść od słów do czynów, wywołując niemałą konsternację wśród zgromadzenia, i wykonała parę przewrotów w przód. Może bez wielkiej gracji, ale za to z jaką determinacją! Gdy służba porządkowa startowała, by ją obezwładnić, nieoczekiwanie z tyłu kościoła rozległ się krzyk: „Boże – Ty istniejesz!”, a do przodu wybiegł zapłakany i niewątpliwie wzburzony młody człowiek, który w chwilę potem zadeklarował zdumionemu duchownemu, że chce oddać życie Bogu.
Okazało się, że młodzieniec przechodził emocjonalny kryzys. Kilka chwil wcześniej, idąc przez miasto, podjął ostateczną decyzję o opuszczeniu kościoła, do którego uczęszczał od dziecka, ponieważ stwierdził, że Bóg nie istnieje. Nosił się też z myślą o samobójstwie. Szedł tak, bijąc się z myślami i walcząc z rozczarowaniem. Postanowił wreszcie, że naprawdę skończy z życiem, chyba że – jak powiedział sobie w myślach – we właśnie mijanym kościele „zaczną robić fikołki”. Pierwszą osobą, którą zobaczył po wejściu do środka budynku, była… turlająca się po podłodze przed chórem starsza pani.
To jedna z moich ulubionych historii dotyczących uwielbienia. Podobno prawdziwa, a na pewno wielce prawdopodobna. Przecież, jak napisał apostoł Paweł – wszystko jest możliwe dla wierzącego!

Gorące serce a konwenanse
Czy jednak aby na pewno? No, właśnie. Wyobraź sobie siebie fikającego koziołki przed kazalnicą. Nie bardzo? Dlaczego? Bo kościół to nie miejsce na takie ekscesy, a miejsce powagi i skupienia? Przecież Biblia opowiada – i to w dwóch miejscach – o Dawidzie tańczącym i podskakującym przed Arką (najświętszym przedmiocie dla Izraelitów). I to ubranym tylko w lniany efod – a więc rodzaj krótkiej tuniki czy też jak wolą niektórzy – haleczki. Niezbyt to reprezentacyjny strój i zachowanie godne króla, zwłaszcza że majtki jeszcze się nie przyjęły. Taki też pogląd miała na tę sprawę żona Dawida – Mikal, przez co, jak mówi Pismo Święte, „pogardziła swoim mężem w sercu”. Bóg jednak miał odmienne stanowisko i pogardził nią, a nie Dawidem. Co więcej, nazwał Dawida mężem według swojego serca!
My jednak, wychowani w duchu religii tradycyjnych, wzdragamy się na myśl o „przesadnym emocjonalizmie”, zakładając – nie wiadomo dlaczego – że Bogu najbardziej podobają się sztywni jak kij bladolicy ministranci śpiewający ze złożonymi rękami chorały gregoriańskie.
O, przepraszam – powiesz może: w kościołach tradycyjnych ludzie tak myślą, ale nie w przebudzonych i zreformowanych! Czyżby? Niestety jako lider uwielbienia i pastor jednocześnie jednego z kościołów ewangelicznych w naszym kraju poczyniłem w tym względzie pewne obserwacje. Odnoszę wrażenie, że niektórzy z nas, wierzących, są oderwani nie tylko od swoich emocji, ale i od mózgów. Jak na przykład można śpiewać: „Przed Tobą pląsam…” albo „Chwalmy Pana i tańczmy…”, stojąc na baczność jak kołek w płocie z rękami założonymi na piersi i z twarzą niezmąconą żadną myślą? A jednak! Najlepsze jest to, że w ten sposób zachowują się czasem zespoły uwielbienia, a nawet liderzy i duchowni! Czego tu więc oczekiwać od tak zwanych zwykłych wierzących. Słowo Boże poucza nas, aby starsi okazywali gorliwość! Niestety jest to często gorliwość nie w prowadzeniu kościoła do spontanicznego oddawania Bogu dziękczynienia, a w tępieniu wszelkich przejawów spontaniczności.

Pobożne pląsanie
Osobiście spotkałem się z sytuacją, że duchowni pewnych kościołów nie chcieli puszczać młodzieży na misję, ponieważ w jej programie organizatorzy wpisali nieopatrznie „taniec”. Po czym zaczęli dowodzić, że w Biblii wspomniane jest tylko pląsanie – a to przecież nie taniec. Absolutną „wisienką na torcie” była opowieść o tym, jak to jeden jedyny raz w 1976 (sic!) na spotkaniu modlitewnym jakieś siostry pląsały pod natchnieniem. A taniec jest cielesny. I kropka. Niestety, jedyny wniosek, jaki mi się nasunął po usłyszeniu tego typu argumentów, był taki, że to, co mieści się w naszych ramach i stereotypach, uznajemy za duchowe, zaś to, co się w nich nie mieści – za cielesne.
Nie będę się wdawał w akademickie spory na temat tego, co to jest pląsanie i czym się różni od tańca. Myślę jednak, że dla Boga nie ma znaczenia rodzaj naszej aktywności, ale związana z nią intencja i źródło jej inspiracji. Weźmy tu za przykład Saula leżącego nago w zachwyceniu pośród proroków. Kto go do tego doprowadził? Duch Święty! Był to więc prawdopodobnie rodzaj ekspresji, który podobał się Bogu. Z drugiej strony, nawet najświętobliwsze wołanie: „Panie, Panie” nie zawsze spotyka się z Bożą aprobatą, o czym wiemy z Ewangelii.
Jak więc zachowywać się, stojąc przed Bogiem, czego On od nas oczekuje i co jest uwielbieniem, a co nim nie jest?

Czym nie jest uwielbienie
1. Uwielbienie nie jest śpiewaniem piosenek. Podobno już po kilku razach zaśpiewania tej samej pieśni człowiek przestaje mieć świadomość tekstu i jedynie bezmyślnie go odtwarza w połączeniu z muzyką. To mogłoby jakoś tłumaczyć, dlaczego zachowujemy się inaczej niż mówi śpiewany przez nas tekst. Warto o tym pamiętać, stojąc przed Bogiem. Warto też byłoby zastanawiać się za każdym razem nad śpiewanym tekstem i starać się wyrażać przez niego jakieś uczucia. W przeciwnym razie może dojść do absurdu. Przypomina mi się spotkanie pewnej bardzo konserwatywnej społeczności. Wiecie – chusty, spódnice do kostek i Śpiewnik Pielgrzyma – skądinąd zbiór pięknych, choć niezbyt dynamicznych pieśni. Czas „uwielbienia” trwał ponad godzinę, podczas której to zaaferowani członkowie społeczności rzucali przed rozpoczęciem każdej pieśni jej numer ze śpiewnika np. 43 lub 164 albo 184. Po czym wykonywali ją na tę samą nutę (mogło to być, sądząc po dynamice „Umieraj za Syna”). Niestety w ich wykonaniu niosło to tyle emocji, jak gdyby czytali instrukcję obsługi pieca CO. Czułem się tam trochę jak w tym kawale o wariatach, którzy zaśmiewali się z numerów kawałów bez konieczności ich opowiadania. No właśnie. Bo i po co komu takie odtwarzanie. Bóg przecież pamiętał numery.
2. Uwielbienie nie jest występem artystycznym. Jak wiadomo, ideą wszelkiego rodzaju występów jest zaprezentowanie zgromadzonej publiczności umiejętności artystów lub też zaznajomienie widza z twórczością twórcy – np. kompozytora. Patrząc na niektóre grupy uwielbienia, odnosi się wrażenie, że to właśnie ich twórczość lub oni sami są najważniejsi na nabożeństwie. Byle się podobało! Rozbudowane frazy muzyczne, mnóstwo ozdobników. Wszystko pięknie. Tylko żeby forma nie przerosła treści. Za służbą uwielbienia powinno iść całe życie. Uwielbienie powinno pokazywać Boga i prowadzić przed Boga. To On jest najważniejszy i to dla Niego to wszystko! Nie dla sztuki. Niestety wielu chrześcijańskich muzyków zaczęło traktować służbę uwielbienia jak zawód. Pewnego razu oniemiałem, spotkawszy pewien zaproszony przeze mnie na ewangelizację zespół chwilę po koncercie na papierosku w szatni. Oczywiście więcej ich nie zaprosiłem. Ale niesmak pozostał.

Czym więc jest uwielbienie
1. Uwielbienie jest przede wszystkim usługiwaniem Bogu. Oznacza to w praktyce tyle, że ma się ono podobać nie tobie, ale Bogu! A ileż to razy słyszałeś albo nawet mówiłeś, że uwielbienie było słabe, bo cię nie urzekło. Ono nie ma urzekać ciebie, a Boga! A co urzeka Boga? Skruszone i szczere serce. Czy da się być szczerym w uwielbieniu, myśląc jednocześnie o czymś zupełnie innym? Oczywiście, nie. A o czym TY myślisz podczas uwielbienia? Powinieneś myśleć o tym, co jeszcze możesz zrobić, aby Bogu było miło! Tylko tyle. Bóg stworzył nas dla swojej przyjemności i radości, a więc mamy Mu ją dawać. To jest właśnie nasza duchowa służba. Jeżeli uwielbiasz, nie wkładając w to serca, to On nie ma w takim uwielbieniu upodobania. Warto trenować już od dziś, bo jest to czynność, którą prawdopodobnie będziemy uprawiać przez wieczność.
2. Uwielbienie jest wyrazem osobistej wdzięczności Bogu. Nie mogę zgodzić się z osobami, które czasem mają nastrój na uwielbienie, a czasem nie. Uwielbienie jest potwierdzeniem pewnych FAKTÓW. Tego, kim jest Bóg i co On uczynił. Bóg jest tym, kim jest – Bogiem – i choćby z tego powodu należy Mu się chwała i uwielbienie. Nie ma znaczenia, jak się czujesz. On nadal jest na tronie! I nic nie zmieni tego, co On zrobił dla ciebie. Brak nastroju na podziękowanie Mu jest co najmniej wątłą wymówką. Nie muszę się wcale dobrze czuć, żeby podziękować komuś za to, co ktoś zrobił dla mnie. Tak jak nie muszę też mieć świetnego nastroju, żeby płacić swoje rachunki (wtedy zresztą na ogół go właśnie nie mam). To po prostu kwestia wdzięczności, kultury i odpowiedzialności.
3. Uwielbienie jest sposobem na wpływanie na fizyczną i duchową rzeczywistość. Słowo Boże mówi, że Pan mieszka w chwałach swojego ludu. Trudno to sobie wyobrazić (gdybyś to sobie naprawdę wyobrażał, na pewno nie stałbyś na uwielbieniu jak słupek). A jednak. Zarówno Biblia, jak i życie pokazują, że podczas uwielbienia coś dzieje się w duchowej rzeczywistości. Znane są liczne przykłady uzdrowień, uwolnień, manifestacji duchowych, nawróceń oraz dramatycznej Bożej interwencji w życie ludzi podczas uwielbienia. Uwielbienie ma moc nie do przecenienia – dlatego diabeł tak gwałtownie walczy przeciw niemu. Z własnych obserwacji mogę potwierdzić, że muzycy w kościołach są najbardziej atakowaną grupą. Z drugiej strony to oni właśnie mogą przynieść Boże dotknięcie. Moja ulubiona biblijna historia opowiada o otoczonych z trzech stron przez dużo liczniejszych wrogów Izraelitach, którzy w tych okolicznościach, pomimo ewidentnego zagrożenia życia (trudno o gorsze okoliczności), po naradzie postanawiają uwielbiać Boga! W tym czasie ich wrogowie wybijają się nawzajem, a Izraelitom pozostaje tylko zebrać łupy! To jest nasz Bóg! Uwielbienie ma moc! Nie wiemy, jak działa, ale działa! Spróbuj praktykować, a uwierzysz.

***

Słowo Boże mówi, że Ziemia jest podnóżkiem dla Bożych stóp.
Ziemia: Gdzieś w Filippi w obskurnym więzieniu, w wewnętrznym lochu, zakuci w dyby, pobici i niewinnie skazani siedzą Paweł i Sylas. Prawdopodobnie nie jest to najradośniejszy dzień w ich życiu. Około północy zaczynają śpiewem i modlitwą uwielbiać Boga.
Niebo: Około północy z Ziemi zaczyna dochodzić jakiś śpiew. Aniołowie przestają śpiewać i zaczynają nasłuchiwać. Bóg zaczyna wsłuchiwać się w ten śpiew. Tak, bez wątpienia pochodzi z Filippi. Może nie mają chłopaki głosów, ale za to co za rytm! I wtedy Panu Bogu zaczęła chodzić stopa…
Mam nadzieję, że już wiesz, dlaczego mury więzienia runęły.

Tags

Comments are closed.