Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

O wolności i mądrości w żywieniu

20151202_KG_1000

Tekst: Katarzyna Gołoś

Kiedy kilka lat temu po raz pierwszy przeczytałam książkę „Dieta Stwórcy” poruszyła mnie ogromnie historia jej autora, dr Jordana S.Rubina, który poleca pewne zmiany w stylu życia, proponuje sprawdzony model żywienia i odsłania przed nami swoje świadectwo tego, jak niedbalstwo doprowadziło go prawie do śmierci!

Jeśli naprawdę nie wiecie, jak zacząć zmiany w stylu życia i żywienia, polecam Wam tę książkę.
Z perspektywy swojego doświadczenia mogę z całą pewnością powiedzieć, że dużo lepiej jest zapobiegać, niż leczyć. Wiem, o czym mówię, bo od lat poszerzam nieustannie swoją wiedzę w zakresie dietetyki, żywienia i ogólnie zdrowego stylu życia.

Zanim się nawróciłam, całe życie obracało się wokół sportu i treningów. Na początku były to głównie karate i sztuki walki – miałam „twardą” szkołę w domu. Mój tata już od dziecka uczył mnie zdyscyplinowania, o czym świadczy jego czarny pas w karate. Potem zaczęłam się interesować fitnessem i żywieniem. Skończyłam studia i zdobyłam tytuł inżyniera technologii żywienia człowieka o specjalizacji dietetyka. Równolegle pracowałam w różnych znanych i prestiżowych miejscach w Warszawie w obrębie fitnessu oraz wellness. Lata praktyki i nauki pozwoliły mi na współpracę z osobami znanymi, mającymi uznanie w środowisku fitness. Mogę świadomie powiedzieć, że przeszłam daleką drogę, mając styczność z „kultem ciała”, różnymi obsesjami na tym punkcie, aż po całą gamę rywalizacji i niewłaściwych praktyk stosowanych między ludźmi. Jednak bardzo ciekawym doświadczeniem była praca w środowiskach medycznych, gdzie wszystko skupia się wokół sprzedaży usług i leków lub środków specjalnego przeznaczenia medycznego, a człowiek traktowany jest jak kolejna jednostka do „zdobycia kasy”. Sami „specjaliści dietetycy” często bazowali na „diecie spod lady”, którą po raz dziesiąty sprzedawali kolejnej osobie. Każdy klient otrzymywał informację, że to ta „jedyna” indywidualnie ułożona dla niego dieta. I można by na to przymknąć oko, ale w praktyce te diety nie działały, bo powodowały zniechęcenie i drakońskie wycieńczenie organizmu. Oczywiście nie wszyscy specjaliści i placówki medyczne stosują powyższe praktyki.

„Dieta Stwórcy” prezentuje bardzo dobry i godny polecenia model żywienia. Sama książka zainspirowała mnie duchowo i była początkiem głębszego doświadczenia, które przygotował dla mnie Bóg. Pokrótce Wam je opiszę:

Pewnego wieczoru przed snem, czułam Jego obecność i byłam pełna radości, że zaraz coś od Niego otrzymam, bo Bóg jest dobry i daje nam odpowiedzi na pytania, które Mu stawiamy. Czułam dziecięce podekscytowanie, jakbym za moment miała otrzymać prezent. Tak też było ze mną, a gdy tylko zapadłam w sen,  znalazłam się w … Ogrodzie Eden! Byłam podekscytowana, szczęśliwa, nieziemsko radosna, a moja fascynacja sięgała zenitu patrząc na te rośliny, drzewa, krzewy i to, co się tam znajdowało. Był przy mnie Jezus, który również był szczęśliwy i po chwili zaczął kłaść na moich rękach owoce. Nie były to zwykłe owoce, jakie znamy. Bardzo się różniły od naszych ziemskich owoców. Ich zapach unosił się dookoła, dając słodką i soczystą woń. Miały intensywne kolory, a ich rozmiar przekraczał zdecydowanie ziemskie standardy, np. granat był wielkości ogromnego, dorodnego arbuza. Trzymając je w dłoniach, czułam jak przepływało przez nie „boskie życie”. Wiedziałam, że gdyby człowiek miał możliwość jedzenia ich codziennie, nie mógłby umrzeć. Będąc we śnie podziwiałam w zachwycie owoce z ogrodu Eden, aż przypomniałam sobie te „zwykłe”– ziemskie produkty, które jemy na co dzień. To porównanie było szokujące, miałam wrażenie jakbyśmy jedli zgniliznę, a nie owoce –  tak ogromną różnicę widziałam! Na koniec Jezus powiedział, że mimo tego, co widziałam, mam dalej starać się dobrze żywić i wybierać to, co dobre tu na Ziemi.

Z pewnością mogę stwierdzić, że ta zachęta odnosi się do każdego.

Jezus chce, byśmy się dobrze mieli również w ciele.

Nasza wolność musi być pełna. Niestety często obserwuję, jak ogromnym problemem ludzi wierzących jest obżarstwo lub zwyczajne niedbalstwo o ciało. Posłużę się przykładem, by lepiej to zobrazować. Każdy z nas wie, że prawo grawitacji istnieje i gdy ktoś skacze w przepaść, spada w dół, a nie do góry i może się zabić. Wyobraźmy sobie, że chrześcijanin spada, a następnie pozostali modlą się o tego nieszczęśnika, wierząc, że Bóg wskrzesza. Może i by nastąpiło wskrzeszenie, ale czy to oznacza, że mamy wciąż „skakać w przepaść” i popełniać te same błędy? Nawet jeśli konsekwencje naszego złego żywienia przykryje Bóg – raz i drugi, to czy mamy prawo traktować ciało jak tylko nam się podoba, ufając, że i tak nas Bóg uzdrowi, czy uchroni przed następstwami często wieloletnich zaniedbań?

Tak jak prawo grawitacji obowiązuje również chrześcijan, podobnie jest z żywieniem – każdy z nas poniesie konsekwencje swojego postępowania, idąc w stronę np. obżarstwa czy niedbalstwa. Epatowanie słowami: „jestem zbawiony” – i to wszystko załatwia nie jest prawdziwe. Przecież następstwem jedzenia „śmieciowej” żywności jest choroba! Oczywiście jest prawdą, że Bóg uzdrawia i uzdrowi jeśli trzeba, ale czy dlatego mamy grzeszyć w kwestii jedzenia?

Widzę, że jest to pewien rodzaj zniewolenia naszego ciała przez grzech. Jako w pełni wyposażeni przez Chrystusa wierzący, mamy łaskę by doprowadzić siebie do „porządku”. Przecież mamy być przykładem! Zachęcam każdego do podjęcia wyzwania i wprowadzenia zmian w żywieniu.

Od redakcji:

Do 13.12 książka „Dieta Stwórcy” dostępna jest w naszym sklepie internetowym w cenie 21 zł!

Tags

Comments are closed.