Blogi
Nadszedł czas, by oczekiwać (Czerwiec 26, 2017 12:22 pm)
Nieporuszeni (Czerwiec 16, 2017 6:10 pm)
Cykl odrodzenia (1 Krl 17) (Czerwiec 7, 2017 2:35 pm)
Prawdziwa miłość (Maj 30, 2017 2:14 pm)
Pozwól Bogu być Zbawicielem (Maj 23, 2017 1:11 pm)
Wyjść na wolność (Maj 17, 2017 1:03 pm)

Nowa nauka

20141031_Blind_1000

Tekst: Urszula Matan

„ Zabrali go (przyp. aut. Apostoła Pawła) i zaprowadzili na Areopag, mówiąc: Czy możemy dowiedzieć się, co to za nowa nauka, którą głosisz? Kładziesz bowiem jakieś niezwykłe rzeczy w nasze uszy; chcemy przeto wiedzieć, o co chodzi. A wszyscy Ateńczycy i zamieszkali tam cudzoziemcy na nic innego nie mieli tyle czasu, co na opowiadanie lub słuchanie ostatnich nowin. (…) „ A gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni naśmiewali się, drudzy zaś mówili: o tym będziemy cię słuchali innym razem.” (Dz.17:19-21; 32)

Powyższy fragment Pisma odnosi się oczywiście do wizyty Pawła w Atenach i jego zdumieniu i oburzeniu na humanizm wszechobecnie tam panujący, którym cały kraj był przesiąknięty. Ale tak się niestety chyba składa, że tenże humanizm od pokoleń obecny jest też w tzw. zachodnim świecie, w Europie i w Polsce. I w związku z tym, pewne zachowania i sposoby myślenia są wspólne zarówno współczesnym chrześcijanom jak  i starożytnym Ateńczykom.

Otóż współczesny chrześcijanin, zakładam, że szczerze nawrócony, na początku pochłania Słowo, jest gorliwy i zachwycony wszystkim, co słyszy i czyta. Ale jakoś z biegiem lat zaczyna przypominać mieszkańców Aten. Coraz częściej stykam się z ludźmi, którzy mając ogromne kłopoty, najczęściej z samym sobą, ale i z przeróżnymi złymi okolicznościami wokół nich, jakoś nie mogą z nich wyjść. Zniechęcają się i zawracają do świata, do starych nałogów, starych sposobów myślenia itd. Zastanawiałam się nad tym, nie dawało mi to spokoju i wtedy przypomniał mi się ten fragment z Dziejów Apostolskich i zrozumiałam przyczynę takiego stanu rzeczy.

Mamy przez ten stary, wrogi Bogu humanizm, wpojony kult wiedzy, dowiadywania się, słuchania nowinek itp. idziemy do kościoła, słuchamy kazania, po powrocie już często nie wiemy, o czym było. Nie wierzycie, proszę bardzo, spróbujmy tak z marszu w poniedziałek rano streścić kazanie z niedzieli. Dobrze, jeśli pamiętamy temat! Za to zasiadamy przed komputerem i surfujemy w poszukiwaniu nowych głoszących, nowych objawień, wielkich świadectw itd. itp.

W niedzielę otrzymujemy dobry pokarm, namaszczenie, które albo łamie jarzmo niebożych rzeczy nad nami, albo udziela nam bożych rzeczy, ale zaraz za progiem kościoła „wypluwamy” to wszystko, ponieważ nie przykładamy do tego wagi. Mamy kompleksy, że tylko to, co z innych źródeł niż własne, jest naprawdę wartościowe. Bądź też oczekujemy, że Bóg sam suwerennie zrobi wszystko, żeby nasze życie przypominało krainę mlekiem i miodem płynącą. I oczywiście bez żadnego wysiłku z naszej strony.

Po czym mija tydzień, z nami coraz gorzej, więc w niedzielę znowu wychodzimy do modlitwy i proces wyżej opisany zaczyna się od początku. Po kilku miesiącach spędzonych na powyższych zmaganiach, mamy dość, jesteśmy załamani i szukamy np. innego kościoła albo w ogóle już żadnego, tylko pogrążamy się w depresyjnych myślach. Czy to brzmi znajomo?

Pójdę jeszcze dalej. Przypuśćmy, że mamy problem z jakimiś uzależnieniami, stale powracającymi grzechami i tym podobne. Prosimy o modlitwę, bo przecież jesteśmy charyzmatykami, więc wierzymy w uwolnienie. W czasie modlitwy przeżywamy różne stany, od rzeczywistych uwolnień i manifestacji do emocjonalnych uniesień, no i otrzymujemy instrukcje, jak zachować swoją wolność, jak dbać o umysł itp. Następnie dobrze nam znany scenariusz się powtarza. Wracamy do domu i poddajemy się każdej myśli, która przelatuje nam przez mózg. Nic nie robimy z tym, co usłyszeliśmy, ulegamy pierwszej pokusie i uznajemy, że nic nie działa, więc wracamy do starych, znajomych diabłów.

Dlaczego tak jest – na Boga Jedynego! – można zakrzyknąć. Odpowiedź jest prosta. Zawiera ją fragment z Ew. Mateusza 7:24 „ Każdy więc, kto słucha tych słów moich i WYKONUJE JE, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował swój dom na opoce.”

Klucze  do sukcesu leżą w naszych rękach, dosłownie. Każde Słowo, które słyszymy, musimy dołożyć WSZELKICH starań, aby je wykonać. Tylko moc Boża jest uwolniona w naszym życiu, jeśli wykonujemy Słowo i staje się ono częścią nas, naszego umysłu, postępowania, mówienia. Wtedy ono wydaje owoc, my dosłownie najadamy się tym owocem i możemy nakarmić innych. Dopiero wtedy możemy szukać następnego Słowa, dalej i głębiej, aby poszerzać się w poznaniu, w doświadczeniu. Do tego potrzebna jest determinacja, modlitwa, częstokroć zapieranie się siebie. I tak bardzo teraz rzadkie posłuszeństwo. Kiedy dostajemy instrukcje od liderów, ludzi, którzy nam usługują Słowem czy modlitwą, czasem możemy mieć wrażenie, że ktoś nas smaga rózgą. Ale w Słowie Bożym karcenie przez sprawiedliwego jest przyrównane do olejku spływającego na głowę. To łaska z nieba, że ktoś mądrzejszy od nas daje nam radę od Boga i możemy ją wziąć, zastosować i mieć przełom w życiu! A że czasem boli? Gorszy jest ból uzależnienia, niż ból prowadzący do wolności!

Ateńczycy potrzebowali przede wszystkim zbawienia, ale w momencie, kiedy Paweł zaczął im objaśniać drogę zbawienia przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, przestali go słuchać. I tak jest najczęściej z nami. Dokładnie wtedy, kiedy otrzymujemy rade Bożą mającą nas dosłownie wyprowadzić z niedoli i niewoli, odwracamy się i nie chcemy tego słuchać, bo… za prosta, za bardzo boli, za dużo wysiłku trzeba włożyć w pracę (na przykład zacząć regularnie chodzić do kościoła albo utrzymać w ryzach myśl, bądź pójść do pracy, czy zacząć dbać o dom itp.)

Nie mam złudzeń, czasem to będzie baaardzo duży wysiłek, żeby wykonać Bożą instrukcję. Spójrzmy na biblijną historię o dwunastu zwiadowcach, którzy poszli obejrzeć ziemię obiecaną. Wszyscy z nich widzieli jej piękno. Wszyscy z nich otrzymali obietnicę, że Bóg daje im tę ziemię. Ale tylko dwóch było chętnych, bo WIERZYŁO, by podjąć wysiłek wejścia, podbicia i zajęcia. Było łatwo i bez bólu? Nie. Ale zwyciężyli. Pozostali umarli w starym stanie, czyli na pustyni.

Co więc mamy robić, by zwyciężyć nad okolicznościami, słabościami, tym wszystkim, co nas torturuje? Przede wszystkim uwierzyć, że Bóg dał już nam zwycięstwo. Po drugie, uwierzyć tym, którzy dają nam Bożą radę i poddać się im. Po trzecie, zamiast szukać ciągle nowych miejsc i objawień, zacząć wykonywać po prostu to, co już wiemy i np. słyszymy w niedzielę na kazaniu. To, co czytamy w Słowie.

Spróbuj wykonać, a zobaczysz, że potrzebujesz do tego Bożej mocy. Wołaj, proś o nią w modlitwie. Poświęć czas na to, zamiast słuchać 50-tego kazania 60-tego wielkiego głoszącego. Wtedy, jak przełamiesz i zwyciężysz, nawet nad małą rzeczą, Bóg znów stanie się realny, wiara wzrośnie i będzie więcej wolności. Samo słuchanie bez wykonywania jest oszukiwaniem siebie. Nie myśl, że jesteś w jakimś super miejscu, bo znasz głoszenia tylu super ludzi, podczas kiedy jesteś goły i ślepy.

Oczywiście, nie ma nic złego w samym słuchaniu nauczań, oglądaniu cudownych świadectw, to nas buduje i zachęca, ale tylko wtedy, kiedy WYKONUJEMY WSZYSTKO, CO WIEMY! Bóg przede wszystkim chce naszego posłuszeństwa, a nie głów jak banie, za to małych, rachitycznych rączek i nóżek. Wyrzućmy humanizm z naszego życia i wydawajmy owoce , a wyjdziemy z wszystkich problemów i nakarmimy wielu.

Comments are closed.