Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)

Niewiara to też wiara

Marek Lipski

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak w praktyce używacie swojej wiary? Niestety, często wygląda to jak w instrukcji użycia pewnego specyfiku dostępnego na rynku w latach socjalizmu: Maść na szczury – „Wyciągamy szczura z dziury, smarujemy go po brzuchu, maść wysycha i szczur zdycha!”.

Spytasz, co maść na szczury ma wspólnego z wiarą? Sama maść rzeczywiście niewiele, natomiast zawarty w przytoczonej powyżej instrukcji sposób postępowania z nią jest charakterystyczny dla wielu wierzących.

Otóż, jak pewnie zauważyłeś, gdy już złapiesz szczura, możesz go uśmiercić na setki sposobów i nie potrzebujesz kupować maści ani go smarować. To jasne! Nie potrzebujesz już tej maści! Bo masz szczura w ręku! Jednak to, co wydaje się oczywiste w świecie materialnym, przestaje już być tak oczywiste w świecie duchowym, który też przecież rządzi się swoimi prawami. Jak to? A tak to! Chcemy używać wiary jak tej przykładowej maści, ale tylko wtedy, gdy mamy w ręku szczura! Czyli: „Uwierzę w Boże błogosławieństwo w kwestii finansowej… ale jak będę mieć forsę w ręku!” lub „Uwierzę w Boże uzdrowienie… ale jak będę zdrowy!”, albo: „Uwierzę w duży lokalny kościół… ale jak go zobaczę!”. Brawo! Tylko czy to jest wiara? Uwierzę, jak zobaczę lub doświadczę? Po co ci ta maść, jeżeli szczura masz w ręku?

Podstawowe błędy
Chciałbym, abyśmy wspólnie przyjrzeli się pułapkom, jakie przygotował na nas diabeł. A są to niestety pułapki w naszym myśleniu! Diabeł zrobi wszystko, żeby wypaczyć twoje przekonania na temat wiary, ponieważ wiara używana w sposób zgodny z jej przeznaczeniem staje się potężnym narzędziem do wywierania wpływu i wprowadzania zmian.

1. Wierzymy w to, co widzimy lub czego doświadczamy.

Inaczej mówiąc: „Im więcej będę doświadczał, tym mocniej będę wierzył”. Jest to oczywiście błędne myślenie. To nie jest wiara! Gdy już coś widzisz czy w inny sposób tego doświadczasz, nie potrzebujesz w to wierzyć. To po prostu jest. Oczywiście nasze doświadczenia mogą wzmacniać naszą wiarę, ale na przyszłość. Im więcej polegamy na wierze w naszym życiu, tym więcej będziemy mieli doświadczeń. Jednak to nie doświadczanie cudów zwiększa naszą wiarę. Historia Izraela pokazuje, że nawet niezwykłe doświadczanie Bożej mocy i wielu spektakularnych cudów w obliczu presji lub kryzysu wcale nie musi znacząco wpływać na naszą aktualną wiarę. Bóg uczynił wiele cudów przed wyprowadzeniem Izraelitów z Egiptu. Dokonywał ich potem przez 40 lat – gdy codziennie karmił ich manną z nieba, gdy jako słup ognia prowadził ich w nocy, a jako słup dymu – w dzień, gdy leczył ich od chorób, ratował od wrogów, dawał wodę ze skały i przepiórki na życzenie. O takich „drobiazgach”, jak rozstąpienie się Morza Czerwonego, nie wspominając. Mimo to pokolenie Izraela, które osobiście doświadczyło tych wszystkich cudów, było pokoleniem, które ze strachu nie weszło do Ziemi Obiecanej. Dlaczego? Przez niewiarę!

Wynika z tego pewien trudny do zaakceptowania wniosek: wiary nie da się zbudować w oparciu o doświadczenia z przeszłości. Za każdym razem, gdy stajemy w obliczu wyzwania, potrzebujemy „świeżej” wiary. Niestety, pojawia się tu błąd w założeniach podobny do tego, jaki jest opisany przez psychologów jako „złudzenie gracza”. Otóż osoba grająca w grę hazardową popełnia błąd, łudząc się, że z każdą kolejną przegraną jej szansa na wygraną statystycznie wzrasta. Jest to obiektywna nieprawda – za każdym razem szansa jest dokładnie taka sama. Podobnie jest z wiarą. Za każdym razem potrzebujesz na nowo uwierzyć. I nie pomoże ci to, że kiedyś w czymś podobnym ci się udało.

Co więc może zbudować naszą wiarę? Odpowiedź jest jedna. Tylko osobista relacja z Bogiem buduje nasze zaufanie do Niego, a więc wiarę w to, jak się zachowa w danej sytuacji.

Doświadczane w przeszłości cuda nie są podwaliną wiary. Gdyby tak było, to każda osoba, która doznała cudu w życiu, powinna stać się od tego momentu cudotwórcą.

2. Niewiara to nie brak wiary. Niewiara to oponentka wiary!

Niewiara to wiara w słowo diabła! Ona ma moc podobnie jak wiara, tylko negatywną w stosunku do wiary. Ma moc niszczenia, powstrzymywania i zabijania! Gdyby wierzący zdawali sobie sprawę, jakie skutki przynosi w ich życiu niewiara, broniliby się przed nią rękami i nogami. Niestety niewiara wkrada się subtelnie i niezauważalnie, by wypłynąć w najważniejszym momencie – momencie próby! Oznacza to, że potrafimy sami siebie zwodzić, że jesteśmy wierzący tak długo, jak nie dochodzi do prawdziwej konfrontacji. Wtedy często zawodzimy. Prawdziwa konfrontacja polega na tym, że okoliczności pokazują coś zupełnie przeciwnego niż Słowo Boże. Wtedy właśnie określenie „stanąć w wierze” oznacza wierzyć bardziej w Słowo od Boga niż w okoliczności.

Ale skąd wziąć tę wiarę? Z aktywnego przeciwstawiania się niewierze! Bo tak naprawdę niewiara to wiara, ale w coś przeciwnego niż każe wiara. Wiara mówi: „Uda się, dam radę, to jest możliwe, jeżeli Bóg tak powiedział, to tak będzie”. Niewiara mówi: „Nie uda się, nie dam rady, to niemożliwe, czy naprawdę Bóg powiedział?”. Podobnie jak wiarę, niewiarę można budować. I to też przez słuchanie! Dlatego tak ważnym jest to, czego i z jakiego źródła słuchamy. Niewiara to zgodzenie się z sytuacją czy okolicznościami niezgodnymi ze Słowem Boga. To brak oczekiwań i pragnień.

Słowo Boże na każdym kroku przeciwstawia się niewierze. Zadziwia natomiast fakt, jak łatwo poddają się jej tak zwani wierzący. Można powiedzieć, że często pielęgnujemy niewiarę w naszym życiu. Jak? I tu dochodzimy do następnej pułapki:

3. Wierzymy w to, w co wolimy.

Działa tu I Zasada Dynamiki Newtona mówiąca o tym, że każde ciało we wszechświecie dąży do spoczynku. Oznacza to, że jako istoty cielesne wolimy wierzyć w to, co sprawi nam mniej kłopotu i co będzie od nas wymagało mniej wysiłku. Unikamy w ten sposób dyskomfortu związanego z okresem pomiędzy stanem obecnym a wejściem w obietnicę. Dlatego łatwiej jest wierzyć w mniejsze wyzwania. Bo to właśnie poziom naszej wiary ustawia nam poprzeczkę! Im mniej pozwalamy sobie na wiarę, im poprzeczka niżej, tym przeskok będzie łatwiejszy. Tak podświadomie kalkulujemy. I usprawiedliwiamy własne lenistwo. Jednak bez dyskomfortu nie ma zwycięstwa, bo jest to stan zawsze leżący pomiędzy wiarą a jej celem. Wybieramy więc to, w co jest nam łatwiej w danej chwili wierzyć, i poczytujemy to sobie za zasługę. Zatem dziś wierzę w Boże zaopatrzenie – bo mam pełny portfel, ale nie wierzę w Boże uzdrowienie – bo dopadła mnie grypa. Jutro będzie odwrotnie – bo pieniądze się skończą, a choroba przejdzie. Ale wiara to przekonanie o czymś, czego nie doświadczasz w danym momencie! Wymaga to jednak WYSIŁKU! Wierzę w Boże prawa dotyczące finansów, ale w Boże prawa dotyczące małżeństwa już mi się nie chce. Łatwiej jest wierzyć, że Bóg nie ma planów względem nas, bo w przeciwnym razie musielibyśmy się ruszyć i tych planów poszukać, a później jeszcze je zrealizować! Dlatego łatwiej jest wierzyć np. w uzdrowienie przez Boga, ale kogoś innego – nie nas, i przez kogoś innego, ale nie przez nas. Bo to nie my musimy się wysilić i zapłacić cenę! I tu spotykamy następną pułapkę:

4. Wierzymy w to, w co sami chcemy i komu chcemy.

Zamiast wierzyć w Słowo Boże, ustalamy Bogu ramy, w jakich może się w naszym przekonaniu poruszać. Jeżeli mam więc kłopot z uwierzeniem, że na przykład dary Ducha Świętego są dla mnie – będę wierzył, że już przeminęły! Albo będę wierzył w to, że Bóg powinien mnie zaopatrywać przez innych ludzi, ale w to, że ja powinienem działać zgodnie z zasadą, co zasieję, to zbiorę – już nie. Bo przecież jestem biedny. Odrzucę więc nauczanie o dziesięcinie, ale o uświęceniu wybiorę – bo mi pasuje. A przecież nie możesz czytać Słowa Bożego wybiórczo, odrzucając pewne rzeczy, gdy nie są zgodne z doktryną twojego kościoła albo z twoimi dotychczasowymi przekonaniami. To nie Słowo Boże ma się zmieniać do twoich przekonań, ale twoje przekonania do Słowa Bożego.
Nie ubierajmy Boga w nasze życzenia i wyobrażenia o tym, jaki powinien dla nas być. Dowiedzmy się, jaki jest naprawdę i czego od nas oczekuje!

5. Jeżeli o czymś nie wiesz, na pewno w to nie uwierzysz.

To dlatego warto nieustannie poznawać Słowo Boże. Są w nim zawarte obietnice dla ciebie. Jeżeli jednak ich nie poznasz, jak możesz z nich skorzystać? Dla przykładu – dopóki nie dowiedziałem się o Bożym planie dla mojego życia, nie mogłem w niego wierzyć. Dopóki nie dowiedziałem się o darze proroctwa czy rozróżniania duchów, nie mogłem w nie wierzyć i modlić się o nie. Zanim nie dowiedziałem się, że Bóg może mówić do mnie bezpośrednio, nie mogłem tego oczekiwać. Dopóki nie dowiedziałem się, że jako wierzący mam autorytet w imieniu Jezusa, nie mogłem go używać.

Jednak wielu wierzących nie zadaje sobie trudu osobistego poznawania Boga i Jego Słowa, ograniczając się tylko do słuchania kazań. Zdaj sobie sprawę z tego, że polegając tylko na innych, odcinasz się od źródła. A to Bóg powinien budować twoją wiarę. Na drugim biegunie znajdują się osoby, które twierdzą, że Kościół nie jest im do niczego potrzebny i są w stanie same zaspokoić swoje duchowe potrzeby. Bóg jednak dał nam Kościół wraz z nauczycielami i przewodnikami. Jest naturalne, że zaistnieje sytuacja, gdy sam na coś nie wpadłeś, a Bóg objawił to komuś innemu, i to niekoniecznie przez ciebie lubianemu. To wcale nie znaczy, że z gruntu powinieneś takie objawienie odrzucić. Wykorzystuj więc każdą okazję do budowania wiary – a buduje ją również poznanie.

Czym więc jest wiara i jaka powinna być?

1. Wiara w Boga to nie to samo, co wierzenie Bogu.

W powszechnym przekonaniu naszych rodaków panuje pogląd, że samo wierzenie w istnienie Boga wystarczy. Apostoł Jakub mówi jednak, że demony również wierzą i drżą. Wniosek z tego, że wiara ma polegać nie tyle na wierzeniu w Boga, ile na wierzeniu Bogu! Abraham uwierzył Bogu i zostało mu to poczytane za sprawiedliwość. W co uwierzył Abraham? W Boże obietnice! Bóg ma je również dla ciebie! Zadaj sobie pytanie, czy wierzysz Bogu? Serio. Czy wierzysz, że jesteś tym, kim twoja Biblia mówi, że jesteś? Czy wierzysz w to, co twoja Biblia mówi, że potrafisz? Czy wierzysz w to, co ona mówi, że masz? Jeżeli jeszcze nie – ćwicz swoją wiarę! Jak? Przez działanie zgodne ze Słowem Bożym, a nie z okolicznościami!

2. Wiara wprowadza w Boże obietnice.

To nie jest truizm. Tylko poprzez trzymanie się wiarą Bożego Słowa – czasem wbrew wszystkiemu, możesz wejść na wyższy poziom duchowego wzrostu. Innymi słowy, kto nie zaryzykuje – traci wszystko! Wiara zawsze pociąga za sobą ryzyko. Ale za ryzykiem stoi zawsze wypełnienie obietnicy.

Dlatego nie trać wiary w Boże obietnice, bo tylko ona ma moc cię do nich doprowadzić. To ona jest paliwem, które posunie cię do przodu w ich kierunku. Pozwalając sobie na tracenie wiary, zrzucasz duchowe paliwo! To dlatego wiara ma moc. Dlatego diabeł tak walczy, aby ci zabrać wiarę i zastąpić ją niewiarą. To cię po prostu zatrzyma w miejscu. Sprawi, że ugrzęźniesz. I o to właśnie diabłu chodzi. Bo kiedy ugrzęźniesz – umrzesz na pustyni.

3. Wiara jest konkretna, zuchwała i zbuntowana.

Wiara zawsze chce więcej. Zawsze buntuje się przeciw zachowaniu status quo. Zawsze ma konkretne cele i oczekuje niemożliwego. Do możliwego wystarczy pracowitość.

Drogi Czytelniku! Chciałbym pozostawić cię na koniec z pytaniem: Co wobec powyższego wybierasz – wolisz wierzyć Bogu czy chcesz wierzyć diabłu? I tak zawsze w coś będziesz wierzyć..

Tags

Comments are closed.