Blogi
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)
Unicestwienie spisku (Wrzesień 29, 2017 12:10 pm)
Noe – sprawiedliwy przed Bogiem (Wrzesień 15, 2017 12:12 pm)
Boża wola (Wrzesień 7, 2017 1:18 pm)
Bądź mężny (Sierpień 22, 2017 2:16 pm)

(Nie)potrzebni protestanci

JanuszSz_1000

Tekst: Janusz Szarzec

Jedność od zawsze była pragnieniem większości odrodzonych duchowo chrześcijan, lecz jednocześnie słowem-wytrychem, którym wielu się posługuje, aby otworzyć sobie drzwi do realizacji swoich bardzo subiektywnych zamierzeń.

Ostatnio w internecie sporym zainteresowaniem cieszy się film z nagranym przesłaniem, skierowanym przede wszystkim do kościołów protestanckich w USA, w którym papież Franciszek nawołuje do jedności chrześcijan, raz podzielonych a przecież pozostających braćmi w wierze. Sama wypowiedź, wydawałoby się świadcząca o niezwykłej otwartości kościoła katolickiego na świat protestancki, została owacyjnie przyjęta przez wysłuchujących ją część przywódców amerykańskich kościołów ewangelicznych. Choć słowa papieża zawierały ogólny pozytywny przekaz o wspólnocie w Chrystusie i zjednoczeniu w braterskim uścisku (cokolwiek by to miało oznaczać), to oczywiście bez żadnych konkretów, które mogłyby nadać realny kształt ewentualnej przyszłej „współpracy”
Za to wypowiedź anglikańskiego biskupa Tony Palmera[1] (to on pośredniczył w kontakcie papieża z grupą pastorów amerykańskich), której można było wysłuchać w kontekście papieskiego wystąpienia, była w swej treści tyleż populistyczna, co żenująca w świetle faktów historycznych oraz biblijnych.
Wynika z niej między innymi, że wszyscy nowo narodzeni chrześcijanie tworzą, co prawda nieformalnie, kościół katolicki, czyli powszechny. Tenże z kolei istniał od zarania chrześcijaństwa, żeby podzielić się na rzymsko-katolicki i prawosławny a potem jeszcze protestancki. Obecnie zaś różnice (także te doktrynalne) między nimi zanikają na tyle, iż należałoby rozważyć ponowne zjednoczenie się chrześcijaństwa (w domyśle pod auspicjami jednego kościoła-matki). Co do protestantów, to nie mają już powodów do swego „protestu”, bowiem główna przyczyna historycznego „rozejścia się” z kościołem katolickim (czyli ponoć spór Lutra o zbawienie tylko z łaski czy z uczynków) stracił swą aktualność w świetle pojednawczego dokumentu podpisanego w 1999 między kościołami Ewangelicko-Augsburskim i Rzymsko-katolickim.

Na co więc komu dziś kościoły protestanckie?!

Biskup Palmer (nawiasem mówiąc, człowiek narodzony na nowo i wypełniony Duchem Świętym) w swej „pokrętnej” retoryce zapomina (zapewne na własny użytek), że jedyny prawdziwy kościół Jezusa Chrystusa (czyli Jego ciało na ziemi, które On sam obiecał zbudować) tworzą wyłącznie ludzie nawróceni i wypełnieni Duchem Bożym i nijak się ma do podziałów organizacyjnych stworzonych przez człowieka. Mieszanie dwóch porządków: ludzkiego i boskiego jest w tym przypadku co najmniej nie na miejscu. Ponadto kościoły ewangeliczne na całym świecie w miażdżącej większości składają się z odrodzonych duchowo chrześcijan, czego niestety nie można powiedzieć o tzw. kościołach historycznych. Więcej, tak się akurat składa, że zhierarchizowana religia w postaci, jaką znamy obecnie istnieje dopiero od mniej więcej V w. n.e., a jej przedstawiciele na przestrzeni dziejów niestety z powodzeniem prześladowali tę aktywnie wierzącą, pełną Ducha część kościoła.
Podobnie jedność chrześcijańska, w ujęciu biblijnym nie polega bynajmniej na tworzeniu jednej wspólnej ogólnoświatowej organizacji, lecz dzieje się na bazie prawdy Bożego Słowa między spotykającymi się ze sobą ludźmi posiadającymi tego samego Ducha Świętego. Nie przeszkadza w takim porozumieniu przynależność wyznaniowa, pochodzenie kulturowe, różnice rasowe itp. Dążenie za wszelką cenę do jedności organizacyjnej wszystkich religii (co zresztą współcześnie ma miejsce) nie tylko nie jest żadnym cudownym znakiem dla świata, ale przeciwnie, może być spełnieniem apokaliptycznych wizji apostoła Jana dotyczących końca naszego świata.
Z kolei historyczny protest Lutra z XVI w. według biskupa Palmera rzekomo ograniczał się do sporu o drogę zbawienia. W ten sposób raczył on pominąć takie chociażby „drobiazgi” jak sprzeciw wobec władzy zwierzchniej papieża jako namiestnika Chrystusa na ziemi (stojący w jawnej sprzeczności z literą Pisma Świętego), roli tradycji kościelnej w tworzeniu zasad wiary (reformacyjna zasada „Jedynie Pismo”), kultowi Maryi i świętych jako pośredników między Bogiem a ludźmi(„Jedynie Chrystus” oraz zasada powszechnego kapłaństwa wszystkich wiernych z osobistym dostępem do Boga), odpustom za grzechy wraz z wiarą w czyściec, a także szczególnej roli Eucharystii z niebiblijną doktryną o przeistoczeniu się hostii. Przy okazji, wydaje się, że żadna z powyższych błędnych doktryn przez wieki nie straciła nic a nic na znaczeniu. Chyba, że o czymś tak istotnym nie dane nam było się dowiedzieć. W świetle powyższych faktów, czy rzeczywiście, jak chce tego biskup Palmer, głosimy tę samą Ewangelię – bez różnicy?
Jedność od zawsze była pragnieniem większości odrodzonych duchowo chrześcijan, lecz jednocześnie słowem-wytrychem, którym wielu się posługuje, aby otworzyć sobie drzwi do realizacji swoich bardzo subiektywnych zamierzeń. Stąd autentycznej, praktycznej otwartości na rzeczy duchowe, na wspólnotę z innymi wierzącymi nie należy mylić ze zwykłą, nawet szczerą, naiwnością, która znamionuje duchowe niemowlęta.

[1] Biskup Tony Palmer zginął śmiercią tragiczną w wypadku motocyklowym 20 lipca 2014 w mieście Bath w Wielkiej Brytanii, niespełna pół roku po swoim wystąpieniu nawołującym do jedności protestantów z kościołem katolickim.

Comments are closed.