Nie zatrzymaj się w połowie drogi cz. II

20 lipca 2020
Comments off
330 Odsłon

W poprzednim artykule pisałam o Abrahamie, który najpierw wyszedł z ojcem Terachem z Uhr Chaldejskiego, aby po jego śmierci wyruszyć w dalszą podróż z Haranu do ziemi obiecanej. Zachęcałam do poruszenia się w naszym osobistym życiu, niezależnie od tego, na jakim jego etapie jesteśmy. Teraz chcę, abyśmy przyjrzeli się bliżej, jak powinien wyglądać drugi etap wędrówki.

Czytając 1 Księgę Mojżeszową 11 i 12 rozdział dostrzegamy istotną różnicę między dwoma etapami rodzinnej podróży. Nie wiemy do końca, dlaczego dokładnie Terach wyszedł stamtąd po śmierci młodszego syna – może odczuwał w sercu, że powinien, może wypluła go ziemia pełna „obcych bogów”. W Księdze Jozuego 24:2 możemy przeczytać, że to Bóg zabrał Abrahama z Uhr („zza Rzeki”). Ale przecież Terach był głową rodziny i to on decydował o jej losach. 

To, co się rzuca w oczy to fakt, że często na pierwszym etapie życia Bóg jest jakby za sceną, kieruje naszymi losami z ukrycia. Nie dlatego, że tak zaplanował, ale my nie jesteśmy jeszcze w miejscu, aby świadomie robić kroki w podróży ku rzeczom większym niż my sami. Nie czcimy już słońca w dzień i księżyca w nocy ( i rzeczy, na które te ciała niebieskie rzucają swój blask). Może stawiamy pierwsze kroki w kościele, czytamy Słowo, uwielbiamy, ewangelizujemy, coś się zaczęło w naszym życiu zmieniać, mamy lepszą pracę, ktoś został uzdrowiony dzięki naszej modlitwie, ale czujemy, że cel nie został jeszcze osiągnięty. 

Drugi etap jest zgoła odmienny, nie tylko geograficznie. Nie ma już na horyzoncie Rzeki  (czyli znajomych, życiodajnych, nawet dobrych miejsc z przeszłości), a Abraham teraz wychodzi na konkretne Słowo od Boga otrzymując bardzo precyzyjne obietnice, jednak w  sferze naturalnej nie wie, dokąd idzie... Nieposłuszeństwo po drodze jest karane tym, że przeznaczenie się odwleka, a dłuższym horyzoncie widzimy, że żyją konsekwencje jego decyzji – tych dobrych i tych złych. Jasne jest też, że po drodze Abraham ma kilkakrotnie z Bogiem wspaniałe spotkania, które przedefiniowują to, kim jest, zmieniają jego tożsamość.  Sprawa robi się poważna, bo gra toczy się o obietnice na daleką przyszłość, o potomstwo liczne jak piasek na brzegu morza i jak gwiazdy niebieskie.

To co chcę podkreślić tutaj to fakt, że ten etap naszej podróży przez życie będzie wymagał kilku rzeczy: pozostawienia starych rzeczy, pójścia nieznaną drogą, zmiany tożsamości, realnego spotkania z Bogiem (pewnie nie jeden raz), odebrania precyzyjnego słowa od Niego i radykalnego posłuszeństwa. To prywatnie. Dodatkowo realizując to staniemy się częścią szerszych planów, dla kościoła, narodu i jakby to wzniośle nie zabrzmiało: ludzkości.

Formuła chrześcijaństwa, gdzie jestem tylko dobrym zborownikiem i „chcę się rozwijać w życiu” (cokolwiek to znaczy) chyba już się wyczerpała i potrzebujemy głębszych zmian, aby kontynuować podróż ku Bożemu przeznaczeniu.

Comments are closed.