Polecamy
Nowy numer magazynu Głos Przebudzenia! (3 listopada, 2020 6:09 pm)
POLECAMY „Zabić smoka” Daniel Kolenda (2 listopada, 2020 4:43 pm)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Nie bój się, tylko wierz!

29 listopada 2021
Comments off
344 Odsłon

Jestem mamą trojga dzieci. Moje dwie pierwsze ciąże były trudne. Wymiotowałam przez siedem miesięcy, właściwie nie wychodziłam z łazienki. Każda zakończyła się trudnym porodem w 37. tygodniu. W obu tych razach myślałam, że wraz z wydaniem dziecka na świat oddam ostatnie tchnienie. Dochodzenie do siebie po tych wydarzeniach również było ciężkie. Ze względu na złe wspomnienia nie chcieliśmy mieć więcej dzieci. Stwierdziliśmy, że będziemy się cieszyć rodzicielstwem i dziećmi, które już mamy. 

Trzecia ciąża była zupełnie nieplanowana. Miałam się rozwijać biznesowo, mąż chciał iść na studia. Gdy dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży, bardzo się bałam, bo mój mąż pół roku wcześniej stracił pracę. Prowadzę własną działalność, co oznacza, że gdy nie pracuję, to nie zarabiam. To wszystko powodowało, że bardzo się martwiłam, jak zwiążemy koniec z końcem. Stanowczo to nie był moment na następne dziecko. Modliłam się z koleżanką, która bardzo mnie wspierała w tych pierwszych dniach, gdy zrobiłam test. Kiedy już oswoiliśmy się z tematem i zaczęliśmy cieszyć się dzieckiem, pewnej nocy obudziły mnie skurcze. Ze łzami w oczach zadzwoniłam do tej samej koleżanki. 

Pamiętam, że wówczas bardzo stanowczo sprzeciwiłyśmy się w modlitwie skurczom i utracie dziecka. Następnego dnia było lepiej. Podczas kolejnej wizyty u lekarza okazało się, że ciąża się utrzymała, ale dostałam zalecenie, by leżeć i się oszczędzać. Ze względu na mój wiek zrobiliśmy test PAPP-A. Po tygodniu przyszedł wynik. Lekarz zadzwonił następnego dnia i wezwał nas na natychmiastową wizytę. Okazało się, że wyniki testu wskazywały na bardzo wysokie ryzyko wystąpienia u dziecka zespołu Downa. Nie wiedziałam, co robić. Lekarz zlecił dodatkowe specjalistyczne badania krwi. Powiedział, że gdybym się pośpieszyła z badaniami, moglibyśmy terminować ciążę. Nie wykluczył dalszych wad, które mogły wyjść na kolejnych badaniach USG. Wróciłam do domu cała we łzach. Nie chciałam robić dodatkowych badań. Wiedziałam, że nie byłabym w stanie podjąć decyzji o usunięciu ciąży. Postanowiliśmy z mężem, że jeśli dziecko będzie miało jakąś poważną wadę, zrobimy wszystko, aby je uratować. Jednocześnie modliliśmy się, by Bóg uzdrowił nasze maleństwo. Prosiliśmy o wsparcie kościół, bo wiedzieliśmy, że potrzebujemy siły i nadziei. Gdy się modliłam, wiedziałam, że będzie dobrze. Choć były momenty, gdy lęk i presja wracały.

Bardzo dużo się modliłam – zarówno o dziecko, jak i o poród, bo moje dotychczasowe doświadczenia były złe. Im bliżej było do rozwiązania, tym większy pokój miałam w sercu. Ten poród był inny. To było pasmo cudów. Wszystko działo się we współpracy z Bogiem i naszym dzieckiem. Gdy weszłam na porodówkę, mimo braku miejsc okazało się, że mogę zostać w szpitalu. W trakcie porodu na bieżąco otrzymywałam wsparcie modlitewne od osoby z kościoła, która wysyłała do mnie esemesy. W modlitwie ogłaszaliśmy, jak ma wyglądać każdy etap porodu, i dokładnie tak się działo. Poza tym sam poród trwał naprawdę krótko – dwie godziny. Syn dostał 10 punktów w skali Apgar, był całkowicie zdrowy. Modlitwa okazała się skuteczna. Jako rodzice wraz z pojawieniem się syna otrzymaliśmy olbrzymie błogosławieństwo. Sama ciąża przebiegała bardzo dobrze, nudności występowały tylko przez trzy miesiące i nie dokuczały mi tak jak w poprzednich razach, więc mogłam się cieszyć tym, że oczekujemy dziecka. Poza tym mąż przez całą ciążę mógł się opiekować młodszą córką i domem i pomagać mi. A na miesiąc przed porodem dostał pracę – zarabia więcej niż w poprzedniej firmie.

Teraz wiem, że nasz syn nie pojawił się na świecie przypadkiem. Jest cudem zesłanym przez Boga. Bóg potrafi niesamowicie wspierać ludzi w najtrudniejszych doświadczeniach, a ciąża i poród są dla kobiety wyzwaniem. Jestem Mu niezwykle wdzięczna. Niepotrzebnie martwiłam się o to, jak sobie poradzimy. Dziś chcę wszystkim kobietom powiedzieć: „Nie bój się, tylko wierz”. Strach bywa ogromny, nawet kiedy ciąża przebiega zdrowo i bez zakłóceń. Ale to wiara czyni cuda. 

Agata

Comments are closed.