Polecamy
Nowy numer magazynu Głos Przebudzenia! (3 listopada, 2020 6:09 pm)
POLECAMY „Zabić smoka” Daniel Kolenda (2 listopada, 2020 4:43 pm)
Nowość wydawnicza: Finansowe IQ (29 maja, 2020 6:02 pm)
Premiera Głosu Przebudzenia (6 marca, 2020 11:58 am)
Nowość wydawnicza: Boży niezbędnik (14 grudnia, 2018 7:06 pm)

Na Bożym haju

3 lutego 2022
Comments off
387 Odsłon

Czy pół roku to dużo? Dla wielu zapewne to jak mrugnięcie oka. Tyle lub tylko tyle czasu zajęło Bogu, aby zmienić mój sposób postrzegania Jego osoby i swojego życia oraz uwolnić od nałogów. Trzy lata to wiele? Właśnie tyle było trzeba, aby zmienić moje życie o 180 stopni. Przeczytajcie więc moją historię…

Urodziłem się i wychowałem w małej miejscowości na zachodzie Polski, w standardowej rodzinie katolickiej, jakich wiele w kraju. W domu bywało różnie, finansowo nigdy nie było kolorowo, ale bez skrajnej biedy. To zbudowało we mnie poczucie niższości, ogromną chęć posiadania, bo inni mają, a ja nie. W rodzinie był alkohol i różne nieprzyjemne z tego tytułu zdarzenia. Gdy miałem szesnaście lat, moi rodzice się rozwiedli. Jako nastolatek buntowałem się. To był mój sposób odreagowania bólu i poczucia niższości. Palenie, picie, okradanie rodziny, samookaleczenia, interwencje policji, ucieczki ze szkoły. Nie byłem jednym z tych bardzo grzecznych chłopców, jednak umiałem kłamać i sprawiać pozory. A Bóg? Odczuwałem rozpaczliwą chęć tego, aby mnie usłyszał i mi pomógł. Gdy teraz na to patrzę, to On odpowiadał. Zawsze obok znajdował się ktoś, kto mówił mi o tym, że jest lepsza droga, że jestem wartościowym człowiekiem. Nawet jeden z moich ówczesnych znajomych zapraszał mnie do kościoła, w którym później miałem narodzić się na nowo. Byłem bodaj jedyną osobą na osiedlu, która nie naśmiewała się z kościoła i z niego otwarcie bądź skrycie, wręcz go podziwiałem. Bóg mnie wołał, On to robi cały czas w stosunku do każdego człowieka. Tylko ja nie chciałem Mu odpowiedzieć. Była (i jest nadal) jeszcze moja babcia – katoliczka z bardzo szczerym sercem przed Bogiem. Modliła się za mnie przez całe życie i wiem, że Bóg słyszał jej modlitwy.

Tak upływała mi młodość okres gimnazjum i szkoły średniej. Po drodze doszła pornografia, marihuana, seks, demoniczna muzyka i pogłębienie problemów psychicznych. Byłem smutnym i wściekłym człowiekiem. Dawałem temu upust w każdej tej złej rzeczy. Nastroje bardzo szybko mi się zmieniały, bez powodu bądź z błahej przyczyny. Zacząłem się interesować okultyzmem. Raz nawet zaprosiłem do swojego życia demoniczne siły, bo już nie mogłem znieść tego, jaki jestem. Chciałem mieć odwagę do zadawania bólu i cierpienia ludziom, jednak nie potrafiłem ich krzywdzić. Dlatego destrukcję skupiałem na sobie i ewentualnie otaczających mnie przedmiotach. Jednocześnie szukałem Boga. Teraz wiem, że to Bóg nie pozwolił, żebym zrobił krzywdę sobie ani innym. Zawsze, nawet w najgorszych stanach, potrafiłem zatrzymać się, aby nie skrzywdzić innych czy siebie. Była jeszcze jedna rzecz, którą Bóg mi objawił później, a w której działał wówczas. Odczuwałem strach przed mocniejszymi narkotykami – nie relatywizuję szkodliwości marihuany, jednak są narkotyki o gorszym działaniu, bardziej wyniszczającym. Ten strach wzbudził we mnie Bóg, abym kompletnie się nie zatracił. Przez cały czas podsyłał mi też różnych ludzi, aby mi pomogli. Wierzących i niewierzących. Bóg przemawia w różny sposób. 

Zbliżamy się teraz do sedna – do przemiany życia. Poprzedziły ją dwa ważne wydarzenia, takie preludia. 

Podczas rekolekcji szkolnych po raz kolejny Bóg mnie dotknął. Chciałem Go poznać, zmienić swoje życie. Szukałem Go w tym, co znałem. Gdy już myślałem, że to jest to, pochłaniał mnie świat. Bo Boga nie było w pustej religii, a też nie było wtedy nikogo, kto by mi Go pokazał. Były tylko takie momenty, jak na przykład wspomniane rekolekcje. Siedziałem i intensywnie myślałem o moim życiu i o Bogu. Wokół mnie krążyła jedna z moich nauczycielek. Jak się później okazało, była osobą wierzącą i modliła się o moje nawrócenie. Pochodziła z Czech. Poprosiła o modlitwę znajomych ze wspólnoty w swojej ojczyźnie. 

Drugim preludium był okres niedługo po skończeniu szkoły. Miałem dość kradzieży. Nie chciałem już kraść. Wolałem nie mieć na papierosy, alkohol czy zadłużyć się w celu ich zdobycia. Podczas wieczornej spowiedzi uklęknąłem przed ołtarzem. Miejsce było nieważne, liczyła się postawa serca. Bóg mnie dotknął. Poczułem, jak zalewa mnie Jego przebaczenie i miłość. Nigdy wcześniej w swoim życiu nie doznałem takiego uczucia. Byłem wolny. Przestałem kraść. Jednak poza tym moje życie niewiele się zmieniło.

Nadszedł rok 2018. Dalej nerwy, imprezy, koncerty, dziewczyny. Tylko więcej i szybciej. Pracowałem już, miałem swoje pieniądze, więc mogłem sobie pozwalać na to, czego wcześniej nie mogłem. Tak sobie to tłumaczyłem. Wtedy właśnie Bóg zabrał mnie z równi pochyłej mojego życia. Pokazał w tym swoją mądrość i swoiste poczucie humoru. Mianowicie chciałem wtedy zapełnić pustkę i samotność byciem z kobietą. Czułem wielką presję, by to osiągnąć. Więc Bóg sprawił, że na mojej drodze pojawiła się… córka lokalnego pastora, z którą zacząłem się umawiać. Zabrała mnie do kościoła i umówiła na spotkanie ze swoim tatą. Wystarczyła jedna modlitwa i zostałem uwolniony od wszystkich złych stanów psychicznych opisanych wcześniej. Wyszedłem z pokoju modlitwy i czułem się jakby o kilka kilogramów lżejszy. Byłem wolny od czegoś, w czym nikt, żaden specjalista, nie potrafił mi pomóc. Nie musiałem pić, żeby być spokojnym. Jednak diabeł nie odpuszczał i wróciłem do alkoholu. Jednocześnie nie czułem tych negatywnych emocji, czytałem Biblię. Rozstałem się z dziewczyną, przestałem przychodzić do zboru. Nie widziałem sensu, aby zjawiać się tam po całonocnej imprezie. Czasem nawrócenie jest procesem, tak było w moim przypadku. Bóg jednak miał plan i nie mogłem już wrócić do dawnego życia. Pojechałem na jeden z festiwali i już widziałem u siebie zmiany. Muzyka mnie nie kręciła, rozmowy ze znajomymi nie kleiły się jak dawniej. Poza kilkoma koncertami, na które poszedłem, sporo czasu spędziłem na rozmowach z ludźmi, którzy przyjechali tam, by ewangelizować. Po powrocie, gdy zostało mi jeszcze sporo dni urlopowych, stwierdziłem, że mam problem. Środek tygodnia, 10 rano, a ja piję. Od picia ograniczała mnie tylko praca. Nie wiedziałem, jak wrócić do kościoła. Było mi głupio. Z pomocą przyszła mi moja dawana nauczycielka ta sama, która się za mnie modliła. Przeprowadziła się do mojego miasta i potrzebowała pomocy w opiece nad babcią. Zaczęliśmy rozmawiać, okazało się, że jest osobą wierzącą. Powołała się na jeden werset z Biblii, który od jakiegoś czasu „pracował” we mnie. Szukała kościoła. Zabrałem ją tam i  zostałem. Dostałem praktyczne wsparcie ze strony ludzi, rzuciłem picie i imprezy. Przestałem uważać, że alkohol, zabawy i palenie są częścią mnie. Jezus zabrał to ot tak. Przyjąłem chrzest. Jezus obmył mnie z dawnego życia, pokazał, jak mogę zmienić myślenie. To wszystko zdarzyło się w pół roku. Zacząłem akceptować siebie i poznałem Boga takim, jakim jest. Choć niektórzy, nawet w rodzinie, byli zagniewani, naśmiewali się i myśleli, że to chwilowa mrzonka, ja tym bardziej opowiadałem o Bogu. Modliłem się do Niego, aby okazał swoją wolę dla mojego życia. Zburzył moją koncepcję studiowania w Poznaniu i mieszkania tam. Nie było to miejsce dla mnie.

Po pół roku od nawrócenia wylądowałem w Warszawie. Taka była Boża wola dla mojego życia. Musiałem ruszyć się z miejsca również w sensie fizycznym opuścić rodzinne strony niczym Abraham. Poszedłem do Szkoły Bożych Liderów w Kościele Chwały. Pomimo mojego krótkiego stażu wiary, dostałem dużo praktycznych rzeczy odnośnie życia z Bogiem. Nie tylko suchą teologię i teorię. Bóg dalej działał. Wyleczył mnie z kompleksów i związań seksualnych. Stale mnie zaopatrywał. Mimo mojego chwilowego powrotu do palenia, dał mi siłę, aby je porzucić. Nieważne, ile razy się upadnie, Bóg zawsze podnosi człowieka. Przez cały czas, do teraz, Jezus zmieniał moje myślenie i odciął mnie od przeszłości. Odpowiedział również na moją pierwszą modlitwę po nawróceniu. Poprosiłem Go o żonę. Przyprowadził mi idealnie dopasowaną do mnie. Wszystko to działo się w przeciągu trzech lat przemiana życia o 180 stopni. 

Życie z Jezusem to najlepsza przygoda. Uczucie bycia z Nim jest lepsze niż jakikolwiek stan po marihuanie. Niekiedy, gdy głoszę Słowo Boże dawnym znajomym, mówię im, że jestem na Bożym haju. On zawsze jest i będzie. On wyciąga swoją rękę. 

Wołaj do mnie, a odpowiem ci i oznajmię ci rzeczy wielkie i niedostępne, o których nie wiesz!’’ (Księga Jeremiasza 33:3).

Comments are closed.