Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Mother

Moja droga do Szkoły Bożych Liderów

Tekst: Ewelina

W zeszłym roku skończyłam Szkołę Bożych Liderów. To był wyjątkowy czas, w którym moje doświadczenie Boga było tak intensywne, że rozlało się na każdą płaszczyznę życia. Zanim to się stało, musiałam podjąć szereg decyzji i po prostu usunąć w modlitwie wszelkie przeszkody, i przez wiarę przejść całą drogę, aby znaleźć się w gronie studentów.

Od 4 lat jestem nawróconą osobą. Zgłębiałam Boga w każdy możliwy sposób, ale wciąż miałam poczucie, że chcę więcej. Gdy widziałam ogłoszenia o naborze do kolejnej edycji SBL, z tyłu głowy pojawiały się myśli, że to dobry pomysł, ale równocześnie miałam mnóstwo pytań, czy uda mi się kiedykolwiek zorganizować życie, aby wziąć w niej udział. Na co dzień nie pracuję zawodowo, zajmuję się domem i wychowuję czworo dzieci (13 letnią córkę; bliźnięta w wieku 4 lat oraz rocznego synka). Nie mam niani czy pomocy domowej, razem z mężem staramy się podołać obowiązkom domowym. Czasem wspiera nas moja mama, która od niedawna także jest wierząca. Zanim dotarłam na „moją” edycję Szkoły Bożych Liderów, dwa razy podjęłam próbę, aby być jej studentem. Tym razem mój plan wzięcia udziału w szkole wydawał się „szalony”, bo wychodziło na to, że musiałam chodzić na zajęcia razem z dziećmi! Dodam jeszcze, że mieszkam 36 km od Warszawy, przy zupełnie przebudowywanej trasie wylotowej. Wiedziałam, że poranny dojazd z uwagi na ograniczony ruch zajmie mi ok 1,5 h. Do tego auto, które posiadaliśmy, zupełnie nie nadawało się do samotnych podróży z trojgiem dzieci w fotelikach. Najpierw przyszła mi refleksja, że powinnam pytać Boga, a nie innych ludzi o drogę do tego celu, jakim jest SBL, więc zaczęłam się modlić i od razu przyszedł mi werset, że „Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu, z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani (Rz 8:28).”

Odebrałam to jako obietnicę, że uda się. Największą obawę miałam co do reakcji męża, oddałam tą sprawę Bogu w modlitwie i usiadłam z nim do rozmowy. Powiedziałam, że bardzo chce pójść do szkoły, a Pastorzy zaproponowali, iż mogę uczestniczyć w wykładach i korzystać z pokoiku przeznaczonego dla rodziców z małymi dziećmi, w który było nagłośnienie z głównej sali. Jedyne co trzeba było zrobić, to przeorganizować codzienne obowiązki oraz zmienić auto. Poprosiłam męża, aby to przemyślał. Niedługo potem mój mąż zaczął wspominać o najbliższych rodzinnych planach w sposób, który jednoznacznie pokazywał mi, że będę mogła uczestniczyć w zajęciach szkoły. Mój mąż nie tylko zgodził się, aby zmienić auto, lecz zdecydował się wspomagać mnie w tym wyzwaniu. Byłam wdzięczna Bogu za takie działanie w nim!

Gdy było coraz bliżej rozpoczęcia szkoły, pojawiły się problemy mniejsze i większe, zaczęłam myśleć, że to czyste szaleństwo. Dodatkowo coraz więcej osób powątpiewało w powodzenie mojego planu. W tym czasie, podczas modlitwy, Bóg dał mi prawdziwy pokój z nieba, który trwał aż do końca szkoły. Gdy zaczęły się zajęcia, bywało na prawdę ciężko, każdy promil lenistwa musiał być we mnie zupełnie zniszczony. Na nowo musiałam ułożyć plan dnia dla całej rodziny.

Teraz wiem, że czas szkoły był wyjątkowy – nie tylko dla mnie, ale całej naszej rodziny. Dzieci zaprzyjaźniły się z każdą osobą z kościoła, przełamały swoją nieśmiałość. Mój mąż wziął na siebie ogromną ilość obowiązków, abym maksymalnie mogła skorzystać ze szkoły, niestety bywało i tak, że odsłuchiwałam część wykładu w domu, bo nie zawsze udało się przy dzieciach być skupionym na tym, co mówili wykładowcy. W trakcie szkoły dostałam od Boga pomoc w osobie mojej mamy, która dostała nową pracę i zanim ją podjęła, była ponad miesiąc z nami w szkole. Codziennie po uwielbieniu, które rozpoczynało każdy dzień szkoły, zostawała z nami wspaniała siostra z kościoła – Grażynka, która opiekowała się moimi dziećmi. Nasza najstarsza córka „płynęła” z nauką, przez co miała czas i chęć, aby pomagać w domu. W pracy mojego męża tak Bóg ułożył sprawy, że gdy miałam być sama z dziećmi, on mógł być na urlopie. Odczuwałam wielką przychylność i pomoc Pastorów oraz innych studentów. Nikt nie mógł po ludzku tego poukładać lepiej, widziałam nad nami Bożą rękę!

Szkoła dała mi coś niesamowitego: pokój, poczucie bezpieczeństwa w kościele, pewność Słowa, a przede wszystkim zmieniła obraz Boga, który przyjęłam po nawróceniu. Ten obraz nie był zły, ale był bardzo wąski.

Od zakończenia szkoły minęło kilka miesięcy. Dopiero teraz widzę jej owoc w moim życiu. Wiem, że to dopiero początek gruntownych zmian. Bóg zaczął ogromną prace we mnie, mam odwagę i chęć poddać się dalszym zmianom. Tak naprawdę, to sam Bóg wspierał mnie w trwaniu przy Nim: na całą naszą rodzinę spłynął ogromny Boży pokój i pewność Jego opieki nad nami. Mój mąż kilkakrotnie wspomniał, że czas SBL-u uważa za jeden ze spokojniejszych okresów w naszym domu, mimo ogromnych wyzwań.

Na zakończenie dodam jeszcze jedną „perełkę” do mojej historii. Pewnego dnia, gdy wracałam ze szkoły, Bóg uratował nas od wypadku drogowego. Na remontowanej trasie zmieniono sposób włączania się do główniej drogi. Ruchem drogowym kierował pracownik budowy. Wracając z wykładów, jak zawsze zapięłam dzieci w foteliki i ruszyłam w trasę do domu. Miałam przekonanie, aby modlić się na językach. Całą drogę modliłam się. Przy samym zjeździe na drogę dojazdową do domu, wyszedł nagle pracownik budowy i zatrzymał nas, aby mogły do ruchu włączyć się pojazdy z budowy. Niestety, TIR jadący bardzo szybko z naprzeciwka, prawdopodobnie nie zauważył sygnałów pracownika budowy, a w tym czasie pojazdy z prawej i lewej strony zaczęły wjeżdżać na drogę. Kierowca TIR’a zaczął hamować, ale stało się to zbyt późno, aby mógł się zatrzymać. Modliłam się i schowałam głowę w kierownicę. Usłyszałam huk, ostry dźwięk, to był sekundy. Podniosłam głowę, TIR stał prawie w poprzek drogi, połamał bariery oddzielające jezdnię, ściął znaki, ale zmieścił się między naszym sznurem samochodów, a podporą górnego przejazdu. Nikomu nic się nie stało! Ani jedna osoba nie ucierpiała. Chwała Jezusowi za to, jak wielką ochronę mamy w Jego Krwi!

Jestem absolutnie pewna, że Bóg zawsze współdziała z nami ku dobremu – musimy tylko podjąć wysiłek i chcieć działać!


Od redakcji: Trwa rekrutacja do VII edycji SBL . Start szkoły: 1 marca 2019 r. Informacje i zapisy: http://sbl.kosciolchwaly.pl/

Comments are closed.