Blogi
Cierpliwość kluczem do zwycięskiego życia (Kwiecień 16, 2018 1:43 pm)
Wierzmy, że posiądziemy Ziemię Obiecaną (Kwiecień 5, 2018 10:08 pm)
Rozbicie więzów religii (Kwiecień 5, 2018 2:52 pm)
Nasz Jezus Zwycięski (Marzec 26, 2018 4:54 pm)
Wołaj z głębi serca (Marzec 19, 2018 1:03 pm)
Boży szlif (Marzec 7, 2018 7:47 pm)
Hugs 1

Mama

Tekst: Inka Szot

„Powiedział im też podobieństwo o tym, że powinni zawsze się modlić i nie ustawać” (Łk 18:1)

Moja Mama zachorowała zupełnie niespodziewanie. Halucynacje słuchowe, zwierzęcy lęk przed ludźmi, wreszcie próba samobójcza. Takie żniwo chciał zebrać diabeł. Ale nasz Bóg jest zawsze zwycięski! 

W tym okresie Mama mieszkała za granicą, a ja akurat przebywałam w Polsce. Wieść o jej chorobie na moment zachwiała moją wiarę. Kupiłam bilet na najbliższy samolot. Wylot miał nastąpić dopiero za trzy dni. Wiedziałam, że  był to kluczowy moment, tym bardziej że tuż przed moim wylotem, pogotowie zabrało Mamę na oddział psychiatryczny. Miałam ogromne szczęście, że mogłam udać się po pomoc i wsparcie do swoich Pastorów. Jednocześnie pytałam Boga, co mam robić, bowiem czułam, jak lęk spowija moje serce. Odpowiedź Boża przyszła natychmiast. Bóg powiedział mi, abym przez te 3 kolejne dni modliła się bez przerwy. Przyznam, że w pierwszej chwili pomyślałam: „Jak to, bez przerwy? Przecież to niemożliwe!”. Bynajmniej.

Walczyłam w modlitwie o Mamę dzień i noc. Nie pamiętam dokładnie, jak wtedy funkcjonowałam. Chwilami przysypiałam ze zmęczenia. A kiedy się budziłam z moich ust samoistnie wypływały słowa modlitwy. Bóg dał mi ogromną łaskę w tym czasie.

W pierwszym stadium jej choroby byłam zasadniczo jedyną osobą, której Mama po pierwsze: nie bała się, a po drugie: z którą rozmawiała w przytomny sposób. Przed wylotem codziennie rozmawiałyśmy przez telefon. W trakcie jednej z rozmów poczułam silne pobudzenie Ducha Świętego, by powiedzieć Mamie Ewangelię. Tak uczyniłam. I wtedy stało się coś dla mnie naprawdę niezwykłego. Kiedy tylko wypowiedziałam imię Jezus – Mama na dłuższą chwilę odzyskała trzeźwość umysłu, jej głos brzmiał raźniej. Poprosiłam, by powtórzyła za mną kilka razy: Jezus. Czyniąc to, powiedziała, że ogarnia ją pokój i całkowite poczucie bezpieczeństwa. Nie czekałam dłużej, podążając za głosem Ducha Świętego poprowadziłam ją w modlitwie zbawienia. Mama zaprosiła Pana Jezusa do swojego serca! Wtedy wiedziałam już, że jest w najlepszych rękach.

Mama przebywała na oddziale psychiatrycznym zaledwie trzy tygodnie. Jej stan polepszał się z dnia na dzień. Lekarz prowadzący nie potrafił podać przyczyny tak nagłej choroby. Wyraził również duże zaskoczenie szybkim powrotem do zdrowia swojej pacjentki.

Modlitwa to nie rytuał, ale codzienne przebywanie z Bogiem! Nie zapominajmy o tym.

Comments are closed.