Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)

Kult słabości

16_Slabosc_1000

Tekst: Janusz Szarzec

Pismo Święte w żadnym wypadku nie propaguje słabości, zadziwiającym więc jest, że stała się ona dla wielu wyrazem pobożności.

Wszędzie w otaczającym nas świecie obowiązuje pewna prosta zasada, która nie podlega dyskusji: Aby żyć, aby cokolwiek osiągnąć, by zwyczajnie przetrwać – potrzebna jest siła. Czy to ta wewnętrzna, płynąca z woli i ludzkiego ducha, czy też ta naturalna – fizyczna, niezbędna do normalnej egzystencji.

Chore, osłabione ciało potrzebuje wzmocnienia, by stawić czoła niemocy (samo zresztą mobilizuje wszystkie wewnętrzne siły do tej walki). By zaspokajać podstawowe potrzeby, konieczne jest podejmowanie wysiłku, a w sytuacjach ekstremalnych ludzie zwyciężają właśnie dzięki sile ducha, która pomaga dokonywać im rzeczy naturalnie niemożliwych.

Zdarza się, iż większą determinacją niż przeciętna dysponują ci, którzy na co dzień potrzebują tych sił więcej. Z natury słabsi, ograniczeni fizycznymi mankamentami bądź po prostu z trudniejszym startem w życiu bywają prawdziwymi, choć często cichymi bohaterami. Potwierdza to tylko tezę, że każdy człowiek rodzi się z siłą życia w sobie, wpisaną w jego DNA, która towarzyszy mu, aż po ostatnie jego dni, gdy „siły zaczynają go opuszczać”.

Świętość na niby
Tym większe politowanie budzą ci, którzy bez konkretnych powodów, wbrew sprzyjającym okolicznościom, wybierają ścieżkę rezygnacji, poddają się losowi, by stać się jego „ofiarami”. W normalnym świecie młodzi ludzie pozbawieni wigoru, bezsilni, żyjący jakby w zwolnionym tempie, przygaszeni, mówiący dziwnym patetycznym językiem naraziliby się co najmniej na śmieszność. W normalnym świecie – tak, ale nie w sferze religii, gdzie niemal każde nienaturalne zjawisko potrafi zyskać usprawiedliwienie i znaleźć podstawę prawną (czyt. teologiczną) do zaistnienia. I tak okazuje się, że ubóstwo może jakimś dziwnym trafem wyznaczać nagle standardy świętości, będąc cnotą pożądaną wśród prawdziwie pobożnych. Choroba i fizyczne cierpienie oraz ludzkie tragedie stają się niezrozumiałym (bo rzeczywiście nie sposób tego zdroworozsądkowo zrozumieć) błogosławieństwem Bożym, które należy przyjmować z woli Opatrzności, bo ponoć jest w tym jakiś ukryty sens (nikt nie wie jaki).

W tym wszystkim znakiem firmowym owej specyficznej pobożności jest zdumiewająca, bo wręcz nienaturalna poza rzekomej cichej uniżoności, jakby przygaszenia, z odrobiną smutku i metafizycznej zadumy. To religijny świat spowity mgłą wiecznej tajemnicy, gdzie świętość mierzy się powierzchownymi zachowaniami, a do dobrego tonu należy niepodnoszenie głosu i wieczna niepewność co do Bożej woli (której ponoć niepodobna poznać).

W zawoalowanej formie pod różnymi postaciami zaczyna być tu czczona i praktykowana niemoc. Jednak, jak to zwykle bywa, pozory mylą. Wszak nie da się do końca stłamsić w człowieku woli życia i witalności. Za fasadą religijnych pozorów zawsze drzemie wulkan gotowy „wybuchnąć” w każdej chwili, jeśli wbrew naturalnemu porządkowi rzeczy, więcej – wbrew czytelnym zasadom Słowa Bożego, dewocja próbuje ograniczyć bądź zgasić w człowieku ekspresję siły życia. Wtedy dochodzi do katastrofalnych w skutkach patologii: podwójne życie, podwójne standardy, ludzkie tragedie, odstępstwo od Boga – to niektóre tylko z możliwych scenariuszy. Pozornie uniżeni ludzie potrafią być najbardziej nieprzejednani i okrutni wobec bliźnich.

Słabość w Biblii
Apostoł Paweł w 3. rozdziale 2. Listu do Tymoteusza, piętnuje tego rodzaju „pobożność” – taką, która czci słabość, a jednocześnie zapiera się mocy Bożej w praktycznym życiu jednostek (2Tm.3:5-9). Wymienia tę postawę na równi z chciwością, pychą, bezbożnością, przewrotnością, okrucieństwem, hedonizmem itp. (2Tm.3:1-4).
Kult słabości w chrześcijaństwie może zatem dziwić, ponieważ Biblia w żaden sposób go nie promuje. Stary Testament kojarzy słabość z pojęciami wycieńczenia, bólu, smutku, omdlenia itp. Nie pozostawia cienia wątpliwości co do interpretacji stanu słabości jako zjawiska negatywnego, np. uniemożliwiającego realizację Bożych celów czy przyczynę potencjalnych zagrożeń życiowych (2Sm.3:39;17:2). I zawsze wymaga interwencji Boga, który jest źródłem wszelkiej mocy i siły (Ps.6:3). Człowiekowi w takim położeniu nie pozostaje nic innego, jak tylko być zdanym na Boże miłosierdzie i biernie liczyć na Jego pomoc. W modlitwie, z niepewnością, niekiedy z trwogą może zawierzać się jedynie w ręce Opatrzności. Nie może być tu natomiast mowy o aktywnej wierze, pewności sięgającej Stwórcy i ofensywnym działaniu.

W mocy radości
Jest jednak i na tę przypadłość lekarstwo. Odpowiedź leży w sercu każdego człowieka, w jego zdolności do niezgody na akceptację słabości, do podniesienia się i uwierzenia w Dobrą Nowinę (Joz.1:6-7,9; Sdz.6:12-14; Iz.35:3-6; Jl.3:5;  Hbr.12:12). Zanim Bóg będzie mógł współdziałać z człowiekiem, zanim ten drugi może stać się dla pierwszego użytecznym, potrzebuje doznać wewnętrznej transformacji jak niegdyś prorok Izajasz (Iz.6), Gedeon (Sdz.6), pozostali sędziowie Izraela, sami uczniowie Chrystusa oraz wszyscy inni, którzy „podźwignęli się z niemocy” (Hbr.11:32-38). Zaprzeczeniem słabości zaś jest nadprzyrodzona radość płynąca z Ducha Świętego, dająca siłę do pokonywania każdej przeciwności (Ne.8:10; Rz.14:17; Mt.5:11-12). Odwrotnie atmosfera permanentnego smutku – choćby nie wiem jak „uświęcana” i podpierana religijnymi „paragrafami” nie ma żadnej mocy sprawczej.

Z kolei Nowy Testament w swoich skojarzeniach wokół pojęcia słabości prowadzi w jeszcze innym kierunku. Mianowicie wszystko, czym słabość jest, stanowi tu zaprzeczenie, odwrotność pozytywnych zjawisk. Zatem zamiast możliwości wywołuje ona niemożność, miejsce zdolności zastępuje niezdolnością, z użytecznego czyni nieużyteczne, to, co wystarczalne, zamienia w niewystarczalne. Słabość dotyka ludzkiego ciała (Mt.26:41; Mk.14:38) oraz sumienia (1Kor.8:7,9-12; Rz.14:1-2), jest nierozłącznym elementem cielesnej natury człowieka.

Przykład apostoła Pawła
Skąd więc idea słabości jako cnoty? Skąd jej gorące poszukiwanie wśród adeptów chrześcijaństwa? Najprawdopodobniej „zawinił” tu apostoł Paweł, a właściwie błędne interpretacje jego wypowiedzi zawartych w listach z Nowego Testamentu: „I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem” (1Kor.2:3); „Jeżeli już trzeba się chlubić, będę się chlubił z moich słabości” (2Kor.11:30); „Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa” (2Kor.12:9b); „Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny” (2Kor.12:10b).

Na pierwszy rzut oka mogłoby to zastanawiać. Gdyby tylko nie sprzeczności pojawiające się tam obok siebie: z jednej strony słabość apostoła, z drugiej zaś dostępność mocy Bożej, jaką rzadko kto w czasach nowotestamentowych posiadał (2Kor.12:12; Rz.15:19; Dz.19:10-12). Znając życie, charakter i dokonania Pawła, można by mu zarzucić parę niedoskonałości, do których zresztą sam się przyznawał, lecz z całą pewnością niepodobna przypisać mu słabości, jaką  prezentują obecnie niektórzy powołujący się na jego przykład kaznodzieje. Nie udawał swojej pobożności, nie zapierał się jej mocy, ale demonstrował Ewangelię z duchową siłą niespotykaną wśród innych apostołów.

Wypada tylko życzyć sobie i wszystkim szczerym chrześcijanom podobnej „słabości”.
Na czym więc ona polegała, skoro doprowadzała go w konsekwencji do niezwykłej determinacji w oddaniu się Bogu i do wiary w cuda? Co było przyczyną manifestacji mocy Bożej w jego życiu? Sam zainteresowany odsłania rąbka tajemnicy w 2. Liście do Koryntian (2Kor.6:3-10 oraz 11:23-30), wymieniając m.in. uwięzienie, chłosty, skrajne zagrożenie, zamachy na jego życie, głód, niedosypianie, zimno, zniesławienia. To sytuacje, w których dochodził do kresu ludzkich możliwości, zmuszały go do całkowitego zawierzenia Bogu. W tych momentach dostrzegał swoją słabość, ludzką kruchość i niezdolność do przetrwania. Wtedy też doświadczał cudów Bożej Opatrzności – to właśnie była droga apostoła do osiągania niemożliwego, do dysponowania nadnaturalną mocą, do wymiany jego słabości na moc Bożą.

Dziś trzeba nowych Pawłów, by rzucić wyzwanie religii, która swoim kokonem oplotła życie milionów ludzi, tłamsząc ich siły. Potrzeba obnażenia systemu fałszywej pobożności, który zbyt długo trzymał w niewoli słabości zbyt wielu. Tak jak „król jest nagi” – tak religia jest bez mocy. Drzwi do osobistej wolności od duchowej niemocy otwierają się dla każdego, kto zechce w to uwierzyć.

Tags

Comments are closed.