Kryzys rodziny i cywilizacji

6 marca 2020
Comments off
442 Odsłon

Tekst: Wojciech Gajewski

Arnold J. Toynbee, brytyjski filozof historii i teoretyk cywilizacji,  poddał krytyce zdehumanizowanie i zapomnienie o wartościach duchowych, zbytnie zawierzenie naukom przyrodniczym i technologii, ale przede wszystkim rozkład moralny, który pociąga za sobą katastrofalne skutki. W oparciu o prowadzone badania prześledził ponad 20 cywilizacji – od ich zarania do upadku: „Cywilizacje umierają na skutek samobójstwa, a nie morderstwa. (…) Spośród dwudziestu jeden godnych uwagi cywilizacji dziewiętnaście upadło nie tyle przez podbój zewnętrzny, ile w wyniku rozkładu moralnego od wewnątrz”.

Jeśli głęboko sięgnąć w przeszłość, dostrzeżemy, że w każdej ludzkiej społeczności i w każdym narodzie dziecko jest naturalnie przyjmowane i pielęgnowane w obrębie rodziny. Do niedawna istniała zgoda w definiowaniu rodziny. Powszechnie formułowano, że jest to relacja dwojga małżonków (kobiety i mężczyzny) oraz ich dzieci, biologicznych lub adoptowanych. Rodzice żyli w zalegalizowanym związku małżeńskim i we wspólnocie gospodarstwa domowego. Ten typ nazywany jest rodziną nuklearną. Istniały jednocześnie inne formy rodziny, m.in. wielopokoleniowa (rodowa) czy domowa, ale ich podstawę, z niewielkimi wyjątkami, stanowiła zawsze rodzina nuklearna. W ciągu zaledwie ostatniego pokolenia sytuacja uległa radykalnej zmianie. Złożyło się na to wiele czynników, w tym legalizacja małżeństw, związków partnerskich lub konkubinatu osób tej samej płci. Alternatywną i najbardziej konkurencyjną dla rodziny nuklearnej formą stała się kohabitacja. Zasadza się ona na wspólnym prowadzeniu gospodarstwa domowego przez dwie osoby, współżyjące ze sobą seksualnie, jednocześnie niebędące w zalegalizowanym związku małżeńskim. W epoce ponowoczesnej kształtuje się nowy typ rodziny, zwany rodziną zatomizowaną, w której rodzice i dzieci tworzą luźny związek i są wymienni. W jednej z postmodernistycznych definicji czytamy, że rodzinę stanowi „jakiekolwiek połączenie dwóch osób (lub więcej), złączonych więzami obopólnej umowy, związkiem urodzenia bądź adopcji, realizującej wspólne działania i obowiązki” (K. Slany, „Alternatywne formy życia małżeńsko-rodzinnego”). Rodzina zatomizowana istnieje w celu zaspokojenia przyjemności każdej jednostki, która ją współtworzy. Ma na celu przygotowanie człowieka do życia w świecie pod presją i w nieustannym biegu. W konsekwencji dom zamienia się w hotel, dzieci pojawiają się wyłącznie z wyboru i kalkulacji ekonomicznej, a prokreacji nie podejmuje się, jeżeli może to przeszkadzać w osobistym spełnieniu. Narzędziem do regulacji ilości dzieci staje się powszechnie dostępna aborcja na życzenie. Ta forma rodziny zakłada uwolnienie jednostki od zobowiązań rodzinnych. To państwo staje się strażnikiem wartości, jednostka jest więc wolna, dopóki jej działanie nie zagraża państwu.

Z inicjatywy Instytutu Polityki Rodzinnej (Institute for Family Policies – IPF) opublikowany został najnowszy raport o sytuacji rodziny w Unii Europejskiej („Report on the Evolution of the Family in Europe 2018”). Wynika z niego nie tylko demograficzna zima, ale wręcz katastrofa cywilizacyjna, która wydaje się być nieunikniona. Na naszych oczach znany nam kształt cywilizacji wchodzi w fazę schyłkową. Biorąc pod uwagę opinie płynące z analizy źródeł historycznych oraz opracowań specjalistów, faza ta charakteryzuje się pewnymi wspólnymi cechami. Należą do nich m.in.: rozpad małżeństw i wzrost rozwodów, depopulacja i radykalne przemiany w sferze obyczajowej. Toynbee nazywa to „samobójstwem cywilizacyjnym”, którego źródłem zawsze jest chaos w sferze moralnej.

Dane IPF nie pozostawiają złudzeń: w 1975 r. liczba urodzeń w krajach Unii Europejskiej wynosiła 760 na godzinę, w 2016 r. było to 587. W ciągu zaledwie jednego pokolenia spadła z 6,65 mln do 5,14 mln rocznie, pomimo wzrostu ludności o 60 mln (głównie imigrantów). W Europie poziom dzietności jest daleki od poziomu wymiany pokoleniowej (2,1) i wynosi 1,6 (Polska: 1,39). Dramatem Europy jest skala dokonywanych aborcji. Rocznie przeprowadza się ich ponad milion (1 021 044). Gdyby do nich nie dochodziło, spadek liczby urodzeń nie byłby aż tak znaczący. Statystycznie co 30 sekund zostaje wykonana aborcja. Dodatkowo symptomatyczne jest, że co 5 minut aborcji dokonuje nastolatka. Od 1975 r. notuje się spadek zawieranych małżeństw. Podczas gdy w 1975 r. dziennie zawierano 9,5 tys. małżeństw, dzisiaj zawiera się ich dziennie 6 tys., co stanowi spadek o 37%. Wskaźnik małżeństw (liczba małżeństw na 1000 mieszkańców) wyraźnie spada: z 7,7 (1975 r.) do 4,2 (2015 r.). Choć coraz mniej par legalizuje związek, wzrasta liczba rozwodów. Co 30 sekund w Europie rozwiązane zostaje małżeństwo. Co roku rozpada się ich prawie milion (945 985), co oznacza, że prawie połowa relacji małżeńskich na naszym kontynencie kończy się rozwodem. W stosunku do 1975 r. liczba rozwodów rocznie wzrosła o 325 tys. Coraz więcej dzieci rodzi się poza małżeństwem. Obecnie jest to 4 na 10 dzieci (42,5%). W niektórych krajach więcej dzieci rodzi się poza małżeństwem niż w małżeństwach: tak jest m.in. we Francji 59,7%, w Bułgarii i Słowenii 58,6%.

Tendencje, które obserwujemy, nie napawają optymizmem. Tym bardziej, że wszelkie próby ich powstrzymania, podejmowane przez rządy, nie zmieniają sytuacji, a przypominają raczej przywołaną konstatację Tacyta: „przy największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa”. Wydaje się, że zmiany mogą się dokonać tylko poprzez radykalny powrót do ewangelii i do ewangelicznego stylu życia. Kultura europejska zbudowana jest na fundamencie cywilizacji chrześcijańskiej, której kamieniem węgielnym jest Jezus Chrystus. Usunięcie fundamentu skutkować może tylko w jeden sposób. Doskonałą ilustracją jest przypowieść o budowie domu (Mt 7:24–27). Każdy, kto chce zbudować solidny dom, który nie runie, powinien postawić go na skale, nie na piasku. Jeśli Europa ma zdać najważniejszy w swych dziejach egzamin, musi wyjść poza teoretyczne rozważania na temat mądrości i słowo wprowadzić w czyn. Czy jesteśmy przygotowani do tego? Nie chodzi o przegłosowanie większej ilości prorodzinnych praw i rezolucji. Nie potrzebujemy bowiem lepszych praw, ale radykalnej przemiany serca, co postulował już dawno Polibiusz: my sami musimy zmienić nasze pragnienia

Przeczytaj cały artykuł w papierowym wydaniu Głosu Przebudzenia, numer 1 (2) 2020 r. Przejdź do sklepu

Comments are closed.