Krótka instrukcja obsługi małżeństwa

6 września 2013
Comments off
2 991 Odsłon

Tekst: Marek Lipski

Słynnego amerykańskiego specjalistę i krajowego konsultanta do spraw rodziny Jamesa Dobsona spytano podczas jednego z radiowych wywiadów, co według niego jest największym wrogiem współczesnej rodziny. Z jego ust padło jedno słowo – egoizm.

Wypada zgodzić się z Dobsonem. Rzeczywiście gdybyśmy w naszych związkach myśleli bardziej o zaspokajaniu potrzeb naszych partnerów niż o naszych potrzebach, które nie są zaspokajane, prawdopodobnie odczuwalibyśmy mniej frustracji. Co więcej – nasi partnerzy też byliby mniej sfrustrowani, bo zostałoby zaspokojonych więcej ich potrzeb.

Ale co ze mną i moimi potrzebami?! – myślisz sobie. No, właśnie. I zaczyna się błędne koło: „Zawarłem przecież małżeństwo, żeby to MOJE potrzeby były zaspokojone. Jak mogę zaspokajać potrzeby partnera, skoro on nie zaspakaja moich? Niech najpierw on zacznie!” – Jeżeli twój partner myśli to samo, stanęliście właśnie na szczycie równi pochyłej.

Ferdek Kiepski i nadęta ropucha
Wszyscy mamy swoje romantyczne marzenia o małżeństwie. Najczęściej marzymy o kimś idealnym, urodziwym, wyrozumiałym dla naszych wad, a najlepiej wręcz w nich zakochanym, którego jedynym pragnieniem będzie usuwać pył sprzed naszych stóp. Marzymy o przygodach jak w „Piratach z Karaibów”, namiętności jak w „Dziewięć i pół tygodnia” i romantyzmie jak w „Dirty Dancing”. Niestety bywa tak, że proza życia wygląda inaczej. Zaczynają się problemy z pieniędzmi, pracą, dziećmi i innymi dziedzinami życia. Okazuje się wtedy, że ktoś, z kim mieliśmy żyć „długo i szczęśliwie”, zmienia się z zaczarowanego księcia w wygłodniałego faceta z widoczną nadwagą i plamą na koszulce. Zaczarowane księżniczki zmieniają się w zmęczone i zaniedbane ropuchy, ciągle zajęte, bo otoczone gromadą uciążliwych dzieciaków. Myślisz sobie: „Owszem, w bajce była zmiana w ropuchę, ale w drugą stronę”, i próbujesz regulować program. To nie ta bajka! – „I jeszcze do tego nikt mi nie powiedział, że zakończenie «…i żyli długo i szczęśliwie» to dopiero początek drugiego odcinka pod wiele mówiącym tytułem „Wojna domowa”.

Co więc poszło nie tak? Przecież miało być tak pięknie. A statystyki są nieubłagane – liczba rozwodów stale rośnie. Po czyjej stronie leży wina? Są tacy, którzy twierdzą, że winne są zawsze dwie strony 50 procent do 50 procent. Po stronie żony leży pierwsze 50 procent, a drugie 50 po stronie teściowej… Ale mówiąc serio. Dlaczego ludzie nie chcą walczyć o swoje małżeństwa? Odpowiedzi jest kilka.

Zmęczeni, więc zniechęceni
Najczęściej brak sił do walki o związek bierze się z tego, że małżonkowie są niezadowoleni i nie wierzą w możliwość jakiejkolwiek zmiany. Przynajmniej nie z tym partnerem. Poza tym nie czują przymusu. Zaczyna się myślenie: rób, co chcesz – byle TOBIE było dobrze. Nie liczą się dzieci, nie liczy się partner, nic się nie liczy – tylko TWOJE jak najlepsze samopoczucie. Małżeństwo jest tylko po to, aby TOBIE dawać przyjemność i spełnienie. Jeśli nie daje, spróbuj jeszcze raz! I jeszcze raz. I jeszcze. I tak do skutku! W tym miejscu chyba nawet zwolennicy rozwodów zaczną zadawać sobie pytanie, gdzie jest granica obłędu. – Czasem dobrze jest coś przejaskrawić, by lepiej było widoczne sedno sprawy. Otóż to nasze marzenia i oczekiwania sprawiają, że coś nas satysfakcjonuje lub nie. Jeżeli ciągle słyszysz komunikat: „Musisz mieć wszystko co najlepsze, i to TERAZ, a jak nie – to spraw sobie nowe”, czujesz, że jako przedstawiciel pokolenia „fast” możesz tak bez żenady robić. Kiedy upragnionymi wartościami nie są lojalność, stałość, poświęcenie, ale przyjemność, wygoda i luksus, sięgasz właśnie po nie, nie zastanawiając się, czy w tym opakowaniu naprawdę znajdziesz to, czego się spodziewasz.

Oto właśnie duch naszych czasów! Duch egoizmu i egocentryzmu. Nic się nie liczy, tylko TY. Nawet wstępując w związek małżeński, składając przysięgę „I nie opuszczę cię, dopóki śmierć nas nie rozłączy”, nie stawiasz w tym miejscu kropki, ale raczej w myślach wtrącasz „dopóki mi się będzie chciało…” lub „w tej chwili tak myślę, ale…”. Przecież to twoje racje są najważniejsze! Jeśli ktoś się z nimi nie zgadza – to adieu! Inaczej mówiąc: „Będę z tobą, dopóki będzie mi dobrze, a jak przestanie, to po co się męczyć, zmieniać, starać. Lepiej poszukać sobie kogoś innego”.

Jeśli istotnie szczęście człowieka jest nadrzędną wartością, to na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że jest to dobre założenie. Jestem z kimś, dopóki jest mi dobrze. Dlaczego jednak Bóg narzucił nam coś, co niektórym wydaje się niemożliwe – a więc pozostawanie w związku przez całe życie? Czy naprawdę chciał tylko naszego dobra?

Boży model małżeństwa
Przyjrzyjmy się zatem Bożemu planowi dotyczącemu małżeństwa. Najpierw kilka myśli ogólnych wynikających ze Słowa Bożego.

  1. Małżeństwo było uwieńczeniem aktu stworzenia. Miało dać człowiekowi pełnię, zaspokoić jego potrzebę przynależności, bezpieczeństwa, akceptacji i miłości, niejako dopełniać relację z Bogiem. Dlatego małżeństwo w oderwaniu od Boga nie jest w stanie zapewnić realizacji wszystkich tych potrzeb. Budowanie małżeństwa bez Boga to stawianie budynku bez zaprawy.
    Tak więc małżeństwo było doskonałą wolą Bożą dla człowieka od początku oraz pierwszym rodzajem relacji – poza relacją z Bogiem – przeznaczonym dla ludzi.
    Mówiąc o małżeństwie, mam na myśli jedynie związek mężczyzny i kobiety – bo tak określa je Słowo Boże!
  2. Małżeństwo było Świętym Przymierzem pomiędzy dwojgiem ludzi zawartym (UWAGA!) z Bożej inspiracji i przed Bogiem dla ich błogosławieństwa i szczęścia. Mówiąc o Świętym Przymierzu, Słowo Boże wyraźnie mówi o dwustronnym i niepodważalnym zobowiązaniu.
  3. Małżeństwo jest obrazem relacji Jezusa i Kościoła – a więc standardu, dla którego najwyższą wartością jest (ZNÓW UWAGA!) dawanie, a nie branie, zaś jedność i miłość są najwyższym celem.
    Jaki jest więc Boży plan dla małżeństwa? Czy chodzi o dawanie przez każdą ze stron proporcjonalnie 50 procent do 50 procent? NIE! Bożym standardem jest dawanie przez każdą ze stron 100 procent! To jest właśnie Boża matematyka. Tylko w małżeństwie możesz mieć 200 procent pełni!
    Czy w takim razie jest możliwe stworzenie trwałego i satysfakcjonującego związku dwojga ludzi? TAK! I na dodatek okazuje się, że tylko taki związek może dać ludziom tę satysfakcję! Ale jak to? Skąd więc tyle rozwodów? Otóż stąd, że ludzie powinni uwierzyć Bogu i nie tylko przyjąć dar, jakim jest małżeństwo, ale też zapoznać się z instrukcją obsługi daną przez producenta, a nie wymyślać swój sposób użytkowania i dziwić się, że wszystko się psuje. Co więc mamy napisane w instrukcji?

Krótka instrukcja obsługi małżeństwa

  1. Boży porządek wobec żon: Żony bądźcie uległe mężom. Porządek ten został ustalony dla ochrony kobiety. Kobieta – choć równa mężczyźnie – została wyznaczona, aby być odpowiednią pomocą dla męża. Nie odwrotnie! Tak więc to mąż jest zobowiązany brać na siebie odpowiedzialność za bezpieczeństwo i dobro kobiety. Tak naprawdę, jeżeli obie strony traktują ten nakaz poważnie, zdejmuje to wielkie obciążenie z kobiety, co uwalnia ją do zaangażowanej troski o domowe ognisko, z korzyścią dla wszystkich członków rodziny. Najlepszą karierą dla kobiety jest (już słyszę ten krzyk) stawanie się coraz lepszą żoną i matką. Nie wyklucza to oczywiście rozwoju w innych dziedzinach – jak praca zawodowa czy hobby. Jednak należy zachować priorytety. Tak więc dla swego dobra – żony, nie próbujcie wchodzić w spodnie męża!
  2. Boży porządek wobec mężów: Mężowie miłujcie żony jak Chrystus Kościół. Oznacza to, że żeniąc się, mężczyzna przyjmuje na siebie zobowiązanie, że bez względu na okoliczności jest gotów umrzeć za żonę. Umrzeć dla samego siebie! Miłość to nie jakieś tam ckliwe uczucie, ale stanowcza decyzja przejawiająca się w czynach. Tak jak duchowe zwierzchnictwo Jezusa rozpoczęło się po Jego śmierci na krzyżu, tak zwierzchnictwo męża nad żoną opiera się na jego gotowości do śmierci za żonę. Dopóki nie jesteś gotowy umierać każdego dnia za to, aby twoja żona czuła się kochana i szczęśliwa, nie możesz oczekiwać, że będziesz mieć autorytet w jej oczach i miłość z jej strony.
  3. Boży porządek wobec małżeństwa: Jako małżeństwo postawcie Boga na pierwszym miejscu, a Jego Słowo jako bezstronnego arbitra.
    Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę – zupełnie różne stworzenia. Świadomy tych różnic, ich słabości i mocnych stron przydzielił im miejsca i obowiązki odpowiednie dla nich. I choć różnice są ogromne, to mężczyzna i kobieta uzupełniają się, dając 200-procentową pełnię, pod warunkiem pozostania na swoim miejscu w związku. Problemy zaczynają się, gdy małżonkowie zamieniają się rolami, gdy coś im nie wychodzi lub nie dążą do wywiązania się ze swojej, nadanej przez Boga, roli.
    Dlatego tak ważne jest, aby znać jak najwięcej szczegółów dotyczących podziału ról i obowiązków każdej ze stron. Gdzie je znaleźć? W Słowie Bożym. Wystarczy je respektować, a powodzenie związku jest pewne.
  4. Jak wybrać właściwego partnera: Oczywiście pomoże ci Boża inspiracja. Jeżeli jednak nie jesteś do końca pewien lub zawarłeś już małżeństwo, nie pytając Boga o zdanie, oto dobra nowina: Tak naprawdę to każdy może być z każdym. Nie oznacza to, że Bóg nie ma dla ciebie kogoś najlepszego. Ma. Jednak również i z tą osobą będziesz się musiał docierać i zmieniać się dla niej, tak jak i ona dla ciebie. Czeka was tylko trochę mniej wysiłku. Jeśli nie trafisz na tę jedyną, to będziesz musiał ją uczynić tą jedyną. Aby zbudować dobry związek, po prostu obie strony muszą tego chcieć i oprzeć ten układ na Bożych zasadach.
    Konkluzja: Zmień marzenia. Zamiast marzyć o idealnym partnerze (a takich naprawdę nie ma!), zacznij marzyć o idealnym związku. A najlepiej zamiast marzyć o idealnym związku, zacznij nad nim ciężko pracować. Od zaraz.
    Wyrzuć też słowo „rozwód” ze swojego słownika. Jeżeli w ogóle coś takiego zakładasz, to nie warto zawracać sobie i komuś głowy, bo na starcie zaczynacie piłować gałąź, na której siedzicie. Lepszym rozwiązaniem jest na początku spalenie wszystkich mostów i niepozostawianie sobie możliwości wycofania się. Wtedy z determinacją walczysz, by było lepiej, bo po prostu nie masz innego wyjścia. Czy to okrutne? Nie, jeśli twój partner zrobi to samo.

Jak znaleźć takiego partnera?
Zgodnie z Pismem Świętym i zwykłą statystyką najłatwiej pośród ludzi, którzy z respektem traktują Słowo Boże i jak to się mówi „chodzą przed Panem”. Nie mówię, że to łatwe, ale jeśli zastosujesz to kryterium, zwyciężasz już w przedbiegach.

Jeszcze jedno. Daj sobie czas! Poznaj partnera, zastanawiaj się długo. Nikt nie powiedział, że musisz się ożenić przed trzydziestką. W takich sprawach jak małżeństwo, tak jak przed długą podróżą – lepiej przygotować się dokładnie, żeby potem nie zawracać z drogi lub nie zostać na niej samemu. Jak w ofercie last minute – nigdy do końca nie wiadomo, na co trafisz. Może się zdarzyć, że napotkasz jakiegoś desperata. Problem w tym, że wycieczka zakończy się po tygodniu, a małżeństwo nie…

Ostatnia rada: Przed ślubem staraj się mieć oczy jak najszerzej otwarte. A po ślubie jak najbardziej przymknięte. Powodzenia!

Tags

Comments are closed.