Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)

Kalebowe historie – Zofia (cz. 5)

Tekst: Zofia

Pan jest pasterzem moim, niczego mi nie braknie. 
Na niwach zielonych pasie mnie.
Nad wody spokojne prowadzi mnie.
Duszę moją pokrzepia.
Wiedzie mnie ścieżkami sprawiedliwości ze względu na Imię swoje.
(Psalm 23:1-2)

Dziś mogę modlić się słowami Psalmu 23., ale nie zawsze tak było. Przez prawie połowę mojego życia nie znałam Boga i Jego Słowa. Dziedzictwo, które wyniosłam z domu nie było chlubne.

W rodzinie mojej mamy panował nie Jezus, ale alkohol. Babcia popełniła samobójstwo, co spowodowało, że moja mama weszła w dorosłość przepełniona traumą, goryczą i nieprzebaczeniem. Ponadto została przez dziadków zmuszona do ślubu z człowiekiem, którego nigdy nie kochała. Urodziła mu siedmioro dzieci, mnie jako czwarte.

Mama nigdy nie okazywała nam miłości. Była oschła i bardzo wymagająca. Już jako dziecko musiałam zajmować się całym domem i młodszym rodzeństwem. Natomiast  tata był zupełnie inny. Darzył mnie szczególnym uczuciem. Często ze mną rozmawiał i interesował się moimi przeżyciami. Choć i jemu zdarzało się nadużywać alkoholu, był dobry i bardzo pracowity. Sam utrzymywał tak liczną rodzinę.

Choć moje dzieciństwo od samego początku nie było łatwe, ten stan dodatkowo pogorszył jeden z członków rodziny, który wykorzystał mnie seksualnie. Zostałam pozbawiona niewinności i od tej pory już nigdy nie żyłam w czystości seksualnej. Hańbę miałam chyba wypisaną na twarzy, bo nawet później, będąc dorosłą kobietą, jeszcze czterokrotnie próbowano mnie skrzywdzić w ten sam sposób. Za każdym razem jakimś „cudem” udawało mi się uniknąć najgorszego. Wyszłam cało również z innego typu sytuacji, zagrażających mojemu życiu. Dziś wiem i z pełną świadomością mogę powiedzieć, że ręka Boża już wtedy była nade mną.

Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną,
Laska twoja i kij Twój mnie pocieszają.
(Psalm 23:4)

Odkąd sięgam pamięcią, byłam zawsze nieśmiała, wstydliwa, zalękniona. W szkole nie miałam żadnych przyjaciół. Czułam się samotna, w związku z czym nieustannie tęskniłam za prawdziwą miłością. W niedzielę wraz z rodzicami chodziłam do kościoła katolickiego, choć tak naprawdę nie miało to większego wpływu na nasze życie. Mijały lata, stałam się dorosła, aż w wieku 22 lat poznałam Jurka.

Był bardzo mądrym i inteligentnym mężczyzną. Mogłam z nim rozmawiać o wszystkim.  Czułam się szczęśliwa. Myślałam, że wreszcie znalazłam miłość swojego życia. Jedyną jego wadą było „okolicznościowe” nadużywanie alkoholu.

Po roku naszej znajomości zaszłam w ciążę i wyszłam za mąż. Czar pierwszej miłości prysnął jednak szybko, a codzienność małżeńskiego pożycia była coraz bardziej przerażająca. Mąż pracował jako policjant i był ateistą, co sprawiło, że przestałam „chodzić” do kościoła. Po krótkim czasie okazało się też, że interesują go inne kobiety. Bywało, że nie wracał na noc do domu, a zarabiane pieniądze wydawał na alkohol i książki. Byłam zdruzgotana. W niczym nie mogłam na nim polegać. Troska o dom i jego prowadzenie spoczywały na mnie. W kwestii wychowywania naszych córek również mogłam liczyć tylko na siebie. Z biegiem czasu, do jego uzależnień doszło jeszcze jedno zniewolenie – hazard. Długi tym spowodowane dodatkowo pogrążały nas finansowo. Żyliśmy więc bardzo biednie.

Skutkiem tego wszystkiego czułam się zraniona, oszukana i bezsilna. Całe moje życie wydawało mi się zupełnie pozbawione sensu. Zaczęłam uciekać w pracoholizm. Żeby zapomnieć o przyczynach mojego bólu, zdarzało mi się również w towarzystwie nadużywać alkoholu. Żyłam w ciągłym strachu, ponieważ mój mąż „po wypiciu” był bardzo agresywny i w czasie awantur często dochodziło do rękoczynów. Straszył mnie nawet pistoletem, grożąc, że mnie zabije.

Pewnej nocy wrócił do domu późno, gdy już spałam. Obudził mnie, zdzierając ze mnie kołdrę i przeklinając. Nie wiedząc, co robić, w desperacji zaczęłam głośno modlić się. To go zszokowało. Nagle opamiętał się, uspokoił i poszedł spać. Od tego momentu na nowo, już bardziej świadomie szukałam Boga, Jego pomocy i obecności. Modliłam się tak, jak umiałam i znów postanowiłam „uczęszczać” do kościoła. Po niedługim czasie  mąż zmarł, a córki usamodzielniły się i wyprowadziły. W domu zostałam sama.

Zaczęłam chodzić na różne religijne spotkania organizowane w miejscowej parafii, w nadziei, że może tam znajdę coś więcej. Jednak pod wpływem katolickich kultów popadłam w zwiedzenia, modląc się nie tylko do samego Boga, ale również do aniołów, czy „za zmarłych”. Nie mając rozeznania duchowego, zapraszałam ich do swojego domu. Nie musiałam czekać długo, by te duchy zaczęły mnie nawiedzać i komunikować się ze mną. Silnie odczuwałam ich obecność w świecie naturalnym. Często budząc się nad ranem, widziałam dziwne postacie. W reakcji na te „odwiedziny” ogarniał mnie lęk, dlatego chciałam, aby odeszły. One jednak nie przestawały mnie dręczyć. Uświadomiłam sobie wówczas, że te duchy wcale nie pochodzą od Boga. Szukałam pomocy u księdza, lecz bezskutecznie.

Zastawiasz przede mną stół wobec nieprzyjaciół moich,
Namaszczasz oliwą głowę moją, kielich mój przelewa się.
(Psalm 23:5)

Tak bardzo pragnęłam poznać żywego, prawdziwego Boga…

W którymś momencie, jakby instynktownie, wzięłam do ręki Biblię. Od tej chwili czytałam ją już regularnie. Słowo Boże bardzo mnie dotykało. Często ze wzruszenia płakałam, choć nie wszystko jeszcze z niego rozumiałam. Pewnego dnia, jak zwykle chciałam „odmówić różaniec”, gdy nagle w sercu usłyszałam cichy głos, który mi powiedział, że wcale nie muszę tego robić… Postanowiłam w takim razie, że posiedzę sobie – przed Bogiem – w milczeniu. Za chwilę ten sam głos przemówił po raz drugi, zachęcając mnie do tego, bym go prosiła, o co chcę, wyrażając moje najskrytsze pragnienia serca. Padłam przed Nim na kolana, lejąc łzy. Wołałam o jedno – by nigdy mnie nie opuścił.

Po tym wydarzeniu, stawałam się coraz bardziej pewna, że to, czego szukam, znajduje się poza obrębem religijności panującej w kościele katolickim. Czytając Biblię coraz mocniej utwierdzałam się w przekonaniu, że jego nauka rozmija się z nauczaniem Pana Jezusa i apostołów. W końcu, razem z siostrą rozpoczęłyśmy poszukiwania Bożej prawdy, korzystając z internetu. W ten sposób natrafiłyśmy na nauczanie i kazania jakiegoś ewangelicznego pastora. Wtedy to, po raz pierwszy usłyszałam pełne przesłanie ewangelii. Zrozumiałam wreszcie w pełni, czego Jezus dla mnie dokonał na krzyżu. Dlatego, ostatecznie całkowicie powierzyłam Mu siebie, oddając swoje serce i życie.

Stałam się Dzieckiem Bożym, chrześcijanką z wyboru.

Bardzo mi zależało na odnalezieniu tego pastora oraz wspólnoty ewangelicznej, w której on pracował. I w niedługim czasie udało mi się tego dokonać. Kiedy szczęśliwa przekraczałam próg Kościoła Chwały – a tak nazywała się owa wspólnota – od razu wiedziałam, że jest to miejsce, którego całe życie szukałam, moje miejsce. Mój Dobry Ojciec potwierdził moje odczucia, gdy tego samego dnia uwolnił mnie od nałogu picia dużej ilości kawy oraz uzdrowił z niedotlenienia serca. Od tej pory przestałam zażywać leki, a mimo to wszystkie dolegliwości minęły.

Z radością zaczęłyśmy wraz z siostrą brać udział w życiu tego ewangelicznego zboru, co jednak spotkało się z niechęcią, presją i – dosłownie – prześladowaniem ze strony dużej części rodziny i znajomych. W pierwszym odruchu, nieco stłumione i zakłopotane, przestałyśmy przez pewien czas bywać na nabożeństwach i spotkaniach modlitewnych. Nie zaniechałyśmy jednak czytania Biblii i słuchania kazań. To zaś sprawiło, że tylko nabrałyśmy siły i utwierdziłyśmy się na naszej nowej Drodze, którą w pełni stał się Chrystus. W końcu zadomowiłyśmy się w tym kościele na dobre, zupełnie przestając martwić się tym, co o nas mówią ludzie.

W Kościele Chwały odnalazłyśmy Boga i Dom. Czujemy się częścią tej Bożej Rodziny. Doznajemy w niej miłości, pokoju i radości życia. Pragnąc jeszcze głębiej poznawać Boga, zapisałam się do Szkoły Bożych Liderów (SBL). Na zajęciach poznałam m.in.  siostrę Dorotę. Zaczęłam ją odwiedzać i bywać na grupach wsparcia, prowadzonych przez nią i jej męża Adama w mieszkaniu wynajmowanym przez Fundację Nadzieja dla Przyszłości. W moim nowym, fundacyjnym środowisku czułam się dobrze i bezpiecznie. Dorota stała się dla mnie matką duchową, która mnie wspiera, pociesza, wzmacnia, a gdy zachodzi potrzeba, także i koryguje.

Kiedy kończyłam SBL modliłam się do Boga o wskazanie dalszej drogi. Bardzo chciałam zostać w Warszawie i dalej, nieprzerwanie wzrastać duchowo. Obawiałam się, że jeśli powrócę w rodzinne strony, znów zostanę sama. Bóg nie dał mi długo czekać, wlewając do serca mojego i Doroty silne przekonanie, że powinnam zamieszkać w mieszkaniu Fundacji i pomagać w wykonywanej tam pracy na rzecz osób samotnych, ubogich i potrzebujących.

Jestem szczęśliwa. Odnalazłam Miłość. Czuję się kochana, dlatego  gorliwie uczę się, jak w praktyce odwzajemniać otrzymane dobro. Dziś, w wieku przeszło 60-ciu lat mogę pomagać i służyć każdemu, kto – jak ja niegdyś – z utęsknieniem poszukuje w swoim życiu Boga. Coraz bardziej poznaję Jego i swoje powołanie, a jestem przy tym pewna, że najlepsze lata życia mam przed sobą.

Dla Boga nigdy nie jest za późno…

On zawsze chce być dla Ciebie zauważoną, Żywą Nadzieją na nowy początek. On też czeka na okazje, aby Twoje pragnienia i marzenia urzeczywistniały się z Jego udziałem w każdym czasie. Czy masz 20, czy 70 lat – możesz rozpocząć fascynujące życie, które ma sens, przynosi dobre owoce i daje poczucie szczęścia. Tego właśnie codziennie doświadczam. I jestem Mu za to wdzięczna…

Dobroć i łaska Twoja towarzyszyć mi będą przez wszystkie dni życia mego.
I zamieszkam w domu Pana przez długie dni.
(Psalm 23:6)

Od redakcji:

Poniżej przypominamy opublikowane na portalu CEL świadectwa życia i wiary podopiecznych Programu KALEB – w cyklu KALEBOWE HISTORIE.

cz.1 – NINA

cz.2 – DOMINIKA

cz 3. – ADAM

cz.4 – DOROTA

Jeśli świadectwo Zofii przemawia do Ciebie i chcesz wesprzeć nasze działania, skontaktuj się z zespołem Programu Kaleb. 

Comments are closed.