Blogi
Boże prawa (Sierpień 12, 2017 8:09 pm)
On widzi tajemnice (Sierpień 2, 2017 7:54 pm)
Odwet Boży (Lipiec 26, 2017 12:31 pm)
Chodzenie w wymiarze nadnaturalnym (Lipiec 20, 2017 2:48 pm)
Samochód bez kierowcy (Lipiec 11, 2017 3:57 pm)
Nadszedł czas, by oczekiwać (Czerwiec 26, 2017 12:22 pm)

Boży Generałowie

20141117_GGSlider_1000

Fragment bestsellerowej książki Boży Generałowie Robertsa Liardona, prezentującej niezwykłe biografie 12 osób z grona najwybitniejszych duchowych przywódców przełomu XIX i XX wieku.

 

Powiedziałem im [naukowcom]:

– Panowie, chciałbym wam jeszcze coś pokazać. Niech się panowie udadzą do swojego szpitala i przyprowadzą człowieka z zapaleniem kości. Następnie poproszę o przyłożenie do jego nogi przyrządów medycznych. Będę tylko potrzebować trochę miejsca na jego nodze, żebym mógł tam położyć swoją dłoń. Państwa sprzęt może być po obu stronach mojej ręki.

Kiedy przyrząd był gotowy, położyłem dłoń na goleń chorego i modliłem się, tak jak to robi matka Etter – nie żadną dziwaczną modlitwą, ale wołaniem mojego serca do Boga. Powiedziałem:

– Boże, zabij tę diabelską chorobę swoją mocą. Niech Twój Duch poruszy się w tym człowieku. Niech Twoja moc w nim powstanie.

A potem zapytałem:

– Co się teraz dzieje, panowie?

– Reagują na to wszystkie komórki – odpowiedzieli.

Jeśli istniał na świecie ktoś, kto miał naprawdę głębokie objawienie faktu, że Bóg mieszka we wnętrzu wierzącego, to był to bez wątpienia John G. Lake – człowiek z celem i wizją, chrześcijanin o silnym charakterze, osoba, której dążeniem życia było doprowadzenie każdego do Bożej pełni.

Mówił on często, że tajemnica mocy niebios tkwi nie w tym, co robimy, ale kim jesteśmy. Wierzył, iż napełnieni Duchem chrześcijanie powinni funkcjonować w tej samej służbie, którą pełnił Jezus będąc na ziemi i uważał, że jest to możliwe jedynie wówczas, gdy wierzący będą postrzegać siebie tak, jak widzi ich Bóg.

Cień śmierci

Z takim właśnie duchowym zrozumieniem John Graham Lake przeżył swoje życie i wypełnił służbę, którą zlecił mu Bóg.

John urodził się 18 marca 1870 roku w Ontario w Kanadzie. Gdy był jeszcze mały, jego rodzina przeprowadziła się do Sault Sainte Marie w stanie Michigan. W tym czasie miał piętnaścioro braci i sióstr.

Ewangelię po raz pierwszy usłyszał w wieku szesnastu lat podczas spotkania Armii Zbawienia. Wkrótce potem poddał swoje życie Panu. Dopóki nie poprosił Boga o ratunek, w jego sercu panował chaos, mimo że prowadził życie moralnie czyste. Później, wspominając swoje spotkanie z Panem, Lake napisał:

 

Poddałem się Jemu. Wówczas do mojej duszy wlało się światło niebios. Wstałem z kolan jako Boży syn i byłem tego świadom.

 

Rodzice Johna byli silnymi, pełnymi wigoru ludźmi, których Bóg obdarzył wyśmienitym zdrowiem. Jednak pozostałych członków rodziny schwytał duch niemocy i śmierci. W wyniku chorób zmarło czterech braci Johna i cztery spośród jego sióstr. Przez trzydzieści dwa lata ciągle ktoś z członków naszej rodziny był obłożnie chory – pisał Lake. W tamtym czasie nasz dom znajdował się bez przerwy w cieniu chorób. Wspomnienia Johna z dzieciństwa to choroby, lekarze, pielęgniarki, szpitale, karawany, pogrzeby, cmentarze i nagrobki; dom pełen bólu; załamana matka i przygnębiony ojciec; oboje walczący z widmami przeszłości, aby pomóc pozostałym przy życiu członkom rodziny, którzy potrzebowali ich miłości i opieki.

„Nie” dla nauki

Jako nastolatek Lake bardzo się interesował nauką, zwłaszcza fizyką. Z przyjemnością zgłębiał tajemnice chemii i uwielbiał eksperymentować z zastosowaniem różnych naukowych przyrządów i urządzeń. Uczęszczał nawet na kurs medycyny, lecz później zarzucił to zajęcie.

Lake był bardzo skrupulatny w swoich badaniach, zarówno naukowych, jak i duchowych. Niestrudzenie studiował Biblię, chcąc nie tylko ją zrozumieć, ale również udowodnić jej zastosowanie w codziennym życiu. W rezultacie Lake chodził, mówił i wręcz oddychał Bożym zmartwychwstałym życiem.

W 1890 roku, gdy John miał dwadzieścia lat, pewien wierzący farmer wyłożył mu temat uświęcenia. Objawienie, które w ten sposób uzyskał, poruszyło do głębi jego serce i stało się, jego zdaniem, uwieńczeniem Bożego dzieła w jego życiu. O nowo poznanej prawdzie powiedział:

Nigdy nie przestanę chwalić Boga za to, że objawił mi moc krwi Jezusa. Na moim życiu spoczęło cudowne namaszczenie Jego Ducha.

Rok później Lake przeprowadził się do Chicago i został przyjęty do metodystycznej szkoły usługiwania. W październiku tegoż roku wyznaczono go do prowadzenia kościoła w Peshtigo w stanie Wisconsin, ale szybko zrezygnował z tej pracy. Zdecydował się również opuścić wspomnianą szkołę i przeniósł się do Harvey w stanie Illinois. Tam założył czasopismo o zasięgu lokalnym, które nosiło nazwę „The Harvey Citizen”. Podczas swojego pobytu w Harvey poznał swoją przyszłą żonę, Jennie Stevens z Newberry w stanie Michigan.

Jennie – dar od Boga

Jennie była idealną partnerką dla Johna. Miała wspaniałe poczucie humoru, zdolność właściwego rozsądzania, silną wiarę w Boga i głęboką wrażliwość duchową. John i Jennie zakochali się w sobie i 5 lutego 1893 roku wzięli ślub w Millington w stanie Illinois. Bóg pobłogosławił ich cudowną jednością w Duchu oraz siedmiorgiem dzieci.

Jennie wiele zrobiła dla swojego męża, jednak najważniejsze były jej modlitwy i wstawiennictwo. W trakcie ich małżeństwa często się zdarzało, że jedno z nich odczuwało duchowy sygnał, gdy drugie miało kłopoty. John bardzo sobie cenił rady i wsparcie ze strony żony.

Jednak nie przeżyli ze sobą jeszcze dwóch lat, a do ich rodziny zakradła się choroba. Lekarze stwierdzili, że Jennie ma gruźlicę i chore serce. Jej nieregularne tętno powodowało, iż traciła przytomność i czasami John znajdował ją leżącą na podłodze lub łóżku.

Aby zwalczyć te dolegliwości, podawano jej coraz silniejsze dawki środków pobudzających w nadziei, że uda się wyregulować pracę serca. Ostatecznie Jennie była zmuszona przyjmować nitroglicerynę w tabletkach. Praktycznie stała się inwalidką.

W końcu za namową lekarzy Lake przeniósł się z żoną z powrotem do Sault Saint Marie w stanie Michigan, gdzie zajął się handlem nieruchomościami. Tymczasem stan Jennie stale się pogarszał, aż w roku 1898 lekarze powiedzieli Johnowi, że nic więcej nie mogą zrobić, aby pomóc jego żonie.

Bądźmy radykalni!

Lake znalazł się w sytuacji, która wpłynęła na pozostałą część jego życia. Mógł sobie zadawać pytanie, gdzie jest teraz Boża moc. Cała jego rodzina zmagała się z chorobami. Jego brat od dwudziestu dwóch lat był inwalidą z powodu wewnętrznego krwotoku. Jego trzydziestoczteroletnia siostra miała raka piersi. Inna siostra umierała na chorobę krwi. A teraz najbliższa mu osoba, Jennie, była bliska śmierci.

Lake doświadczył już wcześniej mocy Bożego uzdrowienia. Cierpiał na reumatyzm i gdy zniekształcający nogi ból coraz bardziej się nasilał, John pojechał do domu uzdrowienia Johna Alexandra Dowiego w Chicago. Kiedy tam dotarł, pewien starszy człowiek położył na niego ręce, a wówczas zstąpiła na niego Boża moc i nogi Lake’a natychmiast się wyprostowały.

Również pozostali członkowie jego schorowanej rodziny zostali  uzdrowieni w domu Dowiego. Po swoim uzdrowieniu John zawiózł tam swojego brata. Jak tylko położono na niego ręce, choroba znikła, a on zerwał się z łóżka na równe nogi.

Następnie Lake zabrał do Chicago swoją siostrę, która miała raka piersi. Po przyjeździe na miejsce początkowo miała pewne wątpliwości, jednak gdy usłyszała Słowo Boże głoszone z tak wielką mocą, wzmocniła się w wierze i została uzdrowiona. Ból ustał w jednej chwili, a rdzeń nowotworu znikł po kilku dniach. Mniejsze zmiany nowotworowe po prostu zanikły. Bóg odbudował też jej okaleczoną pierś.

Śmierć? Nie akceptuję tego!

Inna z jego sióstr pozostawała chora, mimo że dużo się za nią modlono. John planował również zabrać ją do domu uzdrowienia, ale zanim zdążył to zrobić, otrzymał telefon od matki, która powiedziała mu, że jego siostra umiera i że jeśli chce się z nią jeszcze zobaczyć, musi się pospieszyć. Kiedy Lake przyjechał na miejsce, kobieta była nieprzytomna, nie miała pulsu, a w jej pokoju roiło się od żałobników. Poruszony tym wszystkim do głębi John spojrzał na malutkie dziecko swojej siostry, które leżało w kołysce, i pomyślał: Nie wolno jej umierać! Ja się na to nie zgadzam! O tamtym głębokim współczuciu napisał później:

Żadne słowa nie są w stanie przekazać drugiej osobie wołania, jakie powstało w moim sercu, ani płomienia nienawiści do śmierci i choroby, jaki rozpalił we mnie Duch Boży. Moją duszę ogarnął gniew Pana!

Lake chodził po pokoju tam i z powrotem, wołając w swoim sercu o kogoś, kto miałby wystarczająco silną wiarę, by im pomóc. Przychodziła mu na myśl tylko jedna osoba – Dowie. Wysłał więc do niego telegram następującej treści:

 

Wygląda na to, że moja siostra umarła, ale mój duch nie godzi się na jej odejście. Jestem przekonany, iż jeśli pan się pomodli, Bóg ją uzdrowi.

Dowie odpisał mu:

Trzymaj się Boga. Modlę się. Ona będzie żyć.

Przeczytawszy te słowa, Lake zaciekle zaatakował w duchu moc śmierci, gromiąc ją w imieniu Jezusa. W ciągu niecałej godziny jego siostra całkowicie ożyła. Pięć dni później razem z rodziną jadła bożonarodzeniową wieczerzę!

Jednak to było kiedyś, a tym razem zachorowała jego ukochana żona. Na dodatek jej stan ciągle się pogarszał.

Diabeł obnażony

28 kwietnia 1898 roku, kiedy zdawały się mijać ostatnie godziny życia Jennie, znajomy kaznodzieja namawiał Lake’a, aby pogodził się z Bożą wolą i zaakceptował śmierć żony. Słuchając tych ciężkich słów, John twardniał w swoim uporze. Jednak śmierć Jennie wydawała się nieunikniona.

W akcie najwyższej desperacji Lake rzucił Biblię w stronę kominka. Książka otworzyła się na dziesiątym rozdziale Dziejów Apostolskich. Gdy John podszedł i ją podniósł, jego wzrok padł na werset 38: Bóg namaścił Jezusa z Nazaretu Duchem Świętym i mocą; który chodził, czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich ciemiężonych przez diabła; gdyż Bóg był z Nim (KJV).

Te potężne słowa przedarły się przez jego myśli. Ciemiężeni przez diabła! To oznaczało, że nie Bóg zesłał na Jennie tę chorobę. On nikomu nie dał żadnej choroby! A skoro Lake stał się synem Boga poprzez Jezusa Chrystusa, Pan jest z nim, tak jak był z Jezusem! Teraz John nabrał przekonania, że choroba Jennie pochodzi od diabła. To szatan próbował ukraść matkę jego dzieciom i zniszczyć mu życie!

9:30 rano

Następnie John otworzył Ewangelię Łukasza 13:16, gdzie jest napisane: A czy tej córki Abrahama, którą szatan związał już od osiemnastu lat, nie należało rozwiązać od tych pęt […]? Po przeczytaniu tego wersetu Lake nie tylko uświadomił sobie, że choroba i śmierć są dziełami diabła, ale także zyskał pewność, że Jezus Chrystus – poprzez Johna – może nieść chorym uzdrowienie i uwolnienie! Posługując się nim, Bóg mógłby pokonywać śmierć! Lake nie miał najmniejszej wątpliwości, że Jezus, umierając na krzyżu, zagwarantował Jennie uzdrowienie, tak jak zapewnił jej życie wieczne. Zdecydował, że nic nie odbierze jej tego daru.

Z odwagą, jaką mógł wzbudzić tylko Duch Święty, Lake postanowił, że ostatnie słowo w tej sprawie należeć będzie do Boga, nie do diabła. Wszedł do swojej sypialni i ogłosił wszystkiemu, co widzialne i niewidzialne, że jego żona zostanie uzdrowiona punktualnie o 9:30 tego ranka!

Potem skontaktował się z Dowiem i przekazał mu, co uczyni Bóg w wyznaczonym czasie. Kiedy dochodziło wpół do dziesiątej, John ukląkł przy łóżku swojej ukochanej żony i zawołał do Boga żywego. W tej samej chwili Boża moc przeniknęła ciało Jennie od stóp do głów. Natychmiast jej paraliż ustąpił, tętno wróciło do normy, a kaszel zniknął. Zaczęła swobodnie oddychać. Również gorączka ustąpiła.

W pierwszej chwili John usłyszał ciche słowa wydobywające się z ust żony. Jednak zaraz potem Jennie zawołała: Chwała Bogu! Jestem uzdrowiona!, czym całkowicie zaskoczyła męża, który od lat nie słyszał takiej siły w jej głosie. Następnie Jennie odrzuciła narzuty, którymi przykryto jej łóżko i zerwała się na równe nogi, mając pełnię zdrowia! Trudno opisać radość, z jaką John i Jennie zaczęli chwalić Boga!

Blask Jezusa

Wkrótce potem historię uzdrowienia Jennie można było przeczytać w prasie o zasięgu krajowym. Gdy wieść się rozeszła, wiele osób przyjeżdżało z odległych miejsc, aby odwiedzić dom państwa Lake. Gazety wzbudzały w ludziach ciekawość i w ten sposób John i Jennie rozpoczęli służbę, na którą było ogromne zapotrzebowanie. Do ich domu codziennie przybywali goście, którzy chcieli obejrzeć Boży cud i prosili o modlitwę. Wiele innych osób przysyłało pocztą swoje prośby o modlitwę.

Pewnego dnia Lake otrzymał telegram od człowieka, za którego wcześniej się modlił. Miał on wrzód wielkości dłoni. Wiadomość brzmiała: Panie Lake, stała się rzecz niezwykła. W godzinę po pana wyjściu na tej narośli pojawił się odcisk pana dłoni głęboki na ćwierć cala.

W swoich późniejszych kazaniach John określał taką moc jako piorun Jezusa:

To dopiero jest niebiańska moc i potęga Boga! W duszy Jezusa jest piorun! Jego błyskawice leczą ludzi! Grzech jest unicestwiony a choroba ucieka, gdy zbliża się Boża moc!

Lake porównywał także namaszczenie Ducha Świętego do prądu elektrycznego. Tak jak ludzie poznawali prawa elektryczności, John G. Lake odkrywał prawa Ducha i miał powstać w Bożym powołaniu jako „piorunochron”, który porazi siły ciemności i umocni Kościół Chrystusa.

Życie w duchowej sile

W 1901 roku Lake przeprowadził się do Zion w stanie Illinois, aby ćwiczyć się w Bożym uzdrowieniu pod okiem Johna Alexandra Dowiego. W krótkim czasie zaczął głosić wieczorami, studiować, kiedy tylko mógł, a w ciągu dnia pracował na cały etat jako menedżer budowlany Dowiego.

Jednakże w 1904 roku, gdy zaczęły się ujawniać problemy finansowe Dowiego, Lake zdecydował zdystansować się wobec swojego mentora i przeniósł się do Chicago. Podczas pobytu w Zion, zainwestował sporo w tamtejsze nieruchomości, ale stracił na tym po śmierci Dowiego w 1907 roku i był bliski bankructwa. Dlatego wykupił miejsce w chicagowskiej Izbie Handlowej. W ciągu następnego roku udało mu się zgromadzić na swoim koncie bankowym 130 tysięcy dolarów. Został też właścicielem nieruchomości o wartości 90 tysięcy dolarów.

Niedługo potem, rozpoznając talenty Lake’a, pewna grupa biznesmenów poprosiła go o stworzenie trustu z trzech największych amerykańskich firm ubezpieczeniowych, oferując mu 50 tysięcy dolarów rocznie. John stał się najbardziej poszukiwanym doradcą handlowym przez prezesów największych przedsiębiorstw. Dodatkowo zarabiał setki dolarów prowizji.

Według norm z przełomu XIX i XX wieku Lake robił fortunę. Jednakże wzrastało w nim też pragnienie wypełniania misji, którą powierzył mu Bóg. Przez jakiś czas doznawał jednocześnie ogromnego sukcesu w świecie i wzrastał w Panu. Nauczył się chodzić w Duchu w sposób, jaki opisał następującymi słowami:

Z coraz większą łatwością przychodziło mi odłączanie się od biegu życia, tak że kiedy moje ręce i umysł były zaangażowane w codzienne sprawy, mój duch zachowywał postawę łączności z Bogiem.

Niektórym wydaje się, że osoba powołana do służby musi od razu zrezygnować ze swojej świeckiej pracy. Jednak tak nie jest, a świadczy o tym przykład Lake’a. Ucząc się bliskości z Bogiem w duchu, kontynuował on pracę zawodową, rozwijając się, aż nadszedł właściwy czas na rozpoczęcie służby. Nie wybiegł przed Boga, ani nie spowodował cierpień w życiu swojej rodziny. W odpowiedniej chwili był gotów sprzedać wszystko co miał, ponieważ przez lata chodzenia z Bogiem jako biznesmen nauczył się silnej wiary.

Bardzo wcześnie w swoim przygotowaniu do służby rozpoznał, że ‘bycie’ jest przed ‘czynieniem’. Nauczył się rozróżniać „czasy i pory”.

„Języki” i Boży czas

Jeszcze podczas pobytu w Zion John brał udział w spotkaniu chrześcijańskim w domu swojego znajomego – Freda F. Boswortha. Głosił wtedy Tom Hezmalhalch, który pod koniec kazania zwrócił się do Lake’a: Kiedy głosiłem, Jezus powiedział mi, że ty i ja zaczniemy razem usługiwać. Słysząc tę proklamację, Lake roześmiał się, ale niedługo potem podporządkował się doskonałej Bożej woli.

Niedługo potem, w roku 1906, Lake zaczął się modlić o chrzest w Duchu Świętym. Szukał Pana przez dziewięć miesięcy, po czym zrezygnował, uznając, że to „nie dla niego”. Jakiś czas później poszedł z Tomem Hezmalhalchem, z którym blisko się zaprzyjaźnił, modlić się za pewną chorą kobietę. Gdy Lake usiadł przy jej łóżku, zaczął się trząść, odczuwając wyjątkowo silne pragnienie Boga.

Hezmalhalch nie zwracał jednak na to uwagi i poprosił, żeby Lake położył ręce na chorą. Kiedy John ją dotknął, Toma poraziła Boża moc.

– Chwała Panu! John! – zawołał, podnosząc się z ziemi – Jezus ochrzcił cię Duchem Świętym!

Później Lake opisywał to takimi słowami:

Kiedy to zjawisko przeminęło, w mojej duszy wciąż była Jego chwała. Odkryłem, że w moim życiu zaczynają się manifestować najróżniejsze dary Ducha. Modliłem się językami w Bożej mocy, a On przepływał przeze mnie z nową siłą. Miały miejsce coraz bardziej niezwykłe uzdrowienia.

Lake często mówił innymi językami i uważał, że mniejszego stopnia napełnienia Duchem nie można nazwać chrztem w Duchu Świętym. Pisał:

‚Języki’ są tym, co kształtuje moją służbę. To właśnie ta szczególna komunikacja z Bogiem umożliwia Mu objawianie mojej duszy prawd, które wam głoszę dzień po dniu.

Oczekiwanie na właściwy czas od Boga jest bardzo ważne. Nasze powołanie zostało określone jeszcze przed naszym przyjściem na świat, ale stajemy się go coraz bardziej świadomi w miarę jak wzrastamy. Jednak „uświadomienie sobie” powołania nie oznacza, że nadszedł właściwy czas na jego realizację. Przed rozpoczęciem „pełnoetatowej służby” musi upłynąć trochę czasu. Nie zniechęcaj się więc w swoim okresie przygotowań. I nie porównuj swojego powołania z innymi. Każde powołanie ma swój własny czas i plan. Twoja wierność Bożemu Słowu oraz duchowy zapał w trakcie przygotowań wpływa na długość tego procesu.

Afryka wzywa

Po przyjęciu chrztu w Duchu Świętym Lake jeszcze silniej zapragnął służyć Bogu „na cały etat”. W związku z tym poprosił swojego przełożonego, aby pozwolił mu na trzymiesięczny urlop, podczas którego będzie mógł głosić Słowo. Szef się zgodził, ale ostrzegł go: Pod koniec tych trzech miesięcy będzie ci się wydawało, że 50 tysięcy dolarów rocznie to bardzo wiele i nie będziesz chciał ich poświęcać dla religijnych marzeń. Lake podziękował mu za wszystko, co dla niego zrobił i odszedł. Kiedy minęły trzy miesiące, odważnie oświadczył: Skończyłem w życiu ze wszystkim, oprócz głoszenia i wypełniania Ewangelii Jezusa Chrystusa. Nigdy więcej nie powrócił do swojej dawnej pracy.

W 1907 roku John i Jennie sprzedali swoje nieruchomości, majątek i wszystko, co posiadali. Stawiając ten ogromny krok wiary, zdecydowali, że będą w pełni zależni od Boga. Nadszedł czas głoszenia.

Kiedy Lake usługiwał w północnej części Illinois, Duch Boży powiedział mu: Jedź do Indianapolis. Przygotuj się do zimowego cyklu nabożeństw i wynajmij dużą salę. Wiosną przyszłego roku pojedziesz do Afryki. Gdy John wrócił do domu, żeby powiedzieć o tym żonie, ona już o wszystkim wiedziała, gdyż Pan również ją powiadomił.

Afryka interesowała Lake’a już wtedy, gdy jako chłopiec czytał o badaniach Stanleya i Livingstone’a. W miarę jak dorastał, miewał duchowe wizje, w których częściej widział się w Afryce niż w Ameryce. Poprzez Ducha Świętego Lake uzyskał wówczas informacje dotyczące geografii oraz mieszkańców krainy, w której nigdy nie był. Teraz zaś owe wizje miały stać się rzeczywistością, gdyż Bóg kazał mu na wiosnę jechać do Afryki!

Lake przeprowadził się z rodziną do Indianapolis i przyłączył do swojego starego przyjaciela, Toma Hezmalhalcha. Głosili razem przez pół roku, tworząc silny zespół i pomagając kilkuset osobom przyjąć chrzest Duchem Świętym.

Któregoś ranka John odczuł prowadzenie, żeby rozpocząć post. Szukając Pana przez sześć dni, otrzymał objawienie, że od tej pory będzie wyganiać demony. Bóg dał mu rozeznanie odnośnie złych duchów i niedługo potem Lake działał w tej dziedzinie z ogromną precyzją.

Chodzenie po wodzie

W styczniu 1908 roku John zaczął się modlić o pieniądze potrzebne na wyjazd do Afryki. Dołączył do niego Tom i razem obliczyli, że podróż będzie kosztować dwa tysiące dolarów. Modlili się o to przez jakiś czas, aż Tom wstał, klepnął go po plecach i powiedział:

– Już się nie módl, John. Jezus właśnie mi powiedział, że przyśle nam te dwa tysiące dolarów w ciągu czterech dni.

Dokładnie cztery dni później Tom wrócił z poczty i rzucił na stół cztery czeki pięćsetdolarowe.

– John, oto odpowiedź! – zawołał – Jezus nam to przysłał. Jedziemy do Afryki!

Tak, jak to zapowiedział Pan, w kwietniu 1908 roku grupa osób, w skład której wchodził John, Jennie, ich siedmioro dzieci, Tom oraz jego trzech towarzyszy, wyjechała do Afryki. Jeden ze wspomnianych znajomych Toma mieszkał już tam wcześniej przez pięć lat, mówił w języku zulu i miał być tłumaczem. Cała grupa kupiła bilety, ale nie miała pieniędzy na dodatkowe wydatki związane z podróżą. Ten, który kiedyś był bogaczem, teraz musiał w zupełności ufać Bogu. Zostało mu jedynie półtora dolara.

Jednak dzięki posłuszeństwu Lake’a cała grupa została wyposażona w niezbędne środki. Zgodnie z południowoafrykańskimi przepisami imigracyjnymi każda przyjeżdżająca rodzina musiała mieć co najmniej 125 dolarów, żeby móc opuścić statek. Gdy ich okręt zbliżał się do portu, a Lake dalej nie miał pieniędzy, Jennie spojrzała na niego i zapytała:

– Co zrobisz?

– Stanę w kolejce ze wszystkimi. – odrzekł John – Okazaliśmy Bogu posłuszeństwo aż dotąd. Teraz wszystko jest w Jego rękach.

Gdy czekał w ogonku, gotów wyjaśnić swoją sytuację, jeden z pasażerów postukał go w ramię i poprosił na bok. Nieznajomy zadał mu kilka pytań, po czym wręczył mu dwa czeki po dwieście dolarów każdy.

– Czuję, że powinienem panu to dać, aby wesprzeć pańską pracę – powiedział.

Jeżeli Bóg ci coś nakazał, idź i zrób to w śmiałej, „agresywnej” wierze, a On będzie z tobą w każdej sytuacji.

Dom z dala od domu

Po przybyciu do Johannesburga rodzina Lake’ów usilnie modliła się o dom dla siebie. Jako misjonarze wiary John i Jennie nie mieli wsparcia żadnej rady kościelnej. Żadna organizacja wyznaniowa nie oczekiwała na ich przybycie w porcie. Lake’owie mieli tylko wiarę w Boga.

Zaraz po wyjściu na ląd w Johannesburgu w maju 1908 roku spostrzegli pewną kobietę chodzącą tam i z powrotem po strefie doków i przyglądającą się wszystkim nowo przybyłym ludziom. Była Amerykanką. Podbiegłszy do Toma, zapytała:

– Czy pan jest z amerykańskiej grupy misyjnej?

– Tak – odrzekł Tom.

– A ile osób jest w państwa grupie?

– Cztery.

Ale kobieta pokręciła głową i powiedziała:

– Nie, to nie wy jesteście tą rodziną. Czy jest z wami jeszcze ktoś?

Tom skierował ją do Lake’a.

– Ile osób jest w pana rodzinie? – spytała kobieta.

– Moja żona, ja i siedmioro naszych dzieci – odpowiedział John. Nieznajoma nagle rozpromieniała i wykrzyknęła:

– To wy jesteście tą rodziną!

Zaraz potem wyjaśniła, że Bóg przysłał ją do portu, żeby odnalazła rodzinę amerykańskiego misjonarza, składającą się z dwóch osób dorosłych i siedmiorga dzieci. Pan kazał tej kobiecie przyjąć ich do siebie w gościnę.

Tego samego popołudnia Lake’owie zamieszkali w umeblowanym domu w Johannesburgu. Bóg do tego doprowadził zgodnie z ich modlitwami, a kobieta, która ich przyjęła, pani C.L. Goodenough, pozostawała ich wierną przyjaciółką przez cały okres ich służby.

Duchowy cyklon

Jakiś czas po przybyciu do Johannesburga Lake otrzymał pierwszą możliwość usługiwania. Pewien tamtejszy pastor musiał wyjechać na kilka tygodni i poprosił Johna o zastępstwo. Lake zgodził się od razu.

Pierwszej niedzieli na nabożeństwo przyszło ponad pięciuset Zulusów. W rezultacie rozpoczęło się wśród nich potężne przebudzenie i w ciągu kilku tygodni służba Lake’a dotarła do wielu mieszkańców Johannesburga i okolic. Ludzie tłumnie przyjmowali zbawienie, uzdrowienie i chrzest Duchem Świętym.

John był zdziwiony tym sukcesem. Później tak wspominał te wydarzenia:

Od samego początku miało się wrażenie, że rozpętał się duchowy cyklon.

Spotkania niejednokrotnie trwały aż do czwartej nad ranem.

Jedną z głównych cech tych nabożeństw było uzyskiwanie odpowiedzi na modlitwy. Modlitwa wiary wypowiadana za ludzi w innych częściach Afryki przynosiła natychmiastowe rezultaty. Wieść o tym rozeszła się w najdalsze strony i spowodowała, że do Johannesburga zaczęły przyjeżdżać setki osób z prośbą o modlitwę. Po każdym nabożeństwie miejscowi ludzie towarzyszyli kaznodziejom wracającym do domu i zadawali wiele pytań dotyczących Boga. Wiele razy ich rozmowy trwały do świtu. A następnego dnia można było ich spotkać z Biblią w ręku, jak świadczyli o Bożej mocy, która przejawiała się poprzedniego wieczoru.

Działy się także liczne, potężne uzdrowienia. Okaleczeni, chorzy i słabi stawali po jednej stronie podium, aby kaznodzieja się z nimi modlił, po czym wychodzili z budynku, krzycząc: Bóg mnie uzdrowił! Zgromadzony tam tłum, widząc Boże cuda, krzyczał z radości bez opamiętania.

John i Jennie: zespół

Jeśli Afrykańczykom nie udawało się dotrzeć na nabożeństwa, szli do domu „kaznodziei”. Czasami przychodziło tak dużo ludzi, że Jennie nie miała czasu na przygotowywanie posiłków dla rodziny. Wprowadzała gości przez drzwi frontowe do pokoju, gdzie John się za nich modlił, po czym odprowadzała ich do tylnego wyjścia, żeby w domu zrobiło się miejsce dla następnych ludzi.

Jennie była też partnerem Johna w służbie. Lake uważał, że jego żona posiada ducha rozróżniania w wyższym stopniu niż on. Często otrzymywała słowo wiedzy odnośnie ludzi, którzy mieli problemy z przyjęciem uzdrowienia w wyniku osobistych trudności lub grzechu w swoim życiu.

Sposób działania służby uzdrowienia prowadzonej przez Lake’ów był prosty. Ludzie przychodzili do pokoju, gdzie John kładł na nich ręce. Ci, którzy otrzymywali natychmiastowe uzdrowienie, byli odsyłani do domów, osoby zaś, które dalej były chore lub przyjęły tylko częściowe uzdrowienie, przechodziły do innego pomieszczenia. Tam też przechodził John po wyjściu wszystkich uleczonych, zabierając ze sobą Jennie, która przez Ducha osobiście objawiała każdemu, co mu przeszkadza w przyjęciu uzdrowienia. Po wyjawieniu sekretów ich serc wiele osób wyznawało swoje grzechy i prosiło Boga o wybaczenie. Wówczas John i Jennie modlili się za tych ludzi jeszcze raz. Natomiast ci, którzy nie chcieli pokutować, nawet jeśli potwierdzali, że Jennie miała rację, odchodzili do domów w niezmienionym stanie.

Jaki on był?

Lake był człowiekiem czynu. Któregoś razu, po wezwaniu do modlitwy o przyjęcie zbawienia, wszyscy zgromadzeni ruszyli w kierunku podium. Wśród nich był człowiek, który podszedłszy do przodu dostał ataku epilepsji. Lake w jednej chwili zeskoczył z podium, stanął koło niego i w imieniu Jezusa zgromił demona, który dręczył tego mężczyznę. Gdy chory doznał uwolnienia, John spokojnie powrócił na scenę.

W ciągu tych paru lat Duch Boży spoczywał na Lake’u, dokonując wielkich dzieł. Niejednokrotnie się zdarzało, że ludzie padali pod mocą Pana, gdy John ściskał im dłoń na powitanie. Niekiedy podobne rzeczy działy się, gdy ktoś zbliżył się do niego na odległość dwóch metrów!

Lake okazywał ludziom głębokie współczucie, nigdy nie odmawiając proszącym o pomoc. Nie odsyłał z kwitkiem chorych, a nawet chętnie modlił się za ciężko chore zwierzęta. Czasami potrzebował odpoczynku, ale ludzie i tak go odnajdywali i przyprowadzali do niego chorych. Modlił się za nich dniem i nocą, nikogo nie odsyłając bez udzielenia pomocy.

Jego grupa misyjna stale potrzebowała dużej ilości żywności i pieniędzy. Zgodnie z ówczesnymi zwyczajami, Lake nie zbierał datków. Często jednak znajdywał kosze z jedzeniem i woreczki z pieniędzmi pozostawione dyskretnie przed drzwiami jego domu.

Prawdopodobnie jednym z największych wyzwań, z jakimi zetknęła się w Afryce Jennie, było dostosowanie się do zwyczajów męża związanych z jego służbą. Do zadań Johna należało przynoszenie do domu jedzenia dla ich licznej rodziny. Jeżeli jednak spotkał on po drodze wdowę, która miała głodne dzieci, oddawał jej wszystko, co miał. Ponadto Jennie nigdy nie wiedziała, czy John nie przyprowadzi na kolację jakichś gości i czy nie będzie musiała tą samą ilością jedzenia nakarmić większej liczby osób. Można było odnieść wrażenie, że żywności ciągle brakuje.

Zespolenie drużyny

Z budynku kościoła, w którym zastępował pastora, Lake przeniósł się do wynajmowanych sal. Kiedy również tam ludzie przestawali się mieścić, nabożeństwa prowadzono na wolnym powietrzu (cottage meetings). Lake i Hezmalhalch stali się już kaznodziejską „drużyną”. Każdy z nich przemawiał 5-6 razy w ciągu nabożeństwa, ale nikt nie był w stanie stwierdzić, kiedy się kończy jedno kazanie, a kiedy zaczyna następne. Wszystko odbywało się w harmonii Ducha Świętego.

Lake założył w Johannesburgu Apostolic Tabernacle („Świątynia Apostolska”) i w niecały rok zbudował sto kościołów. Nadzorowanie ich pociągało za sobą częste podróże po całym kraju, dlatego John coraz mniej czasu spędzał w domu.

Żegnaj, Jennie

22 grudnia 1908 roku Lake przeżył największy szok w swoim życiu. Podczas gdy usługiwał na pustyni Kalahari, jego ukochana żona zmarła. Kiedy dwanaście godzin później John powrócił do domu, Jennie była już w niebie.

Z większości relacji wynika, że przyczyną jej śmierci było niedożywienie i wyczerpanie fizyczne. Podczas nieobecności Johna przed jego domem koczowało wiele osób, oczekując na jego powrót. Jennie dzieliła się z nimi jedzeniem, które jej zostało. Starała się, by ich pobyt tam był możliwie najznośniejszy. Jednak w ten sposób zaniedbywała swoje potrzeby. Lake był tak pochłonięty usługiwaniem innym, że nie miał pojęcia, co się dzieje z jego żoną.

Usługujący często zdają się ignorować fakt, iż zawsze znajdzie się jakaś potrzeba do zaspokojenia. Tymczasem jedna służba – choćby nie wiem jak potężna i namaszczona –  nie jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie pojawiające się potrzeby. Tak więc wśród kaznodziejów często nie docenia się roli zdrowego rozsądku. Trzeba dbać o swoje ciało i poświęcać uwagę rodzinie. Ponadto rodzina powinna zawsze stanowić rdzeń każdej służby.

Gdy Lake po powrocie do domu odkrył, iż jego żona umarła, był zrozpaczony. Było to dla niego bardzo ciężkie przeżycie, a związany z nim ból gnębił go jeszcze przez wiele lat.

W 1909 roku Lake powrócił do Ameryki, aby zdobyć wsparcie dla swojej afrykańskiej służby oraz by znaleźć nowych pracowników. I znowu Bóg poprzez jednokrotny dar zapewnił mu niezbędne pieniądze. Dano mu trzy tysiące dolarów, aby mógł ze swoimi ludźmi wrócić do Afryki.

Zaraza

Gdy w styczniu 1910 roku wylądowali znowu na ziemi afrykańskiej, dowiedzieli się, że w kilku regionach kraju panuje zaraza. W ciągu niespełna miesiąca zmarła czwarta część tamtejszej ludności. Choroba była tak zaraźliwa i groźna, że władze oferowały po tysiąc dolarów dla każdej pielęgniarki, która opiekowała się chorymi. Lake i jego towarzysze ruszyli z pomocą – całkowicie bezpłatnie. John chodził po domach z jednym ze swoich asystentów, wynosił stamtąd zmarłych i grzebał ich. Jednak nie tknął go żaden symptom choroby.

Gdy rozwój tej okropnej zarazy sięgnął zenitu, pewien lekarz wysłał do Lake’a posłańca z pytaniem:

– Co pan robi, aby się chronić? Musi pan mieć jakiś sekret!

Lake odrzekł na to:

– Przyjacielu, to prawo Ducha Życia w Chrystusie Jezusie. Jestem przekonany, że jeśli tylko utrzymuję swoją duszę w kontakcie z żywym Bogiem, Jego Duch przepływa przez nią i moje ciało tak, iż żaden zarazek się do mnie nie przyczepi, ponieważ gdy tylko się mnie dotknie, Duch Boży go zabija.

Następnie Lake zaproponował temu lekarzowi pewien eksperyment. Poprosił go, aby wziął pianę z płuc którejś z ofiar zarazy i obejrzał ją pod mikroskopem. Doktor tak uczynił i ujrzał olbrzymie ilości żywych zarazków. Potem Lake wywołał zaskoczenie wśród zebranych tam ludzi, prosząc lekarza, by posmarował mu ręce tą śmiertelnie groźną pianą. Jednocześnie ogłosił, że żyjące w niej drobnoustroje zginą.

Lekarz go posłuchał i odkrył, że zarazki natychmiast obumierały na rękach Lake’a. Świadkowie tego eksperymentu stali w osłupieniu, a John dalej oddawał chwałę Bogu, tak oto wyjaśniając zaistniałe zjawisko:

– Możecie napełnić tą pianą moje dłonie. Będę je trzymać pod mikroskopem i zobaczycie, jak zarazki natychmiast obumierają.

Boża moc nieustannie przepływała przez jego dłonie do ciał chorych, masowo ich uzdrawiając, porażając wszelką chorobę i słabość.

Gdy królowa Holandii poprosiła Lake’a o modlitwę, aby mogła zajść w ciążę i we właściwym czasie urodzić dziecko, John przesłał jej wiadomość, że jej modlitwa została wysłuchana. Wcześniejsze ciąże królowej kończyły się poronieniami, jednak niecały rok po otrzymaniu informacji od Lake‘a, urodziła ona „terminowo” swoje pierwsze dziecko, późniejszą królową Julianę Holenderską.

Służba Ducha

W grudniu 1910 roku Tom Hezmalhalch opuścił służbę Lake’a. John przeżywał trudne chwile. Niewiele wcześniej stracił ukochaną żonę, a teraz zostawiał go najlepszy przyjaciel i współpracownik. Wzmacniała go jednak świadomość, że wypełnia Bożą wolę. Otrzymał też pocieszenie ze strony wspierających go Amerykanów. Wielu ludzi przysyłało mu listy pełne zachęty, zapewniając go o swoim zaufaniu.

W latach 1910-1912 Lake dalej usługiwał uzdrowieniem, modląc się za chorych. Wydarzyły się wielkie cuda, których wpływ na Afrykę można oglądać jeszcze dziś. W tym czasie John G. Lake założył dwa główne kościoły: Apostolic Faith Mission (zwany również Apostolic Taberanacle; niezwiązany z Kościołem Wiary Apostolskiej) oraz Zion Christian Church.

Lake i jego wierni regularnie publikowali gazetkę, którą wysyłano do tysięcy osób. Przed wysłaniem kolejnego numeru członkowie kościoła kładli ręce na to czasopismo, modląc się o napełnienie go Bożym Duchem. Wierzyli, że moc Pana namaści papier tej gazetki, tak jak kiedyś spoczywała na chustach apostoła Pawła. W rezultacie z całego świata zaczęły napływać listy, w których ludzie opisywali, jak zstępował na nich Duch Święty, gdy tylko otwierali czasopismo. Pewna kobieta napisała, że gdy wzięła gazetkę Lake’a do rąk, zaczęła drżeć tak mocno, iż ledwo mogła usiedzieć na krześle. Zaraz potem została ochrzczona Duchem Świętym i mówiła innymi językami. Lake wyjaśniał to bardzo prosto, mówiąc:

Służba chrześcijańska to służba Ducha.

Lake rozumiał, jak wprowadzać swój kościół w Bożą obecność. Posługując się tym, co przepełniało jego ducha, John szkolił wierzących i pomagał im dojrzewać, dzięki czemu byli w stanie współdziałać z nim w sferze nadprzyrodzonej. W 1912 roku pewien człowiek poprosił kościół Lake’a o modlitwę za swoją kuzynkę przebywającą w przytułku dla umysłowo chorych w Walii, kilka tysięcy mil od Afryki Południowej. Gdy na zgromadzonych zstąpił duch usilnej modlitwy, John doświadczył niezwykle wyraźnej świadomości Boga. Odniósł wrażenie, że ze strony modlących się ludzi bije w jego kierunku światło. Wtem spostrzegł, iż z ogromną prędkością przenosi się gdzieś w duchu. Dotarłszy do zupełnie nieznanego sobie miejsca, domyślił się, że to musi być Walia. Wszedł do pokoju, w którym znajdowała się krewna tamtego człowieka. Była przywiązana do łóżka i nieustannie kiwała głową. Lake położył na nią ręce i wyrzucił z niej diabła. Wtedy znowu w oka mgnieniu przeniósł się do Johannesburga, gdzie klęczał na podeście. Trzy tygodnie później nadszedł list z informacją o całkowitym uwolnieniu tamtej kobiety. Gdy tylko lekarze stwierdzili, że nagle wyzdrowiała, wypuścili ją z przytułku.

Powrót

Efektem służby Johna G. Lake’a w Afryce było 1250 nowych kaznodziejów, 625 kościołów i nawrócenie 100 000 osób. Dokładnej liczby cudów, które się wydarzyły w jego służbie, nie sposób określić. Przytoczone tu dane dotyczą zaledwie pięciu lat jego działalności!

Lake wrócił do Stanów Zjednoczonych w 1912 roku. Przez pierwszy rok po powrocie rodzina sporo podróżowała i potrzebowała odprężenia. W 1913 roku John poznał i poślubił Florence Switzer z Milwaukee w stanie Wisconsin. Mieli pięcioro dzieci. Florence była wyśmienitą stenografką i odpowiadała za zapisywanie i przechowywanie kazań swojego męża.

W lecie 1914 roku John spotkał się ze swoim dawnym sponsorem i przyjacielem, finansistą kolejnictwa, Jimem Hillem. Znali się od czasów, gdy Lake pracował w Chicago. Hill był zachwycony, że znowu natknął się na Lake’a i dał mu w prezencie przepustkę na bezpłatne podróże dowolnymi pociągami dla całej jego rodziny.

Sale uzdrowienia w Spokane

Lake skorzystał z oferty swojego znajomego i zaczął podróżować po kraju. W pierwszej kolejności udał się do Spokane w stanie Waszyngton, gdzie pozostał na dłużej, zakładając „sale uzdrowienia” w pewnym starym biurowcu. Szacuje się, że w tych pomieszczeniach dokonało się około stu tysięcy uzdrowień.

Lokalne gazety stale publikowały liczne świadectwa uzdrowień. Rezultaty działalności Lake’a były tak niewiarygodne, że Better Business Bureau postanowiło zbadać autentyczność tych wydarzeń. W tym celu instytucja ta spotkała się z przywództwem służby Lake’a w wynajmowanych przez niego salach.

Aby usprawnić śledztwo, John skontaktował się z ludźmi, których świadectwa uzdrowienia ukazały się w prasie. Każda z tych osiemnastu osób potwierdziła w obecności przedstawicieli wspomnianego biura, jak wielka okazała się w ich życiu Boża moc. Następnie Lake udostępnił swoim gościom listę nazwisk mieszkańców Spokane, którzy zostali uzdrowieni, aby śledczy mogli ich przesłuchać. Potem John zaproponował, że w najbliższą niedzielę na własny koszt zorganizuje spotkanie, podczas którego świadectwo o uzdrowieniu złoży sto osób. Jednocześnie poprosił, aby Better Business Bureau powołało radę złożoną z lekarzy, prawników, sędziów i pedagogów, którzy mogliby wydać werdykt w sprawie prawdziwości Bożego działania na jego nabożeństwach.

Jednakże w piątek poprzedzający planowane przez Lake’a spotkanie przyszedł list od BBB z informacją, że wyniki dochodzenia są pozytywne i w związku z tym niedzielne nabożeństwo nie będzie konieczne. Biuro pochwaliło też Johna za dzieło, którego dokonywał w ich mieście. Dwóch członków komisji odwiedziło go prywatnie, aby mu powiedzieć: To, co pan mówił, nawet w połowie nie odpowiadało rzeczywistej skali pana dokonań.

Wśród osób przesłuchiwanych przez Biuro była kobieta, której usunięto narządy rozrodcze. Po modlitwie stał się cud i niedługo później zaszła w ciążę. Jako dowód pokazała swoje nowo narodzone dziecko.

Inna kobieta opowiedziała, jak doznała cudownego uzdrowienia poważnie uszkodzonej rzepki w kolanie. Po modlitwie wspomniana kość w ciągu niecałej godziny bez bólu wróciła na właściwe miejsce. Jeszcze inna kobieta została całkowicie uzdrowiona z nieuleczalnego nowotworu. Kolejna zaś doznała natychmiastowego uleczenia z artretyzmu. Jej kości i stawy wróciły do normalnego stanu. Ponadto Bóg uzdrowił jej żołądek, a dolna część małżowiny usznej, której nie miała od urodzenia, cudownie pojawiła się na swoim miejscu.

Najbardziej niezwykły był przypadek pewnego małego chłopca. Jego głowa przypominała kształtem jacht odwrócony do góry dnem. Lekarze stwierdzili, że nie potrafią mu pomóc, dopóki nie ukończy dwunastu lat, a i wtedy poddanie go operacji będzie bardzo ryzykowne. Tymczasem po modlitwie w domu uzdrowienia kości chłopca zmiękły, jego głowa się powiększyła i czaszka zyskała normalny wygląd. Ustąpił też paraliż i zaczął mówić jak inne dzieci.

Jak John G. Lake wyjaśniał te niesamowite uzdrowienia? Wielokrotnie powoływał się na przykład siostry Etter, która wywarła przemożny duchowy wpływ na jego życie.

Raz na jakiś czas widzimy u innych te święte błyski niebiańskiego ognia. Możemy je zaobserwować, na przykład, u siostry Etter. Ludzie są uzdrawiani przez jej służbę, ponieważ połączyła się z Chrystusem w swojej świadomości. Ona jest „wtopiona” w Boga. Widziałem, jak pewna konająca, dusząca się kobieta została w pół minuty uzdrowiona, gdy Pani Etter wypędziła z niej demona. Płomień Boga, ogień Jego Ducha, dziesięć sekund połączenia z Wszechmocnym Chrystusem przed Bożym Tronem – oto sekret jej działania.

Dąż do Pięćdziesiątnicy

Zgodnie z rządowymi statystykami w latach 1915-1920 Spokane w stanie Waszyngton było „najzdrowszym miastem na świecie” dzięki służbie Johna G. Lake’a. Mer miasta publicznie wyraził swoje uznanie dla wysiłków kaznodziei.

Będąc świetnym biznesmenem, Lake pilnował, by dane dotyczące jego służby były zawsze rzetelne. Zgodnie z nimi każdego dnia w domach uzdrowienia w Spokane blisko dwieście osób korzystało z jego służby i otrzymywało uzdrowienie. Większość tych ludzi nie należała do żadnego kościoła.

Lake założył również w Spokane The Apostolic Church (Kościół Apostolski), którego służba przyciągała tysiące osób z całego świata. Nabożeństwa odbywały się tam przez sześć dni w tygodniu, przy czym w niedzielę były dwa. Oprócz tego przez cały tydzień Lake odwiedzał ludzi w domach.

W maju 1920 roku John opuścił Spokane i przeprowadził się do Portland w stanie Oregon, gdzie działał jako apostoł i przez jakiś czas jako pastor. Wkrótce potem założył kolejny Kościół Apostolski i służbę uzdrowienia podobną do tej ze Spokane.

Podczas swojego pobytu w Portland John miał wizję. Ujrzał anioła, który otworzył Biblię na Dziejach Apostolskich i wskazał mu fragment mówiący o wylaniu Ducha w dniu Pięćdziesiątnicy. Boży posłaniec zwrócił też uwagę Lake’a na inne duchowe manifestacje i objawienia opisane w tej księdze, po czym powiedział:

 

To jest Pięćdziesiątnica, jaką Bóg dał poprzez serce Jezusa. Dąż do niej. Walcz o nią. Ucz ludzi, by się o nią modlili. Gdyż ona i tylko ona przynosi ludzkiemu sercu to, co jest mu niezbędne. I jedynie ona ma moc, by pokonać siły ciemności.

Od tamtego dnia Lake starał się wypełniać Słowo Pana z jeszcze większym zapałem. Przez kolejnych jedenaście lat podróżował po całej Ameryce, kontynuując swoje dzieło, gdziekolwiek przybył.

Błąd Lake’a

W późniejszych latach życia Johna G. Lake’a można zauważyć wspaniałą równowagę między tym, co naturalne a nadprzyrodzone. Jednakże osiągnięcie takiego stanu drogo go kosztowało. Ceną była jego rodzina.

Dzieci z pierwszego małżeństwa Johna wiele wycierpiały z powodu jego stałej nieobecności w domu. Nawet kiedy przebywał z nimi w tym samym pomieszczeniu, często „odpływał myślami”, pogrążając się w rozważaniu spraw dotyczących służby i Pana. Z tego powodu dzieci czuły się wyjątkowo zaniedbywane.

Pamiętajmy, że to były te same dzieci, które widziały, jak ich matka zapracowuje się i umiera z głodu w Afryce. W rezultacie każde z nich było bardzo harde i wcześnie opuściło dom rodzinny. Gdy tylko osiągały wiek piętnastu lub szesnastu lat, odchodziły i przeprowadzały się do Kanady. Ich dorosłe życie charakteryzowało się zaciętością i zgorzknieniem. Jednakże dwóch synów Lake’a na łożu śmierci powiedziało: Szkoda, że tata nie może się za mnie pomodlić.

Lake żałował, że nie poświęcał dzieciom uwagi. Później w jednym z listów napisał, że wszystkie cuda, które dokonały się poprzez jego ręce, nie dały mu osobistego spełnienia i nie były warte utraty rodziny.

Słowo na jego korzyść

Lake potrafił się jednak uczyć na swoich błędach i ostatecznie odkrył tajemnicę bycia dobrym mężem, oddanym ojcem i skutecznym usługującym. Dzieci, które urodziła mu Florence, miały do niego inny stosunek. Zapamiętały go jako człowieka, który uwielbiał się śmiać i spędzać czas z przyjaciółmi.

W późniejszych latach swojego życia Lake nie był już tak ‚nadduchowy’ i oderwany od ziemskiej rzeczywistości. Nie chodził z głową w chmurach i ludzie nie milkli w jego obecności, ponieważ zwracał się do nich z miłością. W końcu nauczył się czerpać w pełni z tego, co naturalne i nadprzyrodzone. Atmosfera w jego domu przestała być surowa i sztywna! Uwielbiał żartować przy posiłkach, gdy cała rodzina była razem. Jego serdeczny śmiech niósł się echem po odległych pokojach. Lubił też muzykę symfoniczną i operową, dlatego w każdy niedzielny wieczór włączał radio i słuchał swoich ulubionych programów.

Lake miał wspaniałe poczucie humoru. Uwielbiał czytać w gazecie kolumnę Willa Rogera, a po jakimś czasie zaczął się uważać za „wielkiego dowcipnisia”. Lubił utrzymywać w domu lekką, pełną śmiechu atmosferę.

Boży magnes

W szczytowym okresie służby Lake’a ludzie byli zafascynowani tym, jak pojmował on Boga. Na jego spotkania nieustannie przychodziły tłumy. To dzięki zrozumieniu sprawiedliwości John był w stanie przejmować władzę nad każdą sytuacją. Potępiał pieśni chrześcijańskie, w których ludzi porównywano do robaków. Kiedy słyszał takie utwory, marszczył nos i wykrzywiał usta, nazywając je pieśniami „niższej świadomości”. W jego odczuciu taka muzyka stanowiła zniewagę dla krwi Jezusa. Córka Johna powiedziała kiedyś, że miał on wyjątkowo silną świadomość bycia królem i kapłanem przed Bogiem, co można było zobaczyć w jego sposobie bycia. Lake zachęcał też innych do okazywania podobnej postawy. Uczył także swoją rodzinę, że wszystkich wierzących należy traktować jak królów i kapłanów.

Lake silniej niż ktokolwiek inny w jego czasach postulował potrzebę prowadzenia nadprzyrodzonego życia. Często z niesmakiem wypowiadał się o różnorodnych organizacjach oświatowych, medycznych czy naukowych, w których mówiono o słabości chrześcijaństwa. Głosił jednak, że pewnego dnia losy się odwrócą i ludzie będą tłumnie uczestniczyć w „Szkole Ducha”, gdzie nauczą się współdziałać z Bożą mocą.

Lake był szczerze zaniepokojony tym, jak świat zachłystuje się siłą ludzkiej woli. Opowiadał, że widział kiedyś w Indiach człowieka, którego zakopano żywcem pod ziemią, a po trzech dniach wydobyto go z powrotem na powierzchnię całego i zdrowego. Mówił też o innej osobie, która wisiała w powietrzu pomiędzy dwoma krzesłami a na jej klatkę piersiową spuszczano ogromny kamień, dopóki nie pękł na dwie części.

John publicznie obalał słuszność dowodzenia czegokolwiek na podstawie takich wydarzeń, mówiąc:

One odbywają się wyłącznie w wymiarze psychologicznym. A oprócz niego jest jeszcze wymiar duchowy z zadziwiającą mocą Świętego Ducha Bożego. Gdyby Bóg mógł przez dziesięć minut korzystać z mojego ducha, uczyniłby coś dziesięć tysięcy razy większego niż tamci ludzie.

Chrześcijaństwo jest w stu procentach nadprzyrodzone – mawiał często. Mówienie o wszechmocy to słownictwo wyłącznie chrześcijańskie.

Lake posiadał niezwykłą zdolność wzbudzania wiary i objawienia w sercach słuchaczy. Usługujący, którzy korzystali z jego nauczania, w krótkim czasie założyli własne służby wiary, a rezultatem ich działań były zadziwiające uzdrowienia.

John G. Lake mówił:

Jeśli [chrześcijanin] nie ma Ducha, aby usługiwać w prawdziwym znaczeniu tego słowa, nie ma tak naprawdę nic, czym mógłby się podzielić. Inni mają intelektualizm, chrześcijanin zaś powinien posiadać Ducha. Pod tym względem nie może być żadnych niejasności.

Dążąc do nadprzyrodzonych celów, Lake wzywał wszystkich wierzących, aby żyli w mocy Zielonych Świąt. Kiedyś, mówiąc na ten temat, wygłosił następujące proroctwo:

Mój duch rozpoznaje przyszłość i dosięga serca ludzkości oraz pragnienia Bożego, dlatego widzę, że przychodzi z nieba nowy przejaw działania Ducha Świętego, a będzie się on okazywać w sposób słodki, w miłości, czułości, a także w mocy Ducha, ponad wszystko, co widziało twoje i moje serce. Boża błyskawica rozświeci na wskroś ludzkie dusze. Synowie Boga staną wobec synów ciemności i zwyciężą.

Dziedzictwo nadprzyrodzonego działania

W 1924 roku Lake był najbardziej znanym amerykańskim ewangelistą uzdrowieńczym. Do tego czasu założył czterdzieści kościołów na terenie całych Stanów Zjednoczonych i Kanady, w których działo się tak wiele uzdrowień, że członkowie tych społeczności zaczęli go żartobliwie nazywać „doktor Lake”.

W grudniu tegoż roku za pośrednictwem jego służby doszło do kolejnego ważnego wydarzenia. W Portland, słuchając Lake’a, nawrócił się Gordon Lindsay, późniejszy założyciel Christ For the Nations w Dallas w stanie Teksas. Lindsay uczestniczył w niemal wszystkich tamtejszych nabożeństwach Lake’a, które trwały tydzień, po czym uznał go za swojego mentora. Kiedy jakiś czas później Gordon zatruł się ptomainami i był bliski śmierci, doznał całkowitego uzdrowienia, gdy tylko dotarł do domu Lake’a.

W 1931 roku sześćdziesięciojednoletni John G. Lake powrócił do Spokane. Był słaby i wyczerpany, a do tego niemal zupełnie oślepł. Stwierdził więc, że musi „pogadać” z Panem. Wspomniał Bogu, jakim wstydem byłoby, gdyby ten, przez którego w samej tylko Ameryce zostało uzdrowionych sto tysięcy ludzi, utracił wzrok. Pod koniec tej modlitwy Lake został całkowicie uleczony i pozostał zdrowy aż do śmierci.

Władanie w okręgach niebiańskich

Święto Pracy w 1935 roku przypadło w gorącą, parną niedzielę [w Stanach Zjednoczonych obchodzi się je na początku września – przyp. tłum.]. Rodzina Lake’ów pojechała na piknik ze szkołą niedzielną i John powrócił do domu zupełnie wycieńczony. Położył się więc, aby odpocząć. Florence namówiła go, żeby został w domu, podczas gdy sama poszła na wieczorne nabożeństwo. Kiedy wróciła, stwierdziła, że jej mąż stracił przytomność. Przez kolejne dwa tygodnie był w bardzo ciężkim stanie. Większość czasu leżał w śpiączce. 16 września 1935 roku John G. Lake odszedł do Pana. Miał sześćdziesiąt pięć lat.

Podczas nabożeństwa pamiątkowego na cześć Lake’a wypowiedziano o nim wiele słów pochwały. Jednak ich najlepszym podsumowaniem jest wypowiedź jednej z wielu osób nawróconych w czasie spotkań w Spokane:

Kiedy doktor Lake przyjechał do Spokane, zastał nas w grzechu, chorobie i duchowym ubóstwie. Ujrzawszy nasz beznadziejny stan, objawił nam takiego Chrystusa, jakiego nigdy nie spodziewaliśmy się poznać ‚po tej stronie nieba’, nawet w najśmielszych marzeniach. Myśleliśmy, że zwycięstwo jest tam, ale doktor Lake pokazał nam, iż mamy je już tutaj.

Na zakończenie tego rozdziału chcę ci rzucić wyzwanie, abyś zaczął żyć w objawieniu twojej sprawiedliwości w Chrystusie. Sprawiedliwość to styl życia, który przynosi zwycięstwo w każdej sytuacji. Gdybyśmy tylko pojęli realność naszej pozycji w Chrystusie, tak jak rozumiał ją Lake, każdy naród wypełniłby się czcią dla Pana. Wszelki demoniczny reżim ległby w gruzach pod wpływem tej władzy.

John G. Lake dowiódł nam, że każdy, kto dąży do takiego życia, może go doświadczać. Dlatego nie ograniczaj się w tym, co dostałeś od Boga poprzez Jezusa Chrystusa. Pozwól, aby Duch Święty objawił ci twoją niebiańską pozycję, a potem zajmij ją i zmień ten świat dla Boga.

 

 

Książka dostępna w sprzedaży od 21 listopada 2014 roku

Zamówienia: wydawnictwo@ndp.org.pl

Comments are closed.