Blogi
Noe – sprawiedliwy przed Bogiem (Wrzesień 15, 2017 12:12 pm)
Boża wola (Wrzesień 7, 2017 1:18 pm)
Bądź mężny (Sierpień 22, 2017 2:16 pm)
Boże prawa (Sierpień 12, 2017 8:09 pm)
On widzi tajemnice (Sierpień 2, 2017 7:54 pm)
Odwet Boży (Lipiec 26, 2017 12:31 pm)

Jak poznałem Boga?

20150623_Nawigacja_1000

Tekst: A.

Zostałem wychowany w tradycji katolickiej. Do spraw wiary jako dziecko podchodziłem poważnie, jak to dziecko. Dzieciństwo przeżyłem bez żadnych problemów, uczyłem się dobrze, nie sprawiałem większych kłopotów rodzicom. Jednak już będąc w pierwszych klasach szkoły średniej zacząłem zastanawiać się, co będzie ze mną po śmierci. Moja niepewność przerodziła się w strach, który dawał o sobie czasami znać, gdy kładłem się spać. Pamiętam, że kilkakrotnie zdarzyło się, że nie spałem do późna próbując znaleźć satysfakcjonującą mnie odpowiedź na dręczące mnie pytanie o sens mojego życia. Żaden z pomysłów nie przynosił uspokojenia

Będąc w liceum oraz w czasie studiów interesowałem się bardzo wieloma rzeczami, z których część, jak się później okazało, była po prostu praktykami okultystycznymi. Nie odnosiłem w tych dziedzinach wielkich sukcesów, za co Bogu dziękuje. Pewnego dnia, gdy byłem jeszcze nienawrócony, zadzwonił telefon i zupełnie niespodziewanie usłyszałem głos kolegi z akademika, z którym podczas studiów mieszkałem na jednym piętrze. Nigdy nie mieliśmy bliższych kontaktów, więc się trochę zdziwiłem skąd ten telefon. Robert, bardzo poważnym tonem powiedział, że musi się ze mną spotkać i porozmawiać o czymś ważnym. Coś dziwnego wtedy się ze mną stało i bardzo się przejąłem jego słowami. Zapytałem, co jest tak ważne, ale on odpowiedział mi, że to ma związek z kursem transcendentalnej medytacji, na który razem chodziliśmy jakieś dwa lata wcześniej. Mówiąc szczerze trochę się zdziwiłem, bo spodziewałem się czegoś dużo istotniejszego niż jakaś „zabawa”, o której dawno zapomniałem. Ponieważ nie mogliśmy się umówić od razu na tym mniej więcej skończyła się nasza rozmowa. Ale coś w sercu mówiło mi, że muszę się z nim spotkać i porozmawiać. Po jakimś czasie sam zadzwoniłem do niego i umówiliśmy się na spotkanie w akademiku. Poszedłem tam bardzo przejęty, ale zdeterminowany wszystko wyjaśnić. Poszliśmy z Robertem do jednego z pokoi w akademiku, aby nikt nam nie przeszkadzał i on zaczął mi opowiadać, co w tym czasie działo się w jego życiu. Opowiedział mi o swoich problemach z okultyzmem i zdarzeniach, które doprowadziły do tego, że został chrześcijaninem. Mimo, że studiowałem na politechnice i zawsze miałem raczej racjonalne nastawienie byłem w stu procentach przekonany, że to, co on mówi to prawda.

W końcu doszło do tego, że powiedział praktycznie wprost, że na świecie toczy się niewidzialna wojna między a dobrem a złem i nie ma neutralnego gruntu. Każdy jest w nią tak czy inaczej zaangażowany.

Wiedziałem, że to prawda, więc zapytałem skąd mam wiedzieć, po której stronie jestem ja sam. Robert odpowiedział, że nie ma żadnych wątpliwości, po której stronie jestem. Moje przeczucie się potwierdziło, byłem po złej stronie. Bez wahania zapytałem, co mam zrobić – nie chciałem być po złej stronie. Robert powiedział po prostu, że muszę wyrzec się diabła i jakiegokolwiek z nim związku a wtedy przyjdzie pokój. Zaczęliśmy modlitwę a raczej zacząłem z „wyrzekać się” zła. Robiłem to szczerze, mocno przestraszony i świadomy, że jest ze mną krucho. Nie pamiętam dokładnie jak długo to trwało. W każdym razie skończyło się na tym, że umówiłem się na drugie spotkanie następnego dnia z jego kolegą, który miał większe doświadczenie w chrześcijańskim życiu.

Pojechałem do akademika godzinę wcześniej i usiadłem na oknie na siódmym piętrze czytając książkę. I wtedy coś się stało. W książce tej przeczytałem, że Jezus Chrystus umarł za mnie na krzyżu i dzięki temu mogę być za darmo zbawiony. Rozpłakałem się, bo uwierzyłem, że to prawda. Poczułem też w sercu pokój i już wiedziałem, że „TO” się stało. Powiedziałem zresztą o tym temu koledze, który miał się ze mną spotkać. Zresztą bardzo się zdziwiłem widząc go, bo raczej wcześniej nie kojarzyłem go z pobożnym stylem życia. Prawie od razu zapytał mnie czy modliłem się z Robertem modlitwą o przyjęcie Jezusa. Odpowiedziałem, że nie pamiętam, ale że na pewno to nie zaszkodzi. Byłem gotowy na wszystko. Po tym jak powtórzyłem za nim słowa modlitwy, a powtarzałem je jak najbardziej świadomie jak umiałem, usłyszałem od niego, że jestem zbawiony i że całe Niebo się cieszy w tej chwili. Ja też się cieszyłem. I to jak. Potem rozmawialiśmy jeszcze o różnych sprawach. Ja pytałem o różne rzeczy, on odpowiadał. Dziwne to było, ale jego odpowiedzi zgadzały mi się z tym, co myślałem wcześniej. Bardzo mnie to cieszyło, że Bóg na pewno weźmie do nieba małe dzieci, które przecież nie za bardzo wiedzą, że istnieje coś takiego jak grzech. Na końcu spotkania zaproponował modlitwę. Chętnie na to przystałem i zaczęliśmy się modlić. Słowa same płynęły prosto z serca. Było to tak naturalne jak oddychanie. Dziękowałem Bogu i cieszyłem się niezmiernie. Gdy wyszedłem z akademika miałem ochotę skakać z radości. Co zresztą zrobiłem. Dostałem też Biblię, którą zacząłem pochłaniać w ciągu następnych dni. Zdałem sobie też sprawę, że zupełnie nie boję się śmierci, bo na sto procent uwierzyłem, że będę z Bogiem i będzie tam wspanialej niż tu na ziemi. W tych dniach moje życie zmieniło się dosłownie o 180 stopni. Moje podejście do wielu spraw uległo zasadniczej zmianie. Nawet na tak prozaiczną rzecz jak jedzenie zacząłem inaczej patrzeć. Przede wszystkim zmienił się kierunek mojego życia – chciałem podążać za Bogiem.

Od tamtej pory oczywiście bardzo wiele się wydarzyło i pewnie jestem już trochę innym człowiekiem. Niemniej jednak te pierwsze momenty życia jako świadomie wierząca osoba miały i nadal mają ogromny wpływ na to, jaki jestem, a przede wszystkim nieustannie motywują mnie, aby iść do przodu razem z Bogiem. To, co najlepsze, jest jeszcze przede mną.

Comments are closed.