Blogi
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)
Unicestwienie spisku (Wrzesień 29, 2017 12:10 pm)
Noe – sprawiedliwy przed Bogiem (Wrzesień 15, 2017 12:12 pm)
Boża wola (Wrzesień 7, 2017 1:18 pm)
Bądź mężny (Sierpień 22, 2017 2:16 pm)

Ja zrezygnowałem z Niego, ale nie On ze mnie

Fishing_Logo250Tekst: Kamil Bartol

Od dziecka pamiętam, że zawsze moje życie było połączone z Bogiem. Mama tłumaczyła mi, że Jezus umarł za nasze grzechy i dzięki temu, możemy mieć życie wieczne.

Wierzyłem w to. Naprawdę, pokochałem Go, nawet nie wiedząc do końca kim jest. Wiedziałem, że zawsze jest przy mnie. Ale nie zawsze byłem małym dzieckiem. Pomimo dorastania bez ojca, dostawałem bardzo dużo miłości od mojej mamy. Zawsze była oddana Bogu. Chciała służyć Mu z całego serca i we wszystkim stosować się do Jego Słowa, z czym nie zawsze potrafiłem się pogodzić.

„Nie możesz tego robić”, „Nie możesz brać w tym udziału” – te zdania słyszałem często, przy okazji różnych świeckich imprez w szkole, oglądaniu filmów itp. „Dlaczego Mamo? Przecież inni tak mogą”. Mama odpowiadała – „Ponieważ Bogu się to nie podoba”. To był zawsze dla mnie cios. Jako dziecko nie potrafiłem tego zrozumieć. Czułem się gorszy od innych. Dlaczego oni mogą się świetnie bawić, a ja nie? Dlaczego mój Bóg chce, żebym był postrzegany jako „inny” przez rówieśników?

Nie miałem prawdziwej relacji z Bogiem. Zamiast czuć, że zbawienie to najlepsze co mi się przytrafiło, miałem wrażenie, że moja wiara to tylko ciągłe ograniczenia. Im starszy byłem, tym bardziej mnie to irytowało. Moje poczucie własnej wartości wciąż spadało. Zacząłem się buntować. Robić wszystko, czego mi nie było wolno i jeszcze więcej. Wydawało mi się, że sam mogę nad wszystkim zapanować.

W gimnazjum chrześcijaninem byłem już tylko z nazwy, do kościoła chodziłem już tylko dlatego, że nie chciałem, żeby mamie zrobić dodatkową przykrość. Zachowywałem się dokładnie tak samo jak moi rówieśnicy. Często nawet gorzej. Okazało się jednak, że to wcale mi nie pomagało. Poczucie własnej wartości było równe zeru. Nie wiedziałem kim jestem, przestałem panować nad swoimi emocjami. Przy znajomych byłem wesoły i radosny. Ale tak naprawdę miałem depresję, która doprowadzała mnie do rozpaczy. Nie dość, że nie potrafiłem radzić sobie z własną tożsamością, to rzeczy które robiłem były coraz gorsze i gorsze.

Popadałem w coraz większe dno. Nie widziałem już żadnego sensu swojego życia. W tym czasie moim jedynym marzeniem było to, żeby moje życie się skończyło.

Myślałem o tym bardzo dużo, wyobrażałem sobie jakby to było w końcu umrzeć. Jedyne co mnie właściwie powstrzymywało od tego, żeby zakończyć swoje życie, było to, co słyszałem przez całe życie w kościele, czy od mamy, że gdybym popełnił samobójstwo, nie miałbym pewności, gdzie trafiłbym po śmierci. Bałem się, że może jednak czekałoby mnie piekło, że może jednak popełniłbym błąd. Zamiast skończyć z problemami, czekałoby mnie wieczne cierpienie.

Ale nie potrafiłem się już sam zwrócić z pomocą do Boga. W końcu przecież nigdy od Niego nie odchodziłem, nie wyrzekłem się Go. Więc sam przestałem wierzyć, że mogłoby to coś zmienić.

Choć sam byłem w wielkim zamieszaniu i zmaganiu, to nie moja mama i mój Ojciec w niebie. Mamie często brakowało słów, argumentów, nieraz przeze mnie płakała. Jednak nigdy nie przestała się o mnie modlić i wierzyć Bogu, że wyprostuje wszystkie moje ścieżki.

I tak się stało: Bóg wykorzysta każdą okazję, każdą sytuację, by przyciągnąć nas do siebie. W moim przypadku wykorzystał liderów i młodzież Kościoła Chwały. Choć ja z Boga zrezygnowałem, to nie On ze mnie. Użył ludzi i okoliczności, bym mógł rok temu pojechać na obóz zimowy dla młodzieży organizowany przez Kościół Chwały. Na obozie zbudowałem relację z rówieśnikami, którzy kochali Boga. Ich gorące serca, zapał, determinacja poruszyły i moje skamieniałe serce.

Moje życie zaczęło zmieniać się diametralnie. Z dnia na dzień stawałem się innym człowiekiem.

Dziś jestem bardzo wdzięczny Bogu za taki zwrot akcji, za to, że moje życie wygląda teraz zupełnie inaczej. Chcę Mu służyć i podążać za Nim do końca moich dni.

Teraz już wiem, jak dużo ma On dla nas do zaoferowania, a wszystkie „ograniczenia” są tylko dla naszego własnego dobra, żebyśmy nie musieli zboczyć z Jego ścieżki.

Tags

Comments are closed.