Blogi
Nie samym chlebem żyje człowiek (Listopad 25, 2017 10:38 pm)
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)

Honeymoon

ariseslider

Jedno wiem – uwielbiam z Nim biec. I uwielbiam takie niespodzianki, jak miesiąc miodowy z Bogiem.

Za kilka miesięcy upłyną cztery lata, odkąd moje życie jest w najlepszych rękach. Bóg odnowił to, co było zniszczone we mnie. Pracował dzielnie razem ze mną, podnosił, kiedy upadałam, był jak dobry, troskliwy ojciec. Czasem dostawałam palcem po nosie, kiedy na którymś z wiraży za mocno się wychylałam w stronę świata albo zagalopowywałam w swojej sprawiedliwości.

Jedno wiem – uwielbiam z Nim biec. I uwielbiam takie niespodzianki, jak miesiąc miodowy z Bogiem. Właściwie odkąd Go poznałam, czuję się jak podczas jednego wielkiego miesiąca miodowego, ale tym razem Bóg zafundował mi prawdziwą podróż poślubną po krańcach świata.

Nowy Rok witam nad oceanem, na gorącej, lankijskiej plaży pod Kolombo. Przez kolejne dwa tygodnie spędzam czas z grupą przyjaciół. Łączy nas wspólny cel – chcemy biec za Bogiem z całych sił, wypełnić wszystko, co zaplanował i nie przegapić niczego, co dla nas przyszykował. I tak mija dzień po dniu – na uwielbieniu w domu, czytaniu Słowa na plaży, śpiewaniu dla Niego, kiedy maszerujemy na plażę, modlitwach o każdego potrzebującego, który staje na naszej drodze. Dwa razy w tygodniu przychodzimy na nabożeństwa tutejszego, głęboko przebudzonego kościoła Works of Wonder.

Na każdym spotkaniu obecność Boża jest jak ciężki miód. Słodki, dobry, namaszczony. I przygniatający, napierający, jakby rzeczywistość Boża chciała nas wziąć szturmem. Zanurzam się w nią łapczywie i piję. Radosne, momentami wręcz dziecięce uwielbienie (np. za którymś razem przez dobrych kilka minut wykrzykujemy wszyscy „You’re a good, good Daddy”) kontrastuje z ciężarem Słowa, uwalnianego przez proroka Kirbiego de Lanerolle. Bierzemy udział w czterech nabożeństwach, dwóch indywidualnych spotkaniach z nim i jego żoną, Fioną, oraz w dwudniowej konferencji z Tylerem Johnsonem, prowadzącym służbę Dead Raising Team (czyli zajmującą się wskrzeszaniem umarłych). Kilka spotkań to niewiele, ale widać przez nie charakterystykę kościoła, głęboko zanurzonego w Słowie, przynoszącego rzeczywistość nieba na ziemię. Począwszy od przemiany wewnętrznego człowieka, aż po sięganie po wszystko, co niebo ma nam do zaoferowania. Cuda w życiu osobistym i na poziomie całego kraju, uzdrowienia, prorocze wejrzenie, precyzyjne słowa wiedzy uwalniane podczas nabożeństw, Bóg manifestujący swą przychylność złotym pyłem i kryształami spadającymi z nieba – to wszystko opiera się na głębokim zrozumieniu Słowa i tego, że jesteśmy posłani, by przemieniać ziemię, zaprowadzać na niej porządek Królestwa. Stworzenie z wielką tęsknotą wyczekuje objawienia synów Bożych, bo zostanie wtedy wyzwolone z niewoli skażenia (Rz. 8:19-21). Wielu chrześcijan żyje z nastawieniem, że kiedy przyjdzie Jezus, wreszcie skończy się udręka z tym zepsutym światem, który trzeba nawracać, a on się wcale nie chce nawrócić. „Więc szybciej Jezu, szybciej! Przyjdź, rozwal ziemię, a nas pochwyć do siebie”…

A gdyby tak zmienić nastawienie? Wybieram życie, nie śmierć, z całym jego błogosławieństwem. Biorę słowo, jem chleb żywota, jem z drzewa życia i będę żyć jak najdłużej, by przemieniać siebie, a potem świat dookoła. Będę siać Twoje słowo i zmieniać rzeczywistość, wyzwalać stworzenie z niewoli skażenia. Będę odnawiać ziemię, bo skoro mi ją poddałeś, to znaczy, że mam być dobrym władcą, który troszczy się o nią, odbiera władzę księciu ciemności, przejmuje autorytet i dba o to, co zostało mu przekazane. Chcę przygotowywać ziemię na Twe przyjście, więc potrzebuję czasu na to, potrzebuję żyć tu i teraz!

Ze Sri Lanki wracam z głębokim przekonaniem o dobroci Bożej i o tym, że przede mną jeszcze wiele niedostępnych rzeczy, o których nie wiem (Jer. 33:3).

Po kilku dniach intensywnego nadrabiania zaległości w pracy, przychodzi czas na drugą odsłonę mojego miodowego miesiąca 🙂 Ruszam do Kansas City, do kościoła World Revival Church, po kolejną porcję nowego słowa. Słowa, które Bóg mówi do nas dziś!

Konferencji Kobiet przyświeca hasło „Arise”, czyli „Powstań” → to chyba ulubione słowo naszej kochanej Mary Seidler, która niedawno przyjechała do Polski z ramienia WRC, by usługiwać w Kościołach Chwały.

Powstanie oznacza, że przenosimy się z pozycji, w której aktualnie jesteśmy, do nowej pozycji. W czym żyjemy dziś? We wstydzie, rozczarowaniu, bezsilności, duchowej bezpłodności, przygnębieniu? Nie to zaplanował dla nas Bóg. Powstańmy więc w nowym roku, porzućmy wstyd i obleczmy się w nową tożsamość. Zamiast życia w rozczarowaniu, czas na spójność, objęcie pozycji, którą daje nam Bóg. To pozycja siły, wpływu, autorytetu i wejścia w powołanie, która wynika z zasadzenia się na Słowie Bożym.

Zaczynamy od potężnej modlitwy, którą prowadzi Carol Gilpin. Głębokie wstawiennictwo polega nie tylko na uwolnieniu modlitwy z mocą – to cały styl życia. Zaczynam to rozumieć, gdy Carol pod koniec konferencji opowiada, że „rwanie w duchu” rozpoczęło się już wczesnym rankiem, w dniu rozpoczęcia konferencji. Nie zignorowała tego, lecz weszła w mocną modlitwę, by przyjechać do kościoła cała w ogniu dla Boga. Czasem zastanawiamy się, skąd bierze się usługiwanie z mocą. Ano właśnie stąd – z głębokiej, intymnej relacji z Bogiem. Łatwo ją zaniedbać z prostej przyczyny – Bóg jest niewidzialny. Czy nie jest tak, że z naszymi przyjaciółmi rozmawiamy dotąd, dopóki ich widzimy? W momencie, gdy wychodzą z pomieszczenia, tracimy ich z oczu, przestajemy mówić. Z Bogiem często jest podobnie, zamykamy nasze duchowe oczy i zapominamy, że On wciąż jest w pokoju i czeka, aż z Nim porozmawiamy.

Pastor Diana Trout, jedna z dwóch sióstr pastora Steve’a, podkreśla, by powstać w Chrystusie, przemieniać się na Jego obraz, by założyć całą garderobę królewską, wyjąć z szafy każdą z szat, która została dla nas przygotowana, abyśmy mogli chodzić w godności królewskiej. Zostaliśmy powołani na ten czas (Est. 4:14), nie ignorujmy tego. Ćwiczmy! Bóg jest naszym trenerem, ale nie wykona za nas treningu. Jak ćwiczyć? Poprzez modlitwę, czytanie Biblii, służenie innym. Dyscyplinujmy się w tym. Pilnujmy tego, co wychodzi z naszych ust. Skończmy z narzekaniem i głośmy życie. Speak life!

Barb Rudoski to pastor z kościoła Faith Alive Church w Kanadzie. Przyjechała z córką, Bailey Riza, która codziennie otwiera konferencję, prowadząc uwielbienie pełne namaszczenia. Pastor Barb rozpoczyna od trafnego przyrównania ciała Chrystusa do ludzi wspinających się po drabinie. Jedną ręką chwytamy się mocno tych, którzy idą przed nami, ale drugą od razu wyciągamy do tych, którzy są za nami, i tak wspólnie pokonujemy kolejne stopnie. Cytuje 2 Tm. 1:5 i wskazuje na wiarę, jaka była w babce Tymoteusza, Loidzie, oraz w jego matce Eunice – to dzięki ich modlitwom i staraniom Tymoteusz został wychowany w wierze i wyrósł na Bożego człowieka, który miał moc później przemieniać narody. Czy to nie jest potężne świadectwo dla wszystkich kobiet niedoceniających roli, jaką Bóg złożył w ich ręce? Znam niejedną matkę, która marzy o wielkich rzeczach, nie zawsze pamiętając, że przed sobą ma małe cuda Boże. One będą czynić te wielkie rzeczy, ale najpierw muszą zostać w nie wprowadzone. Znam kilkuletnie dzieci, które dostają wizje, obrazy, które głoszą innym o Bogu i dzielą się świadectwem tego, co Bóg uczynił w ich życiu. Nie potrzebujemy mikrofonu, by czynić dzieła Boże!

Pastor Kathy Gray akcentuje siłę. Ale nie tę własną, lecz tę, która pochodzi z siedzenia u stóp Jezusa, której źródłem jest Jego moc i Jego królewskie namaszczenie. Wolność przyjdzie, gdy zamiast pokładać ufność we własnych wysiłkach, zaufamy Bogu. Wymienimy nasze priorytety na Jego priorytety i zamiast kręgosłupa miękkiego jak nitka spaghetti (trzeba przyznać, że pastor Kathy ma trafne porównania, prawda?:), ustanowimy w sobie kręgosłup z żelaza. Będziemy wtedy w stanie zastąpić bierność aktywnym czekaniem. Nabierzemy siły, wzbijemy się w górę jak orły i zamiast mdleć, zaczniemy biec! (Iz. 40:29-31).

 

PS. W załączonym linku nagranie z jednego z dwóch wystąpień pastor Uli Podżorskiej i pastor Uli Matan. Coś pięknego, słuchać ich potężnych głosów uwolnionych w wielkiej hali, docierających z Bożym namaszczeniem do każdego zakątka. Ledwo do końca utrzymałam telefon 🙂

Swoją drogą, muszę dodać, że równie ważną częścią całego wyjazdu, obok oczywistości w postaci samej konferencji i poznania tego kościoła, było wspólne spędzanie czasu. Mogłam poznać dużo lepiej pastor Ulę i pastor Ulę oraz naszą kochaną wstawienniczkę, Anię Śladowską. Do tego stopnia cieszył nas ten czas razem, że w żadnej z przerw konferencji nie pojechałyśmy, by choćby zobaczyć centrum Kansas City. Zamiast tego, przesiadywałyśmy w jadalni, i przeróżnym opowieściom nie było końca. Od świadectw Bożego działania aż po komiczne sytuacje z bujnej przeszłości operowej obu Ul. Czasem kręciło nas w oku ze wzruszenia, ale najwięcej było łez… radości, kiedy płakałyśmy ze śmiechu przy kolejnej historii.

Dziękuję całej Waszej trójce, że mogłam tam z Wami być!

Comments are closed.