Blogi
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)
Unicestwienie spisku (Wrzesień 29, 2017 12:10 pm)
Noe – sprawiedliwy przed Bogiem (Wrzesień 15, 2017 12:12 pm)
Boża wola (Wrzesień 7, 2017 1:18 pm)
Bądź mężny (Sierpień 22, 2017 2:16 pm)

Historia mojego uzdrowienia

chc1000

Tekst: Christine Caine

 

Coś co zawsze towarzyszy przechodzeniu przez ciemną dolinę z Jezusem: wychodzisz z niej, znając Go.

 

“Chris, masz raka”. To nie były słowa, których spodziewałam się usłyszeć, kiedy 27 czerwca tego roku wylądowałam w Sidney, gdzie odbywała się coroczna konferencja Hillsong.

W Australii była 9 rano, a mój lekarz ze Stanów zadzwonił, żeby poinformować mnie o wynikach biopsji tarczycy jeszcze zanim wysiadłam z samolotu.

Słowo na “r”.

To słowo zazwyczaj wywołuje strach, grozę i panikę w sercach ludzi.

Brzmi jak koniec, wyrok.

Wydaje się, że każdy na świecie znał kogoś, kto ma lub miał raka.

Mój ojciec zmarł na raka płuc, gdy miałam 19 lat.

  • Widziałam na własne oczy, jak rak zżera zdrowe ciało.
  • Widziałam, co chemioterapia i radioterapia potrafią zrobić z ciałem.
  • Widziałam, jak mój tata z niezależnego silnego mężczyzny zmienia się w słabego i wątłego.
  • Widziałam jak jego piękna grzywa znika, kępka po kępce.
  • Woziłam go na leczenie, kiedy już nie był w stanie prowadzić.
  • Siedziałam w poczekalni, czekając na koniec operacji.
  • Widziałam, jak staje się chodzącym trupem.
  • Słyszałam, że ma się źle. Zawsze źle, tylko źle.
  • Widziałam, co oczekiwanie z nadzieją może zrobić z rodziną.
  • Dowiedziałam się, jak wielkim ciężarem finansowym może stać się niekończące się leczenie.
  • Widziałam bezsilność, bezradność, strach i desperację swojej matki.
  • Modliłam się modlitwami pełnymi desperacji i ognia, które zdawały się nic nie zmieniać.
  • Miałam wrażenie, że strach zamieszkał na stałe w naszym domu.
  • Usłyszałam o ustąpieniu objawów 2 tygodnie przed śmiercią mojego ojca.
  • Żyłam z wiarą i nadzieją, że zostanie uzdrowiony.
  • Widziałam moją mamę, trzymającą w ramionach ciało mojego taty.
  • Widziałam swoich zrozpaczonych braci, próbujących żyć dalej bez swojego bohatera.
  • Byłam zdezorientowana po stracie głowy naszej rodziny.
  • Byłam na pogrzebie własnego ojca.
  • Skończyłam szkołę i nie mogłam świętować tego ze swoim tatą.
  • W dniu ślubu szłam do ołtarza bez ojca przy boku.
  • Mój mąż nigdy nie poznał mojego ojca.
  • Moje córki nigdy nie poznały dziadka.
  • Nigdy nie widziałam taty, który uśmiechałby się do mnie, kiedy głosiłam.
  • Nigdy nie mogłam zadzwonić do taty, żeby powiedzieć, że uratowaliśmy kolejną dziewczynę.
  • Nigdy nie mogłam podarować tacie swojej książki.
  • Minęło 29 lat odkąd ostatni raz mogłam porozmawiać ze swoim tatą.

Niewątpliwie, wiedziałam co znaczy słowo “rak”.

Mam 48 lat i żyję na tym świecie wystarczająco długo, żeby wiedzieć ile osób miało lub ma raka. Modliłam się o tłumy ludzi chorych na raka.

Niektórzy przeżyli, inni umarli. I tak, zawsze będę modlić się, żeby Bóg uzdrowił ludzi, którzy cierpią na raka.

Nigdy nie spodziewałam się, że to może nastąpić, ale nastąpiło: zdiagnozowano u mnie raka.

Czy to stadium 1,2,3 czy 4? – zastanawiałam się. Czy narośl w moim gardle to też rak?

Był oddzielony czy rozprzestrzenił się też na moje węzły chłonne? Jak to możliwe, że mam raka? Jestem zadbaną, pełną wiary, głoszącą Bożą kobietą. Pomylili się? Czy mam wracać prosto do Stanów? Czy będę w stanie znieść chemię i radioterapię, jeśli byłyby niezbędne?

Czy z tym wrócę do domu? Co będzie z Catherine i Sophią?

Co z Nickiem i naszymi niezrealizowanymi planami i marzeniami? Co z moimi obowiązkami na konferencji?

To był tylko ułamek sekundy, ale wszystkie te pytania, i wiele innych, zdążyły przejść mi przez myśl. Wzięła głęboki oddech i odpowiedziałam:

“Leslie, jest ok. Rak to nie wyrok. Życie to wyrok. Przeżyję każdą sekundę każdego dnia, który zaplanował dla mnie Bóg, wtedy wrócę do domu. Diabeł nie ma autorytetu nad moim życiem. Krew Jezusa okrywa mnie i On zabierze mnie, kiedy będzie chciał. Nie wiem, jak odejdę, ale – jak większość ludzi – wyobrażam sobie śmierć jako przejście. Po prostu myślę, że to jeszcze nie mój czas. Nie boję się śmierci, jest nieunikniona. I nie zgadzam się, żeby słowo „rak” paraliżowało mnie strachem. Powiedz, co mamy robić. W tym tygodniu będę na konferencji pod nazwą „Nie ma innego Imienia” i wierzę, że jest Imię, które jest większe niż słowo „rak” i jest to Imię Jezusa. Jesteśmy na polu bitwy, nie na placu zabaw. Czas by iść na wojnę. Powiedz, co mam zrobić jeśli chodzi o leczenie, a ja będę walczyć w duchu i, cokolwiek się stanie, Jezus zwycięży.”

W ciągu jednego tygodnia od pójścia do lekarza z bólem gardła, przeszłam do zdiagnozowania czterech różnych przypadłości w części ciała, której używam najczęściej do wypełnienia swojego powołania:

  • Narośl po prawej stronie gardła
  • Guzki na strunach głosowych
  • Infekcja gardła
  • Rak tarczycy

Wiele się może zdarzyć w ciągu tygodnia.

Wiedziałam, że została ukuta przeciwko mnie broń. Nie wierzę, że choroba pochodzi od Boga, bo Bóg jest dobry i czyni dobro, ale wiem że trwamy w walce duchowej i że złe rzeczy przytrafiają się dobrym ludziom, bo żyjemy w upadłym świecie. Diabeł przyszedł po moje gardło, mój głos. Chciał mnie uciszyć i zaatakował z pełną siłą, żeby mnie przytłoczyć. Otrzymałam złe wiadomości – jedną po drugiej. To było nie do opanowania.

Jego plan polegał na wypełnieniu mnie strachem, tak żeby mógł uśpić moją wiarę. Strach osłabia, unieruchamia i paraliżuje nas. Powoduje, że odchodzimy od Boga, zamiast napierać na relację z Nim i Jego Słowo. Wypowiadamy zwątpienie i niewiarę zamiast wiary. Zapominamy o Jego obietnicach, zamiast pamiętać o Jego wierności. Widzimy fakty, przeszkody i olbrzymów, zamiast prawdy Jego Słowa. Reagujemy, zamiast odpowiadać. Strach zwyczajnie zamyka nas, a kiedy jesteśmy zamknięci, nie możemy toczyć prawdziwego boju wiary.

Ja miałam bój wiary przed sobą, a prawdziwym wrogiem nie był rak, ale strach.

 

Ja zostałam oślepiona, z zaskoczenia, ale Bóg nie. Czułam, jak buzują we mnie emocje, ale równocześnie czułam Bożą obecność w bardzo namacalny sposób. To była dla mnie kolejna szansa, żeby wypróbować to, co głoszę do innych.

  • Musiałam zdecydować, że przykrywam problem obietnicami Bożymi.
  • Musiałam zdecydować, że uciszę olbrzyma Słowem Bożym.
  • Musiałam zdecydować patrzeć ponad mur, żeby zobaczyć zwycięstwo po drugiej jego stronie.
  • Musiałam zdecydować, że chodzę w wierzę, nie w oglądaniu.
  • Musiałam zdecydować, że pokonam strach wiarą.
  • Musiałam zdecydować, że fakty zastąpię prawdą.
  • Musiałam wybrać wojowników wiary, żeby przeszli ze mną przez ogień.
  • Musiałam zdecydować, że schronię się w Obecności Bożej.
  • Musiałam zdecydować, że będę chłonąć obietnice ze Słowa.
  • Musiałam zdecydować, że uciszę strach, zwątpienie, niewiarę i pesymizm.
  • Musiałam zdecydować, że będę uważać na to, co wyznaję.
  • Musiałam wybrać życie zamiast śmierci.
  • Nie wiedziałam, jak wielką bitwę stoczę, ale wiedziałam że to wojna.

Nie wchodzi się od tak na pole bitwy. Musisz być przygotowany, w pełni uzbrojony i wyposażony.

A ja…

  • Wciąż musiałam być matką swoich dzieci.
  • Wciąż musiałam być żoną Nicka.
  • Wciąż miałam służbę do prowadzenia.
  • Wciąż miała konferencje przed sobą.
  • Wciąż miałam w planach premierę książki Niezwyciężona (czy byłam gotowa, żeby taka być?)
  • Wciąż miałam przed sobą trasę Miracles, Signs & Wonders z Kari Jobe.
  • Wciąż miałam przed sobą Kobiety Wiary.
  • Wciąż miałam przed sobą głoszenie na trasie Hillsong.

To był jeden z najgorętszych okresów w tym roku. Gdybyście mnie wcześniej zapytali, powiedziałabym że nie będę miała czasu na walkę o zdrowie. Jednak bitwy nigdy nie przychodzą w odpowiednim momencie, prawda? Musiałam ufać, że Bóg wie co dzieje się w moim życiu I że skoro mnie tu doprowadził, to także mnie przez to przeprowadzi. Jego łaska będzie dla mnie wystarczająca.

 

Bóg na pewno wkrótce mnie uzdrowi, bo wie że potrzebuję mojego głosu, żeby robić te wszystkie rzeczy. Tak oczywiście myślałam. Często. Przecież mógł, prawda? Wierzę w głębi serca, że Jezus wciąż dziś uzdrawia. Wierzę w ponadnaturalną, cudotwórczą moc Bożą. Jak inaczej mogłabym być zbawiona, jeśli nie uwierzyłabym ponadnaturalną wiarą, że Jezus Chrystus narodził się z dziewicy, umarł na krzyżu, powstał z martwych trzeciego dnia, siedzi po prawicy Ojca i powróci wkrótce? Tak, w zasadzie wszystko w co wierzę, wymaga ponadnaturalnej wiary.

Uwierzenie w to że Bóg dziś uzdrawia, wymaga mniej ode mnie niż uwierzenie w to, że Jezus umarł z moje grzechy. To wciąż nie mieści mi się w głowie.

Chciałam być uratowana OD tej sytuacji, ale dziesięć tygodni później odkryłam, że Bóg chce, żebym przeszła PRZEZ nią.

Kiedy usłyszałam diagnozę po raz pierwszy, nie wiedziałam jak duży jest guz na mojej tarczycy. Nie wiedziałam w jakim stadium jest rozwój tego raka. Nie znałam stopnia zniszczenia swoich strun głosowych, tak samo jak nie wiedziałam, w jakim stopnie zaawansowania jest infekcja. Moje myśli zaczęły biec najgorszym torem, jak rozpędzony pociąg, I musiałam je zatrzymać, zanim uderzyłyby w ścianę i spowodowały najgorsze zniszczenia.

 

Czy to sprawiłoby jakąś różnicę, gdybym wiedziała więcej? Czy wierzę, że Bóg może uzdrowić mnie ze stadium 4, tak samo jak ze stadium 1?

Czy jestem w stanie uwielbiać Go podczas próby? Czy zniewolę każdą swoją myśl w tym okresie? Czy zaufam Bogu w czasie próby?

Czy wciąż mogę z odwagę ogłaszać Jego Słowo, nie mając wszystkich odpowiedzi? Czy zaufam, że Jego łaska przeprowadzi mnie przez wszelkie procesy leczenia? Czy każdy dzień będę traktować jak dar i nie będę martwić się o jutro? Czy gdy ludzie będą się nawracać, będę bardziej podekscytowana niż zwykle? Czy będę wierzyć, że uratujemy więcej dziewczyn niż kiedykolwiek? Czy będę modlić się o chorych z większą wiarą niż kiedykolwiek? Czy pozostanę na stanowisku bez względu na wszystko?

Czy uporządkuję swoje sprawy i zaufam Bogu, co do mojej przyszłości?

Ten sam Bóg który był ze mną zanim dostałam telefon, był ze mną i po nim. On się nie zmienił, ale ja miałam możliwość przejść przez próbę, która na zawsze by mnie zmieniła. Myślę, że czasem nie wiedzieć jest ciężej niż wiedzieć. Prawdą jest natomiast, że nie wiemy tyle, ile nam się wydaje, a kontrolujemy nawet mniej niż to, o czym wiemy. Tylko Bóg jest wszechwiedzący, więc musiałam ufać temu, co wiem o Tym, który wie wszystko. Mieliśmy przed sobą pogłębienie naszej relacji, bo do tego prowadzi zaufanie. Przyciąga cię do Niego. 

“Poczytajcie to sobie za najwyższą radość, bracia moi, gdy rozmaite próby przechodzicie, Wiedząc,, że doświadczenie wiary waszej sprawia wytrwałość, wytrwałość zaś prowadzi do dzieła doskonałego, abyście byli doskonali I nienaganni, nie mający żadnych braków.” (Jak. 1:2-4)

„Najmilsi! Nie dziwcie się, jakby was cos niezwykłego spotkało, gdy was pali ogień, który służy ku doświadczeniu waszemu, Ale w tej mierze, jak jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, radujcie się, abyście i podczas objawienia chwały jego radowali się i weselili.” (1 Piotra 4:12-13)

 

To z kim idziesz przez ogień jest KLUCZOWE.

Otoczyłam się dziewczynami, które były wojownikami wiary, które wymawiały jedynie wiarę, nadzieję, uzdrowienie, siłę i odwagę do mojego życia.

W środku walki nie potrzebujesz trosk.

Potrzebujesz wojowników, którzy będą ogłaszać, deklarować i wyznawać obietnice Bożego Słowa nad twoim życiem.

Potrzebujesz przyjaciół, którzy będą Ci przypominać:

  • “Większy jest ten, który jest w tobie, niż ten który jest na świecie”
  • “Jego ranami jesteś uleczona”
  • „Żadna broń ukuta przeciwko tobie, nic nie wskóra”
  • ”Nie umrzesz, ale będziesz żyła i będziesz ogłaszać dzieła Pana.”
  • “Nie zapominaj dobrodziejstw Jego. On leczy wszystkie twoje choroby.”
  • “Pan spowoduje, że zabliźnią się twoje rany I uleczy cię od twoich ciosów.”
  • “Nie nastanie po raz drugi ucisk.”
  • “Moc Boża jest tu, aby cię uzdrowić.”

Jestem niesamowicie wdzięczna za każdą osobę, która modliła się za mnie w tym czasie, za moich wiernych braci i siostry w Chrystusie, którzy są wojownikami modlitwy, i których dłużnikiem jestem na zawsze. Podtrzymywali mnie przez cały ten czas. Walczyli za mnie. Nie wyobrażasz sobie, jak dużo siły i zachęcenia potrzebujesz od ludzi pełnych wiary, dopóki nie zabraknie ci siły i odwagi. Bardzo potrzebujemy siebie nawzajem. Dużo bardziej niż nam się wydaje. Nie dobrze człowiekowi, gdy jest sam.

Lipiec zleciał na robieniu badań, ultradźwiękach, jeszcze większej ilości badań i jeszcze większej ilości ultradźwięków. Siedziałam w wielu poczekalniach pełnych ludzi chorych na raka. Wielu z nich było samotnych. Widziałam strach w ich oczach. Ludzi którzy stracili wszystkie włosy. Którzy nie potrafili już samodzielnie chodzić. Ludzi z bliznami po naświetlaniach. Ludzi z siniakami od igieł. Moje serce niemalże się zatrzymało, kiedy zobaczyłam, jak ojciec pchał na wózku swojego syna. Mam dwie córki, które nigdy nie były chore. Nie tak. Drogi Boże. Miłosierdzie. Łaska.

Moje serce złamało się na ich widok. Wypełniło mnie współczucie i wiedziałam już dlaczego tam jestem. Musiałam to zobaczyć. Musiałam to poczuć. Mój przypadek nie był złośliwy a rodzaj raka, który miałam dało się usunąć operacyjnie. Musiałam przejść przez własną dolinę, ale ich ścieżka wydawała się znacznie trudniejsza i ciemniejsza niż moja. Wiele razy byłam w takiej poczekalni, oczekując innych. Nigdy jednak nie siedziałam w niej, wiedząc że mam taką samą chorobę w swoim ciele. Mój rak był odizolowany. Niegroźny. Uleczalny. Było to oczywiste, że wielu z tych ludzi doświadczało raka, który masakrował ich ciała. Boże, dlaczego? Jest tyle pytań, na które nie znajdę odpowiedzi po tej stronie, ale mogłam zrobić to, co byłam w stanie zrobić i zostawić Bogu to, co On mógł zrobić.

Musiałam wykorzystać okazję, żeby przynieść światło, życie, nadzieję i radość w środek ciemności i rezygnacji. Jezus był w tych poczekalniach z tymi ludźmi, bo Jego Duch żyje we mnie. Byłam tam, więc On też tam był. Czy byłam wystarczająco odważna, żeby dosięgnąć, dotknąć, kochać tych ludzi i modlić się o nich? Czy byłam w stanie uwierzyć Bogu o ludzi, którzy nie byli już w stanie wierzyć ze siebie?

Niektóre z najcenniejszych momentów mojej służby miały miejsce w tych poczekalniach i szpitalach.

Nigdy nie będę taka sama.

Zastanawiałam się dlaczego tak wiele osób chce służby stacjonarnej, kiedy służba czeka na nich w szpitalnych poczekalniach na całym świecie.

Ilu ludzi czeka, aż przyjdziemy do nich, podczas gdy my czekamy aż to oni przyjdą do nas?

Poczekalnie czekają na nas.

Na co ty czekasz?

Narośl na moim gardle usunięto podczas 1-godzinnej operacji, w sierpniu. Byłam wdzięczna – diagnostyka nie wykazała żadnych zmian rakowych w tym obszarze. Chwała Bogu, wszystko stało się jasne.

Wiem, że dokładnie tego samego dnia ktoś otrzymał zupełnie inny wynik i modliłam się, żeby Bóg okazał tej osobie łaskę.

We wtorek miałam usuniętą tarczycę. Wycięli połowę. Nie będę potrzebowała leczenia i nie ma śladu raka w moim ciele. Chwała Jezusowi. Odpowiedział na nasze modlitwy. Uzdrowił moje ciało. I jestem za to niesamowicie wdzięczna. Tak, że nie wiem jak to wyrazić słowami.

Piszę ten tekst, wracając do domu z Kobiety Wiary, z Filadelfii. Jest sobota. Nie wiem, czy zauważyliście jak cudowne to jest? We wtorek usunięto połowę mojej tarczycy, w efekcie 2,5-godzinnej operacji, a dziś, dzięki łasce Bożej, cztery dni później, na drugiej stronie kraju, głosiłam do tysięcy kobiet.

Prosiłam Boga, żeby nie pozwolił mi przegapić ani jednego głoszenia, bo nie chciałam dać wrogowi więcej pola. Przyszedł po mój głos, a ja mu go nie dawałam. (Do wszystkich matek: bez paniki, miałam pozwolenie od lekarza. Nic mi nie jest. J). Czasem musisz włożyć buty wojskowe i nastąpić na głowę węża. To zrobiłam, kiedy tysiące przyszły do Chrystusa.

Nick powiedział: “Chris, diabeł miał cię zabić, nie rozzłościć. Teraz każ mu za to zapłacić!”

Powiedziałam Jezusowi: “Jeśli chcesz zabrać mnie do domu już teraz, biorę ze sobą tak wiele osób, jak tylko mogę”. Chciałam przyprowadzać ludzi do Jezusa przez cały ten czas i być żywym świadectwem tego, że Bóg wciąż dziś uzdrawia. Przez ostatnie 10 tygodni byłam zdumiona łaską Bożą. Widziałam wiele tysięcy ludzi, przychodzących do Chrystusa, a także wiele, wiele uzdrowień. On jest taki wierny.

Coś co zawsze towarzyszy przechodzeniu przez ciemną dolinę z Jezusem: wychodzisz z niej, znając Go.

Nikt ci tego nie odbierze. Nikt nie może się uciszyć. Już się nie boisz.

Nie wydaje mi się, że muszę podkreślać przesłanie słów: “My bowiem nie możemy nie mówić o tym, co widzieliśmy i słyszeliśmy.” (Dz.4:20)

Niektóre rzeczy widzisz i słyszysz wyraźniej, idąc przez ciemną dolinę.

“A widząc odwagę Piotra i Jana i wiedząc, że to ludzie prości, dziwili się; poznali ich też, że byli z Jezusem.” (Dz. 4:13)

Ludzie WIEDZĄ, że jesteś z Nim, a bycie z Nim jest ważniejsze niż wiedza o Nim.

Nie zamieniałabym tego czasu za nic.

Dlaczego nie zostałam od razu uzdrowiona?

Nie wiem. Jednak wiem to: Jezus mnie uzdrowił.

  • Bóg czasem uzdrawia poprzez ponadnaturalne cuda.
  • Czasem uzdrawia za pomocą lekarzy i medycyny.
  • Czasem zabiera nas do domu i tam nas uzdrawia.

Na który sposób się zdecyduje, to Jego sprawa.

On jest Bogiem, nie ja.

On jest ponad wszystkim i zrobi to, co przyniesie Mu największą chwałę.

Moim zadaniem jest wierzyć w to, że wciąż może uzdrawiać i uzdrawia. Jego zadaniem jest zrobić to, co jest niemożliwe.

Bóg odpowiada na naszą wiarę.

Niemożliwe – stąd zaczyna Bóg.

Cuda – to Bóg robi.

Nie wiem z czym zmagasz się dzisiaj, ale wiem, że Bóg wie. On widzi. On troszczy się. Bóg może zadziałać i zadziała na twoją korzyść. Bóg tworzy drogę, tam gdzie jej nie ma.

Bóg jest dobry. Bóg czyni dobro.

Współdziała we wszystkim ku dobremu.

Nie pozwól nikomu umniejszyć twojego problemu:

Miałam raka tarczycy, w pierwszym stopni zaawansowania, co niektórzy nazywali “żadnym problemem” (najczęściej ci którzy nigdy nie mieli raka). Kiedy we wtorek przez 2,5 godziny leżałam na stole operacyjnym, a lekarz przykładał skalpel do mojego gardła, to nie był dla mnie „żaden problem”. W moim przypadku, rak wystąpił w bardzo nietypowym miejscu, tuż nad krtanią. Rzecz jasna, wróg chciał odebrać mi głos.

Stawka była wysoka. Potrzebowałam wiary i przyjaciół pełnych wiary. Stadium 1 czy 4 nie było w stanie wpłynąć na umiejętność chirurga, który miał pociąć moje gardło.

Wszystko jest względne.

Byłam wdzięczna za wiarę przyjaciółki, która przez ostatnie dziesięć tygodni przechodziła ze mną przez ten proces. Tego ranka napisała do mnie: „Będę modlić się twarzą do podłogi, kiedy ty będziesz leżeć. Będę czuwać i modlić się, kiedy będziesz spać.” Biorę ten rodzaj wiary, miłości, łaski, współczucia i miłosierdzia. „Będzie w porządku, Chris, rak tarczycy to nic wielkiego”. Nie lekceważ ludzi i ich dolegliwości.

 

Wszystko jest względne.

Twój problem jest ważny dla Boga.

 Użyj swojej wiary:

  • Jezus może uzdrowić raka w każdym stadium.
  • Jezus może uzdrowić ból pleców.
  • Jezus może otworzyć zamknięte łono.
  • Jezus może uzdrowić ten chroniczny ból.
  • Jezus może uzdrowić ten ból głowy.
  • Jezus może poskładać twoje złamane serce.
  • Jezus może odnowić twój umysł.
  • Jezus może uzdrowić twoją zranioną duszę.
  • Jezus może powstrzymać tę katastrofę finansową.
  • Jezus może odnowić tę relację.
  • Jezus może pomóc ci przebaczyć.
  • Jezus może pomóc ci zostawić przeszłość za sobą.
  • Jezus może przynieść nadzieję w samym środku zamieszania.
  • Jezus może przesunąć tę górę.
  • Jezus może zaspokoić tę potrzebę.
  • Jezus może zbawić tę osobę.
  • Jezus może przywrócić ci dzieci.
  • Jezus może otworzyć te drzwi.
  • Jezus może dać ci partnera.

W końcu Jezus zajmuje się czynieniem cudów:

“…jak Bóg namaścił go Duchem Świętym i mocą, jak chodził czyniąc dobrze i uzdrawiając wszystkich opętanych przez diabła, bo Bóg był z Nim.” (Dz. 10:38)

“…I szło za Nim wielu, i uzdrowił ich wszystkich.” (Mt. 12:15)

To że człowiek nie potrafi czegoś zrobić, nie oznacza że Bóg nie potrafi. To co niemożliwe jest u człowieka, możliwe jest u Boga. Z Bogiem wszystko jest możliwe i nie ma nic niemożliwego.

Chcę, żeby wiara i nadzieja żyły w tobie. Chcę, żebyś nieustannie wierzył, że Bóg uczyni cud w twoim życiu.

Nie wiem, co tobie przyniesie przyszłość, tak samo jak nie wiem, co przyniesie mi.

“Wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótka, a potem znika.” (Jak.4:14-15)

Na dzisiaj żyjesz. Na dzisiaj masz nadzieję. Na dzisiaj masz wiarę.

Nie pozwól, żeby troska, niewiara, zwątpienie czy niepokój o jutro, okradły cię z tego, co masz dzisiaj.

WSZYSCY mamy tylko dzisiaj.

Rak nie jest wyrokiem.

Życie jest wyrokiem.

Nikt nie wychodzi z życia żywym.

Nie bój się śmierci.

Bój się umierania z wiedzą, że nigdy nie żyłeś.

Comments are closed.