Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)

Gorod Mira

20140926_Gorod_1000

Tekst: Pastor Artur Surowski

Redakcja: Wojciech Wieja

 

Na początku planowaliśmy wszystko zrobić swoimi rękami: bio toalety, bio prysznice, polową kuchnię… Pan jednak miał dla nas zupełnie inne plany.

 

Wiele osób od dłuższego czasu (praktycznie od początku czerwca) dzwoniło do nas, aby im znaleźć jakieś miejsce, gdzie mogliby choć na jakiś czas przyjechać i zatrzymać się w Berdiańsku. Na ten czas w Berdiańsku już były trudności ze znalezieniem wolnych pokoi, ponieważ większość była zajęta przez uchodźców ze Słowiańska i Kramatorska. Z trudem udawało się pomóc coś wynająć. Wszyscy opowiadali o niełatwych warunkach na terytorium kontrolowanym przez Doniecką i Ługańską Republikę Narodową, o bezprawiu na ulicach okupowanych miast, walkach, bombardowaniach itd.

 

Pierwszym ważnym dla mnie momentem, który natchnął mnie na działania związane z pomocą uchodźcom, był przyjazd do Berdiańska Pastora z Toreza (tam, gdzie upadł malezyjski samolot). Razem z rodziną i liderami zboru, pod osłoną nocy przyjechali do Berdiańska cudem przepuszczeni przez blokady, o czym ja dowiedziałem się dopiero po trzech dniach ich pobytu w naszym mieście. Tak byli zestresowani, że trzech dni potrzebowali, żeby dojść do siebie.

To, co opowiadali o wydarzeniach w Torezie, to w ogóle temat na długie opowiadanie. Zabrano budynek zboru i biura. Mało brakowało, żeby ich rozstrzelano, grożono im śmiercią, celując z automatów Kałasznikowa i wiele innych rzeczy przeżyli.

Po spotkaniu z uchodźcami z Toreza długo nie mogłem dojść do siebie. Nie mogłem znaleźć sobie miejsca, nie mogłem spać, ani jeść, ciągle ze łzami w oczach prosiłem, aby Pan mi pokazał, co ja osobiście mogę zrobić dla nich. Nagle Bóg pokazał mi wszystkich moich przyjaciół w Polsce. Dał mi też zrozumienie, że sam mogę mało, ale razem możemy wiele. Napisałem więc na Facebook’u krótką informację o ich sytuacji i każdego dnia zaglądałem na konto bankowe, czy ktoś coś przysłał. Po trzech dniach zaglądania na puste konto dałem sobie spokój i pomyślałem, że widocznie nikogo nie interesuje los jakichś prześladowanych chrześcijan na Ukrainie.

Za jakiś czas, zupełnie z innego powodu zajrzałem na swoje konto. Mojemu zdziwieniu nie było końca. Ujrzałem tam całkiem pokaźną sumę, którą przekazałem naszym braciom z Toreza.

Później zaprosiłem dwie młode rodziny z Doniecka, aby przyjechali do Berdiańska i choćby przez krótki czas odpoczęli od atmosfery walk, bombardowań i bezprawia, jakie miało miejsce we wszystkich miejscowościach kontrolowanych przez Doniecką lub Ługańską Republikę Narodową. Powiedzieli mi, że mają pieniądze tylko na drogę, ale na wynajem pokoi już nie będzie ich stać. Na co od razu Bóg podsunął mi pytanie, czy mają namioty!

Pomyślałem, że miejsce dla namiotów zawsze znajdziemy. Przyjechali z namiotami i pierwszej nocy rozłożyliśmy obóz na plaży nad brzegiem morza Azowskiego. Nad ranem zerwał się sztorm i połamał nam dwa z czterech namiotów. Musieliśmy szukać awaryjnego rozwiązania. Kilka nocy spędzili więc w zborze na dmuchanych materacach (ale w cieple i przyjemnej atmosferze).

Tam modliliśmy się i wiele debatowaliśmy, jak można pomóc tak wielu potrzebującym wyjechać ze strefy działań wojennych.

Tak narodziła się idea stworzenia miasteczka namiotowego.

Na początku planowaliśmy wszystko zrobić swoimi rękami: bio toalety, bio prysznice, polową kuchnię… Pan jednak miał dla nas zupełnie inne plany.

Pomysł miasteczka narodził się we wtorek, w środę pojechaliśmy do rejonowej administracji i rozmawialiśmy o możliwości wydzielenia skrawka ziemi dla organizacji letniego obozu dla uchodźców. Powiedziano nam, że ziemi nie mogą nam dać, ponieważ miejsce, o które poprosiliśmy, znajduje się w strefie parku krajobrazowego. Obiecano nam jednak pomóc w poszukiwaniach i już po godzinie skierowano nas do byłej bazy pionierów, która od 15 lat stała pusta.

Od razu udaliśmy się tam i po obejrzeniu zaczęliśmy działać.

To było w środę, natomiast w czwartek rano byłem już w autobusie do Zaporoża, aby przesiąść się do pociągu do Lwowa, skąd następnie udałem się do Lublina i tam dalej szukałem pomocy, sponsorów. Otrzymałem pierwsze namioty, śpiwory, materace, które potem taką samą drogą odwiozłem do Berdiańska.

Tak się zaczęła nasza wielka przygoda z Miasteczkiem Namiotowym, które nazwaliśmy „GOROD MIRA”, tzn. „MIASTO POKOJU”.

 

Tutaj jest wielu takich jak ja, praktycznie każdy zbór kogoś przyjmuje. Nasi przesiedleńcy, przez to że pogoda już nie pozwala mieszkać w namiotach, musieli się przenieść do różnych miejsc. Największa grupa (ok. 60 osób wywieziona została do Dnieprodzierżyńska – tam zaproponowano całe piętro w szkole sportowej – jest ogrzewanie, woda oraz elektryczność), niektórzy z rodzinami wyjechali do Kijowskiego, Sumskiego, Połtawskiego i innych zachodnich obwodów.

Obliczyliśmy, że w ciągu dwóch miesięcy funkcjonowania naszego Miasteczka Pokoju, z pomocy skorzystało 217 osób. Nie licząc oczywiście tej pomocy, którą cudownym sposobem odsyłaliśmy (nie bez ryzyka) do potrzebujących, którzy z różnych przyczyn nie mogli wyjechać z Doniecka, Makieievki i okolic.

 

 

Jeśli ktoś chce pomóc, to podaję numer konta w Polsce: Mbank eKonto Artur Surowski 47 1140 2004 0000 3802 6865 9249

Koniecznie z dopiskiem, na jaki cel mają być przeznaczone pieniądze.

Podaję również mój adres w Polsce, pod który można przesyłać pomoc rzeczową: ul. Romera 69, 20-487 Lublin, Polska.

Telefon ukraiński +38 097 614 62 16 lub +38 066 198 06 34

Telefon polski tylko wtedy, gdy jestem w Polsce: 519 399 029

Można się ze mną kontaktować również przez Facebook’a: www.facebook.com/artur.surowski

 

Referencje: Ściśle współpracuję ze Zborem Zielonoświątkowym „Oaza” w Lublinie, gdzie pastorem jest Marek Wółkiewicz.

Comments are closed.