Blogi
Nie samym chlebem żyje człowiek (Listopad 25, 2017 10:38 pm)
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)

Dziecko z nieba

ciaza_internet1000

Tekst: Ula

Mieszkamy w małej miejscowości w centralnej Polsce, znamy się już z mężem od 15 lat. Od 6 lat jesteśmy małżeństwem. Od dziecka należymy do Kościoła Katolickiego, ale raczej wolimy mówić o sobie chrześcijanie. Staramy się pogłębiać naszą więź z Bogiem, być coraz bliżej Niego, żyć Jego przykazaniami na co dzień. Odkąd się pobraliśmy, zawsze marzyliśmy o dziecku. Początkowo nie wydawało nam się dziwne, że nie zachodzę w ciążę, gdyż od dawna miałam zdiagnozowany zespół policystycznych jajników, utrudniający poczęcie dziecka.

Po 2 latach prób zauważyliśmy, że jednak mamy problem. Wierzyliśmy w Boga i ufaliśmy Jemu, modliliśmy się o dzidziusia, ale odpowiedź nie nadchodziła. Zaczęliśmy więc działać ludzkimi sposobami i próbowaliśmy się leczyć. W różnych klinikach doradzono nam różne sposoby terapii. Byliśmy zmęczeni ciągłymi badaniami, niezbyt przyjemnymi wizytami, zastrzykami hormonalnymi, niekończącym się cyklem nadziei i zawodów, kiedy testy były ciągle negatywne. Po wykorzystaniu większości dostępnych metod diagnozy i leczenia, ostatecznie zaproponowano nam metodę invitro. Lekarze twierdzili, że w naszym przypadku nic innego nie zadziała i jeżeli nie zdecydujemy się teraz, to z pewnością wrócimy do nich za 10 lat, ale wtedy może być już za późno. Byliśmy zgodni z mężem, że to nie jest dla nas najlepsze wyjście. Nikt nie był w stanie przekonać nas do podjęcia tej decyzji. A nalegało wielu i argumentów za tym było jeszcze więcej.

W międzyczasie znaleźliśmy klinikę leczenia niepłodności metodą naprotechnologii, w której lekarze mieli zupełnie inne podejście niż w innych miejscach. Szukali przyczyny naszej bezpłodności, uczyli obserwacji własnego ciała, dla nich diagnoza zespołu policystycznych jajników nie była wyznacznikiem braku ciąży. Chodziliśmy tam kilka miesięcy.

Równocześnie zdecydowaliśmy się na adopcję dziecka i rozpoczęliśmy przygotowania do procesu adopcyjnego. Tam gdzie mieszkamy, taki proces trwa minimum 1,5 roku. Nie wszyscy z naszej rodziny popierali tę decyzję. Na spotkaniach poznaliśmy wiele par, które były w podobnej sytuacji jak my. Chcieliśmy adoptować jak najmłodsze dziecko, a na takie czeka się bardzo długo.

W którymś momencie równocześnie z trwającym procesem adopcyjnym i leczeniem metodą naprotechnologii, dowiedzieliśmy się, że w Warszawie odbędzie się konferencja z dr Peterem Gammonsem. Wcześniej przeczytaliśmy jego książkę na temat uzdrowienia, więc chcieliśmy się z nim spotkać i poprosić o modlitwę. Postanowiliśmy przyjechać na konferencję.

Było nam ciężko, potrzebowaliśmy prawdziwej odpowiedzi z nieba, nie wiedzieliśmy, w którą stronę mamy pójść. Modliliśmy się coraz więcej, mieliśmy coraz więcej niepewności, pytań …

W październiku 2015 r. pojechaliśmy na wspomnianą konferencję. Usłyszeliśmy nauczanie o ziarnie finansowym; jeżeli oczekujemy cudu, to musimy po pierwsze wierzyć, po drugie wziąć Słowo – obietnicę Boga dla siebie, a po trzecie – zasiać ziarno finansowe. Miałam silne przekonanie, aby zasiać nasze finanse wierząc, że Bóg da nam dziecko.

Myślałam sobie: „Za invitro zapłaciłabym niemałe pieniądze, Bogu również nie mogę skąpić”. Po skończonej konferencji, pastor Gammons pomodlił się o nas. Na tej konferencji bardzo silnie odebrałam Bożą Obecność, Jego Ducha, wiedziałam, że coś musi się wydarzyć. „Będziemy mieli za rok dziecko” – oznajmiłam mężowi po modlitwie pastora Gammonsa.

Przez kolejne miesiące nasze wątpliwości nie rozwiewały się, w klinice naprotechnologii kierowali mnie na zabieg operacyjny w pełnej narkozie diagnozujący przyczynę mojej niepłodności. Nie wiedzieliśmy, czy się na niego zgodzić, gdyż niósł ze sobą dość duże ryzyko, a pewność zdiagnozowania czegokolwiek była nikła. Gdy podjęłam w modlitwie decyzję o przeprowadzeniu tej kolejnej próby, termin operacji odwlekał się w czasie. Miałam niekończące się infekcję, przyjmowałam antybiotyki, lekarze wciąż wstrzymywali termin wykonania zabiegu. Wszystko trwało kilka miesięcy. Wśród testów, które wykonywałam przed przyjęciem kolejnej dawki antybiotyku były testy ciążowe. Pewnego pięknego dnia, okazało się, że jestem w ciąży. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam dwie kreseczki na teście!

Najpierw się popłakałam ze szczęścia, później podziękowałam Bogu, dopiero powiedziałam mężowi. A następnie wysłałam go po zakup większej ilości testów różnych firm, bo wciąż nie mogłam uwierzyć patrząc na te upragnione dwie linie. To był wspaniały dzień! Każdy kolejny test potwierdził nasz cud! Byłam tak szczęśliwa, że chciałam ogłosić to od razu całemu światu!

Zabieg był niepotrzebny, adopcja została wstrzymana, gdyż ze względu na ciążę nie można uczestniczyć w procesie adopcyjnym. Teraz noszę nasz cud pod serduszkiem i wiem, że Bóg jest cudowny. Zawsze wysłuchuje usilnej modlitwy wierzącego i wiem, że strzeże naszego Małego Cudu każdego dnia. Codziennie dziękujemy Mu za naszą dziecinkę i wiemy, że to On wybrał najlepszy czas dla nas, abyśmy mieli dziecko.

Przekonałam się, że nie można się poddawać ani słuchać nacisków od różnych osób – często nam najbliższych, który oczywiście wiedzą, co jest dla nas najlepsze. Ten, który wie, co dla nas najlepsze, mieszka w Nas i to Jemu warto zaufać na 100%. Nie zawsze wszystko idzie szybko i prostą, równą drogą. Czasami droga jest bardzo kręta, pełna skrzyżowań, wyboista, ale jeżeli znamy cel, to On nas będzie prowadził, choć czasem tego nie widzimy.

Gdy nasze dziecko przyjdzie na świat, nie minie rok od konferencji, na której złożyliśmy Bogu naszą ofiarę.

Chwała Jemu za to!

Nauczanie Petera Gammonsa „Pięć gładkich kamieni” cz.2 – obejrzyj i z wiarą zastosuj Boże Słowo!

Comments are closed.