Blogi
Bądź mężny (Sierpień 22, 2017 2:16 pm)
Boże prawa (Sierpień 12, 2017 8:09 pm)
On widzi tajemnice (Sierpień 2, 2017 7:54 pm)
Odwet Boży (Lipiec 26, 2017 12:31 pm)
Chodzenie w wymiarze nadnaturalnym (Lipiec 20, 2017 2:48 pm)
Samochód bez kierowcy (Lipiec 11, 2017 3:57 pm)

Duże dzieci

duze_dzieci1000

Tekst: Ula Matan

Od lat powstają zabawne książki, których autorzy wyśmiewają neurotyczną osobowość wykreowaną przez współczesną cywilizację. Poradniki typu „Jak żyć z właścicielem neurotycznego kota” stają się bestsellerami, bo gdzieś w środku czujemy, jak bardzo są prawdziwe. Ale tak naprawdę, to nie ma z czego się śmiać.

Osobowość neurotyczna to termin zarówno stricte naukowy, opisujący konsekwencję występowania tzw. wtórnego lęku, jak i bardziej potoczny, określający raczej zespół cech: skupianie się na sobie, szukanie wokół problemów i nadwrażliwość charakteryzującą osoby niedojrzałe emocjonalnie. Znana psychoanalityk – Horney Karen – już dziesiątki lat temu napisała pracę Neurotyczna osobowość naszych czasów – tak jakby przewidziała to, co możemy dzisiaj obserwować – coraz więcej niedojrzałych emocjonalnie ludzi, egotycznych, niestabilnych i humorzastych. Horney Karen porusza w swej książce poważny problem zdrowotny, ja natomiast chciałabym skupić się raczej na tym bardziej potocznym rozumieniu słowa „neurotyk”. Nie zamierzam więc rozważać neurotyzmu czy też neurozy jako jednostki chorobowej. Mam na myśli raczej pewien powszechnie spotykany profil osobowości, będący niejako produktem współczesnego społeczeństwa i kultury.

Kim jest właściciel neurotycznego kota?

Możemy powiedzieć, że neurotyk to dziecko w ciele dorosłego. Istnieją pewne cechy wspólne dla tego typu osobowości, które u małego dziecka są całkiem normalne, ale u dorosłego niebezpieczne! Po pierwsze – nadmierne skupianie się na sobie, odnoszenie wszystkiego, co się dzieje we wszechświecie do swojej cennej osoby. Po drugie – wyolbrzymianie problemów, postrzeganie większości dziejących się rzeczy jako ataku na siebie, a co za tym idzie – życie w poczuciu stałego zagrożenia. Po trzecie – ciągłe użalanie się nad sobą i tworzenie tylko negatywnych scenariuszy na przyszłość. No, i nie zapominajmy o rozbuchanych emocjach, rozchwianych czasem do absurdu oraz o stałym szukaniu zagrożeń i skłonnościach histerycznych.

Sam sobie albo pod kloszem

Przyczyny kształtowania się w dziecku takich cech bywają różne. Z jednej strony może to być tyrania rodziców lub po prostu pozostawienie małego człowieka samemu sobie, co burzy jego poczucie bezpieczeństwa, z drugiej zaś nadopiekuńczość rodziców. W takich warunkach dziecko dojrzewa tylko fizycznie, na prawidłowy rozwój emocjonalny ma nikłe szanse. Rośnie wówczas hybryda: na zewnątrz dorosły mężczyzna lub dorosła kobieta, wewnątrz niedojrzałe dziecko.

W dzisiejszych czasach, po wielu latach bardzo skutecznej strategii diabła polegającej na niszczeniu rodziny, jej biblijnego wzorca – rosną kolejne pokolenia ludzi żyjących w braku bezpieczeństwa, rozchwianych i egoistycznych. „W dniach ostatecznych ludzie będą samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźnierczy, rodzicom nieposłuszni, niewdzięczni, bezbożni, bez serca, nieprzejednani, przewrotni, niepowściągliwi, okrutni, nie miłujący tego, co dobre, zdradzieccy, zuchwali, nadęci, miłujący więcej rozkosze niż Boga” (2 Tm 3:1-4). Jak widzimy, na czele tej niechlubnej listy jest samolubstwo, czyli egoizm, pierwsza cecha neurotyków.

Niewolnicy egoizmu

Wyolbrzymianie problemów i nadmierny emocjonalizm prowadzi do czegoś, co można określić jako dogadzanie sobie. Przypuśćmy, że spotkało kogoś coś niemiłego – ktoś go zdenerwował, nie okazał zrozumienia, wtedy włącza się mechanizm sprawienia sobie przyjemności, żeby zagłuszyć poczucie klęski, wstydu, porażki itp. Jeden zapali papierosa, ktoś napije się alkoholu, inny zaspokoi się seksualnie albo zażyje narkotyk, jeszcze inny włączy grę komputerową. Stąd bliska droga do popadnięcia w dowolne uzależnienie, rozkosze ciała stają się mocniejsze niż Bóg, człowiek staje się ich niewolnikiem. Mechanizm się powtarza.

Z kolei ciągła skłonność do porównywania się z innymi prowadzi albo do poczucia kompletnego braku własnej wartości, albo przeciwnie – do wywyższania się. Albo do mieszanki jednego i drugiego z powodu rozchwiania emocjonalnego.

Osoby neurotyczne są również bardzo trudne we współżyciu. To rodzi wiele bólu oraz konfliktów i jest przyczyną nie tylko ich cierpienia, ale przede wszystkim cierpienia ich najbliższych. Bo jak rozmawiać z kimś, kto wciąż wysyła sprzeczne sygnały? Jak brać na poważnie wyimaginowane zagrożenia, w końcu – jak nadążać za wciąż zmieniającymi się nastrojami?

Śmiech to zdrowie

Czy jest więc nadzieja dla ludzi w gruncie rzeczy cierpiących z powodu swojego niedojrzałego charakteru, nieradzących sobie z emocjami na co dzień? Profesor Aartweg, holenderski psychoterapeuta, wymienia bardzo ważną umiejętność, która może mieć niezwykle terapeutyczne działanie, mianowicie umiejętność śmiania się z siebie. Uczy pacjentów, którzy już przecież mają skłonność do wyolbrzymiania sytuacji, wyobrażania sobie ich wyolbrzymionych do takiego stopnia, że stają się komiczne. Pozwala to pośmiać się z siebie i stopniowo zacząć postrzegać rozmaite sprawy normalnie, „sprowadzić się na ziemię”. Wydaje mi się, że ta rada, dotycząca przecież ludzi z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, jest bezcenna także dla tych, których nazywa się neurotykami w bardziej potocznym znaczeniu, ludzi skupionych na sobie i swoich problemach.

Pamiętam pewne zdarzenie w moim życiu. Byłam pełną kompleksów studentką, użalającą się wiecznie nad swoją samotnością i wyglądem. Aż do pewnego zimowego dnia. Było mroźno, szłam więc w chuście na głowie. Miałam na sobie gruby kożuch, na zmarzniętym, czerwonym nosie okulary, i w takim stroju szłam na postój taksówek z koleżanką, której wcześniej niemili panowie rozbili głowę. Nie chciałam jej zostawiać samej, więc czekałam, aż pierwsza wsiądzie do taksówki. Ona natomiast bała się, że będę musiała później sama czekać na kolejną. Rozmowie przysłuchiwał się pijak, który krążył cały czas wokół nas. Kiedy koleżanka wsiadła wreszcie do taksówki i odjechała, on podszedł do mnie na chwiejących się nogach i, spoglądając z odrazą, powiedział: „A ciebie to kto by chciał?”. Było to tak śmieszne, że chichotałam całą drogę powrotną i w jednym momencie zniknęły wszystkie moje kompleksy. Absurd usunął absurd. Umiejętność śmiania się z siebie, nabrania dystansu do swoich „tragedii” jest wspaniałym środkiem terapeutycznym.

Terapia odpowiedzialnością

Jednak najważniejszym sposobem na dorośnięcie jest zaspokajanie potrzeb innych ludzi. Można zacząć od drobnych spraw, potem poważniejszych, ale trzeba zadać sobie ten trud zobaczenia, że wokół nas są inni, że mają określone potrzeby i zacząć je zaspokajać. Oczywiście to będzie wymagało ofiary i niewygody z naszej strony, ale to właśnie jest najbardziej uzdrawiające. Poczucie odpowiedzialności, ŚWIADOMIE PODJĘTE, stale wprowadzane w czyn, czyni z dziecka dorosłego. Ten proces, którego kiedyś w dzieciństwie zabrakło, teraz musi zajść i na pewno przyniesie owoc.

Właśnie o takiej postawie, danej nam w Biblii jako przykład do naśladowania, pisze apostoł Paweł w Liście do Filipian 2:5-8: „To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie”.

Najbardziej uwalniające zajęcie na świecie to świadomie, z własnej woli, z radością służyć innym. Kiedy człowiek wytrząsa z siebie egoizm i uczy się dystansu do siebie i swoich problemów, tak naprawdę dojrzewa, pogodnieje, wzrasta w poczuciu bezpieczeństwa, ma prawdziwy kręgosłup. Zaczyna realnie widzieć rzeczywistość, nie musi się porównywać. Jest o co walczyć, bez względu na nasz stan dzisiaj. Za jakiś czas możemy stać się innymi ludźmi, którym jest dobrze i z którymi jest dobrze innym.

 

Comments are closed.