Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Duch Święty Kotem w Butach?

KotKuba_Biblia_1000

Tekst: Kot Kuba

 

„strąca królów i ustanawia…” (Księga Daniela 2:21b)

 

 Ja, kot Kuba, bajki lubię, szczególnie jedną. Opowiada ona jakby o mnie. O ewangelizacyjnej roli obuwia w życiu chrześcijanina rozwodziłem się zresztą już tydzień temu. Dzisiaj odniosę się do tytułowej historii, jest to bowiem, moim zdaniem, bajka z Bożą podszewką. Moja pani oczywiście uważa, że przeginam i tak teraz Boga postrzegam, jak mnie w kołysce ukształtowano.

Główny bohater to biedny Jasio, któremu nie starczyło dziedzictwa. Bracia dostali domy, pola i samochody, a tenże jedynie Kota. Okazało się, że aż Kota! Ojciec powiedział synowi na odchodnym na tamten świat, żeby Bogu ufał, co tenże o dziwo zrobił. Wtedy Kot, widząc co jest grane, postanowił zacząć działać sam, albowiem Jasio był to taki rodzaj chrześcijanina, co miał dobre serce i niezbyt bystrą głowę. Sam bowiem nie załapał, że Bóg Ojciec przygotował dla niego pół królestwa i rękę królewny. Zresztą może to i dobrze, bo nie wiadomo w jaki sposób by zareagował. Kot wiedział, że należało zastosować taktykę małych, acz szybkich, kroków i bycia we właściwym miejscu we właściwym czasie. I to, że najlepiej, żeby Jasio co jest grane – dowiedział się ostatni. Tu Kot w Butach przypomina mi trochę Ducha Świętego, który aranżuje nam spotkania i okoliczności i jak za nim podążamy to dochodzimy do naszego celu, a jak chybimy, to mogą wyjść tego zabawne sytuacje. Albo żałosne. Kot najpierw prosi Jasia o buty i skórzany worek, co dostaje, a świadczy to na korzyść chłopca, bo jaki by nie był, to na pewno nie jest to łasy na kasę egoista. Po tym Kocur urządza polowanie, niesie swoje łowy do króla (przez żołądek do serca) i generalnie dobrym PR-em zdobywa przychylność władcy. Dalej zaprasza go na ucztę do hrabiego (przez wiarę) Jana do zamku, którego nie ma. To znaczy już stoi, należy jednak do czarownika. Podobnie do Jasia nie należą pola, które trzeba będzie pokazać królowi. Tu wchodzi w grę pozytywne wyznawanie które, jak wiadomo, ma moc sprawczą. Na początku drogi chrześcijańskiej zawsze jest trudno. Jasio w tej bajce potencjalnie mógł się nawet utopić, gdy udawał, że napadli go zbójcy i wrzucili do rzeki. Zresztą nago, jednak słusznie jest tu pokazane, że trzeba coś z siebie zdjąć i obmyć się w wodzie, aby dostać królewską szatę. Gdy odratowany chłopiec jedzie już karetą z królem (i królewną!) musi zaufać biedaczysko, że Kot nie nawali. Tenże jednak skutecznie sterroryzował rolników i oni teraz na pytanie „czyje są te piękne pola” odpowiadają: Jasiowe. I, Kot ów, w strategicznym momencie uprzątnie też czarownika z zamku (to znaczy gdy już zrobią mu posiłek, a on jeszcze go nie tknie). Uczta więc ma miejsce i król się daje nabrać, a może nie daje, bo do końca nie wiadomo, czy to opasły głupek, któremu wszystko jedno, czy desperat, co nie widzi dla córki i tak żadnego innego kandydata. Jakkolwiek, dzieje się wola Nieba i Jaś zostaje królewskim zięciem. Tym sposobem Kot z tylnego siedzenia kieruje tym królestwem. I ja, kot Kuba, popieram to w całej rozciągłości! A królewna, jeśli nawet odkryje prawdę, niech nie narzeka! W najgorszym wypadku będzie musiała dużo modlić się o Jasia…

 

Tags

Comments are closed.