Blogi
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)
Unicestwienie spisku (Wrzesień 29, 2017 12:10 pm)
Noe – sprawiedliwy przed Bogiem (Wrzesień 15, 2017 12:12 pm)
Boża wola (Wrzesień 7, 2017 1:18 pm)
Bądź mężny (Sierpień 22, 2017 2:16 pm)

Dotyk Bożej Miłości – świadectwo uzdrowienia

uzdr1000

Tekst: Małgorzata Górnicka

 

Mogłam zająć się Zosią całościowo – we wszystkich możliwych aspektach, oferując jej wszystko to, co miał dla niej Bóg: uzdrowienie, zbawienie, uleczenie. Cieszę się, że mogłam jej tym wszystkim usłużyć – zajmując się jej ciałem, duszą i duchem – jednocześnie.

 

Kilka dni temu dane mi było być po raz 17-ty na spotkaniu Kościoła Ulicznego w Warszawie. Szłam tam w posłuszeństwie Duchowi Świętemu, jednak psychicznie nie czułam się tego dnia dobrze. Myślałam nawet, że nie będę w stanie do nikogo podejść, żeby porozmawiać i usłużyć mu. Było tak do momentu, kiedy podeszła do mnie Ania, o którą prawie na każdym spotkaniu Kościoła Ulicznego w środę się modlę. Przyprowadziła do mnie swoją znajomą – Zosię i poprosiła o modlitwę dla niej.

Gdy tylko podeszłam do Zosi, moja gotowość do usługiwania innym w ponadnaturalny sposób wróciła, a moje serce było gotowe, by jej usłużyć. Zosia była jak zranione zwierzątko – najpierw nie chciała nic powiedzieć, potem mówiła po trochu, za każdym razem odskakując w bok. Ja za każdym razem szłam za nią i prowadziłam, z wielką miłością, rozmowę tak, by mogła wyrzucić z siebie wszystko to, co ją dotykało. A było tego wiele: smutek po śmierci młodszej siostry – gdy obydwie chorowały na zapalenie płuc, a młodsza siostra umarła – żal do ojca za przemoc fizyczną w domu i skrzywiony kręgosłup po pobiciu, żal do samej siebie za pozostawienie mamy bez opieki. Wszystko to schodziło z Zosi razem ze łzami.  W pewnym momencie Zosia przyznała, że boli ją kolano po wypadku i że kwalifikuje się z nim do szpitala na operację. Zapytałam, czy mogę się o to pomodlić. Zosia zgodziła się. Położyłam ręce na jej chorym kolanie i zaczęłam się modlić. Zapytałam, czy coś czuje, czy mniej boli. Poprawa była w 30%, więc kontynuowałam swoją modlitwę. Tym razem ból już zupełnie ustąpił, a Zosia zaczęła zginać chorą wcześniej nogę i wypróbowywać, czy wszystko jest OK. Było! Powiedziałam wtedy Zosi, żeby miała świadomość, że to właśnie Bóg ją uzdrowił, że kocha ją tak bardzo, że nie chce, żeby Zosia cierpiała. Potem modliłam się jeszcze o jej kręgosłup – ból odszedł, ale potem powrócił do stanu poprawy mniej więcej o połowę. Zosia była z tego i tak bardzo zadowolona. Po tym wszystkim rozmawiałyśmy chwilę o tym, kim jest dla niej Bóg i co uczynił dla niej na krzyżu Pan Jezus. Potem pomodliłyśmy się wspólnie o przyjęcie przez Zosię Pana Jezusa do jej serca i o napełnienie Duchem Świętym, o ponadnaturalny pokój i o to, żeby Bóg zabrał jej wszystkie problemy, troski i kłopoty. Na koniec podarowałam Zosi gedeonitkę i poszły razem z Anią zjeść ciepły posiłek.

Później podeszły znowu do mnie, bo okazało się, że Zosia dostała bólu trzustki, który odzywa się jej właśnie po zjedzeniu czegoś ciepłego. Ból nie minął nawet po zwymiotowaniu tego, co wcześniej zjadła. Najpierw Zosia nie chciała, bym się o nią modliła, ale po chwili wróciła ponownie, bo nie mogła już wytrzymać z bólu. Położyłam swoją rękę w bolącym miejscu na jej ciele i zaczęłam się modlić, żeby ból odszedł. Po raz kolejny tego dnia ból odszedł zupełnie! Chwała niech będzie za to Jezusowi! Chwilę potem nauczyłam Zosię, w jaki sposób ma się modlić i co robić, kiedy jakikolwiek ból znowu powróci. Zachęciłam ją do czytania Biblii i rozstałyśmy się.

Szczerze powiem, że cała ta sytuacja i te właśnie uzdrowienia ucieszyły mnie bardziej, aniżeli ponad dwugodzinne usługiwanie w Płocku 5 lipca, gdzie modliliśmy się non stop o potrzebujących, a uzdrowienia działy się jedno po drugim. Tutaj mogłam zająć się Zosią całościowo – we wszystkich możliwych aspektach, oferując jej wszystko to, co miał dla niej Bóg: uzdrowienie, zbawienie, uleczenie. Cieszę się, że mogłam jej tym wszystkim usłużyć – zajmując się jej ciałem, duszą i duchem – jednocześnie. Nie musiałam się spieszyć – mogłam poświęcić czas i okazać serce – wszystko to tylko dla niej.

Dziękuję Bogu za Zosię i za to że po raz kolejny mogłam być świadkiem tego, jak Boża Miłość w nas może czynić cuda! Po Zosi były jeszcze 3 osoby, z którymi miałam okazję modlić się i rozmawiać. Jednej z nich podarowałam książkę na temat Bożego uzdrowienia – dla jej znajomej – mamy autystycznej dziewczynki. Wkładając ją przed wyjściem do plecaka wiedziałam, że komuś się tego dnia przyda. Modliłyśmy się także o przyjęcie Jezusa. Inna z kolei pani po rozmowie ze mną i podzieleniu się z nią świadectwem uzdrowienia mojego kręgosłupa, zadzwoniła do swojej kuzynki i przekazała mi słuchawkę – każąc zachęcić kuzynkę do przyjścia i skorzystania z modlitwy o kręgosłup. Tak działa Pan Bóg :).

Comments are closed.