Blogi
Bądź mężny (Sierpień 22, 2017 2:16 pm)
Boże prawa (Sierpień 12, 2017 8:09 pm)
On widzi tajemnice (Sierpień 2, 2017 7:54 pm)
Odwet Boży (Lipiec 26, 2017 12:31 pm)
Chodzenie w wymiarze nadnaturalnym (Lipiec 20, 2017 2:48 pm)
Samochód bez kierowcy (Lipiec 11, 2017 3:57 pm)

Dom Ojca

20150902_Father_1000

Tekst: Urszula Matan

„…Pewien człowiek miał dwóch synów”. Ew.Łuk.15:11

Tak zaczyna się jedna z najbardziej znanych przypowieści biblijnych.  Chciałabym, żebyśmy przyjrzeli się domowi tego człowieka. Z całości tej historii wyłania się piękny obraz. Dom dostatni, ojciec sprawiedliwy, ojciec, którego dzieci wiedzą, że dostaną pokaźne dziedzictwo zapewnione im przez kochającego ojca. Dom, w którym dobrze i sprawiedliwie traktuje się sługi. Wreszcie dom, który ma pod dostatkiem wszelkiego dobra, tak, by dzieci i służba mogły z tego korzystać i wieść błogosławione i pełne radości życie. Ale też – dom, w którym każdy musi pracować. Czy to syn, czy to sługa, każdy musi być czynny i pracować na siebie i współdomowników…

Iluż to najemników ojca mojego ma pod dostatkiem chleba.”Synu mój, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko moje jest twoim”. To są słowa, które wiele mówią i można z nich wysnuć wiele na temat życia i warunków w domu tych dwóch synów. Ale to właśnie o pracę w domu ojca potknęli się dwaj bracia. Pierwszy z nich w ogóle nie chciał pracować. Wiedział, że ma dziedzictwo i po prostu chciał z niego skorzystać teraz i zaraz. Nie pozwolił ukształtować sobie charakteru w domu, tylko czym prędzej wyfrunął z gniazda. Po co mam pracować, poddawać się jakimś zasadom, kiedy jestem dziedzicem, super wyposażonym (możesz podłożyć i inne pojęcia – powołanym, obdarowanym, superduchowym…) i mogę żyć samodzielnie już teraz, a nie, kiedy mi ojciec powie.

A drugi syn – pracuś? Rozgniewał się: – oto tyle lat służę ci, a ty…Możesz podłożyć – oto tyle lat już chodzę na wszystkie spotkania do kościoła, poszczę, modlę się, nie jestem jak inni, grzesznicy… a ty – nawet nie dałeś mi samochodu, domu, itp.

Co z tymi dziećmi nie tak? Zacznę od drugiego. Jak widać, nie traktował domu ojca jako swego domu, czuł się jak sługa, nie znał tak naprawdę swego dziedzictwa i tego, co prawnie do niego należy. Nie prosił, bo – był zbyt dumny, polegał na tym, co on zrobi, a nie na tym, co zrobił dla niego ojciec. Czyli religia w czystej postaci. Drugi syn za to znał swoje dziedzictwo, za to nie chciał pracować. Chciał tylko korzystać ze wszystkiego, co do niego należało – dla siebie.

Zawsze zadziwia mnie w tej historii to, że ojciec pozwolił im do pewnego momentu żyć tak, jak chcieli. Ale nie na zawsze. Zależało mu na obu synach, więc kiedy przyszedł czas, zaczął działać. I tu mam na myśli Niebiańskiego Ojca. Kiedy marnotrawny leniuszek wydał wszystko – zauważmy, co się – dopiero wtedy – stało. W kraju jego pobytu nastał straszny głód. Twarde warunki sprawiły, że młodzieniec musiał sięgnąć dna i wtedy – wejrzał w siebie. Wtedy dopiero docenił dom ojca i ujrzał go takim, jaki naprawdę był. „W domu mego ojca najemnicy mają pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Postanowił pójść i przeprosić za to, że zgrzeszył przeciwko ojcu i przeciwko niebu. Wejrzał w siebie i pokutował! Był gotów pracować, nawet jako sługa. I o to chodziło ojcu – odzyskać syna, który zrozumie i doceni dom ojca, dziedzictwo i wspólnotę.

Drugi syn, rozgniewany w swej samosprawiedliwości, musiał  przyjąć korektę  od ojca -„Synu, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko moje jest twoim. Należało zaś weselić się i radować, że ten brat twój był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się”. Niestety nie wiadomo, czy on też się zmienił. Biblia o tym milczy.

Przekładając to wszystko na współczesne życie – każdy z nas musi odnaleźć swój dom ojca – miejsce życia bożego, gdzie sam Bóg go stawia i ma wobec niego plany. Bóg daje nam dom duchowy – kościół z określoną duchowością, wizją, rodzicami duchowymi i rodzeństwem duchowym. Tam jest miejsce wzrostu, kształtowania, odkrywania powołania, darów, miejsce, gdzie „żelazo ostrzy się żelazem”, skąd czerpiemy i odkrywamy swoje duchowe dziedzictwo. Jeśli pozwolimy Bogu ukorzenić nas, to wydamy piękny owoc, będziemy biec razem z innymi w tej wizji, stworzymy coś mocnego i mającego wpływ. Ale problemem najczęściej jest to, że ledwie ktoś się nawróci i coś więcej zrozumie niż tylko, że się narodził na nowo, kiedy zobaczy, że ma w Bogu dziedzictwo, najczęściej „bierze, co jego” i odchodzi na swoją ścieżkę. I tak mnożą się grupki i grupeczki  niezależne, nie ukorzenione w nic, a stanowiące łatwy kąsek dla przeciwnika. Po jakimś czasie już ich nie ma, za to są rozgoryczeni, rozbici życiowo pojedynczy wierzący, czerpiący poznanie Boga z czyichś artykułów, książek, filmów na youtube najczęściej od Sasa do Lasa. Jeśli nie pozwalamy, by Bóg nas kształtował w dobrych warunkach ojcowskiego domu, jesteśmy kształtowani przez brutalne życie na zewnątrz. Dobrze, jeśli wejrzymy w siebie i zawrócimy, ale niestety z doświadczenia wiem, jak rzadko to się zdarza. Zazwyczaj przypowieść o synu marnotrawnym przytacza się w kontekście odejścia wierzącego do świata, ale do mnie przemówiła właśnie w taki, trochę inny sposób.

A drugi brat? Może być w kościele, zawsze czynny, zawsze obecny, ale odbierz mu jego funkcję, a zobaczysz, że się obrazi i zacznie być największym krytykiem. Nie zabiegał o duchowe dziedzictwo, nic go nie interesowała wizja, Boża obecność, szukanie Boga, za to był pewien siebie, bo „dużo robił”. Kiedy stał się zwykłym wierzącym – okazuje się, że jest letni jak herbatka po godzinie. I bardzo wrogi Bożemu poruszeniu. I jeden i drugi nie docenili, jak wielkim darem i błogosławieństwem jest mieć dom ojca, swoje duchowe dziedzictwo i możliwość równomiernego wzrostu i dojrzewania do coraz głębszych rzeczy w Bogu.

Obyśmy nigdy nie byli jak owi bracia, a jeśli widzimy u siebie coś z któregoś z nich, to wejrzyjmy w siebie i prędko zawróćmy – kochający Ojciec czeka już na nas na drodze.

Comments are closed.