Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Czym są języki?

19_WspolnyJezyk_1000

Tekst: Janusz Szarzec

Jezus, kiedy żył na ziemi, nie dokonał żadnego cudu aż do dnia, gdy zstąpił na niego Duch Święty po chrzcie w Jordanie. Odtąd, namaszczony Jego mocą, nie przestawał zadziwiać świata, głosić Ewangelii, czemu towarzyszyły cudowne znaki.

Podobnie było z Kościołem Jezusa Chrystusa. Nie powstał on zaraz po śmierci i zmartwychwstaniu Pana, gdy zalęknieni uczniowie raczej kontestowali swój los niepewni przyszłości. Narodził się w dzień Zielonych Świąt – kiedy Duch Święty zstąpił tym razem na 120 zgromadzonych na jednym miejscu i zostali oni wypełnieni Jego mocą. Jedno pokolenie działalności misyjnej apostołów wstrząsnęło starym światem i na zawsze zmieniło jego oblicze.
U progu XX w. historia zaczęła się powtarzać. Bóg na nowo nawiedził Kościół, rzucając na ziemię ogień swego Ducha. Tak jak na początku, chrześcijanie byli masowo napełniani Duchem Świętym, zaczynali mówić innymi językami jak ich starożytni poprzednicy, a poselstwo Dobrej Nowiny dotarło do milionów ludzi wśród przejawów mocy i różnorodnych darów Ducha Świętego.
Wydaje się, iż Bóg nie przewidział innego scenariusza dla ewangelizacji świata niż ten, który pierwotnie zaplanował i który zamierza powtarzać aż do końca.
Jakakolwiek poważniejsza duchowa zmiana nie jest dziś możliwa bez przywrócenia w ciele Chrystusa nadprzyrodzonych darów Ducha Świętego, a wśród nich tego pierwszego, otwierającego drzwi pozostałym – chrztu Duchem Świętym z towarzyszącym mu widocznym znakiem mówienia innymi językami (Mk.16:15-18, Dz.1:4-5,8, Dz.2:1-4, Dz.10:44-46, Dz.11:15-17, Dz.19:5-6). I podobnie jak na początku nie będzie to udziałem tylko nielicznych, lecz wszystkich, którzy zapragną tego duchowego daru – bez względu na wewnątrzchrześcijańskie podziały (Dz.2:37-39).
Tracą przy tym znaczenie nieliczne głosy tych, którzy twierdzą, że ten duchowy fenomen na zawsze przeminął z pierwszym pokoleniem chrześcijan. Praktyka milionów wierzących na całym świecie codziennie zadaje kłam tej teorii, którą ukuto „na gruzach” przebudzonego Kościoła, kiedy to modlitwa innymi językami stała się synonimem dziwactwa i teologicznego błędu. Bo w atmosferze duchowego przebudzenia to brak oczywistych przejawów obecności Ducha Świętego jest swoistym wynaturzeniem. Płonne są także nadzieje tych, którzy wprawdzie chcieliby napełnienia Duchem Świętym, jednak niekoniecznie z niewygodnym dla siebie darem mówienia innymi językami. Być może dlatego pojawiła się w kręgach chrześcijańskich teza, że można być ochrzczonym Duchem Świętym w sercu, lecz bez zewnętrznego znaku języków.

Duch buduje
Ta niezwykle trudna do uzasadnienia doktryna „złotego” środka nijak nie przystaje do nowotestamentowych opisów doświadczeń wczesnego Kościoła. Wszak „języki” były wtedy jedynym bezpośrednim świadectwem, że człowiek został napełniony Duchem Świętym (Dz.10:44-47, Dz.11:15-18). Deklaracja obdarowanego była niewystarczająca – oczekiwano namacalnego widocznego potwierdzenia (Dz.8:14-18, Dz.19:5-6). Poza tym nikt nie zna serca bliźniego, a chrzest Duchem Świętym nie jest dany chrześcijaninowi, by umożliwić mu udanie się na wewnętrzną emigrację – ucieczkę przed światem. Wręcz przeciwnie – zawsze wiąże się z napełnieniem mocą Bożą, by skutecznej wypełniać misję ewangelizacji. Co więcej same „języki” nie pozostają jedynie trwałym „stemplem” Ducha Świętego, lecz odgrywają ogromną rolę w procesie codziennego napełniania się Duchem Świętym. Sam fakt posiadania daru języków nie jest bowiem powodem do szczególnej chluby ani przepustką do ekskluzywnego „klubu charyzmatyków”. Są to natomiast drzwi do świata charyzmatów i język do modlitwy „w duchu”, jak to określał Paweł i apostołowie (1Kor.14:2, 14-16, Ef.6:18, Jud.1:20). To darowane przez Boga niezwykłe narzędzie modlitwy, które wykorzystujemy nie po to, by dotrzeć do Boga w modlitwie, ale dzięki któremu pozwalamy Duchowi Świętemu, by to On sam użył nas do wyrażania tego, cokolwiek zechce (Dz.2:4, Rzm.8:26-27).
Ów duchowy język inspirowany przez Ducha Świętego, którego „rozum nie przyswaja” (1Kor.14:14), pozwala na wejście w inny wymiar życia modlitewnego, gdzie przekracza się ludzkie ograniczenia i słabości. Modlitwa taka buduje ludzkiego ducha, wzmacnia go i napełnia mocą, przez co uzdalnia do bardziej dynamicznej i ekspansywnej wiary (1Kor.14:4, Jud.1:20). Nade wszystko pozwala jednak przełamać główną słabość ludzkiej modlitwy – mianowicie brak bezpośredniego wglądu w sferę nadprzyrodzoną. Gdy nie wiemy, o co i jak mamy się modlić, Duch Święty wspiera nas, podając nam słowa absolutnie zgodne z wolą Bożą (Rzm.8:27, 1Kor.14:2). Co więcej, w tej modlitwie istnieje niezwykła możliwość przełożenia informacji pochodzącej z rzeczywistości ducha na język zrozumiały dla człowieka.

Dar dla wszystkich
Apostoł Paweł zachęca do wykładania języków (1Kor.14:5,13,15). W niezliczonych ludzkich przypadkach taka praktyka okazała się być źródłem ostrzeżenia o realnych zagrożeniach, wskazówką przy dokonywaniu ważnych życiowych wyborów czy wreszcie istotną informacją wspomagającą zwiastowanie Ewangelii. Nie sposób pominąć przy tej okazji roli języków w wielbieniu Boga, w tworzeniu nowych pieśni oraz służbie psalmisty w ogóle (1Kor.14:2a,16,17).
Jeżeli dodać do tego fakt, że modlitwa w duchu może być zanoszona nieustannie (w przeciwieństwie do modlitwy w zrozumieniu), to oczywista wydaje się konkluzja, iż bez chrztu w Duchu Świętym i daru języków nie sposób prowadzić w pełni efektywnego nowotestamentowego życia modlitwy.
Skoro jest to tak istotne dla każdego wierzącego, dlaczego zatem apostoł Paweł podaje w wątpliwość powszechność tego daru, pytając: „czy wszyscy mówią językami” (1Kor.12:30) i w domyśle odpowiada przecząco? Czyżby niekonsekwencja? Wszak w innym miejscu wyraża pragnienie, by wszyscy mówili językami i prorokowali (1Kor.14:5). On i pozostali apostołowie modlili się o chrzest Duchem Świętym, nie czyniąc różnicy między ludźmi (z wyjątkiem Szymona Maga), a Duch zstępował na WSZYSTKICH (Dz.8:17, Dz.10:44, Dz.19:6-7). Zgodnie ze słowami Jezusa znak mówienia językami został zarezerwowany dla wszystkich, którzy uwierzyli (Mk.16:17). Tak jak chrzest wodny jest dla każdego, kto uwierzył, podobnie i chrzest Duchem Świętym (Dz.2:38-39, Dz.11:16-17). Także obietnica proroka Joela zrealizowana w dniu Zielonych Świąt dotyczyła wylania Ducha na wszelkie ciało (Dz.2:16-18).

Znak dla niewierzących
Pozorna sprzeczność w wypowiedzi apostoła Pawła wynika z kontekstu, w którym umieścił swoje pytanie. W 1 Liście do Koryntian 12 rozdziale mówi o suwerennych darach Ducha Świętego, które On rozdziela, jak chce (1Kor.12:11). Ale nawet ten fragment Pisma świadczy o chęci Ducha Świętego do obdarowywania wszystkich wierzących, a nie o faworyzowaniu jednych kosztem drugich. Paweł wyjaśnia tam jednak, że chodzi mu o dary Ducha Świętego ujawniające się w zgromadzeniu Kościoła, a nie o prywatnie używane w życiu poszczególnych chrześcijan (1Kor.12:28). Wszystkich natomiast zachęca, by każdy z osobna starał się usilnie (a zatem cel był do osiągnięcia) o większe dary łaski (1Kor.12:31, 1Kor.14:1).

Osobiście i w zgromadzeniu
Praktycznie cały 14 rozdział 1 Listu do Koryntian apostoł poświęca publicznemu używaniu daru mówienia różnymi językami jako formie jednorazowego przekazu Ducha Świętego dla całej kongregacji. W przypadku gdyby ktoś z nadprzyrodzonej inspiracji Ducha Świętego zaczął mówić w języku, którego sam nie zna, a byłby on zrozumiały dla kogoś słuchającego tych słów, to tego rodzaju manifestacja Ducha jest raczej znakiem dla niewierzących (1Kor.14:21-22). Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, iż w dniu Pięćdziesiątnicy apostołowie napełnieni Duchem Świętym przemawiali do ludzi w językach wszystkich narodowości obecnych w tym czasie w Jerozolimie (Dz.2:5-11). Oczywiście uczniowie sami z siebie nie znali tych języków.
Ciekawe, iż podobne fenomeny miały miejsce w przebudzeniu zielonoświątkowym na początku XX wieku, kiedy niektórzy modlący się chrześcijanie zaczęli nieświadomie posługiwać się naturalnymi językami (m.in. chińskim), w których nie znali ani słowa. Potem uznali to za znak, iż mają udać się do tych krajów na misje. Owa zdolność do głoszenia Ewangelii w różnych językach zwykle opuszczała ich po jakimś czasie i wówczas byli zmuszeni do nauki potrzebnego im języka.
Z drugiej strony, gdyby jakiś chrześcijanin został pobudzony przez Ducha Świętego do przekazania zgromadzeniu przesłania od Boga w języku dla wszystkich niezrozumiałym, to powinien on skorzystać (albo inny obecny tam chrześcijanin) z daru wykładania języków (1Kor.12:8). Chodziło o to, by wszystko, co działo się na wspólnych zgromadzeniach, było dla wszystkich ostatecznie zrozumiałe (1Kor.14:5,13,27-28). Jednocześnie Paweł nie przeciwstawia sobie dwóch różnych darów Ducha Świętego, czyli proroctwa i daru języków, nie pomniejszając wartości tego ostatniego (1Kor.14:4-5, 23-25). Podobnie zresztą jak nie próbuje umniejszyć roli wiary w życiu chrześcijanina, porównując ją z miłością. Każdy element duchowego życia chrześcijanina jest niezwykle istotny i nie można mówić o zdrowym rozwoju kogokolwiek, gdy zabraknie tam właściwego balansu.
Apostoł nie chce również ograniczyć korzystania z daru mówienia innymi językami tylko do sfery prywatności wierzących (1Kor.14:39). Ma bowiem świadomość, że zakaz używania języków w zgromadzeniu Kościoła doprowadziłby do wyeliminowania tej praktyki najpierw z życia kongregacji, aby ostatecznie umarła ona „śmiercią naturalną” w życiu pojedynczych członków. Ustanawianie reguł używania tego daru ma sens dopiero w sytuacji, gdy mówienie językami oraz inne dary Ducha Świętego jest powszechne wśród chrześcijan (przykład Kościoła w Koryncie, gdzie z kolei publicznie nadużywano daru języków). Bo przecież nic innego, jak brak osobistej modlitwy w językach powoduje, że na wspólnych zgromadzeniach nie pojawia się dar różnych języków wraz z darem ich wykładania (jak zaleca apostoł Paweł), o innych darach Ducha Świętego nawet nie wspominając.

Praktyka, nie debata
Problem „języków” nie istniałby, gdyby znajdowały się one w ciągłym użyciu przez wieki chrześcijaństwa. Najpierw przestano z nich bowiem korzystać, a potem dorobiono teorię, że dar języków przeminął. Jeśli rozwój Kościoła leży nam na sercu, to najlepszym rozwiązaniem na dziś byłoby doprowadzenie do chrztu w Duchu Świętym jak największych mas chrześcijan. Mówienie językami nie dzieli chrześcijan, wbrew opiniom zagorzałych przeciwników tego daru. Przeciwnie – z pasją praktykowany (a nie omawiany przez grona teoretyków o poglądach obciążonych wyznaniowo) realnie jednoczy nawet odległe sobie nurty chrześcijaństwa, które inaczej nie mogłyby spotkać się ze sobą.
Jak niegdyś u progu chrześcijaństwa dar Ducha Świętego umożliwił wzajemną akceptację chrześcijan wywodzących się z judaizmu i pogaństwa, tak i dziś wszędzie tam, gdzie spotykają się napełnieni Duchem Świętym wierzący w Jezusa z różnych stron świata, nie potrzebują długich lat na znalezienie wspólnego języka. Wystarczy, że otworzą usta i zaczną razem modlić się w duchu. W tym sensie Pięćdziesiątnica sprzed 2 tys. lat była Bożą symboliczną odpowiedzią na to, co wydarzyło się swego czasu u podnóża wieży Babel, gdzie narody ziemi utraciły swą jedność i wspólnotę ducha.

Comments are closed.