Czy chrześcijanin może się rozwieść?

29 sierpnia 2013
Comments off
4 756 Odsłon

Tekst: Jacek Słaby

Bóg to twórca małżeństwa, a ono – jako Jego pomysł – jest czymś dobrym, przymierzem, a więc czymś szczególnym i cennym w Bożych oczach. 

W czasach biblijnych przymierza były czymś nierozerwalnym – mogły być wypowiedziane przez sygnatariuszy jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Usprawiedliwionym wypowiedzeniem przymierza w przypadku małżeństwa są według Biblii trzy sytuacje. Zamykają one listę możliwości, w których chrześcijanin może stać się osobą rozwiedzioną i powtórnie zawrzeć związek małżeński.

Kto, kiedy, dlaczego i z kim?
Jeszcze 30-40 lat temu rozwód był czymś na tyle wstydliwym, że osoby bezpośrednio zaangażowane nie afiszowały się z informacjami o swoich procesach rozwodowych. Obecnie brukowa prasa pełna jest informacji o tym, kto, kiedy, dlaczego i z kim się rozwodzi.

Biorąc po uwagę taką politykę informacyjną w mediach, nie powinien nas dziwić jej skutek: do zwykłego czytelnika dochodzi przekaz, że rozwód jest czymś modnym, fajnym i atrakcyjnym. Wartość rynkowa osoby rozwiedzionej, a więc posiadającej „bogate doświadczenie życiowe” jest większa od tej, która cały czas tkwi w jednym i tym samym związku małżeńskim. Głównie młodzi ludzie zaczynają podświadomie postrzegać stałość związku jako coś przestarzałego, co jest oznaką obyczajowego zacofania. Rozwody stały się więc czymś akceptowalnym. Według przeprowadzonych w styczniu 2008 r. przez firmę badawczą ARC Rynek i Opinia badań społecznych 53% dorosłych Polaków i Polek uważa, że rozwody są w porządku, a 50,8% jest przekonana, że poglądy chrześcijańskie na temat nierozerwalności małżeństwa nie sprawdzają się w dzisiejszym świecie, natomiast ponad 17% badanych gratulowałoby osobie, która zdecydowała się na rozwód (sic!).

Hulaj dusza…
Podobne sygnały płyną z zagranicy. W wielu krajach Unii Europejskiej mówi się o zmianie starego porządku etycznego, będącego synonimem ciemnoty i ograniczenia. Zmianie porządku, w którym podstawową komórką społeczną była rodzina składająca się z męża, żony, dzieci, na nową, dynamiczną strukturę społeczną, gdzie rodzina nie jest już fundamentem społecznego ładu i harmonii. Homoseksualne małżeństwa są oczywiście najbardziej jaskrawym przejawem tworzącej się nowej struktury społecznej, propagowanej (świadomie lub nie) przez unijnych urzędników oraz liberalne media. Struktury, której kluczowym znakiem jest hedonizm i wolność jednostki do robienia wszystkiego, co jej się podoba w ramach odpowiednio skonstruowanego prawa.

Nie mniej ważne są w tej strategii działania mające na celu propagowanie wolnych związków partnerskich (w dawnych czasach zwanych w Polsce „związkami na kartę rowerową”) oraz ułatwianie otrzymywania rozwodów. W Wielkiej Brytanii istniejący system opieki społecznej wręcz zachęca do rozwodów, gdyż samotny rodzic otrzymuje znaczne wsparcie finansowe ze strony administracji samorządowej. Hiszpania pod lewicowymi rządami poszła jeszcze dalej w swojej nowej polityce społecznej. Możemy wręcz mówić o totalnym rozkładzie rodziny w tym kraju. Od 2005 r. funkcjonuje tam prawo o rozwodach ekspresowych. Wystarczy 10-11 dni od złożenia pozwu rozwodowego, by móc cieszyć się wolnością od swego dotychczasowego współmałżonka. To w tym kraju, jak do tej pory w żadnym innym w UE, istnieje norma co do jednostronnego rozwodu bez podania żadnej przyczyny i z pominięciem okresu analizy i refleksji. Łatwiej jest tam uzyskać rozwód niż dokonać zakupu lub wynajęcia nieruchomości. Skutek takiej polityki jest oczywiście łatwy do przewidzenia – rozwodzą się 3 na 4 małżeństwa.

Niepokojąca tendencja
A jak to wygląda u nas? Polskie prawo określa rozwód jako rozwiązanie ważnego związku małżeńskiego przez sąd na żądanie jednego lub też obojga małżonków.

Według polskiego prawa istnieje też możliwość orzeczenia separacji. Pierwsze formalne separacje zostały uznane w 1999 r. Nie są one tak popularne jak rozwody, więc i ich liczba jest znacznie mniejsza.

Patrząc na te statystyki i odnosząc je do tego, co dzieje się w innych krajach, możemy powiedzieć, że Polska znajduje się w strefach stanów średnich pod względem liczby rozwodów na tysiąc mieszkańców. Widzimy jednak niepokojącą tendencję, gdyż czymś oczywistym wydaje się stwierdzenie demografów, że nasilenie rozwodów oznacza wzrost nasilenia procesów rozbicia rodziny. Europejska czołówka rozwodowa to wspomniana wcześniej Hiszpania, Szwecja, Finlandia, Czechy, Austria, Belgia, Rosja, Szwajcaria, Ukraina, a na innych kontynentach: USA, Kanada, Australia, Japonia, Nowa Zelandia.

Dlaczego Polacy się rozwodzą?
Aby rozwód mógł mieć miejsce, musi nastąpić według polskiego prawa trwały i zupełny rozkład związku małżeńskiego (mówi na ten temat artykuł 56 kodeksu rodzinnego). Zazwyczaj jako oficjalne przyczyny rozwodów podawane są:

  1. Niezgodność charakterów.
  2. Zdrada.
  3. Problemy współmałżonka z alkoholem.
  4. Niewłaściwy stosunek do członków rodziny.
  5. Poważne problemy finansowe.

Patrząc na hierarchię tej listy, możemy powiedzieć, że niektóre z przyczyn są rzeczywiście obiektywne i trudne do rozwiązania, np. zdrada (ok. 24% przyczyn rozwodów) czy też uzależnienie od alkoholu (około 23% przyczyn rozwodów). Można jednak powiedzieć, że znaczny procent rozwodów wynika… z lenistwa obu małżonków, którzy zamiast walczyć o zmianę sytuacji (np. w przypadku problemów finansowych, kwestii niezgodności charakterów) wybierają najprostsze rozwiązanie – niewymagające od żadnego z nich wysiłku. Stwierdzają, że tak będzie najwygodniej, dogadują się co do kwestii majątkowych i przychodzą do sądu z gotową propozycją. Coraz więcej małżeństw w taki sposób podchodzi do swoich problemów, nie widząc w tym nic zdrożnego. Tym łatwiej jest im podjąć taką decyzję, jeśli widzą wokół siebie zachęcające postawy i przykłady z życia wielkich tego świata. „Bezbolesny rozwód” – to jest to, co proponuje im świat.

Kościelny dywan
Można by myśleć, że problem ten nie dotyczy chrześcijańskich środowisk i rodzin, a więc miejsc, gdzie kluczem do życia jest Słowo Boże, a nie tradycja. Bardzo bym sobie tego życzył, zarówno jako chrześcijanin, jak i osoba aktywnie zaangażowana w służbę poradniczą i duszpasterską. Niestety prawda nie jest tak różowa, jak byśmy sobie tego życzyli. Oczywiście skala tego społecznego zjawiska w środowiskach ewangelicznych jest nieporównywalnie mniejsza, lecz nie można powiedzieć, że nas ten problem nie dotyczy. Przez wiele lat temat ten był zamiatany pod przysłowiowy dywan, co skutkowało tym, że pomimo braku rozwodu trudno było mówić o tym, że dwoje ludzi było prawdziwym małżeństwem. Mieliśmy raczej do czynienia z ludźmi żyjącymi pod tym samym dachem, którzy w porze niedzielnego nabożeństwa odgrywali swoje małżeńskie role. Niektórzy z nich tak dobrze, że nawet ich siostry i bracia w Chrystusie, nie mówiąc o pastorze lub przywódcach danego kościoła, nie mogli odkryć tej małżeńskiej tajemnicy.

Jak patrzy na rozwody Bóg?
Boże Słowo od swoich pierwszych kart jest jednoznaczne, co do planu, jaki Bóg ma dla małżeństw. Małżeństwo dwojga ludzi ma być przymierzem, trwałym i dającym poczucie bezpieczeństwa w codziennym życiu. Tam, gdzie dwoje oddanych Bogu ludzi zawiera związek małżeński, w ich relacji pojawia się też trzecia osoba – osoba samego Boga. Nie jest On tylko świadkiem, ale też stroną przymierza. Małżonkowie będący w przymierzu są sobie nawzajem oddani, gotowi do poświęceń, a także oczywiście kochający siebie nawzajem i Boga. Nie mówimy tutaj o romantycznych uniesieniach, gdzie nastrój buduje się przy świetle księżyca i świecach, ale o prawdziwej, gotowej do wyrzeczeń i służenia sobie nawzajem miłości, której najlepszy przykład pokazał nam Jezus z Nazaretu. Przymierze małżeńskie trwa przez całe wspólne życie aż do śmierci. Nie jest to kontrakt biznesowy, nie jest to spółka akcyjna, a tym bardziej spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Przymierze małżeńskie to 100% zaangażowania męża, jego bezwarunkowej miłości do żony oraz 100% zaangażowania żony, jej szacunku i poważania głowy domu, jaką jest jej mąż. Dodatkowo do tych 200% przykłada się wszechmogący Bóg, który takie przymierze nie tylko błogosławi, ale roztacza nad nim swoją ochronę, prowadzi je i kieruje, tak by Jego plan odnośnie danego, konkretnego związku małżeńskiego mógł się wypełnić.

Jednak małżonkowie, podobnie jak i inni chrześcijanie, będąc nowymi stworzeniami, od czasu do czasu upadają. Pierwszym symptomem problemów małżeńskich jest to, że zamiast stuprocentowego zaangażowania, pojawia się kalkulacja: „A po co mam się tak poświęcać?”, „Co ja z tego będę miał/miała?”. Zaczyna się „małżeńskie leserowanie”, które owocuje nowym, już nie Bożym patrzeniem na swoją żonę lub męża, lecz wyrachowanym. Wtedy otwierają się drzwi dla diabła, który zaczyna podsuwać myśli o innych kobietach czy mężczyznach. Po jakimś czasie może się tak zdarzyć, że myśli zaczynają przekształcać się w konkretne czyny.

Rozwód

  1. Klauzula Mateuszowa

Biblia przewidziała taką sytuację. Bóg w swoim Słowie wielokrotnie podkreśla, że nie jesteśmy niewolniczo związani z drugą osobą, jeśli ta dokonuje zdrady przymierza małżeńskiego i wybiera drogę cudzołóstwa. Wtedy osoba wolna od popełnienia tego grzechu może wystąpić o rozwód i ma wolną drogę do zawarcia drugiego związku małżeńskiego. Wielu teologów nazywa to zastosowaniem tzw. klauzuli Mateuszowej.

  1. Klauzula Pawłowa

Oprócz takiej sytuacji, w której Boże Słowo dopuszcza rozwód osoby wierzącej, nawróconej, w Biblii możemy znaleźć jeszcze inny przypadek, w którym dopuszczalny jest rozwód. Mianowicie, kiedy osoba będąca w związku małżeńskim poznaje Bożą Prawdę, nawraca się i zaczyna żyć z Bogiem. Jednocześnie jej/jego współmałżonek lub współmałżonka nie jest zainteresowana/y przyjęciem nowej, Bożej drogi życiowej i nie tylko prezentuje ona postawę obojętności wobec duchowej sfery życia, ale zaczyna przeciw swojemu życiowemu partnerowi występować (dręczenie, prześladowanie, wyśmiewanie się itp.). Kiedy to nie przynosi oczekiwanych przez taką osobę efektów (tzn. rezygnacja z wiary, przynależności do danego kościoła), często występuje ona o rozwód. Wtedy ma zastosowanie tzw. klauzula Pawłowa. Oznacza ona, że w przypadku, kiedy z małżeństwa z osobą wierzącą rezygnuje osoba niewierząca, to chrześcijanin lub chrześcijanka jest wolna do zawarcia powtórnego małżeństwa, oczywiście jak mówi Słowo „w Panu”, czyli z osobą nawróconą, żyjącą z Bogiem.

  1. Patologia

Inna sytuacja, która daje możliwość rozwodu osobie wierzącej, to zachodzi wtedy, gdy jedna ze stron zaczyna stosować przemoc fizyczną i psychiczną w stosunku do współmałżonka czy dzieci. Chodzi o sytuacje patologiczne – powtarzalne stany agresji, ataków, psychicznego znęcania się, ograniczania wolności jednostki, dyktatura osoby nad drugą osobą czy rodziną. Jeśli taka osoba nie wyzna grzechów i nie odwróci się od grzechu, tylko trwa w uporze pomimo napomnień ze strony liderów kościoła, rozmów duszpasterskich, spotkań poradniczych itd., zaprzecza swojej wierze. W Ewangelii wyraźnie czytamy, że staje się „gorsza niż poganin i celnik” – i tak się rzeczywiście dzieje – tego rodzaju zachowanie oznacza w praktyce odrzucenie ofiary Jezusa na krzyżu. W tej sytuacji osoba poszkodowana ma pełne prawo do wystąpienia o rozwód, bowiem dalsze trwanie w patologicznym związku małżeńskim byłoby niebezpieczne zarówno dla zdrowia fizycznego i psychicznego jej, jak i wychowywanych w toksycznych relacjach dzieci.

Powołani do pokoju
W tych sytuacjach rozwód nie jest czymś złym, lecz rozwiązaniem przynoszącym wolność od relacji, w której druga strona wyrzekła się przymierza, podeptała je i zniszczyła. Osoba poszkodowana w takim związku nie powinna czuć się w jakikolwiek sposób oskarżona, gdyż nie było jej intencją niszczenie przymierza, była bowiem ofiarą złych postaw i zachowań z drugiej strony. Tym bardziej nie może być potępiona w kościele przez swoich braci i siostry w wierze, powinna raczej otrzymać od nich wszelkie możliwe wsparcie i zrozumienie. Przykre jest to, że w wielu wypadkach ludzie, którzy przechodzą przez takie dramaty, nie znajdują pomocy w swoim kościele, a wśród osób będących z dala od wiary. Jeśli tak jest, daje to niechlubne świadectwo członkom danego kościoła.

Lepiej zapobiegać niż leczyć
Wiele problemów małżeńskich można by zawczasu rozwiązać, gdyby w lokalnych kościołach funkcjonowały odpowiednie służby poradnicze lub liderzy danego kościoła byliby do tego rodzaju pracy z małżeństwami odpowiednio przygotowani i posiadali niezbędną fachową wiedzę. Niestety kilkadziesiąt lat temu nikt o tym nie myślał, a otaczający nas zewsząd realny socjalizm nie dawał szansy zdobywania wiedzy. Obecnie o dostęp do edukacji nie jest trudno, jednak dalej w wielu kościołach duchowni, liderzy i inni usługujący nie są przygotowani, by zajmować się poradnictwem małżeńskim. Często niestety ludzie mają większą wiedzę na temat funkcjonowania komputera, telewizora albo giełdy niż na temat swojego własnego małżeństwa. Wiele młodych par wchodzi w małżeństwo, myśląc, że ich związek będzie bezproblemowy, że kryzysy ich nie dotyczą, bo oni przecież się kochają. Niestety życie w małżeństwie potrafi być bardziej skomplikowane, niż wydaje się to młodym ludziom.

Comments are closed.