Blogi
Boże prawa (Sierpień 12, 2017 8:09 pm)
On widzi tajemnice (Sierpień 2, 2017 7:54 pm)
Odwet Boży (Lipiec 26, 2017 12:31 pm)
Chodzenie w wymiarze nadnaturalnym (Lipiec 20, 2017 2:48 pm)
Samochód bez kierowcy (Lipiec 11, 2017 3:57 pm)
Nadszedł czas, by oczekiwać (Czerwiec 26, 2017 12:22 pm)

Czterech trędowatych

20141002_Freedom_1000

Tekst: Urszula Matan

Gdy czas oblężenia się przedłuża, można siedzieć w swojej twierdzy, czekając na śmierć. Ale można też z niej wyjść…

W 2 Księdze Królewskiej, w rozdziałach 6-7 jest zapisana bardzo ciekawa historia. Samaria doświadczała od długiego czasu ciężkiego oblężenia przez wojska Aramejczyków. W mieście panował przerażający głód, dochodziło do kanibalizmu, nie było widać żadnych szans na ratunek. Tak naprawdę jedyne, co było widać, to nadchodzącą śmierć. Król izraelski oskarżał Boga o ten stan rzeczy, grożąc śmiercią prorokowi Bożemu Elizeuszowi. Wówczas Bóg przemówił, dając Słowo, że nazajutrz Samaria stanie się wolna, a jedzenia będzie pod dostatkiem. Na Słowo to różnie zareagowano. Dla niektórych było ono absurdem, inni zachowali resztkę nadziei, że może jednak… Zatrzymam się na chwilę w tym miejscu, porównując to do naszego życia, ponieważ wierzę, że w Biblii wszystko może służyć pomocą w dzisiejszej sytuacji, nawet stare historie o królach.

W opresji

Przypuśćmy, że nasze życie wydaje nam się jak oblężona twierdza, właściwie to już niemal się dusimy – i od wewnątrz, i z zewnątrz. To może być wszystko – złe relacje w domu, znienawidzone przyzwyczajenia, z którymi nie umiemy skończyć, wewnętrzne zmagania, strach, odrzucenie, rany po traumatycznych przejściach – każdy może do tej listy dopisać własne problemy. Ucisk przeszkadza nam żyć normalnie, odbiera radość, rozwój, relację z Bogiem, nie widzimy nic przed sobą, właściwie żadnego wyjścia. Wokół ludzie mówią świadectwa Bożego działania, cieszą się zdrowymi relacjami, są radośni i szczęśliwi, a my, jak się zdaje, żyjemy w coraz większym koszmarze. Wreszcie przychodzi poczucie goryczy w stosunku do Boga, przeciwnik zaczyna poddawać nam myśli oskarżające Boga o wszelkie zło w naszym życiu.

W naszej biblijnej historii tu właśnie zaczyna się odmiana. Bóg wkracza na scenę i wyzwala swoje Słowo. Mam dobrą nowinę, drogi Czytelniku. Tam, gdzie już nie ma widzialnej nadziei na zmianę, Bóg lubi wkraczać do akcji. Po pierwsze nie pozwoli, żeby przeciwnik oskarżał Go o bycie złym i głuchym na wołanie swego ludu. To, co Bóg zrobił najpierw, to wypowiedział swoje Słowo. Prorok wypowiedział obietnicę całkowitego wyzwolenia.

Trędowaty bohater

Wierzę całym sercem, że to Słowo miało namacalną, najpotężniejszą w świecie moc zmienić rzeczywistość. Problem polega jednak na tym, czy potrafimy tak traktować Słowo w naszym życiu, jako nośnik wszechmocy Bożej. W sytuacji, w której zmiana wydawała się niemożliwa, Słowo było stuprocentową gwarancją odmiany. W tamtym momencie cud już się dokonał. Pozostało tylko wziąć ten cud dla siebie. Ludzie jednak otrzymali Słowo, ale nie ruszyli się z miejsca, nie zrobili nic z tym Słowem, a niektórzy nawet jawnie mu zaprzeczyli (i nie otrzymali swego cudu) – i pewnie tkwiliby tak długo, gdyby nie czterech trędowatych. A cóż to za bohaterowie?! – Brudni, śmierdzący, pewnie bez nosów i palców, poowijani w łachmany, nie mieli nic do stracenia. Już i tak byli uważani za umarłych. I to właśnie w głowach tych społecznych wyrzutków zrodziła się zbawienna, jak się potem okazało, myśl.

„A co będziemy tak siedzieć? Jeśli zostaniemy pod bramą Samarii, umrzemy z głodu. A jeżeli wejdziemy do miasta, tym bardziej. Chodźmy więc do obozu Aramejczyków, najwyżej nas zabiją (o ile można zabić martwego). A może jednak nie zabiją? No i poszli.

A tam, jak wiemy z historii – nikogo nie było. Bóg dotrzymał słowa, wykurzył wroga. Droga do wolności została otwarta. Ludzie otrzymali i wolność, i żywność, Bóg przywrócił im godność.

Szczerość równa się wolność

A jak to jest z nami? Czy oskarżamy wszystko wokół za nasz stan oblężenia, uciemiężenia (mąż nie taki, żona okropna, dzieci do niczego, kościół zły, praca nudna itd. itp.), czy też wołamy do Boga o prawdziwą przyczynę takiego stanu, czy chcemy zobaczyć, gdzie tak naprawdę jest nasz wróg, i wołać o Bożą interwencję. Bóg, po pierwsze, chce zawsze dotknąć istoty problemu, gdyż tylko poznanie prawdy nas wyzwoli. Potem wyzwala Słowo obietnicy, bo przecież On już wroga pokonał i nie ma powodu, żebyśmy nadal żyli uciemiężeni. Problem tkwi tylko w nas – czy chcemy przyjąć prawdziwy obraz, nawet jeśli jest dla nas niemiły, i poddać się pod Bożą rękę. W tamtej historii to grzech Izraelitów sprowadził na nich kłopoty, nie Bóg. Bóg jest tym, który wyzwala. Może w naszym życiu zdarzenia z przeszłości spowodowały, że staliśmy się pełni goryczy, złości, niewiary, oskarżający wszystkich wokół o nasze trudności, zamknęliśmy się w twierdzy strachu, niechęci i buntu: „Nie rusz mnie, nie dotykaj mojego życia”, a tak naprawdę czujemy się jak w Samarii, oblężeni i niemal umierający.

Przyjmijmy Słowo z Nieba – Jezus pokonał wroga, dokonało się! Spróbujmy, jak ci nieświadomi niczego trędowaci, iść na to miejsce, którego wszyscy się bali – i skonfrontować rzeczywistość. A może się okazać, że to, czego się tak baliśmy… to kłamstwo. Że żadnego wroga już nie ma! Oczywiście może tak być, że czeka nas trudny czas konfrontacji, ale jeśli się nie ugniemy i wytrwamy, to zobaczymy wolność i wyjdziemy na spotkanie swojego przeznaczenia.

Jedni będą musieli stawić czoła wewnętrznym problemom i grzechom – jeśli oskarżasz ludzi wokół, także najbliższych, o swoje problemy, to ich kontrolujesz i manipulujesz emocjami, bo tylko to daje ci jakie takie poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli jesteś po tej drugiej stronie, to pozwalając na kontrolę nad sobą, też grzeszysz, ponieważ stawiasz manipulującą tobą osobę wyżej Boga w swoim życiu. Taka relacja jest zabójcza i tylko stawienie czoła prawdzie i odważne przeciwstawienie się może dać wolność obu stronom, a co za tym idzie – wreszcie dać szczęście i spełnienie.

Król izraelski nienawidził Elizeusza, widząc w nim przyczynę problemów Izraela – cóż za absurd, odwrócenie rzeczywistości, bo przecież to jego własne grzechy wpędziły naród w niewolę, a prorok przyniósł tylko odpowiedź od Boga i wyzwolenie.

Jeśli jesteś kimś, kto cierpi uciemiężenie z zewnątrz, nie bój się, zdecyduj się pójść tam, gdzie do tej pory bałeś się wkroczyć, i weź swoją wolność. Może na początku wszystkie strachy piekła będą chciały cię zniszczyć, ale jeśli wytrwasz – zwyciężysz i przyniesiesz wolność sobie i innym, w tym swoim najbliższym.

Co powiedzą inni

Może powiesz, że trędowaci mieli luksusową sytuację, bo byli poza nawiasem społeczeństwa, nie musieli się przejmować, co kto o nich myśli, bo o nich już nikt nie myślał. My mamy tak dużo problemów z własną godnością, ambicjami, po prostu z cielesnością, że nie odważamy się zrobić czegoś radykalnego, co mogłoby nam przynieść wolność, ponieważ boimy się o nasz wizerunek w oczach innych. Pamiętaj jednak, że kiedy w końcu stwierdzisz, że dłużej już nie dasz rady, że po prostu umierasz, to będzie moment, kiedy nie będziesz już się przejmować, co kto o tobie pomyśli. I właśnie wtedy sięgniesz po swoją wolność. A wolni ludzie mogą wszystko, nawet zdobyć świat.

Na progu przebudzenia uczmy się od tych czterech trędowatych – wyjdźmy z oblężenia do naszej wolności! Odwagi!

Tags

Comments are closed.