Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Boża przychylność

Tekst: Natalia Madej

To będzie świadectwo o tym, jak Bóg ingeruje w ludzkie życie i wkracza ze swoją mocą, aby stało się coś, co jest po ludzku trudne lub nawet niemożliwe. W moim przypadku było to zdanie prawa jazdy w najbardziej niesprzyjających mi okolicznościach, gdy wszystko wokoło krzyczało, że się nie da. Nie poddałam się, bo większy jest Ten, który jest we mnie niż ten co jest na świecie (1 Jana 4:4).

Pewnie pomyślisz – cóż to jest, zdać egzamin? Wystarczy uczyć się testów, wziąć odpowiednią ilość godzin i prawko zdane. Niestety realia i statystyki mówią całkiem co innego. Z roku na rok dokładane są kolejne pytania do egzaminu teoretycznego. Słyszy się od znajomych, że ktoś podchodził do egzaminu kilkakrotnie i nie udało się uzyskać wyniku pozytywnego. Oczywiście przyczyny są różne, czasem ktoś popełni mały błąd, który będzie kosztował go przerwaniem egzaminu, ale zdarza się także, że egzaminator zrobi wszystko, żeby ulać delikwenta.

Kiedy rozpoczynałam kurs prawa jazdy, byłam bardzo pozytywnie nastawiona, aby go zdać. Teorię zrobiłam w dwa tygodnie, jazdy wyjeździłam w ciągu dwóch miesięcy. Po skończonym kursie, miałam około dziewięciu miesięcy przerwy, bo moja sytuacja osobista i finansowa nie pozwoliła mi na podejście do egzaminów. Kiedy się czegoś nie robi od razu, bywa, że to się ciągnie za człowiekiem. Gdy nadszedł czas zdawania egzaminów, nie było mi już tak do śmiechu. Zdawałam sobie sprawę z długiej przerwy i to powodowało, że byłam sparaliżowana strachem. Ale wtedy zrozumiałam, że Bóg nie dał mi Ducha bojaźni (2 Tym 1:7) i że „wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie” (Fil 4:13). Tak więc, zmotywowałam się, wzięłam się za testy i książkę i modliłam się, aby Bóg oświecił mój umysł, abym przyswajała wszystko, całą potrzebną mi wiedzę. O ile wcześniej miałam problemy z testami, tym razem spostrzegłam, że mój umysł przyswajał wszystko, co przerabiałam. Idąc na egzamin z teorii, cały czas się modliłam, aby Bóg był ze mną, aby zabrał wszelki stres, aby wytężył moją koncentrację. Modliłam się też dużo w Duchu na językach. Ku mojemu zaskoczeniu, po skończonym teście, na ekranie ujrzałam wynik pozytywny z wysoką ilością punktów! Chwaląc Boga za Jego dobroć, wyszłam z sali.

Nie miałam pieniędzy na egzamin praktyczny i na dodatkowe jazdy, więc moje „prawko” znów odwlekło się w czasie. Jednak Pan mnie zaopatrzył i kilka tygodniu później udało mi się zapisać na najbliższy możliwy termin egzaminu. Dawno nie siedziałam za kierownicą, więc wykupiłam kilka godzin jazd i od razu poszłam na egzamin. Niestety, za pierwszym razem nie udało mi się zdać, popełniłam błahy błąd, choć miałam wspaniałego egzaminatora, który robił wszystko, aby mi pomóc. Pomimo niepowodzenia nie poddałam się, bo wiedziałam, że Bóg jest mi przychylny i w niebie jest Jego TAK na tą sytuację. Miesiąc później wykupiłam trochę więcej godzin, aby dojść do wprawy w jeździe po mieście. Omodlona przez moich wierzących przyjaciół, pojechałam na egzamin praktyczny.

Gdy czekałam na swoją kolej, widziałam kolejnych kandydatów wracających z placu bądź z miasta. Tylko jedna osoba zdała. Nie był to zachęcający widok, ale wiedziałam, kto idzie ze mną na ten egzamin. Obsługę samochodu przeszłam pozytywnie. Po tym egzaminator poprosił mnie o podjechanie na łuk. Łuk poszedł mi prawidłowo, na placu pozostał jeszcze tylko jeden manewr – ruszanie ze wzniesienia z hamulca ręcznego. Pomyślałam, że poradzę sobie z tym dobrze, gdyż nie sprawiało mi to żadnego problemu na kursie. Tutaj niestety czekała mnie niespodzianka. Nie do końca wyczułam samochód i silnik zgasł. Wzięłam kilka głębokich wdechów, w duchu rozkazałam ciału się uspokoić, po czym bezbłędnie wykonałam zadanie.

Później ruszyliśmy na miasto. Pan egzaminator był ogólnie milczący, odzywał się tylko wtedy, kiedy miałam wykonać jakiś manewr, więc nie stresował mnie dodatkowo. Czułam jak ręka Boża była nade mną, byłam nadnaturalnie skupiona (pomimo stresu), nie miałam także trudnych sytuacji na drodze. Pomimo to wiedziałam, że dopóki nie dojadę do MORD-u, muszę zachować spokój i pilnować się. Egzamin trwał ok. 45 minut. Kiedy wróciliśmy na miejsce i usłyszałam, że wynik jest pozytywny, nie mogłam w to uwierzyć. Oczywiście modliłam się wierząc, że On współdziała ze mną we wszystkim ku dobremu, gdyż go miłuję (Rz. 8:28), ale diabeł próbował zakraść się do mojego umysłu ze swoimi kłamstwami.

Bóg uczynił cud. Dziękuję Jemu za przychylność, którą otacza wierzących!

Comments are closed.