Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Bóg moim chirurgiem

20150923_Chirurdzy_1000

Tekst: Dorota Kamińska

Na skutek wypadku kilka miesięcy temu byłam hospitalizowana i operowana na oddziale chirurgii twarzowo-szczękowej. Zabieg przebiegł pomyślnie. Ostatnim etapem leczenia miała być kolejna operacja, tym razem polegająca na właściwym ustawieniu kości nosa.

Od samego początku specjaliści laryngolodzy stwierdzali ich otwarte złamanie oraz znaczne przemieszczenie. W środku przegroda nosowa była skrzywiona, przez co odczuwałam problemy w oddychaniu. Natomiast na zewnątrz wyczuwalne były w dotyku krzywizny nosa. Jego deformacja była oczywista.

Lekarz prowadzący zapowiedział ostateczną konsultację laryngologiczną na okres jesienny, kiedy to wcześniej składane kości twarzy powinny być już odpowiednio zrośnięte. Myśl o kolejnej operacji była dla mnie trudna do zniesienia. Dotychczas ból nosa bardzo mi dokuczał i dlatego ponowne, inwazyjne ingerowanie w jego kościec, nastawianie go, było równoznaczne z przedłużeniem okresu silnych dolegliwości. Jedyną alternatywą dla „manewrów” medycznych była interwencja Boża.

Cały czas z mężem i przyjaciółmi modliliśmy się o nadnaturalne, Ojcowskie dotknięcie korygujące. Bardzo pragnęłam, aby pod Jego mocą kości nosa wróciły na swoje miejsce. Na wizyty u kolejnych lekarzy – specjalistów, chirurgów, stomatologów, itp. – szłam z nadzieją, że usłyszę pozytywną diagnozę i orzeczenie o braku konieczności kierowania mnie na zabieg. Wychodziłam z nich jednak rozczarowana. Mimo to wciąż wierzyłam, że to nie jest dla mnie wyrok ostateczny i że wszystko jeszcze może się zmienić. Tak też się stało!

Jednego niedzielnego poranka obudziłam się, uświadamiając sobie nagle, że po raz pierwszy od początku wakacji nie rozpoczynam dnia odczuwaniem przeszywającego bólu twarzy. Półtora tygodnia później udałam się do polecanego przez znajomych chirurga laryngologii, który miał podjąć się operacji nosa. Po jego dokładnym obejrzeniu, zdziwiony zapytał o cel wizyty. Musiałam opowiedzieć mu całą historię, od chwili wypadku po dotychczas przeprowadzone leczenie. Lekarz nie mógł w to uwierzyć. W jego ocenie kości nosa wyglądały tak, jakby nigdy nie były połamane, a jedynym śladem po zranieniach były zewnętrzne obrażenia i blizny skórne.

Na pożegnanie usłyszałam moją wymarzoną diagnozę. Dzięki Łasce Boga, któremu ufałam, niedowierzający mi lekarz orzekł, że w takim stanie kośćca nie istnieje potrzeba przeprowadzania operacji nosa. Tak bardzo dziękuje Tatusiowi za ten cud. On Jest moim cudownym, najdroższym Chirurgiem :-)

Comments are closed.