Blogi
Duch Święty (Luty 20, 2018 3:12 pm)
Niech stanie się światłość (Luty 12, 2018 11:21 pm)
Mój wybór: trwanie w Chrystusie! (Styczeń 30, 2018 6:41 pm)
Na czym polega działanie apostolskie? (Styczeń 29, 2018 12:08 pm)
Światłość świeci (Styczeń 22, 2018 10:00 pm)
Zrób krok w kierunku Boga (Styczeń 16, 2018 9:29 pm)

Bóg moim chirurgiem

20150923_Chirurdzy_1000

Tekst: Dorota Kamińska

Na skutek wypadku kilka miesięcy temu byłam hospitalizowana i operowana na oddziale chirurgii twarzowo-szczękowej. Zabieg przebiegł pomyślnie. Ostatnim etapem leczenia miała być kolejna operacja, tym razem polegająca na właściwym ustawieniu kości nosa.

Od samego początku specjaliści laryngolodzy stwierdzali ich otwarte złamanie oraz znaczne przemieszczenie. W środku przegroda nosowa była skrzywiona, przez co odczuwałam problemy w oddychaniu. Natomiast na zewnątrz wyczuwalne były w dotyku krzywizny nosa. Jego deformacja była oczywista.

Lekarz prowadzący zapowiedział ostateczną konsultację laryngologiczną na okres jesienny, kiedy to wcześniej składane kości twarzy powinny być już odpowiednio zrośnięte. Myśl o kolejnej operacji była dla mnie trudna do zniesienia. Dotychczas ból nosa bardzo mi dokuczał i dlatego ponowne, inwazyjne ingerowanie w jego kościec, nastawianie go, było równoznaczne z przedłużeniem okresu silnych dolegliwości. Jedyną alternatywą dla „manewrów” medycznych była interwencja Boża.

Cały czas z mężem i przyjaciółmi modliliśmy się o nadnaturalne, Ojcowskie dotknięcie korygujące. Bardzo pragnęłam, aby pod Jego mocą kości nosa wróciły na swoje miejsce. Na wizyty u kolejnych lekarzy – specjalistów, chirurgów, stomatologów, itp. – szłam z nadzieją, że usłyszę pozytywną diagnozę i orzeczenie o braku konieczności kierowania mnie na zabieg. Wychodziłam z nich jednak rozczarowana. Mimo to wciąż wierzyłam, że to nie jest dla mnie wyrok ostateczny i że wszystko jeszcze może się zmienić. Tak też się stało!

Jednego niedzielnego poranka obudziłam się, uświadamiając sobie nagle, że po raz pierwszy od początku wakacji nie rozpoczynam dnia odczuwaniem przeszywającego bólu twarzy. Półtora tygodnia później udałam się do polecanego przez znajomych chirurga laryngologii, który miał podjąć się operacji nosa. Po jego dokładnym obejrzeniu, zdziwiony zapytał o cel wizyty. Musiałam opowiedzieć mu całą historię, od chwili wypadku po dotychczas przeprowadzone leczenie. Lekarz nie mógł w to uwierzyć. W jego ocenie kości nosa wyglądały tak, jakby nigdy nie były połamane, a jedynym śladem po zranieniach były zewnętrzne obrażenia i blizny skórne.

Na pożegnanie usłyszałam moją wymarzoną diagnozę. Dzięki Łasce Boga, któremu ufałam, niedowierzający mi lekarz orzekł, że w takim stanie kośćca nie istnieje potrzeba przeprowadzania operacji nosa. Tak bardzo dziękuje Tatusiowi za ten cud. On Jest moim cudownym, najdroższym Chirurgiem :-)

Comments are closed.