Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)
Kwalifikacje Bożego przywódcy (Kwiecień 27, 2018 1:41 pm)

Błogosławieństwo za posłuszeństwo

20141211_Complete_1000

Przez długi czas modliliśmy się wraz z mężem o przełom finansowy. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy Bóg mocno pracował nad naszą mentalnością i sposobem funkcjonowania w tej dziedzinie.

Mając Boga – Dawcę za najlepszy przykład, sami z siebie i naszych portfeli dawaliśmy przy każdej okazji i bez okazji, czas i pieniądze, dla Pana, na Królestwo, ludziom i Kościołowi. Poddaliśmy się większej dyscyplinie budżetowej, by zapobiec niekontrolowanym przeciekom gotówki na potrzeby wagi pięciorzędnej. I choć mieliśmy świadomość zachodzących w nas przemian, to na naszym rachunku nic się nie zmieniało (tzn. nic nie przybywało). Wysłuchaliśmy w tym okresie wiele świadectw Bożego działania i finansowego błogosławieństwa w życiu innych ludzi, podczas gdy sami nie mogliśmy się podzielić niczym imponującym. Niekończące się oczekiwanie coraz bardziej nas frustrowało, aż wreszcie…

Zwiastuny fortuny

Pierwsza trwała zmiana przyszła w momencie, gdy nasz dorosły już syn zaczął pracować. Do tej pory mój mąż był jedynym żywicielem rodziny, przez co ledwie wystarczało nam od początku do końca miesiąca, a często po prostu brakowało. Ja zaś, udzielając się w fundacji (zajmującej się osobami po trudnych doświadczeniach życiowych, potrzebującymi wsparcia), nie mogłam sobie wyobrazić możliwości pogodzenia tej służby z pracą zawodową. Ale już znacznie wcześniej, bo około dwa lata przed usamodzielnieniem się syna zaczęły pojawiać się symptomy polepszenia naszej sytuacji, tylko że wtedy – jak się okazało – w ogóle ich nie dostrzegałam. W drodze do fundacji przejeżdżałam bowiem blisko domu starców i kilkakrotnie, regularnie, co jakiś czas przychodziły mi do głowy „myśli”, by tam iść i dowiedzieć się o pracę. W wirze fundacyjnych obowiązków zupełnie je odrzucałam, traktując jako impulsy fantazyjne i nierealne. Nieustannie trwaliśmy w modlitwie, jednak nasza sytuacja materialna nie tylko nie polepszała się, ale z roku na rok pogarszała. W końcu, któregoś poranka minionego lata, dość już zrezygnowana modliłam się, przedzierając się opornie przez gęstwinę bezsilności wobec braku pomysłu na życie. Pod jej koniec, ostatkiem sił zapytałam Boga, co mam robić w sprawie mojego zatrudnienia i pilnej potrzeby uzyskania dodatkowego źródła dochodu.  I usłyszałam… To był cichy głos Ducha Świętego, mówiący: „idź w końcu do TEGO Domu opieki i  dowiedz się tam o pracę…”.

„Posłuszeństwo lepsze niż ofiara” (1 Sam. 15:22)

Musiałam przyznać ze wstydem, że w nieposłuszeństwie, co do Bożej woli odnośnie mojego życia zawodowego, trwałam niemal dwa lata. Tym razem, nie czekając już chwili dłużej, niemal wybiegłam z domu i po chwili znalazłam się w dziale kadr TEGO Domu, pytając o jakieś wolne etaty. I poinformowano mnie, że akurat potrzebują pokojowej. Wpadłam w zakłopotanie, ponieważ nie o takiej pracy myślałam, lecz w chwili obecnej to było jedyne wolne stanowisko. Przypomniałam sobie jednak Boże przynaglenie i ukierunkowanie w tej sprawie. Nie rozmyślając więc dłużej zdecydowałam się podjąć tę pracę. Na kolejną niespodziankę nie musiałam czekać długo, tylko chwilę. Kiedy bowiem spytałam o zarobki, wyjaśniono mi uprzejmie, że nawet pracując na pełen etat nie będę pobierała pensji w najniższym wymiarze krajowym.

Wychodziłam stamtąd w poczuciu rozczarowania. Zdawało mi się, że za swoje posłuszeństwo Bogu płacę więcej, niż w nowej pracy mieli płacić mi. Niepojęte było dla mnie, cóż to niby miało być za niebiańskie prowadzenie? Jakże mogłam tę sytuację uznać za zwiastun mojego osobistego przełomu finansowego, skoro otwarły mi się „drzwi” do zatrudnienia z pensją, do której nawet nie wypadało mi się przyznać. W tak rozpaczliwym momencie, po raz kolejny usłyszałam spokojny głos Boży: „to ma być nie tylko twoja praca, ale też misja”.

Kiedy przez kolejne dni robiłam badania u lekarzy z medycyny pracy, czułam, że coś się we mnie gnie, łamie, umiera. Oczekiwałam i przewidywałam raczej, że prędzej mąż awansuje, niż ja będę musiała pracować zarobkowo. A nawet, gdy tego nie wykluczałam, ale liczyłam się z wystąpieniem takiej konieczności, to wiązałam ją z zatrudnieniem na zupełnie innym stanowisku, lepiej płatnym. Tymczasem ulatywały ze mnie moje pragnienia, marzenia, wyobrażenia, itp. Jednakże byłam gotowa wypełnić Bożą wolę, choć „prezentowała” się ona tak odmiennie od tego, co nosiłam w sercu.

„A wiecie, że książęta narodów nadużywają swej władzy” (Ew. Mat. 20:25)

Jeszcze dobrze nie wejrzałam we wszystkie kąty pomieszczeń, które miałam sprzątać, a już dotarł do mnie przygnębiający news, że pomimo corocznych obietnic, od wielu lat w tym zakładzie pracownicy na niżej opłacanych etatach nie widzieli podwyżek. I nigdy nikt nie mógł poznać przyczyny takiego stanu rzeczy. Niebawem przekonałam się, że nie są tu przestrzegane normy sanepidu, pracownicy nie mają na swoich stanowiskach odpowiedniego wyposażenia sprzętowego, a pensjonariusze nie są objęci odpowiednią opieką. Po wszystkich zakamarkach i piętrach mojej nowej „placówki misyjnej” krążyły tajne przypowieści o „władcy” dyrektorze i jego magicznym świecie przeróżnych układów oraz zaczarowanych jego aurą funkcjonariuszy organów kontroli. Dobrodzieje owi, mimo wielu skarg mieszkańców i pracowników,  nigdy niczego niepokojącego tu nie odkryli.

Żal mi było pracowników, którzy wyglądali jak gromada żołnierzy – tułaczy bez dowódcy, albo służba bez gospodarza. Jeszcze bardziej bolało mnie serce, gdy widziałam jak pensjonariusze – ludzie starsi, w różnym stanie sił i umysłowości – są zaniedbywani, pozostawiani sami sobie, bez należytego im szacunku i troski. Rozumiejąc ich osamotnienie i bezradność zastanawiałam się, czy nie powinnam zatrudnić się jako opiekunka, by móc rzetelnie zaopiekować się nimi. Wymagało by to ode mnie ukończenia rocznej szkoły, ale nie wiedziałam, jak jeszcze miałabym na naukę wygospodarować dodatkowy czas, skoro już teraz mi go brakowało. Chcąc jednak dobrze dla jednych i drugich,  postanowiłam w sercu, że będę intensywnie modlić się o jakieś cudowne, Boże, kompleksowe rozwiązanie.

„Cokolwiek czynicie, czyńcie jak dla Pana” (Kol. 3:23)

W całej tej mojej akcji interwencyjnej Bóg dał mi możliwość głoszenia mieszkańcom Domu Ewangelii oraz modlenia się o ich uzdrowienie. W związku z tym, jednocześnie zwracałam pilnie uwagę na to, by jakość mojej pracy była najwyższa, a zachowanie nienaganne. Wykonywanie obowiązków poprzedzałam modlitwą. Przyjęłam za normę i wyznałam to Panu, że chcę tak pracować, by On przez tę pracę był w pełni uwielbiony. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Bóg bardzo łaskawie uhonorował moją deklarację.

Pomimo wszelkich moich starań czułam, jak z tygodnia na tydzień poziom wymagań jest mi podwyższany. Więcej zadań, staranności, cierpliwości, opanowania i poświęcenia, okazywanych nie tylko mieszkańcom Domu. Nie mniejszym wyzwaniem były dla mnie relacje ze współpracownikami. Im więcej, sumienniej i wydajniej pracowałam, tym mniej moja postawa podobała się moim koleżankom. Na pojawiające się z ich strony „zastrzeżenia” starałam się odpowiadać z łagodnością. Byłam dla nich miła, życzliwa i zawsze chętna do pomocy, pomimo przykrości, jakich od nich doznawałam. Bardzo mi zależało na tym, by zobaczyły we mnie Jezusa, Jego charakter, miłość i zdolność zwalczania zła dobrem. Starałam się postępować dosłownie tak, jak naucza Biblia: „będąc wśród pogan, zachowujcie się nienagannie. Gdy bowiem nadejdzie dzień powrotu Pana, nie będą już niesłusznie was oskarżać, ale przypomną sobie wasze dobre czyny i będą wielbić Boga” (1 Piotra, 2:12, PSZ).

Przełom

Tak oto atmosfera wokół mnie nieustannie gęstniała. Jako nowa pracownica nie miałam przy sobie zaufanych przyjaciół. Na horyzoncie mogłam dostrzec ledwie kilku potencjalnych sprzymierzeńców. Ale decydujący w tych frontowych warunkach był jeden fakt – ze mną był Mój Prawdziwy Pracodawca! I On, i ja nie znosiliśmy dziejącej się tu anarchii i bezprawia. Wiedziałam, w jakich warunkach najłatwiej się one rozpleniają. Słowo Boże mówi: „ponieważ wyroku skazującego za zły czyn nie wykonuje się szybko, przeto wzrasta u synów ludzkich chęć pełnienia złego” (Koh. 8:11-12).

Dlatego nie dałam za wygraną.

Sprzyjały mi nieco warunki, ponieważ powierzone mi zadania służbowe dawały możliwość modlenia się bez uszczerbku dla wykonywanej pracy. O przełom modliłam się więc nieustannie. Nie ustawałam w modlitwie o mieszkańców i ich spokojną, komfortową starość. Modliłam się o pracowników, zmianę organizacji pracy oraz wszelkich uwarunkowań, kształtujących rzeczywistość Domu. Następstwa konsekwentnego, wiernego i posłusznego stania na powierzonym mi „posterunku” okazały się druzgocące. Po trzech miesiącach mojej pracy, do Domu zawitała nieoczekiwanie… kolejna kontrola.  No i zaczęło się oblężenie twierdzy dotychczas niezdobytej.

W konsekwencji pan dyrektor został zwolniony. Na jego miejsce przyszedł kolejny, noszący w sobie reformatorskiego ducha, który z wielkim sercem ojca – menadżera zaczął zaprowadzać nowe porządki. Poczynił on wiele radykalnych kroków, by poprawić warunki życia mieszkańców i pracy personelu. Między innymi zatroszczył się też i o to, by podwyższyć nasze zarobki do poziomu godnego i legalnego (zgodnego z obowiązującym prawem pracy). W Domu z dnia na dzień przybywało życia. Ale na laurach wcale spocząć nie zamierzałam…

„A wiemy, że Bóg współdziała ku dobremu”… (Rz. 8:28)

Dziękowałam Bogu za cudowny przełom, nowego dyrektora i jego reformatorską działalność. W tym czasie akurat odwiedził naszą rodzinę pastor, który udzielając nam błogosławieństwa oznajmił w prowadzeniu Ducha, że Bóg chce wykorzystać mój talent krawiecki w pracy zawodowej. I znów byłam zaskoczona. Z jednej strony nie miałam wątpliwości, co do tego, że to On mnie do Domu opieki posłał. Pogodziłam się już z moim zakresem obowiązków. Przekonałam się nawet, że moja nowa praca może sprawiać mi radość i satysfakcję. Ale z drugiej strony zapomniałam już o swoim dawnym zawodzie krawcowej, przez co wcale nie wiązałam z nim już mojej przyszłości. Jednak z Bogiem nudzić się nie można…

Okazało się, że Dom pomocy zatrudniał też na etacie właśnie krawcową, która szyła ubrania mieszkańcom i zajmowała się naprawą pościeli. Nic nie wskazywało na to, aby ten etat za mojej kadencji miał się zwolnić, stąd też nigdy się nim nie interesowałam. Jednak wbrew temu, w posłuszeństwie wobec pastorskiego słowa poszłam do kadr, tym razem zgłaszając swoją gotowość podjęcia pracy krawcowej, w razie gdyby to miejsce się zwolniło. Obiecano mi, że pamięć o tej deklaracji będzie zachowana na długo i w obecnym pokoleniu kadrowców nie zaginie. Tak też się stało. Upłynęło trochę czasu, gdy moja oddziałowa poinformowała mnie o życzeniu nowego dyrektora widzenia się ze mną. Tenże powiedział mi wówczas o zgodzie na zmianę stanowiska pracy. Pastorskie słowo ciałem się stało…

„Wierny jest Ten, który dał obietnicę” (Hbr. 10:23)

Bóg wynagrodził moje posłuszeństwo i dokonał rzeczy dla wieloletnich pracowników Domu opieki niewyobrażalnych. Radykalnie, w krótkim czasie zmieniła się w nim na lepsze koniunktura, komfort życia, jakość i warunki zatrudnienia oraz płace. Dzisiaj sprawnie funkcjonuję pomiędzy domem, służbą i pracą. Mogę godzić jedno z drugim i trzecim, co nie tak dawno jeszcze wydawało mi się niewykonalne.

Przekonałam się, jak cenny jest darowany wierzącym autorytet duchowy oraz siła i skuteczność naszego oddziaływania na środowisko, w którym żyjemy. Bardzo często, gdy zaczynamy bywać w niesprzyjających warunkach, wycofujemy się z relacji, rezygnujemy z pracy, uciekamy przed wyzwaniami, trudnościami, napierającym zewsząd złem. Zamiast dezerterować, możemy jednak wywierać silny wpływ na siebie i otoczenie, w konsekwencji zmieniając na lepsze rzeczywistość nie tylko własną, ale też innych ludzi ze społeczności lokalnej, czy całego kraju. Dzieje się tak, jeśli tylko – zgodnie z wolą Bożą, oddani Mu i posłuszni – wchodzimy w miejsce naszego przeznaczenia i powołania…

Autorka: nazwisko znane Redakcji

Comments are closed.