Blogi
Charakter w ogniu prób (Listopad 21, 2017 11:59 pm)
Unikanie ducha plotkarstwa (Listopad 14, 2017 5:50 pm)
Wbrew odczuciom: Nie jesteś sam (Październik 31, 2017 2:06 pm)
Cena bycia wielkim (Październik 24, 2017 3:09 pm)
Przełamywanie przeszkód (Październik 17, 2017 2:22 pm)
Para w gwizdek (Wrzesień 30, 2017 5:30 pm)

Avatarska tożsamość

avatar1000

Tekst: Dariusz Niewinowski

 

Bóg jest obiektywny, bo jest doskonały, a przed naszym urodzeniem wyrysował nas na swej dłoni. Powinniśmy więc ten piękny wzorzec codziennie odkrywać i konfrontować ze stanem faktycznym.

 

Mesjasz powiedział, że „…nikt nie przychodzi do niego zanim nie zostanie pociągnięty przez Ojca”. Uświadomienie tej zależności sobie samemu jest szalenie istotne dla każdego wierzącego. Ile to razy wpadałem w kanał super satysfakcjonującego myślenia o sobie, w stylu: chyba nie jestem letnim chrześcijaninem, że na tle ogółu wypadam całkiem, całkiem. Ile to razy Duch Święty pokazywał mi niebezpieczeństwo płynące z faktu, iż bardziej w tej relacji z Bogiem ufam sobie niż Jemu. Każdy, kto zapiera się swych duszewnych – nie poddanych Bogu pragnień znajdzie prędzej czy później SAMEGO SIEBIE, znajdzie swą prawdziwą tożsamość w Bogu.

„Kim Jestem?”. To fundamentalne pytanie, które zadaje sobie człowiek, ale nie każdy potrafi jednoznacznie się zdefiniować, określić czy opisać. Często tracimy kontakt sami ze sobą, ze swoimi uczuciami, zapieramy się siebie – nie chcemy wiedzieć, kim naprawdę jesteśmy, boimy się że zwierciadło Bożego Słowa nas obnaży i zmyje makijaż udawania. Bóg nie lubi udawania, nie tylko dlatego że nie można przed Nim nic ukryć, ale też – a może przede wszystkim – dlatego, że Bóg chce, byśmy nosili w sercu swój prawdziwy obraz. No tak, ale jaki jest prawdziwy obraz nas samych? Czy to, co myślę o sobie jest miarodajne, czy raczej to, co mówią o mnie inni? Myślę, że prawdziwy – Avatarski[1] – obraz nas samych ukryty jest w Bożym umyśle i sercu. Bóg jest obiektywny, bo jest doskonały, a przed naszym urodzeniem wyrysował nas na swej dłoni. Powinniśmy więc ten piękny wzorzec codziennie odkrywać i konfrontować ze stanem faktycznym. Całą sprawę komplikuje obraz samego siebie wyniesiony z naszego domu rodzinnego, w którym zostało ukształtowane, zdrowo lub nie, nasze wyobrażenie o nas samych. Jakże często w dysfunkcjonalnych rodzinach tworzy się patologiczny i wykrzywiony obraz nas samych. Dziś jednak – cokolwiek stało się w przeszłości, powinniśmy podjąć walkę o szukanie swej prawdziwej tożsamości, swego prawdziwego imienia. Każdy może się zagubić w nieadekwatnej samoocenie, ale tylko Bóg zna prawdę i nie użyje jej przeciw nam, lecz przeciwnie – objawia ją (czasem delikatnie w pochwałach a innym razem dramatycznie przez napomnienie). Wszystko po to, byśmy się przemieniali na Jego obraz. Przez stawanie się kimś na Jego Obraz (gr. ikon – od tego pochodzi słowo „ikona”) stajemy się jednocześnie bardziej sobą – dlatego, że w Jezusie objawiła się pełnia boskości w pełni człowieczeństwa, pełen wzorzec spójnej osobowości Syna. Wpatrzeni w ten obraz zostajemy przemienieni z chwały w chwałę. Często wypieramy ze swej świadomości prawdy o nas samych objawione nam przez Boga, które przychodzą poprzez ostrą uwagę od brata, współmałżonka czy kolegi. Unikamy Bożej konfrontacji, bo boimy się odrzucenia. Szczęśliwy człowiek, który sam siebie nie sądzi… pisał apostoł Paweł. Mówił o kimś, kto trwa w relacji z Bogiem bez udawania kogoś innego.

Dawid wołał nie raz do Boga: „Panie znasz mnie i wiesz…poznaj mnie, zbadaj czy nie kroczę drogą występku”.(Psalm 139) Nie bał się odrzucenia, bo wiedział, że Boża miłość sięga dalej niż nasze obronne zachowania czy reakcje, pyszne wywyższanie się nad braci za kuluarami. Siła Dawida tkwiła w tym, iż poznał swe słabości, przyniósł je przed Arkę i rzekł: …tak to prawda, taki jestem bez Ciebie, bez twej chwały i oczyszczającego hizopu! Dawid zrozumiał po śmierci Uzzy, że w swej sile i swych koncepcjach narobi sobie tylko kłopotu zamiast dokonać odnowy intymnej relacji Izraela z Bogiem – ostatecznie poddał się, Boże zwierciadło Prawa ukazało mu jego odstępstwa aż zapiekło – ale było warto. Szedł w górę rzeki w poszukiwaniu siebie w Nim, a kiedy „się znalazł” dostrzegł, że chodził swoimi drogami, że uwikłał Boga w swe sposoby, zignorował przepisy Prawa, dotyczące noszenia skrzyni Bożej. W konsekwencji nie sprowadził Arki do Jerozolimy. Oto wielki wojownik podbijający narody poniósł klęskę na swej własnej ziemi. Potem nastąpiło coś ważnego: pokutował, zmienił myślenie, zorganizował wszystko jak należy – jak nakazał Bóg w Słowie. Kiedy więc lewici wnosili Arkę Przymierza, on zdjął ubranie i tańczył przed Arką w szaleńczym tańcu poddania, upojony Bożą akceptacją. Tak, to był proroczy taniec. Całe niebo i nieliczni na ziemi widzieli, że Dawid – choć prawie nagi, obnażony jak niewolnik – ubrany był w tym dniu w coś innego niż zwykle. Były to Boże szaty chwały, niebiańska tożsamość. Dawid proklamował siebie i Jego: pokazał nam wszystkim, że w Nim jest zupełnie obnażony, że nie musi nic ukrywać i że wtedy właśnie czuje się świetnie i jest szczęśliwy! To dla nas ważna wskazówka. Komfort Bycia sobą jest bezcenny – tak często brakuje nam tego w relacji z Bogiem, a najczęściej w relacjach z ludźmi w kościele, życiu zawodowym. W skrajnych przypadkach ludzie odrzucają swe cechy charakteru, marzenia, swą seksualność i brną w uzależnienia. Na przykład badacz Streit, badający rodziny narkomanów twierdzi, że istnieje związek między patologicznym zachowaniem młodzieży a ich spostrzeganiem rodziny, bo „(…)młodzież sięga po narkotyki nie po to by zmienić siebie lub otaczającą rzeczywistość, ale by zmienić percepcję siebie lub rzeczywistości[2]. By zmienić percepcję SIEBIE!

Michal – żona Dawida nie „załapała” ponadczasowości tego, na co wtedy patrzyła. Oto na jej oczach rozgrywał się swoisty POWRÓT do poziomu intymności i poddania człowieka wobec Boga z Edenu. Michal nie odczytała przesłania, które Bóg kierował do narodu: „…pokażcie swe prawdziwe oblicze, obnażcie się, poddajcie a zamieszkam z Wami”. Michal przez swą ślepą zatwardziałość i szukanie akceptacji tłumów nie uszanowała tego swoistego spektaklu pomazańca przed swym Bogiem, wzgardziła Dawidem w sercu i została bezpłodna. To smutne.

Nasze Chrześcijaństwo nie powinno być plastikowo odtwórcze i zachowawcze, pozbawione uczuciowej szczerości. Musimy w naszych kościołach wyśpiewywać swe serce, wyśpiewywać emocje, wykrzyczeć swe uczucia wobec Boga – Bóg Jest Bogiem żywych a nie umarłych (Ew. Marka 12:27). Nie żyjesz – nie czujesz. Jakie to proste. W naszych pieśniach śpiewanych podczas nabożeństw jest często tak mało uczucia, tak mało prawdziwego odzwierciedlenia tego, co przeżywamy, tak mało szczerych emocji, że nasze uwielbienie brzmi jak zarysowana winylowa płyta – igła się cofa i co chwila powtarzamy te same schematyczne zachowania. Przecież nasze uwielbienie nie może być oderwane od naszego prawdziwego życia – ma być właśnie stylem życia chwalcy Pana i tego odzwierciedleniem. Każdy kto tym żyje, może chodzić w szczerości przed Panem i samym sobą, daje to niesamowitą wolność od chorych zależności, od opinii ludzkiej. Jeśli On wszystko o mnie wie i mnie akceptuje, to już nie muszę się bać obnażenia swych uczuć, nie muszę się wstydzić, nie muszę udawać, nie muszę się pudrować, próbować przypodobać się innym – łatwo stracić wtedy swoje prawdziwe „ja” i wejść w udawanie kogoś, kim nie jesteśmy.

 

Jakże pragnę powiedzieć: Spójrzcie ludzie jestem wreszcie sobą, podziwiajcie mnie takim, jakim jestem! Tak wielu tego pragnie, szukają tego jednostki i narody, szukają tego cywilizacje, szukamy desperacko swej tożsamości, wyjątkowości i indywidualnego wyróżnika. Amerykańska badaczka rodzin powiedziała kiedyś, że „…dziecko szuka w oczach rodzica odzwierciedlenia samego siebie”. Szukajmy tego w Bogu, bo tylko On jest lustrem, lustrem nie fałszującym naszego odbicia.

[1] Film „Avatar”  wniósł nową jakość do światowego kina w dziedzinie animacji; przez określenie Avatarski rozumiem po prostu coś awangardowego o niespotykanej jakości.

[2] A. A. Rawa „Rodzinne uwarunkowania narkomanii”, wydawnictwo „Annales” Uniwersytetu Lubelskiego, 2002, nr XV, s. 4, (www.annales.umcs.lublin.pl), pozyskano 13.04.2007

 

Dariusz Niewinowski – mąż Agnieszki, ojciec dwojga synów, pełni funkcję pastora, z wykształcenia pedagog, mieszka w Kostrzynie nad Odrą.

Comments are closed.