Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)

​„Jezus na Stadionie Narodowym”

20130710_JB_1000

Tekst: Andrzej Stepanov

Billboardy i reklamy o wizycie znanego księdza Johna Bashabory pojawiły się już w okresie zimowym. Byłem ciekaw, co przywiezie charyzmatyczny ksiądz z Ugandy, na koncie którego są nie tylko liczne uzdrowienia, ale i wskrzeszenia z martwych. Osobiście nie chciałem tam iść, bo wiedziałem, jak to będzie wyglądało. Zabrał mnie tam brat Wojtek, który miał akurat bilet.

Przebieg spotkania był podobny do tych z lat 90. Zeszłego wieku, w których aktywnie brałem udział, służyłem, a nawet przemawiałem. Ale była pewna różnica. Dużo mniej mocy Ducha Świętego niż w latach 90. Spróbuję to wyjaśnić.

Ksiądz John, ucząc z Biblii, mówił biblijnie, nie po katolicku, dobrze sie słuchało o wierze, Słowie Bożym, mocy Ducha. Spytał 60-tysięczny tłum: „Kto ma ze sobą Biblię? (kilka osób podniosło rękę) Jeśli nie masz Biblii, to nie jesteś prawdziwym katolikiem!”. Okazało się, że to ja byłem prawdziwym katolikiem w tym momencie, bo miałem Biblię. Papierową i elektroniczną. Wcześniej słyszałem, że Bashabora nie ma daru nauczania, i okazało się to prawdą. Mówił o wszystkim po trochu. Trudno było śledzić wątek i wysnuć jakieś wnioski. Ale kiedy się modlił, odczuwałem ruch Ducha Świętego. Po całym stadionie słychać było krzyki uwalnianych ludzi. W oddzielnych pokojach odbywały się egzorcyzmy i wrzaski zniewolonych czasem było słychać na stadionie.

Chór razem z księdzem, który prowadził to spotkanie, śpiewali w językach. Notabene – ten ksiądz był pełen Ducha. Ale stadion nie modlił się w językach. Przynajmniej w tej części, gdzie byliśmy. I tu zauważyłem pierwszą różnicę. W latach 90. było tak, że całe zgromadzenie modliło się w językach i obecność Boża napełniała całe zgromadzenie, a potem były masowe uzdrowienia. Wtedy ludzie wstawali z wózków, głusi przychodzili, by świadczyć o uzdrowieniu, a właściciele grubych okularów zaczynali widzieć bez nich. A teraz nic z tych rzeczy. Dosłownie nic! Oczekiwałem, że na koniec spotkania coś się wydarzy, ale nadal nic. Może nie wolno było zapraszać ludzi do świadectw, ale gdyby były uzdrowienia, tłum to tu, to tam, reagowałby radością i okrzykami, bo tak zawsze się dzieje.

Mam swoją teorię na ten temat. W połowie spotkania zaczęły się tradycyjne katolickie elementy – msza i adoracja. Ksiądz John adorował hostię i wywyższał Jezusa w niej i prosił Boga o uzdrowienia. Wypowiedział około pięciu proroctw, zaś resztę czasu zajęło chodzenie z monstrancją i koncentracja na monstrancji, zamiast koncentracji na uwielbieniu niewidzialnego Jezusa. Bo moc objawia się w niewidzialnej istocie Boga (Rzm.1:20-21). W latach 90., choć podczas spotkań pojawiały się też elementy katolickie, ale uwielbienie było skierowane do Jezusa na tronie w niebie i Jezus potwierdzał to przez znaki i cuda. Bashabora modlił się o cuda w ugandyjskich wsiach i musiał ufać samemu Jezusowi, bez oddawania hołdu tradycji, i sama wiara działała. Ale kiedy na stadionie została uwielbiona tradycja, moc odeszła.

Masa tych ludzi była związana w swoich duszach. Ksiądz John nie poprowadził ich w wolności uwielbienia i modlitwy w językach. Bo wiara mówi! Wokół mnie słyszałem milczenie, a moja głośna modlitwa była jakby nie na miejscu. Możliwe, że ktoś narzucił Bashaborze kontrolę, lecz tego dnia hołd, który oddał tradycji, zatrzymał triumfalnie wejście Jezusa do Warszawy. Z drugiej strony widziałem zaciekawienie ludzi tym, co widzieli, i dla wielu to było już coś wielkiego. Zabrakło jednak najważniejszego! Głoszenie zbawienia w Jezusie i zaproszenia do przyjęcia zbawienia! Brzmiały tylko dziwne słowa, że już macie zbawienie przez chrzest i pamiętacie dzień swojego chrztu… a po chwili ksiądz John się  „opamiętał” i dodał, że to rodzice pamiętają. Odnowa w latach 90. głosiła, że mimo chrztu masz wyznać Jezusa Panem całego życia! A tu było, że masz zbawienie, bo rodzice zanieśli cię do księdza. I wydało się mi, że w tym momencie Duch został zasmucony. Tyle ludzi mogło w tym dniu świadomie wyznać Jezusa jako Pana i zbawiciela, i ich życie by zostało przemienione, a Pan by potwierdzał to słowo przez cuda. A cudów nie było, bo Jezus nie był głoszony. Była głoszona tradycja, choć ewangeliczne treści też.

Wyprzedzając ataki protestanckich radykałów od razu powiem. Bóg chce dotrzeć do katolików i też używa katolików w tym celu, na tyle, na ile oni już się otworzyli. Na podobnych spotkaniach ja się nawróciłem, choć długo jeszcze wierzyłem w bzdury, a Bóg mnie powoli uczył. Łyżką po łyżce. Otóż Bóg tam był i działał na tyle, na ile Mu pozwolono. Jezus jest pokorny i oddala się, kiedy Go nie chcą. I przybliża się, kiedy szczerze jest szukany.

Materiał pochodzi z bloga pastora Andrzeja Stepanova, www.andrzejstepanov.wordpress.com, wykorzystano za zgodą autora.

Tags

Comments are closed.