Blogi
Teologia Boża a teologia Jonasza (Czerwiec 18, 2018 6:12 pm)
Czy jesteś bogaty w Bogu? (Czerwiec 7, 2018 7:06 pm)
Prawdziwe objawienie (Maj 23, 2018 10:38 pm)
Potrzebujemy osobistego objawienia (Maj 10, 2018 3:54 pm)
Maria z Betanii (Kwiecień 30, 2018 2:34 pm)

​Czy Bóg nadal uzdrawia?

Tekst: Janusz Szarzec

Co jakiś czas, nie żeby często, ale jednak, pojawiają się w polskich mediach informacje dotyczące kościołów protestanckich/ewangelicznych i ich religijnych praktyk. Jeśli już do tego dochodzi, to zazwyczaj mówi się o Stanach Zjednoczonych, na sto procent błędnie podaje się nazwę danego wyznania (czemu to nie dziwi?), a prasowa notka bynajmniej nie służy pogłębieniu wiedzy przeciętnego Polaka na rzeczony temat.

W poszukiwaniu taniej sensacji kościoły ewangeliczne prezentowane są jako fundamentalistyczne, prawicowe, uwsteczniające swych członków sekty, w których dochodzi do żenujących wynaturzeń kultu chrześcijańskiego (w założeniu to liberalne kościoły europejskie, wymierające śmiercią naturalną, gdzie już nikt na poważnie nie wierzy Pismu Świętemu, mają być wzorem wszelakich cnót chrześcijańskich).

Dowiadujemy się z mediów między innymi o ludziach, którzy wierzą w uzdrowienie przez wiarę (jacy naiwni!). Wszak powszechnie wiadomo, że cudowne uleczenia może się i zdarzają, lecz za pośrednictwem wstawiennictwa jakiejś szczególnie świętej osoby (!) i raczej w obrębie jedynego prawomyślnego kościoła. Ale żeby tak każdy, kto tylko uwierzy Słowu Bożemu, mógł dostąpić cudu, to gruba przesada! A w ogóle, to czasy nadprzyrodzonych znaków i cudów w chrześcijaństwie przeminęły wraz z pierwszym pokoleniem apostołów.

Co w tym wszystkim jest naprawdę smutne, to fakt, że w biblijne uzdrowienie mocą Bożą wierzy dziś tak niewielu chrześcijan. A przecież nauczanie Jezusa, apostołów, jak i współcześnie miliony przypadków takich uleczeń nie pozostawiają cienia wątpliwości w kwestii nieprzemijającej dostępności uzdrawiającej mocy Bożej. Wszędzie tam, gdzie tylko pojawia się obecność Ducha Świętego i osobista, realna wiara człowieka, bez względu na czas i miejsce zdarzenia oraz przynależność wyznaniową zaangażowanych ludzi.

Owszem, jak to pewnie wytkną nieuleczalni sceptycy, zdarzają się i w tej dziedzinie nadużycia. Gdzie drwa rąbią… Prawda, są i tacy, którym wydaje się, że bezgranicznie wierzą. Nawet w stanach bezpośredniego zagrożenia życia nie wzywają lekarza, bo wychodzą z założenia, że modlitwa jest jedynym panaceum i w każdym razie zastępuje opiekę medyczną. Dla nich pójście do lekarza graniczy z grzechem, a już na pewno świadczy o niewierze modlącego się.

Bywają też kaznodzieje, którzy bez widocznych zewnętrznie efektów ich modlitw gwarantują wiernym, że cud się dokonał i że nie muszą już dalej się leczyć. Pół biedy, jeśli mamy do czynienia z drobniejszymi dolegliwościami. Gorzej, gdy pacjenci przerywają terapie i w konsekwencji umierają. Tego rodzaju sporadyczne incydenty miały miejsce w przypadku niektórych popularnych ewangelistów amerykańskich i bywało, że kończyły się pozwami sądowymi poszkodowanych.

Najlepszym rozwiązaniem wydaje się zasada, której przestrzegała słynna ewangelistka amerykańska XX wieku – Kathryn Kuhlman. Dzięki jej modlitwie dziesiątki tysięcy osób zostało trwale, natychmiastowo uleczonych z naprzeróżniejszych fizycznych dolegliwości. Zawsze jednak prosiła tych ludzi o medyczne potwierdzenie ich ostatecznego wyzdrowienia. – To jednoznacznie ucina wszelkie spekulacje.

Kiedy Bóg uzdrawia, dzieje się to naprawdę – na świadectwo wszystkim!
A właśnie dziś, bardziej niż kiedykolwiek w historii, na wskroś zlaicyzowane narody Europy, niedoświadczające działania prawdziwej mocy Ducha Świętego, potrzebują doznać kolejnej Pięćdziesiątnicy (wylania Ducha Świętego) tak, jak to miało miejsce na początku, gdy 2000 lat temu rodził się prawdziwy kościół Chrystusa.

Comments are closed.